Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 2

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 2Wiedząc, że pan dyrektor bywa nieobojętny na kobiece wdzięki, przyjechałam ubrana odpowiednio. Założyłam krótką i obcisłą spódnicę, delikatne, bardzo zgrabne szpileczki, bluzkę z dekoltem, a na nogi porządne włoskie pończochy – żeby poczuć się jeszcze bardziej seksownie.
Pan dyrektor, mężczyzna dobrze po czterdziestce, z lekką nadwagą, zmierzywszy mnie od stóp do głów, uśmiechnął się i przywitał, całując w rękę.
Przyglądał mi się bacznie, wręcz czułam, jak rozbiera mnie wzrokiem. A ja przyjęłam rolę – którą lubię najbardziej – nieśmiałej, bezradnej kobietki. Oczywiście, podziwiającej zdolności organizacyjne i przywódcze pana dyrektora.
Gdy wyłuszczałam sprawę, mężczyzna nie tylko patrzył się mi prosto w oczy. Ewidentnie szukał fizycznego kontaktu. A to pochylał głowę w moją stronę, niemal dotykając twarzy, a to kładł rękę na plecach. A to na kolanie…
Przedstawił swój punkt widzenia. Dawał do zrozumienia, że Maksymilian będzie miał „ciepło” ale… właściwie wszystko zależy od niego – szefa sanatorium. Pocierał palcami mój policzek.
A ja nadal wdzięczyłam się do niego.
„A myśl stary capie, że mnie zdobędziesz. Ale nie dla psa kiełbasa!”
Chciałam stworzyć wrażenie, że jestem bardzo uległa, ale oczywiście planowałam, że gdy tylko sprawa Maksia zostanie załatwiona, zostawię dyrektora z niczym.
Więc gdy ręce dyrektora stawały się zbyt śmiałe i lądowały na moim kolanie – protestowałam i odwodziłam jego dłoń.

100%4
Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 268 słów i 1557 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Ojej! Czy ja nie wybrałam jednak zbyt kusej spódniczki na spotkanie z panem dyrektorem?

  • Czytelnikg

    Świetne ciało