Jasna ciemność cz 2

— Patrzysz na drzewo — szepnęła.
— Tak, to prawda.
— Masz na sobie jasnobłękitne ubranie, masz opaloną cerę. Patrzysz tam, gdzie zaczynają się konary.
— Tak, Wiedza się nie myliła. Ty zobaczysz więcej niż nie jeden kto ma oczy. Musimy iść na górę, tam gdzie mieszkam, pomogę ci.
— Czy będziemy tu schodzić, lubię to miejsce?
— Tak.
— Na razie będziesz jeść, potem jeśli zechcesz nauczysz się odżywiać światłem.
— Ty zjadasz światło, zamiast jedzenia?
— Tak.
Pomyślał, że jest bardzo dorosła jak na swój wiek.
— Chcesz nauczyć się widzieć jasność czy coś więcejł?
— Wszystkiego co możesz mnie nauczyć.  
Shuijing uśmiechnął się do siebie. To będzie najmłodszy mistrz Wiedzy, jakiego znała Ziemia, pomyślał. Wiedział, że się nie myli. Siedzieli chwilę w milczeniu.
— Czeka nas wspinaczka, nie wszyscy całkowicie sprawni ludzie mogliby przebyć tą drogę — zaczął. Jesteś jeszcze dzieckiem i nie widzisz, jednak to nie ma nic wspólnego z trudnością jako taką.
— Nie za bardzo rozumiem.
— Dobrze kochanie, pomogę ci.
— To dobrze, przy tobie czuję się pewniej. Czuję, że rozumiesz mnie bardziej niż inni, nawet rodzice.
— Jest tak, ponieważ oni kochają cię. I zabrzmi to dziwnie, ale to przeszkadza.
— Ty powiedziałeś, , , kochanie”, nie znaczy to, że też mnie kochasz?
— Tak, ale inaczej niż oni.
Mistrz cały czas czuł, że to dziecko jest bardzo dorosłe. Nie musiał rozmawiać z innymi dziećmi bo i tak wiedział, w jaki sposób myślą i mówią dzieci.
— Zanim wejdziemy do naszej kryjówki, chcę ci coś powiedzieć. A właściwie, zapytać.
Jeżeli pytanie będzie za trudne to nic, lecz jeśli będziesz mogła, odpowiedz mi.
— Mogę usiąść blisko ciebie, dziadku Shuijing? Trochę dziwnie tu, mimo że cię słyszę.
— Czy trochę się boisz?
— Trochę.
Mistrz wstał i wziął ją na kolana.
— Czy teraz lepiej?
— Tak. To ta cimność — odpowiedziała cicho. Czasem jest taka straszna — dodała jeszcze ciszej.
Shuijing mimo swego mistrzostwa pozostawał człowiekiem. I teraz poczuł zwykle, ludzkie uczucie do tego bezbronnego dziecka.
— Ciemność nie jest zła, ale już wkrótce będzie do ciebie przychodzić tylko jeśli zechcesz. Już wkrótce zobaczysz światło.
Promyk wtuliła się w jego chude, ale silne ciało i zasnęła.  
Ze skór, które przynieśli mu wiele lat temu jej rodzice, zrobił specjalne siedzenie i ułożył jej drobne ciałko. Założył ten żywy bagaż na plecy i zaczął wspinaczkę. Wchodził trochę dłużej z jej powodu. W końcu doszedł na miejsce. Położył dziecko na skale przed wejśćiem do groty. Promienie słońca grzały tu miło. Dziewczynka się obudziła.
— Zasnęłam.
— Miałaś miły sen?
— Widziałam kwiaty.
— Czułaś ich zapach?
— Nie pamiętam, chyba nigdy nie czułam nic w śnie. Tu jest nieco inaczej — rzekła nagle. Przeniosłeś mnie kiedy spałam?
— Tak, wziąłem cię na plecy, kiedy spałaś. Jesteśmy na miejscu. Tu mieszkam.
— Acha. Jest miło, ciepło, słoneczko grzeje.
— Tak, to prawda. Jesteś głodna?
— Tak, troszeczkę.
— Czy wiesz, że słoneczko nie tylko grzeje ale i karmi jak mama.
— Tak, a jak ono to robi?
— Kiedy bierzesz oddech to tak jak byś brała łyżeczkę zupki do buzi. Spróbuj to zobaczyć. I nie zapomnij podziękować. Słoneczko się ucieszy.
  Po pół godzinie, mistrz zapytał znowu.
— Jesteś głodna?
— Nie, zupka była smaczna.
Zaczęła się śmiać. Shuijing odczuł tą szczerą radość. Nic nie mówił przez chwilę.
— Co myślisz, dziadku Shuijing?
— Że twój śmiech to wspaniały deser.
— Myślisz, że szybko nauczę się widzieć jasność?
— Pamiętam, że zajęło mi dwa lata przestawić się na słoneczne jedzenie. Ty zrobiłaś to od razu. Jasność czeka u drzwi, tylko trzeba je odworzyć. Chciałem cię zapytać wcześniej, czy jak zaczniesz widzieć jasność, zechcesz odejść?
— Dziadku Shuijing, jesteś inny niż wszyscy, czuje to. Chcę nauczyć się dużo, dopiero wówczas może odejdę.
Kryształ, bo tak w tłumaczeniu brzmiało jego imię, uświadomił sobie, że zadał jej bardzo poważne pytanie, a ona jednak odpowiedziała.
— Czy znasz jakąś zabawę, w którą moglibyśmy się pobawić? — zapytała.
— Mam jedną.
Dał jej kawałek bambusa.
— Ja będę rzucał kamyki, a ty próbuj je trafić.
Guang stanęła i machała kijem w lewo i w prawo. Jednak słyszała tylko jak kamyczki uderzają o ścianę lub podłoże groty.
— Nie za bardzo mogę trafić — rzekła bez zmartwienia.
— Bo nie widzisz kamieni.
— Dziadku Shuijing czy zapomniałeś, że ja nie widzę!?
— Mylisz się Promyku. Chodź do mnie, opowiem ci coś.
Wziął ją na kolana.
— Ludzie myślą, że widzą oczami.                                                     — A tak nie jest? — zapytała zdziwiona.
— Nie, każdy bez wyjątku widzi tym co jest w środku głowy.
— Och! — zdziwiła się.
— To coś w środku głowy widzi, słyszy i czuje — dodał. Same oczki są jak drzwi do domu. Ale do domu można wejść przez okno lub dach. Jeżeli drzwi są zamknięte, a porozmawiamy w odpowiedni sposób z tym kto tam mieszka, może nam otworzyć okno lub nawet zrobić otwór w ścianie. Jeżeli nauczysz się tego, będziesz trafiać w kamyki.
— Jak to zrobić dziadku Shuijing?
— Pamiętasz jak wcześnie zobaczyłaś mnie? A prosiłem tylko, byś powiedziała na co patrzę.
—, , Zobacz” te kamyki w ten sam sposób.
Promyk wróciła na miejsce gdzie stała poprzednio.
— Na razię spróbuj zobaczyć kamyczki.
— Chcę najpierw zobaczyć ciebie jak te kamyki bierzesz.
Mistrz pomyślał, że Promyk idzie mistrzowską drogą. Pragnęła połączyś percepcję podmiotu z przedmiotem, czyli dostrzec Tao.
— Dobrze dziadku Shuijing?
— Tak, niech tak będzie — odrzekł tylko mistrz.
Mistrz Shuijing wiedział, że to o co prosi Promyka jest bardzo trudne. Ale w tym wypadku miał doczynienia z dzieckiem i to wyjątkowym. Czy to o czym mówił mistrz było możliwe? Oczywiście, lecz bardzo trudne. Ale to co się stało za chwilę wykraczało wszystko co mistrz wiedział do tej chwili.
  Promyk widziała cimność. Jakaś część w niej próbowała nią owładnąć. Szeptała jej, że jest ciemno i tak będzie. I wówczas Guang powiedziała.
— Możemy się bawić, Cimność. Pewnie nie masz się z kim bawić i jesteś o to trochę zła.
Ale ja mogę zostać twoją przyjaciółką i bawić się z tobą.
