Rytuał

Mrok rozpierzchnął się przed kolejnymi kulami ognia. Lampiony pomknęły w górę wraz z klekotem mechanizmów. Powietrze przesycone zapachem dziesiątek podnieconych ciał kipiało erotyzmem. Pomruk przyciszonych rozmów urwał się głuchym uderzeniem bębnów.  

Już czas. Kapłan i Kapłanka, których ciało naznaczono uświęconymi symbolami dali znak bym wystąpiła na środek. Czułam jak z każdym krokiem krew krążąca w żyłach przyśpiesza, uderza do głowy, wrze.  

Rozdarli mój płaszcz, będący jedynym okryciem, pozbawiając mnie duszącego balastu. Klękłam zupełnie naga. Kapłan wraz z Kapłanką unieśli dzbany napełnione mieszanką olejów. Drgnęłam, gdy pierwsze krople uderzyły rozlewając się w strumienie chłodu. Pieszczotliwie ślizgały się po rozpalonej skórze, oblewając piersi, wdzierając się między uda i mieszając się z wypływającymi ze mnie sokami.  

Z fascynacją wpatrywałam się w swego niedoszłego kochanka. Bez skrępowania badałam, każdą krzywiznę rzeźby, zarysu mięśni, wysmukłości bioder i dumnie zwiedzonej kamiennej męskości. Biały marmur lśnił, namaszczony tą samą olejową mieszanką.  

Bębny znów się odezwały, uderzając raz po raz. Kapłani nakazali mi wstać, mężczyzna pomógł mi wspiąć się na postument.  

Wpadałam wprost w zimne, twarde ramiona. Zamarłam. Na wejście pochwy naparła marmurowa główka, nagle wydała mi się żywa, niemal pulsująca. Zadrżałam pod ciężarem ponaglających, rozpalonych spojrzeniem, nie chcących uronić ni sekundy spektaklu.  

Zamknęłam oczy i opadłam, a męskość centymetr po centymetrze gładko wnikała w soczyste, ciasne, dziewicze wnętrze. Krzyknęłam urywanie czując ból, który rozpływał się w rozkosznym uczuciu wypełnienia. Pośladki uderzyły w marmurowe podbrzusze. Przez moment delektowałam się świeżością doznań, by unieść się niemal wysuwając z siebie kamienną twardość.  

Znów i znów poddawałam się grawitacji by ponownie z nią walczyć, a przyjemność narastała uwalniając ze mnie kolejne, coraz głośniejsze jęknięcia.  Zrazu powoli, nieśpiesznie, w rytm hipnotycznych uderzeń bębnów. Zamknęłam dłonie na złaknionych dotyku piersiach, zacięłam palce na stwardniałych sutkach.  

Rozejrzałam się półprzytomnie słysząc stłumiony okrzyk. Tuż obok Kapłanka wsparta o jedną z kolumn, zgięta niemal pod kątem prostym przyjmowała właśnie pierwsze, zdecydowane pchnięcie Kapłana. Pozostali również dobrali się w pary lub trójkąty przystępując do inicjacji. Ciała podrygiwały, członki dźgały, a dłonie zaciskały się w równym rytmie bębnów wyznaczanym przez moje ruchy.  

Przyśpieszyłam nabijając się na kamienną męskość. Napełniała mnie żarem, rozkosznym napięciem, którym nie sposób się nasycić. Można tylko pożądać więcej! Mocniej! Nagle zdałam sobie sprawę, że ekstatyczny okrzyk wypełniający sale wydobywa się z mojego obdartego gardła.  

Poruszałam się coraz szybciej, nie czuła na zmęczenie ogarniające ciało. Uderzenia bębnów były nie wolniejsze od mego oszalałego serca wyrywającego się z piersi. Pierwszy spazm przeszył pochwę, a świat zatracił się w chaosie. W przebłyskach widziałam ciała splątane w coraz to ciaśniejszych miłosnych uściskach. Moje ruchy stały się mętne, zupełnie jakby wszystkie siły skumulowały się w mięśniach kurczowo zaciskających na kamiennym członku.  

Nagle zastygłam w druzgocącej eksplozji ekstazy nie zdolna przyjąć ogromu rozkoszy. Dopiero po chwili udało mi się odzyskać świadomość, która wróciła z czarnej dziury orgazmu.  

Zsunęłam się z piedestału z głodem spoglądając na najbliższych kochanków.  

Kapłanka chyba miała rację, pomyślałam to było jak zaczerpnięcie ze źródła kosmicznej energii, połącznie z duszą wszechświata.  

Rytuał dobiegł końca, ale oszalałe zmysły wciąż były nienasycone, głodne. Niczym zwierz, który wyczuł woń krwi.  

Wiele godzin później, gdy moje ciało ociekało strugami spermy, byłam już pewna słów Kapłanki.

1 komentarz

 
  • Kotek3

    Fajne, a jak podnieca;)