Pokuta 18

Pokuta 18Wróciłem na salę i postanowiłem się dobić. Dosiadłem się do swoich kumpli, którzy byli już mocno pijani.
- No i jak? Przygotowany do nocy poślubnej? - zapytał Patryk, czym tylko mnie wkurwił.
Wypiliśmy dwie kolejki, po czym poszedłem do swoich kuzynów. Z nimi załatwiłem się na amen.
Większość gości zaczęła już wychodzić, za co byłem im niemal wdzięczny. Kierowca zawiózł nas do domu. Weszliśmy do mieszkania. Czekałem na tę chwilę trzy tygodnie, wyobrażałem ją sobie, a teraz wyglądała zupełnie inaczej. Iza poszła od razu do łazienki, a ja po pozbyciu się garnituru padłem na kanapę. Alkohol zrobił swoje. Zasnąłem od razu. Kiedy się obudziłem, o dziwo nie miałem kaca. Doskwierał mi inny problem. Moja podświadomość czuła, że opory moralne zniknęły i erekcja, jaką miałem była wręcz bolesna. Miałem ogromną ochotę sobie ulżyć. Na myśl o tym, że gdyby nie głupia decyzja mojej świeżo upieczonej żony byłoby już po sprawie, poczułem złość. Spojrzałem na zegarek. Była jedenasta. Spaliśmy długo, ale przecież całą noc balowaliśmy. Mimo wszystko czas było już się ogarnąć, poprawiny miały zacząć się o piętnastej. Miałem nadzieję, że skończą się szybko. Wszedłem do sypialni. Na fotelu leżała suknia ślubna mojej żony. Obok łóżka bielizna. Iza musiała być naga. Miała ochotę ulżyć sobie po całym dniu noszenia stanika i po prostu zrzuciła go na podłogę. Szkoda, że ja go z niej nie zdjąłem. Patrzyłem na nią. Była piękna. Leżała pod białą kołdrą. Pod nią było tylko jej ciało: piękne, zgrabne, nęcące. Ciało, którego tak bardzo pragnąłem od trzech tygodni. Mój penis po raz kolejny przypomniał mi o sobie. Wzdrygnął się, kiedy zacząłem fantazjować o tym, że szybko zdzieram z niej kołdrę, po czym wchodzę i zaspokajam się. To była tylko fantazja. Nie chciałem tego robić w ten sposób, choć na dobrą sprawę nic nie stało na przeszkodzie. Mogłem także położyć dłoń na moim przyrodzeniu i po prostu się masturbować. Tylko czy po to czekałem tyle czasu, żeby zrobić to teraz w ten sposób? Chyba nie. Chciałem to zrobić, kochając się ze swoją żoną. Wczoraj byłem wkurzony, że kazała mi czekać, ale dziś chyba trochę ją rozumiałem. Noc poślubna zapewne dla niej i wielu kobiet była czymś, co chciałaby wspominać przez lata. Ostry i szybki seks, z prawdopodobnie przedwczesnym wytryskiem, na dodatek po pijaku, to raczej nie było to.
- Witaj mężu — powiedziała z uśmiechem na ustach, kiedy się w końcu przebudziła.
- Witaj żono.
- Długo tak stoisz?
Zaśmiałem się, kiedy o to zapytała.
- Pytasz o mnie, czy o niego? - zapytałem, wskazując na mojego penisa.  
Iza zaśmiała się.  
- To może teraz?
- Chętnie, ale mimo wszystko wolałbym, żeby nasza noc poślubna była w nocy — skomentowałem, patrząc na walące po oczach słońce. Był to tylko wykręt. Wiedziałem, że Iza nie miała ochoty na seks, chciała tylko mi pomóc w pozbyciu się erekcji.  
Zjedliśmy coś na szybko. Moja żona włożyła beżową sukienkę, jaką kupiła na poprawiny.
- Pamiętasz kochanie, jak kazałam ci pomóc mi w wyborze kiecki i katowałam cię, paradując przed tobą w samych stanikach?
- Pamiętam. To nie było fajne.
- Być może, ale mnie się podobało. Miałeś takie fajne kurwiki w oczach, poza tym lubię na ciebie patrzeć, jak cię rozsadza — rzuciła z przekąsem.
- Nie wiem, jak to zrobimy, ale zrywamy się z tych poprawin maks o północy.
- Nie widzę przeszkód kochanie — powiedziała, po czym dała mi buziaka.
Poprawiny były lepsze niże wesele. Wszyscy goście bawili się w najlepsze, kiedy data w ich komórkach z niedzieli przeskoczyła na poniedziałek.
- Z naszych planów nici. Posiedzimy tu jeszcze co najmniej do trzeciej, ale mam dla ciebie kochanie dobrą wiadomość — szepnęła mi na ucho.
- Jaką?
- Na górze są pokoje do wynajęcia. Zapraszam cię do jednego z nich na naszą noc poślubną.
