
Od miesięcy korespondowała z Nim. Nazywał się tylko „Sir”. Był starszy, doświadczony, z głosem, który nawet przez wiadomości sprawiał, że drżała. Opisał jej scenariusz, który sprawił, że nie spała po nocach: fikcyjne porwanie, przesłuchanie, całkowita utrata kontroli. Wszystko za zgodą, z safe wordem, ale tak realistyczne, że granica miała się zatrzeć. „Chcę, żebyś się bała… i jednocześnie pragnęła więcej” - napisał. Ewa zgodziła się bez wahania.
Adam wyjechał na delegację w piątek rano. „Wrócę w niedzielę wieczorem, kochanie. Nie tęsknij za bardzo” - zażartował, całując ją w czoło. Ewa uśmiechnęła się słodko. „Będę czekała”. Gdy tylko drzwi się zamknęły, jej serce zaczęło bić szybciej. To był ten weekend.
Sir podał instrukcje: miała wyjść z domu o 21:00, ubrana w krótką czarną sukienkę bez bielizny, wysokie szpilki, włosy rozpuszczone. Żadnego telefonu, żadnej torebki. Miała iść pieszo w stronę opuszczonego parkingu przy starym magazynie na obrzeżach miasta. „Nie odwracaj się. Nie uciekaj. Po prostu idź”.
Ewa wyszła o czasie. Noc była chłodna, deszczowa. Sukienka kleiła się do ciała, obcasy stukały po mokrym asfalcie. Czuła się wystawiona, bezbronna - dokładnie tak, jak chciała. Serce waliło jej w gardle, gdy skręciła w boczną uliczkę prowadzącą do parkingu. Nagle usłyszała kroki za sobą. Szybkie, pewne. Próbowała się odwrócić, ale czyjeś dłonie zasłoniły jej oczy, a druga ręka zatkała usta chusteczką nasączoną lekkim środkiem - symulującym utratę przytomności, jak ustalili. „Nie krzycz, aniołku” - usłyszała niski, znajomy głos Sir. Jej ciało zwiotczało (częściowo z gry, częściowo z prawdziwego podniecenia). Została podniesiona i wrzucona do bagażnika czarnego vana. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Kiedy „odzyskała przytomność”, była już w środku magazynu. Betonowa podłoga, pojedyncza żarówka, metalowe krzesło, do którego była przywiązana. Ręce za plecami, kostki do nóg krzesła. Sukienka podciągnięta wysoko, odkrywająca uda. Sir stał przed nią w czarnej masce zasłaniającej górną część twarzy, w skórzanej kurtce i rękawiczkach. W ręku trzymał latarkę, którą skierował prosto w jej oczy.
- Kim jesteś? – zapytała drżącym głosem, wchodząc w rolę.
- Tym, który cię porwał, Ewo - odpowiedział spokojnie. - Wiem o tobie wszystko. Wiem, że udajesz grzeczną narzeczoną, a naprawdę jesteś suką, która błaga o ból i upokorzenie.
Ewa spuściła wzrok. Czuła, jak wilgotnieje między udami.
Przesłuchanie zaczęło się powoli, metodycznie.
- Jak masz na imię w prawdziwym życiu?
Milczała.
Sir podszedł bliżej, chwycił ją za podbródek, zmuszając, by spojrzała mu w oczy.
- Odpowiadaj, albo będzie gorzej.
– Ewa… – wyszeptała.
– Głośniej.
– Ewa!
- Dobrze. A twój narzeczony? Jak się nazywa?
Zawahała się. To była granica – mówienie o Adamie w tej roli było zakazane, ale jednocześnie podniecające.
- Nie powiem…
Sir uśmiechnął się pod maską. Wyjął z kieszeni skórzany pasek, złożył go na pół i uderzył nim lekko w dłoń.
- Powiesz wszystko, co zechcę wiedzieć.
Pierwsze uderzenie spadło na jej udo – ostre, palące. Ewa jęknęła.
- Adam… ma na imię Adam.
- I myśli, że jesteś jego idealną dziewczyną, prawda? A ty w tym czasie piszesz do nieznajomych, błagając, żeby cię porwali i przesłuchali jak szpiega.
Kolejne uderzenie – tym razem po drugim udzie. Ewa wiła się na krześle.
- Tak… proszę pana…
- „Sir”. Mów do mnie Sir.
- Tak, Sir…
Pytania stawały się coraz bardziej intymne.
- Kiedy ostatni raz się masturbowałaś myśląc o mnie?
- Wczoraj… wieczorem… po tym, jak Adam zasnął.
-Co dokładnie robiłaś?
Ewa czerwieniła się coraz bardziej, ale odpowiadała. Opisywała, jak leżała obok śpiącego narzeczonego, z ręką między nogami, czytając jego ostatnią wiadomość. Jak wyobrażała sobie dokładnie tę chwilę.
Sir chodził wokół niej, zadając pytania, nagradzając posłuszeństwo delikatnym dotykiem – palcem po szyi, po dekolcie – a nieposłuszeństwo uderzeniem paska albo szczypaniem sutków przez materiał sukienki.
W końcu rozwiązał jej kostki, ale ręce zostawił związane za plecami. Postawił ją na kolana na zimnej podłodze.
- Teraz pokażesz, jak bardzo jesteś uległa. Błagaj, żebym cię dotknął.
Ewa, z twarzą blisko jego krocza, zaczęła szeptać:
– Proszę, Sir… błagam… dotknij mnie… zrób ze mną, co chcesz…
Godziny mijały. Przesłuchanie przechodziło w całkowitą dominację. Sir związał ją w różnych pozycjach – na krześle, na stole, na materacu w kącie. Używał zabawek, które przygotował: wibratora, zacisków, lodu, gorącego wosku. Każde „nie” (choć rzadkie) karane było bólem, każde „tak, Sir” nagradzane rozkoszą. Ewa traciła poczucie czasu – płakała, błagała, dochodziła wielokrotnie, zawsze za jego pozwoleniem.
O świcie, gdy była już całkowicie wyczerpana, leżąca na materacu z rękami związanymi nad głową, Sir przykucnął obok niej.
– Dobrze się spisałaś, UległaZajęta. Jesteś wolna.
Rozwiązał ją delikatnie, otulił kocem. Odwiózł z powrotem do miasta, wysadził dwie ulice od domu.
Ewa weszła do mieszkania drżącymi nogami. Wzięła długi prysznic, usunęła wszystkie ślady – zaczerwienienia na udach, lekkie siniaczki na nadgarstkach. Ubrała się w miękki szlafrok, zaparzyła herbatę. Gdy w niedzielę wieczorem Adam wrócił, zastał ją na kanapie z książką, z anielskim uśmiechem.
– Tęskniłem za tobą, kochanie – powiedział, tuląc ją mocno.
– Ja za tobą też – odpowiedziała cicho, wtulając się w jego ramiona.
Adam nie zauważył lekkiego drżenia w jej głosie ani tego, jak mocno zaciskała uda pod kocem, czując jeszcze echo wczorajszej nocy. UległaZajęta spała w niej głęboko, czekając na kolejną wiadomość od Sir. A Ewa? Wróciła do roli idealnej narzeczonej – z sekretem, który sprawiał, że każdy dzień był elektryzujący.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz