Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 5

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 5Od hojnego dyrektora dostałam klucze do pokoju gościnnego. Mogłam przenocować i to na koszt sanatorium. Poszłam się odświeżyć. Gdy przekroczyłam drzwi, ujrzałam dość przyjemnie, eklektycznie urządzone pomieszczenie, z przedwojennymi meblami, kominkiem i łożem. Jednak coś mnie zaniepokoiło. Maleńki przedmiot przytwierdzony w rogu, między ścianą a sufitem. Oblały mnie poty. Przeraziłam się, że to jakaś minikamerka. Ale, o dziwo, ta myśl mnie jednak podnieciła. Czy może to, że taki napaleniec - dyrektor podglądałby mnie, być może nawet się onanizując? Pomyślałam wówczas, że przecież to działałoby absolutnie na moją korzyść! Szef sanatorium nakręcony na mnie, byłby o wiele bardziej skory do pomocy... A mi w to graj. Co mi tam! Przecież muszę się odświeżyć. Rozpięłam bluzkę. Miałam świadomość, że w tym włoskim staniku muszę wyglądać seksownie, że doskonale widać jak obfite mam piersi... Coś mnie podkusiło. Półgłosem wypowiedziałam słowa: - Panie dyrektorze... jaka szkoda, że to nie przed tobą tak się rozbieram... ależ uroczo byłoby tak zrzucać me ciuszki przed tak szarmanckim dżentelmenem... prezentować swe wdzięki tak interesującemu mężczyźnie...

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 213 słów i 1249 znaków, zaktualizowała 29 lut 2020.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Czytelniku, o jakich atutach mówisz - czo tym włoskim staniku?

  • VeryBadBoy

    Opowiastka niczego sobie. Czy wiesz może przypadkiem, Historyczko, jak nazywa się Pani ze zdjęcia, o tak ponętnej figurze?

  • Czytelnikg

    Świetne atuty :)