Promyk nie powiedziała tak sobie. Wierzyła, że tak może być. Czuła, że Ciemność nie jest sytuacją, ale jest osobowa. Mimo to nie oczekiwała odpowiedzi. A jednak ją otrzymała. Chwilę stała, , , widząc” ciemność, a potem USŁYSZAŁA. Cimność rzekła.
— Dobrze.
I w tej samej chwili, mała Guang mang, zobaczyła jasność. Stało się to tak nagle, że po prostu automatycznie zasłoniła oczy.
— Widzę jasność — szepnęła tylko.
Po chwili wszystko się unormowało.
— Wiem, że mówisz prawdę, Promyku — rzekła Ciemność.
Co widział swoimi oczami mistrz Shuijing, wykraczało poza wiedzę, która posiadł. Gdyby ktoś inny widział małą Guang Mang myślałby, że postradała zmysły lub wypiła odurzającego napoju. Zaczęła biegać, skręcać w miejscu. Wyraźnie łapała coś i puszczała. Po piętnastu minutach usiadła. Śmiała się przy tym cały czas. Promyk bigała po grocie, omijając WSZYSTKIE przeszkody jak i nie zetknęła się ze ścianą. Kiedy usiadła, mistrz zapytał.
— Bawiłaś się?
— Tak, zaprzyjaźniłam się z kimś.
— Czy to Ciemność?  
— Tak — odrzekła zupełnie natralnie.
— Mistrzu Shuijing, możemy teraz bawić się.
Kryształ nie miał wątpliwości... Promyk musiała widzieć. Każdy bez wyjątku kamyk trafiała bezbłędnia bambusowym kijem.
Usiedli.
— Jak jest? — zapytał po dłuższej chwili, Shuijing.
— Wszystko świeci. Najpierw było tak jasno, że zasłoniłam oczy. Potem się uspokoiło. Najpierw widziałam ciebie jak duże świecące jajko, potem zobaczyłam twój kontur. Nie tak jak poprzednio w kolorach, inaczej. Nadal świeciłeś. Potem widziałam jak się pochylasz, jak podnosisz kamyczki. Czy wiesz, że one mają, , rączki”. Każdy z nich chciał byś go podniósł, ale nie gniewały się jak tego nie robiłeś i wziąłeś inny. Zanim doleciały, wiedziałam gdzie będą. To było fajne. Prawie tak fajne jak wówczas, kiedy bawiłam się z Ciemnością.
Mistrz nie należał do ludzi, którzy chcą zaspokoić swoją ciekawość. Ale miał teraz jedyną możliwość wiedzieć coś, o czym nikt nie wie.
— Jak wygląda Ciemność?
— Wygląda bardzo pięknie. Jest mężczyzną chociaż ma urodę kobiety. Ma piękny kolorowy ubiór i ma na sobie dużo ozdób.
— Nie widziałaś Ciemności jak mnie, w sposób, , , świecący”?!
— Nie, widziałam Ciemność w ten sam sposób jak ciebie, kiedy siedziałeś pod drzewem — rzekła Guang.
— Umiesz powiedzieć mi to wszystko bez słów?  
Mistrz zobaczył, że Promyk kiwnęła głową. Potem on zaczął jej opowiadać bez słów. Do wieczora znali się bardzo dobrze. Rozmowa bez słów niosła dużo więcej informacji w czasie, niż zwykła rozmowa. Pod wieczór posłał jej jedną myśl.  
Jesteś dzieckiem, Wiedza chce byś rosła jak dziecko. Będę cię nadal uczył, chociaż już umiesz wszystko. Czy zgadzasz się?
Po dłuższej chwili Promyk odpowiedziała, również bez słów.
I ja to wiem, zgadzam się.
Od następnego dnia zaczęli się uczyć. Shuijing bowiem uczył się również. Do tej pory sądził, że wie. Ale doświadczenie z Promykiem pokazało mu, że WIEDZA jest nieskończona. Pokazywał małej Guang techniki sztuki walki i medytacji. Promyk polubiła technikę znikania, a ze sztuk walki upodobała sobie sztukę walki na miecze. Może, ponieważ łączyło się to z pierwszą zabawą, kiedy mistrz rzucał kamyki, a ona je uderzała kijem.  
