Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 12

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 12W tym uniesieniu działałam jak w transie. Skierowałam dłoń na moją myszkę. Zrazu pieściłam ją, jeżdżąc wzdłuż niej paluszkami. - Ach... ach... panie dyrektorze... tak nie można... proszę zabrać stamtąd rękę... - Drażniłam muszelkę nieprzerwanie. - Ach... chyba nie zamierza mnie pan posiąść?! - Po czym złączyłam palec środkowy i wskazujący i z lubością wsunęłam je sobie wgłąb. - Aaaa... aaaaachhh! - jęczałam w rytm penetracji – a jednak zdobył mnie pan!
Najpierw powoli palce drażniły moje najwrażliwsze miejsce, by z upływem czasu nabierać śmiałości. - Ach... panie dyrektorze... ależ jest pan ekspansywny... aaaa... ach... - Robiłam sobie już regularną palcówkę, pojękując równomiernie. - Ach... ach... panie dyrektorze... chyba od początku chciał mnie pan po prostu... zaliczyć! - Nogi miałam rozłożone szeroko, a moje palce grasowały jak szalone. Nigdy dotąd nie zaznałam takiej satysfakcji samodzielnie. Jęczałam jak wariatka. Bałam się, że słychać to na korytarzu. - Aaaa! Aaaa! Panie dyrektorze! Cóż za raptus z pana! Wykołatał mnie pan, jak jakiś dzikus! Albo zwierz! - Długo dochodziłam do siebie. Chyba nigdy w życiu nie wycierałam się tyle ręcznikiem. Byłam cała rozdygotana. Drżącymi rękami zakładałam majteczki, potem biustonosz i spódnicę.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 243 słów i 1352 znaków, zaktualizowała 29 lut 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    - Ach... ach... panie dyrektorze... tak nie można... proszę zabrać stamtąd rękę... - czy ktoś z panów na pewno chciałby podglądać kobietę w takiej sytuacji?

  • takitammarek

    @Historyczka oczywiście