Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 11

Sanatorium. Marta u chrześniaka cz. 11Moje oddechy stały się bardziej namiętne. - Ach... panie dyrektorze... czy nie miałbyś przypadkiem chętki na podejrzenie mnie w kąpieli? A może... na ujrzenie jak myję jabłuszka...  muszelkę...? Mam nadzieję, że nie dopuściłbyś się do ich dotykania...? W tym momencie silniej przejechałam paluszkami po szparce, aż jęknęłam. - Ojej... panie dyrektorze... czyżby miał pan ochotę mnie poobmacywać? - Chwyciłam się dłońmi za piersi i zaczęłam je ściskać, dokładnie tak, jak wyobrażałam sobie, że międliłby je nagrzany dyrektor. Gniotłam je i wzdychałam. - Ach... ach... pańskie dłonie są takie mocarne... - szeptałam ściszonym, namiętnym głosikiem - od początku myślałam o tym, że w nie wpadnę, a zwłaszcza moje  cycuszki... Czy podobają się panu? Czy nie są za duże?  - Trzymałam się lewą dłonią za lewą, prawą za prawą pierś. Potem przyciskałam je do siebie. Wreszcie, włożyłam między nie rączkę prysznica. Wyglądało to tak, jakbym przyjęła tam penisa... którego ścisnęłam obiema półkulami równocześnie. Wzdychałam i suwałam go między nimi. - Ach... ach... panie dyrektorze... nawet pan nie wie, jak ja się przy panu czuję... - Gdy czubek prysznica wysunął się mocniej z rowka między moimi piersiami, niespodziewanie dotarł do moich ust... Ujęłam go namiętnie wargami.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 249 słów i 1364 znaków, zaktualizowała 29 lut 2020.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Historyczka

    - Ojej... panie dyrektorze... czyżby miał pan ochotę mnie poobmacywać? - czy takie wyznania moga prowokować?