Nie wierzyłem w to, co mówiła. Nie dała mi szans na żadną ripostę. Wstała i ruszyła w kierunku schodów. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Wszyscy byli zajęci sobą. Pili albo tańczyli.
Pokój nie był wielkich rozmiarów, ale miał wszystko, czego potrzebowaliśmy. Iza musiała to zaplanować wcześniej. Kiedy się otrząsnąłem, ona właśnie zapalała świece. Było mi trochę głupio, że sam na to nie wpadłem, ale mimo wszystko inaczej wyobrażałem sobie nasza noc poślubną. Liczyłem na seks w naszym małżeńskim łożu. Teraz to nie miało znaczenia. Nie ważne gdzie, ważne z kim.
- Tym razem daruje ci grę wstępną.. W sumie mamy ją już za sobą. Trwała przez ostatnie trzy tygodnie.
Zanim się obejrzałem moja żona była już w samej beżowej bieliźnie. Podszedłem do niej i objąłem. Całowaliśmy się chwile. Poczułem jej rękę na swoim penisie. Dawno mnie tam nie dotykała, zapomniałem już chyba jakie to przyjemne. Położyliśmy się na łóżko. Nie chciałem szybko w nią wchodzić, choć niczego innego nie pragnąłem. Określenie między ustami a brzegiem pucharu było tutaj jak najbardziej trafione.
- Na co czekasz? Moja mała już nie może się doczekać!
- Skoro tak nalegasz — rzuciłem żartobliwie, co wywołało u Izy szczery śmiech.
Wszedłem w nią. Mój penis po trzech tygodniach abstynencji przypomniał sobie co to pochwa i do czego jest powołany. Wszelkie moje obawy, że coś mi się poprzestawiało, bo widok półnagiej Izy momentami sprawiał, że traciłem erekcje, a nie doznawałem jej, były nieuzasadnione. Nasze narządy intymne poznały się na nowo. Całowałem ją po piersiach i zacząłem penetracje. Miałem nadzieje, że potrwa to trochę dłużej, ale spuściłem się przed dziesiątym ruchem. Iza nawet nie udawała orgazmu.
Wstyd mieszał się z zadowoleniem, szczęściem. Po tym przyszedł ból. Mój organizm nie wiedział, co się dziej. Z moich najądrzy uwolniła się sperma. Czułem skurcze w mosznie i pulsowanie w nasieniowodach. Dopiero po chwili wszystko wróciło do normy. Iza była wyrozumiała. Nie miała pretensji. Całowała mnie i masowała po penisie
Drugi raz był już dużo lepszy. Iza, która także była mocno wyposzczona, a przecież zawsze kochała seks, krzyczała jak najęta. Wiedziałem, że nie udaje. Bałem się, że ktoś nas usłyszy, ale miałem to w głębokim poważaniu. Tym razem także czułem lekki ból podczas wytrysku, ale świadomość, że oboje z moją żoną po raz pierwszy jako małżeństwo doznaliśmy orgazmu, wszystko mi wynagrodziła.  
Trzecim razem nie czułem już bólu.  
- Czuje się, jakbyś wlał we mnie kilka litrów — oznajmiła moja żona.
- Wcale nie wykluczone, że tak było. To był genialny pomysł z tą nocą poślubną tutaj.
- No widzisz kochanie, jaką dobrą i pomysłową żonę sobie wybrałeś.
- Wypadałoby się pokazać na dole, zaraz zaczną się pytania, gdzie jesteśmy.
- Wszystko załatwiłam z drużbami. Mają nas kryć, ale mamy czas tylko jeszcze przez kwadrans.
Leżeliśmy tak, całując się i delektując naszymi ciałami. Byłem ogromnie szczęśliwy. Miałem świadomość, że fala serotoniny zalała mój mózg, a poziom testosteronu za chwile skoczy w niebiosa. Ulżyłem sobie, ale byłem też dumny z siebie. Wytrzymałem, dałem radę. Dochowałem pokuty.
Moje życie przez te trzy tygodnie zmieniło się na lepsze. Pokusy dnia codziennego, czy małe problemy przestały mnie przerażać. Zacząłem wyznaczać sobie cele i je realizować.  
Kilka tygodni po weselu poszedłem do spowiedzi, do tego samego księdza.
- Czy pokutę zadaną odprawiłeś?
- Tak proszę księdza.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- No brawo synu. Ja bym nie dał rady — skomentował, patrząc na Izę, która spowiadała się chwilę wcześniej.

KONIEC

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • wram

    :yahoo:

  • mzk

    Chociaż ksiądz szczery ;)

  • Gazda

    No powiem, zajebisty ksiądz 😂😂😂