  Przez miesiące i lata uczył ją. Najtrudniej było jej zrozumieć, że wielu ludzi zabija. Przez wiele lat nie chciała tego przyjąć. Shuijing oczywiście wytłumaczył jej czym jest śmierć, ale ona nie chciała pogodzić się z faktem jak wygląda świat na zewnątrz.
Mijały lata. Promyk wyrosła na ładną dziewczynę o mocnej, wręcz atletycznej budowie. Miała nadal mocną bliznę na lewym ręku, teraz na lewej piersi i twarzy. Jej tęczówki pozostały białomatowe. Ponieważ dojrzewała, mistrz wytłumaczył jej cały proces dojrzewania i działanie substancji w ciele. Promyk tak jak i mistrz odżywiała się światłem więc jej ciało działało nieco inaczej niż normalnego człowieka. Nie miała czynności fizjologicznych. Nie miała także krwawienia miesięcznego, chociaż odczuwała zmiany w ciele fizycznym. Jej ciało mogło działać jak ciało kobiety. Promyk mogła to kontrolować. Czasami opuszczała pustelnię. Shujijing zapadał wówczas w stan letargu i przenosił swoje "Ja” w inne wymiary. Natomiast Promyk schodziła niżej. Odżywiała się owocami lasu i liśćmi. Wówczas przywracały jej czynności fizjologiczne. Czasami przebywała w dzikich częściach lasu kilka miesięcy...
  Mimo, że nie była już dzieckiem nadal "bawiła się” z Ciemnością. Tak jak obiecała wiele lat temu. W zamian Cimność mówiła jej tajemnice, o których żaden z mistrzów nie wiedział. Promyk nie bawiła się z Ciemnością tylko dlatego ponieważ jej to obiecała. Bawiły się. A zabawa ta miała formę uczucia na najwyższym poziomie, o czym Promyk nie wiedziała, ale czuła to od początku. Ciemność wiedziała i czuła to od razu, lecz ani Guang ani Ciemność nigdy tego sobie nie objawiły. Po pewnym czasie Guang zrozumiała, że Ciemność i Wiedza jest tym samym rodzajem świadomości, ale jednak różnym. Nigdy nie podzieliła się tym z mistrzem.
  Mistrz czuł, że nauczył ją wiele. Mimo ślepoty poruszała się bez przeszkód zarówno w dzień jak i w nocy. Żyła bowiem w nieustannym świetle. Teraz, dzięki przyjaźni z Ciemnością, przeciwnie jak kiedy była dzieckiem, nie tylko nie bała się ciemności, ale Ciemność ją koiła. Wówcza widziała również w ciemności, tylko nieco inaczej. Nauczyła się bowiem rozróżniać stopnie ciemności. Tak jak światło jest jaśniejsze i ciemniejsze tak i ciemność. Tak więc stało się to co powiedział jej przed laty Shuijing. Widziała światło lub ciemność w zależności jak tego pragnęła. Nieco później Promyk pojęła coś o czym większość nie wie, a niektórzy powtarzają jako prawdę, chociaż nie jest to prawdą. Powołują się na prosty przykład, że światło może rozjaśnić ciemność, a ciemność nie może zaciemnić światłości. Oczywiście, że może. Dlaczego tylko Guang Mang to wiedziała? Ponieważ była jedyną istotą ludzka, która znała Ciemność.
          
Pewnego dnia, a minęło już ponad trzynaście lat od kiedy Promyk przebywała z mistrzem, poczuła dziwne i nieznane uczucie. Po dwóch dniach medytacji zrozumiała jego naturę. Ponieważ Shuijing czuł to również, zdecydowali się rozmawiać o tym w normalnej formie.
— Muszę iść — rzekła.
— I ja to wiem. Sądziłem, że kiedy odejdę, ty przejmiesz to miejsce. Ale teraz wiem, że Wiedza ma inne plany. Masz wybór, ale wiem co wybrałaś. Wiedz jedno Promyku, jeśli zejdziesz, inne siły owładną tobą i będziesz musiała stawiać czoła ludzkiej słabości.
— Wiem to, ale taka jest moja droga. Widziałam w wizji, że zabijam. To było ciężko przyjąć.
Nie wiem tylko czy to Wiedza wybrała, czy jakaś ukryta część we mnie.
— To ty, Promyku. Ty sama jesteś tym kto wybiera, tylko czasem jest to bardzo głęboko ukryte.
— Mistrzu, zastanawiam się nad jedną kwestią. Co było, lub jest najpierw: pytanie czy odpowiedź? Bowiem pytanie rodzi się z sytuacji, która jest odpowiedzia na jakieś pytanie.
— Na to musisz sama sobie odpowiedzieć. Pamiętaj, że wszystko jest w tobie, a ty jesteś we wszystkim i to jest jedyna prawda, która również jest w tobie, a ty w niej.
— Czy wiesz mistrzu, co powiedziała mi Ciemność? Wielu ludzi i medrców sądzi, że jasność jest przeciwieństwem ciemności. Wielu myśli, że to rodzeństwo. Lecz Ciemność powiedziała mi co innego.
— Co takiego, bowiem nic o tym nie wiem?
— Ciemność powiedziała mi, że ona zrodziła Jasność. Lecz również Jasność zrodziła Ciemność.
— I Jasność to potwierdziła. Wyraźnie zaakcentowały, że nie chodzi o akt stworzenia tylko o poród. Lecz to nie wszystko. One są wzajemnie dziećmi i rodzicami. Lecz i to nie wszystko, obie lub obaj potwierdziły lub potwierdzili, że są Jednością.
Przez chwilę mistrz milczał.
— Jest to samo w sobie równie mądre jak to co wiem do tej chwili.
  W ostatnim czasie, Promyk zrobiła sobię maskę ze złota. Maska zasłaniała jej oczy i twarz. Z tyłu zapinały ją trzy złote spinki. W górnej ułożyła szafir, który symbolizował niebo w dolnej onyks ze szmaragdem. Onyks symbolizował ziemię, a szafir zieloność traw i drzew. W środku tkwił rubin, a ten odpowiadał człowiekowi lub raczej jego krwi.
  Promyk pożegnała się z Shuijing. Kiedy odeszła, usiadł na kamieniu i zaczął zapadać w głęboką medytację. Promyk ubrana w jedwabne ubranie, jedno z wielu, które znalazła w grocie, zaczęła schodzić w dół. Miała ze sobą miecz. Miecz ten miał ponad tysiąc lat. Wykuł go jeden z pierwszych mistrzów. Drugi i kilka innych zostało w grocie. Długie lata mistrz i Promyk ćwiczyli bambusem. Kiedy osiagnęła stopień mistrzostwa, walczyła z Shuijing prawdziwym. Potem już tylko oboje ćwiczyli techniki pojedyńczo. Kunszt do jakiego doszła Promyk przewyższał nieco nawet zdolności samego Shuijing. Był to dar dla Promyka od Ciemności. Nauczyła ją bowiem nie drogi miecza lecz ciemności. Wielcy mistrzowie umieli walczyć w ciemności. Lecz Ciemność dała Promykowi umiejętność nakładania ciemności. W tym stanie nawet największy mistrz stawał się bezradny. Normalny człowiek nie tylko nie widział nic lecz również był sparaliżowany strachem. Tym pierwotnym, który próbował owładnnąć małą Promyk, tylko zwielokrotnionym w sile. W tym stanie Promyk mogła sama pokonać armię. Jednak Wiedza przekazała jej jedna wiadomość. Promyk zeszła do ludzi nie żeby zabijać. Miała dać miłość. Tym razem Wiedza, Jasność i Ciemność milczały kto to jest. Tylko jedno się troche zmieniło. Jej imię. Promyk przyjęła nowe imię, które dokładnie oddawało jej całą osobowość. Jej imię brzmiało: Jasna ciemność, w języku mandaryn znaczy Guang mang de hei an.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2912 słów i 16758 znaków, zaktualizował 30 sty 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto