Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 3

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 3Oczywiście nie przestawałam się przy tym uśmiechać i łopotać rzęsami. Na przemian, a to patrzyłam mu prosto w oczy, a to wstydliwie spuszczałam wzrok. To go ośmielało. Oczywiście nie dawał za wygraną. Ręce coraz częściej lądowały na moich kolanach, albo wręcz na udzie. Opędzałam się od nich cierpliwie, demonstrując jednocześnie, jak słabą jestem kobietką…
-Och… prawdziwy z pana mężczyzna z żyłką uwodziciela… - niewątpliwie zachęcałam go tą oceną… gdy jednocześnie powstrzymywałam jego dłoń przed próbą wtargnięcia pod kusą spódniczkę. Podczas takich zabiegów materiał kiecki przesuwał się delikatnie w górę, ukazując mój kobiecy sekret, czyli koronki pończoch. Bez dwóch zadań, działało to wielce na dyrektora, który z tym większym animuszem przystępował do działania. Chwaląc się swymi osiągnięciami, gładził moje plecy, ramiona, wreszcie talię. Z czasem niebezpiecznie zbliżał się do biustu. Nie mogłam dopuścić, żeby mnie tam chwycił.
- Panie dyrektorze… jest pan zbyt szybki… – jakby dając do zrozumienia, że niczego nie wykluczam, ale "zdobywanie twierdzy" wszak wymaga czasu...
Najwyraźniej, mimo że robił wrażenie nadto niecierpliwego, podobało mu się to, że trochę się będzie musiał postarać. Podobnie jak podobała mu się moja rola bezradnej kobietki, zadanej na jego łaskę. Chociaż dyrektor w sumie nic nie wskórał, to i tak z jego gabinetu wychodziłam w potarganej bluzeczce z rozpiętym guziczkiem i pogniecionej spódniczce…

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 271 słów i 1570 znaków, zaktualizowała 29 lut 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    Dlaczego ten pan dyrektor tak się nade mną pochyla?