Doskonała broń. część 12

Chcesz, byśmy ich spotkali szybciej?
–  Możemy tak?
–  Głuptasie. Przecież przed chwilą ci mówiłam, że kontroluję czas i przestrzeń. Polecę do granicy skoków w nadprzestrzeń własną siłą, oczywiście sądzę, że tę siłę otrzymałam. Domyślasz się od kogo?
–  Nie, Pasminko. Czy ty również wierzysz w jakąś siłę nadprzyrodzoną?
–  Nie, ja wierzę w Boga. Wiem, że ty nie, ale to w najmniejszym stopniu nie zmienia mojego nastawienia uczuciowego do ciebie. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
–  Oczywiście, że chcę ich zobaczyć szybciej.
Nie zdołał skończyć zdania, a znaleźli się obok drugiej pary.
–  Miło cię widzieć Klaudio. –  młody agent rzucił okiem na kapitana – po minie Samuela widzę, że chyba się dogadaliście.
–  Witaj Pasminko – rzekła Klaudia. –  Nie zdążyłam ci podziękować za uratowanie mi życia. Już wiem wiele. Twój ojciec, Omre powiedział mi, że wiedziałaś. Jesteś kochana i cudowna, że zachowałaś to dla siebie. Szczerze mówiąc, dobrze poradziłam sobie z tym wszystkim. Właśnie powiedziałam Samuelowi, że jest właściwym facetem i powinien jak najszybciej się ze mną ożenić.
–  Rozumiem, że zdołałaś prawie natychmiast przetransformować uczucie do Palmera, na te właściwe, braterskie. Mój ojciec ma uprawnienia od osady, by dawać śluby, ale nie robi tego w nocy. Mam moc, żeby cofnąć Amosa o kilka godzin, czy mam to zrobić?
–  Nie musisz, ale dziękuję. On mnie nie ruszy, ale ja nie ręczę za siebie. –  Klaudia przekręciła buzię w kierunku kapitana Marksa.
–  Klaudio, czujesz zmiany u siebie? –  zapytała blondynka.
–  Wiem, że chodzi ci o moce. Tak. Z pewnością się zmieniam.
–  Nie lepiej będzie, jak spędzicie noc na rozmowie, a nawet spaniu blisko? To może poczekać do jutra.
Palmer spojrzał na drobną blondynkę.
–  Nie bardzo rozumiem. Mówiłaś niedawno coś innego.
–  Żartowałam. Nie jesteśmy sukami podczas rui.
Klaudia zrobiła minę, jakby nie była tego zupełnie pewna.
–  Ojciec i mama są tutaj – powiedziała, by odsunąć mówienie o czymś dla niej trudnym.
–  Tak, Pasminka mi mówiła.
–  Wybaczysz mamie? –  mimo wszystko u Klaudii pokazała się łza w oku.
–  Próbuję zrozumieć, że dla niej to musiało być najbardziej trudne. Ojciec widywał mnie często. Czy przyleciało więcej osób?
Prawie trzy tysiące. Ten statek ma podobno trzynaście kilometrów długości. Na Ziemi trwa spokój. Grupa sprzyjającą ojcu zwyciężyła i Issa Carmal jest aresztowany wraz ze wszystkimi członkami Rady Federacji, którzy chcieli zniszczyć Magar. To on osobiście zdetonował ładunek antymaterii i zniszczył Lurnę.
–  I ja dostałem taki rozkaz w razie niepowodzenia misji. –  rzekł cicho Palmer
–  Ojciec mi powiedział. Wierzył w ciebie, że tego nie zrobisz.
–  To czemu mi wydał takie polecenie?
–  Musisz go o to sam zapytać, bardzo się cieszę, że jestem twoją siostrą.
–  I ja się cieszę, że nią jesteś. Wszystko widzę teraz inaczej. Czyżby to miejsce było magiczne? Próbowałaś tutejsze jedzenie? Coś wspaniałego. Drzewa, ptaki, zwierzęta. Czy to możliwe by ludzie tego nie chcieli z powrotem?
