Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 4

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 4Gdy znalazłam się w ponurym, mrocznym korytarzu, za plecami usłyszałam komentarze chłopców siedzących na ławeczce. Mówili teatralnie ściszonym głosem, specjalnie, żebym dosłyszała. - Niezła dżaga. Pewnie dyro wziął ją porządnie na warsztat! - A jakie ma walory! Jak myślicie, dlaczego ma rozpiętą bluzkę…? - Boże, ależ mnie te teksty podniecały! Ciekawe co oni sobie o mnie myślą?! Czyżby wyobrażali sobie, że doszło do czegoś więcej?
Postanowiłam ich zagadać. Może coś wiedzą o Maksie? Wiedziałam, że takie ancymonki nie muszą być skorzy do udzielania informacji, dlatego postanowiłam ich kokietować. Kołysząc kusząco biodrami, podeszłam do młodzieńców. Zaczepnymi uśmieszkami dowodzili swej zawadiackości. - Dzień dobry chłopcy... czy możecie mi coś powiedzieć o sprawie Maksia... jestem jego chrzestną. - Zrazu milczeli, patrząc wyzywająco. Gdy jednak słodko uśmiechałam się, kusząco łopocząc rzęsami, jeden z łobuziaków, jakby wyczuł jakąś okazję. - A... to ten młody! - I zasugerował, że dużo wiedzą i dużo mogą. Jakby chcąc wzmóc moją ciekawość, zapowiedział, że teraz nic nie powie, ale wieczorem, jeśli przyjdę do „salonu” czyli opuszczonego pomieszczenia z tyłu sanatorium, wiele się dowiem. Trochę mnie przeraziła wizja spotykania się z takimi gagatkami w niezbyt bezpiecznym miejscu, ale o dziwo, z drugiej strony, podnieciła mnie ta perspektywa: oto ja sama i kilku takich huncwotów w odosobnionym pomieszczeniu... - No dobrze... - udawałam, że waham się, ale wyraziłam zgodę.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 276 słów i 1599 znaków, zaktualizowała 29 lut 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Jak powinnam zachowywać się wobec tych łobuziaków? Jak ich zagadać?