–  Nie możemy zmuszać. Ci, co przylecieli, to głównie wszyscy z mojego stronnictwa. Byliśmy bardzo utajeni. Przedstawimy prawdę podczas procesu, a ludzie sami dokonają wyboru. Carmal i ci, co go popierają, twierdzą, że granica skoków w nadprzestrzeń jest energią i nam zagraża. Podobno za mniej niż pięćdziesiąt lat ta ciemna energia zniszczy Drogę Mleczną, czy coś wiecie o tym?
Ostania część jej wypowiedzi z pewnością skierowana była do Pasminki.
–  To prawda, ale jak z prawdami jest, nie jest zupełnie tak. Nie ma nic bez przyczyny. Ludzie szli coraz głębiej w ignorancję i pychę, że wszystko mogą. To nigdy na dłuższy czas nie jest dobre. Ta czarna energia jest kimś, a nie czymś. Polecę z nią porozmawiać, a jak rozmowa nic nie da, zrobię jej krzywdę i ją zmuszę.
Teraz Palmer, Samuel i Klaudia patrzyli na nią ze zdziwieniem i lekką trwogą.
–  Mówisz ona, bo to energia?
–  Mówię ona, bo to istota płci żeńskiej. Nie wiem, czego chcę i dlaczego chce. Wracając do przestępstwa. Wiem, że zabijanie ludzi nigdy nie służy dobru. Carmal nie miał prawa tego zrobić. Wykręcanie się, że wykonywał rozkaz, nie wiele mu pomoże. Tak tłumaczą się psychopaci. Historia dwudziestego wieku o tym mówi. Dobre jest to, że na Ziemi nie doszło do przelewu krwi, ale to nie wasza zasługa, tylko osady. Głownie Omre i Lone. Oczywiście niezłomna wola waszego ojca jest chwalebna.
–  Skąd to wszystko wiesz, Pasminko. Wyglądasz tak niewinnie, a masz taką moc!
–  Klaudio, wierz mi lub nie, jeszcze dzień wcześniej dostałam baty i nieźle wyszkolone dziecko w sztukach walki dałoby mi radę.
–  To wszystko z nią jest najdziwniejsze. Tata uważał, że ja jestem bronią i uznał, że warto poświęcić tęsknotę matki za dzieckiem, by do tego doprowadzić. Mama musi być wspaniałą osobą.
–  Dla mnie zawsze była najukochańszą matką, ciebie Palmer też bardzo kochała, tylko nie mogła tego okazać.
Klaudia wtuliła się w tors brata.
–  Będę chciał spędzić z nią trochę czasu, ale dopiero kiedy wszystko się skończy, oczywiście już dzisiaj porozmawiam z nią i ojcem.
Zaczęli iść spokojnie w kierunku osady.
–  Teraz ty jesteś jak ja –  rzekła Pasminka.
–  Co masz na myśli? –  zapytał jej wybrany.
–  Twoja siostra odkrywa w sobie moce, a ty ich nie masz.
–  Mam za to ciebie i to mi wystarczy. –  pocałował ją delikatnie.
Szli z tyłu, ale i tak Klaudia to odczuła. Zostawiła na chwilę Samuela i podeszła do drugiej pary.
–  Braciszku możesz potowarzyszyć Samuelowi? Mam kilka babskich spraw do Pasminki.
–  Oczywiście siostro. –  zostawił swoją kruszynkę i podszedł do Marksa.
–  Jesteś szczęśliwy? –  zapytał kapitana.
–  Nawet nie wiesz jak. Klaudia jest wspaniała. Sądziłem, że powie mi, że zostaniemy przyjaciółmi, a w najlepszym razie, że potrzebuje czasu.
–  Jest konkretna. Myślę o wielu rzeczach, ale cały czas z tyłu głowy mam Rebekę. Wiem, że jest moją mamą i nie wiem jak sobie z tym dać radę.
–  Może to samo przyjdzie, wiem, co masz na myśli. Klaudia przestała cię kochać jak dziewczyna i zaczęła jak siostra, może i tobie się uda pokochać ją jak matkę. Nie wiem co ci powiedzieć. Nie masz do niej żalu, prawda?
Co prawda Palmer powiedział prawdę, ale tylko on wiedział, że to nie jest tak proste, jak wszyscy sądzą.
–  Nie, a powinienem. Gdyby nie to, że zacząłem kochać Pasminkę, mógłbym sądzić, że nie mam uczuć. Brak miłości od prawdziwej matki mogło mieć na to wpływ, chociaż moi przybrani rodzice dali mi co mogli najlepszego, ale widocznie wnętrze człowieka zna prawdę.
–  Nie rozmawiałeś z nią jeszcze? Może tego potrzebujesz, może oboje tego potrzebujecie?
–  Tak, pewnie tak. Na razie czuję pustkę. Jestem wytrenowanym wojownikiem, ale na tej płaszczyźnie nie potrafię walczyć.
O całkiem innych sprawach rozmawiała Klaudia ze śliczną blondynką.
–  Słuchaj Pasminko. Pomóż mi. Płonę. Może podświadomie chcę jak najszybciej pozbyć się tego co czułam do Palmera. Nie wiem, czy to wiesz, bo z tego jak czuję, nawet najmocniej obdarowana istota tymi mocami, w tych sprawach chce być jak każdy, tu w Karpi. Pragnęłam go, rozumiesz? Teraz rozumiem, że Samuel mnie kochał, a w sumie mi to powiedział. Chcę mężczyzny, chce jego, ale w głębi duszy czuję, że to dlatego, by pozbyć się pragnienia, jakie miałam do Palmera.
–  Sama mam z tym kłopot. W mojej sytuacji jest inaczej. Śniłam go co noc. Ty byłaś zaniepokojona o mnie, chociaż nie wiedziałaś, ja nigdy nie byłam zazdrosna o niego. Nawet kiedy mi to mówisz, całkiem to rozumiem. Nie ma sensu mówić co by było gdyby było, ale moim zdaniem nie jesteś osobą, która by popadłaby w depresję czy chciała się zabić, gdyby między wami do czegoś doszło.
–  Nawet tego nie mów! Chyba masz rację. Pobędę z nim, a ślub weźmiemy jutro. Może zrobimy to razem?
–  Też o tym myślałam. Wiem, że większość nocy Palmer spędzi, rozmawiając z mamą. Ty spędzisz ten czas z Samuelem.
–  A ty?
–  Ja jestem bronią. Pogadam z teściem. Sądzę, że jest najbardziej odpowiednią osobą, by zostać przewodniczącym Rady. O ile wiem, nie może to być wojskowy. Stanley Clark całe życie był żołnierzem, nie wiem, jak to przyjmie, że będzie musiał zrzec się służby w armii. Może będę mogła dać mu kilka wskazówek.
–  Będziesz z nim sama rozmawiać?
–  Och nie. Lone i Omre, mój ojciec mają dużo więcej doświadczenia w tych sprawach. Ja potrzebuję uwag ojca, wiesz to, że to on otoczył Karpię taką samą siłą jak Ciemność? On coś wie i nie rozumiem, że nie mogę się dostać do jego głowy. I nie tylko ja, ale I inni. Inaczej wszyscy by wiedzieli. W Karpi tak jest. Wszyscy wiedzą wszystko.
–  Widocznie jest wyjątek. Sądzisz, że inni nie będą na niego źli, że to trzymał dla siebie?
–  My nie jesteśmy tacy. On nie musi nikomu mówić, ale pewnie powie dlaczego. Widzisz, wszystko ma sens. Wszytko dąży do harmonii.
–  Nie boisz się lecieć do tej istoty?
Pasminka popatrzyła na nią z uwagą.
–  Nawet Palmer tego tak nie rozumie, jak ty. Pewnie, że się boję. Wiem jednak, że stoję po właściwej stronie. Wiem, że zwyciężę, ale będę musiała zranić Ciemność. To dziwne, ale nie znam detali. Wiem tylko to.
–  Czy wy wiedzieliście o Lurnie?
–  To stało się, przed moim urodzeniem. Oni podobno odczuli krzyk milionów. Widzisz. Materia nie jest naszym przeznaczeniem, ale powinno się szanować życie. Swoje i innych. Nie chcę wchodzić w umysł Issy. Tam jest większa ciemność niż ta, do której lecę.
–  Sądzisz, a może lepiej wiesz, co stanie się z Carmalem.
–  Nie mogę ci tego powiedzieć. Mam w tym cel i robię to dla twojego dobra. Nie mogę tego powiedzieć nikomu. Nawet Palmerowi.
–  W takim razie nie naciskam. Wracając do mojego problemu, postaram się wytrzymać.
–  Nie staraj się. Starając się tego uniknąć, rozgrzewasz płomienie. Spróbuj przetransformować pragnienie fizyczne na miłość uczuciową do Samuela.
Pasminka spojrzała w jej zielone oczy i Klaudia odczuła, że blondynka wie. Wiedziała i nie była zła, ani zazdrosna. Klaudia wiedziała, mimo że jej o to nie prosiła, że blondynka zachowa tajemnicę i z pewnością nigdy nie powie o tym Palmerowi. Pasminka ze swojej strony wiedziała, że to potrwa kilka dni u Klaudii i po każdym dniu będzie jej lżej I lżej aż w końcu pozostanie w niej tylko czytsta, braterska miłość do Palmera. Tak przynajmniej czuła. Blondynka nagle zrozumiała, dlaczego Palmer nie ma żadnych własności. To go chroniło przed prawdą. 
 Dostrzegli w oddali ogniska, które paliły się tej nocy w całej Karpi. Dla jej rodowitych mieszkańców była to zwykła noc, dla przybyłych pierwszy dzień prawdziwego życia.
Większość nowo przybyłych do dziwnej osady odczuwała radość. Rodowici mieszkańcy odczuwali wszystko nieco inaczej, ale można by to nazwać, że też się cieszyli. Tylko dwoje z przebywających tu osób przeżywała smutek. Śliczna blondynka czuła ich żal i samooskarżenie. Jednak każde z nich dbierało to inaczej. Zgodnie z właściwym zrozumieniem całej czwórki, to Rebeka czuła się najgorzej. Właśnie teraz jakby wszystko w niej puściło. Jednak mimo to, nie winiła męża i postanowiła oskarżać tylko siebie.
–  Zaraz ich zobaczymy – powiedziała cicho Rebeka.
–  Palmer zrozumie – odrzekł Stanley.
–  Czy zrozumiesz serce matki, Stanley? Nie mów tego z góry. Może on ukrył to bardzo głęboko, kiedy się dowiedział.
–  Nie wiem tego, kochanie.
Omre dał im jedną z pustych chat, by mieli prywatność. Prywatność w tym momencie oznaczała, że żaden z mieszkańców Karpi nie wiedział o ich myślach, nie słyszał ich rozmów. Potraktowano to jako typowa intymność. Lone i Omre przygotowali też dwa domy dla Klaudii i Samuela i drugi dla Pasminki i Palmera. Nikt z nich nie wnikał, co dwie pary postanowią, jak spędzić noc. Omre wiedział tylko to, że nie udzieli im ślubu wcześniej niż rano. Przypuszczał, że Pasminka może cofnąć dzień, bez zmiany przeszłości u wszystkich, ale z drugiej strony miał przekonanie, że tego nie uczyni. Odczuwał moc córki, jakiej nie widział nigdy u nikogo. Czekał na nich na zewnątrz domu, a Samea przygotowywała posiłek.
–  Już jesteśmy ojcze. –  powiedziała drobna blondynka.
–  Ciesze się, że wszystko poszło dobrze. Co zamierzasz?
–  Zamierzamy wziąć ślub rano. Ja z Palmerem, a Klaudia z Samuelem. Przecież wiesz.
–  Wiem, ale chciałem usłyszeć to od ciebie – popatrzył na Palmera.
–  Ojcze, proszę cię o rękę twojej córki. –  rzekł najmłodszy pułkownik federacji i klęknął przed brunetem.
Omre pokiwał głową i rzekł.
–  Poproszę Sameę. U nas kobieta ma tyle samo do powiedzenia co mężczyzna.
–  Dobrze. W takim razie zawołam moich rodziców. –  młody mężczyzna powstał i poszedł po Stanleya i Rebekę.
–  Dobry pomysł. – powiedział za nim ojciec blondynki.
Pasminka została wraz z pozostałą dwójką.
–  Ojcze, jak jego mama to zniesie? Tyle lat wiedziała, ale teraz musi stanąć przed tym twarzą w twarz. –  rzekła.
–  Serce kochającej matki ma wielką moc. Ufaj, a wszystko będzie dobrze.
–  Zawsze mówimy, wierz, a będzie dobrze. –  wtrąciła blondynka.
–  Tak, ale teraz jest inaczej. – odrzek brunet.
Palmer wszedł do domu, gdzie przebywali jego rodzice. Nawet nie zwrócił uwagi, że nikt mu nie wskazał ich miejsca pobytu.
–  Witajcie, kochani. Chcę poprosić o rękę Pasminkę, a Samuel o rękę Klaudii i prosimy byście przy tym byli.
–  Palmer, ja... –  głos się jej łamał.
–  Mamy całą noc i wszystkie następne dni, żebyśmy o tym porozmawiali. Teraz proszę, byście poszli ze mną.
Rebeka złapała go za rękę i wtuliła się w jego ramiona, a jej ciałem wstrząsnął szloch. Młody mężczyzna dał jej chwilę i tylko gładził jej głowę, kiedy ta spoczywała na jego ramieniu.
–  Możemy się przebrać w ubiory od Omre i Samey? – zapytała.
–  Jasne.–  odrzekł Palmer. –  oni to przyjmą bardzo ciepło.
O ile Rebeka wprost pragnęła zdjąć kombinezon z włókien węglowych, to Stanley miał pewne opory.
–  Synu, nie poczujesz się urażony, jeżeli zostanę, jak jestem? Nadal jestem generałem.
–  Ależ oczywiście, ojcze. Mieszkańcy Karpi też to zrozumieją.
Rebeka zniknęła w drugiej izbie, która pewnie była sypialnią z racji łoża, a mężczyźni czekali w kuchni.
–  Wiedziałem, że nie usłuchasz. Wierzyłem w ciebie. –  rzekł ojciec do syna.
–  Wierzyłeś?
–  Gdzieś to musiałem nadal mieć.
Rebeka weszła do kuchni. Mała na sobie lnianą szatę, sięgającą do połowy łydek. Zawiązała konopny pas w pasie. Wyglądało, że jej cierpienie nieco zelżało, chociaż musiała uronić w sypialni kilka łez, bo ich ślady widniały na policzkach.
–  Jestem gotowa. Ty mężu?
–  Oczywiście, nie każmy młodym czekać.
Zastanawiał się głównie nad Klaudią, jak szybko dała sobie radę ze swoim sercem. Obydwoje rodziców bardzo chciało poznać Pasminkę.
Wyszli i po dosłownie minucie doszli przed chatę Omre. Klaudia trzymała Marksa za rękę a Pasminka patrzyła na Rebekę i Stanleya. Zrobiła kilka kroków i przytuliła matkę Palmera.
–  Jesteś taka delikatna – rzekła wzruszona Rebeka.
–  Cieszę się, że cię poznałam – spojrzała na generała – że was poznałam. Od dzisiaj będziesz nazywana matką przez dodatkowe trzy osoby. Mogę już tak na ciebie mówić?
–  Tak – łzy znowu pociekły z jej oczu. –  To zaczynaj, Samuelu. Jesteś starszy.
–  Rangą jest starszy Palmer – rzekł Marks..
–  Tu nie wojsko i nie ja tu rządzę.–  powiedział Palmer.
–  Panie kapitanie, proszę zaczynać – rzekł Stanley.
Wszyscy się uśmiechnęli na znak zrozumienia.
–  Proszę was, Rebeko i Stanleyu o rękę waszej córki.
Matka dziewczyny była zbyt wzruszona, żeby cokolwiek powiedzieć, więc mąż ją wyręczył.
–  Mam nadzieję, że to obgadaliście. Trochę to może szybka decyzja, ale wyrażam zgodę, ja i żona. Nie muszę ci mówić kapitanie, co będzie jeśli ją zawiedziesz. –  generał udał, że mówi bardzo poważnie.
–  Nigdy, panie generale.
–  Nie jestem teraz dla ciebie generałem, tylko przyszłym teściem, a to stawia sytuację bardziej niebezpieczną.
–  Oczywiście, tato – odrzekł cicho Sam.
Clark chciał coś powiedzieć, żeby sprostować, ale Rebeka uścisnęła mocniej dłoń męża.
–  To teraz chyba my? – szepnęła Pasminka.
Palmer spojrzał na Omre i Samoę i od razu zaczął.
–  Całe życie na mnie czekała. Teraz jestem tu i proszę was, kochani o jej rękę. Będę dbał o nią jak o źrenice oka.
–  Co myślisz Sameo? –  zwrócił się do żony.
–  To dobry chłopak.
–  I ja tak sadzę, dbaj o nią, Palmer. Śluby udzielam po wschodzie słońca aż do zachodu.
–  Czy możemy mieć razem z nimi? –  zapytała Klaudia.
–  Tak będzie lepiej, tylko musicie mieć po dwoje światków i nie mogą to być te same osoby.
Brunet wziął żonę z rękę i weszli do domu.
Stanley i Rebeka stali bez słów na dworze. Światła palących się wkoło ognisk rzucały poświaty i ich cienie zdawały się poruszać.
–  Czy twój tata jest skrupulatny w tych sprawach? –  zapytał Samuel, blondynkę.
–  Bardzo. Nie mogą być rodzice ani nikt z rodziny. Ja wezmę Lone i Sanre.–  powiedziała Pasminka
–  Kim jest Sanre? –  zapytał Palmer.
–  Moja przyjaciółka. Poznasz ją rano.
–  Pomożecie nam znaleźć kogoś? –  zapytała Klaudia.
–  Zrobi się. Macie wstać o szóstej.
–  I tak nie będziemy spać – odrzekła zielonooka.
–  Będziesz transformować energię – uśmiechnęła się Pasminka.
–  Razem będziemy, prawda Sam?
–  Cokolwiek powiesz.
Blondynka spojrzał na swojego wybranego.
–  Idź do niej.
Palmer uścisnął jej drobną dłoń i podszedł do matki.
–  Porozmawiamy? – zapytał miękko i cicho.
–  Dobrze. –  zerknęła tylko na męża, a on skinął głową.
Poszli, idąc obok siebie do domku przyjaciół rodziców Pasminki. Tamci tę noc mieli spędzić w domu innych przyjaciół. Tak naprawdę cała Karpia była jedną wielką rodziną.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy, użył 3200 słów i 18634 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • dreamer1897

    To by się zbyt szybko skończyło po aresztowaniu Carmala. Czuję, że dojdzie do jakiegoś przewrotu. Czarna energia będzie chyba kolejną postacią, która będzie stanowić fundament tej opowieści. I jeszcze wspólne oświadczyny par, które mogły się wcale nie połączyć...cóż za dynamika akcji. Ty na pewno jesteś z przyszłości. Nie da się wymyślić czegoś tak fantazyjnego i jednocześnie realnego za te kilkanaście lat :bravo:

  • AlexAthame

    @dreamer1897 Przesadzasz, nie jestem z przyszłości. Już wiesz czemu Palmer nie moglby być trenowany na agenta. Nie będzie wielkiej wojny.To opowiadanko idzie w kierunku miłosnym. Za 50 stron dowiesz się kim jest Ciemność.

  • dreamer1897

    @AlexAthame Nie będzie wielkiej wojny? Liczyłem, że poznam doskonałą broń jaką jest Pasminka i jeszcze w połączeniu z Palmerem. Aż za 50 stron? To lata świetlne :smile: