Pod jednym dachem część 5

Pod jednym dachem część 513
Łukasz


  Mam dwa wyjścia.
Pierwsze – Iść do kibla i przywitać się z „ Panią Rączkowską”.
Drugie – Usiąść obok bezdusznej wiedźmy.
Nosz złapała mnie baba za klejnoty! Za nic w świecie nie pójdę pod szóstkę! Justa wiedziała, za jaki hebel pociągnąć. Jeszcze przez nią zostanę bezpłodny!
Przełykam ślinę, żeby opanować wściekłość. W duchu przeklinam samego siebie za bezmyślność! Byłem już tak blisko otworzenia sejfu i co? Durnym hasłem wyciągnąłem czarnego Piotrusia!
Zamykam oczy, nabieram powietrza. Muszę zwalczyć szalejące emocje.
W miarę opanowany nalewam sobie wina i siadam obok Justyny. W ciszy oglądamy tą rąbniętą bajeczkę z kapucynem oraz niebieskim duszkiem.
Nie jesteśmy w połowie filmu, kiedy kobieta sięga po chipsy i zaczyna je wcinać jak kura ziarno. Chrupie, ciamla i wszędzie kruszy. Nie uchodzi mojej uwadze, że jędza wyciąga z dekoltu kawałek Lays’a.
Wszystkie zmysły, które posiadam, są skierowane na dziewczynę, siedzącej obok mnie. Niby gapię się w telewizor, ale jak jebnięty kameleon notuję każdy ruch Justynki.
Kobieta zmienia pozycję… siada po turecku, bierze do ust największy płatek kartoflany… kolejny solidny okruszek ląduje między jej cycuszkami. Łowi go, wkłada do ust i popija łykiem wina, wydając przy tym odgłos szczytowania.
Nie, kurwa!
Nie potrafię!
Wstaję i wychodzę z salonu do mojego pokoju. Po kilku sekundach w korytarzu naciągam obuwie, narzucam kurtkę, a następnie opuszczam mieszkanie.
Zaraz mnie chuj jasny strzeli!
Jestem mięczakiem!


14
Justynka


Wiedziałam, że prędzej czy później Łukasz da ciała i opuści mieszkanie. Zawsze tak robi, kiedy jest pod wpływem wysokiego ciśnienia.
A jednak ogier mknie do obory, bo nie dostał u mnie fory.
Tak go naplet łaskocze, że potrzebne mu naiwne krocze.
Kolejny dowód, jak mnie kocha, kiedy niedostępna jest mu brocha!
Spoglądam na trzymane szkło w dłoni i stojącą na stoliku butelkę wina. Ciężko wzdycham. Wstaję, odkładam pusty kielich oraz miskę z Lays’ami. Patrzę na flaszkę. Po chwili namysłu biorę ją do ręki, a następnie wyłączam telewizor oraz światło. Nic mi innego nie pozostało.
   Leżąc w łóżku pod pościelą, odpalam w telefonie YouTube. Myślę, na co mam ochotę z moją przyjaciółką „ćwiartką butelki”. Nagle trafiam na polskie hity z lat 90. Odpalam muzę… ehhh nie to. Kolejna propozycja… takie sobie. Przechodzę do trzeciego i nagle
rozbrzmiewa dźwięk Lombard „Przeżyj to sam.” Idealna atmosfera, kiedy ma się doła.
Piosenka dobiega końca, po policzkach płyną łzy. W głowie mam miliard pytań, a w żyłach płynie czysta złość. Złość na samą siebie, że dałam się ponieść chwili przyjemności.
Ta akcja zmieni naszą przyjaźń w dno. Niski z pewnością pomyśli, jaką jestem zołzą.
Upijam z gwinta kolejny łyk wina. Niestety nie mam czym zagryźć, chipsy się skończyły.
Z głośnika płynie melodia Stachurskiego „Czuję i wiem”. Słucham słów tej piosenki, mając mieszane uczucia. Znów ogarnia mnie gniew, ale uparcie brnę dalej, zalewając się łzami. Walczę z szalejącymi emocjami, które są niczym ogień i woda.
Kolejna piosenka Variuns Manx „Widziałam orła cień”. Podczas słów refrenu zaczynam się śmiać. Cóż za ironia losu! Niedawno miałam okazję zobaczyć „Orła cień”.
Tym razem biorę kilka solidnych łyków z flachy. Jestem w tej chwili zdesperowaną kobietą, mieszkającą pod jednym dachem z Niskim, tak więc, co mi szkodzi?
Ocieram nos w poszewkę kołdry. Zwisa mi to, że będę spała pod smarami własnej produkcji. Jutro ją upiorę, usuwając resztki głupoty w programie „Bielizna pościelowa 95 stopni”. Ugotuję gnoja we wrzątku!
Ahem.
Oj, czkawka pijacka.
Upijając kolejny łyk, przedstawiam sobie obraz sera z bajki „Hotel Transylwania” – Topię się!
A top się!
I tak jesteś wysoko kaloryczny! Koła ratunkowego nie potrzebujesz, masz przy sobie! Co ja mówię?! Twój ponton wokół pasa uratowałby wszystkich pasażerów Titanica!
Ahem.

15
Łukasz

Wchodzę do ciemnego mieszkania. Justynka z pewnością się wkurzyła i poszła spać, kiedy ja poszedłem do całodobowej apteki po durexy. W ten sposób mogłem ochłonąć oraz pomyśleć jak naprawić kolosalną wtopę.
Jeszcze nigdy w życiu nie dałem takiej dupy jak dzisiaj. Wstyd, aż mnie pożera z popełnionej gafy, którą z pewnością będę miał co rusz wygarniętą. Znam Justę, a ona jest w tych sprawach bezduszna.
Ściągam buty, wieszam kurtkę na wieszak. W momencie, gdy chcę otworzyć drzwi do mojej dziupli, słyszę dziwne odgłosy dobiegające ze strony pokoju współlokatorki.  
Po cichu skradam się pod wrota jej zameczku.
„Ahem.” smarkanie w chusteczkę „Ahem” ciche łkanie.
Dostaję wyrzutów sumienia, dlatego bez chwili wahania, wchodzę do pomieszczenia.
  Justyna leży na boku, tyłkiem wypchanym w moją stronę. Coś mamrocze pod nosem za „ścianą” płaczu.
Bez większego namysłu, kładę się obok kobiety i mocno się do niej tulę. Chcę, aby poczuła, że nie jest sama.
– Wynocha stąd. Nie prosiłam cię, żebyś przylazł. Mogłeś zostać u Marioli i ją dupczyć od zmierzchu do świtu – mówi z wyrzutem.
Serce mi krwawi, gdy słyszę te oskarżenia. Jednak wiem, że dzisiaj już nic nie zdziałam. Zwłaszcza, kiedy dostrzegam pustą butelkę po winie. Justyna ma w czubie, a to oznacza, że sobie coś kretyńskiego wmawia, mijając się z prawdą.
– Nie takie przechodziliśmy chwile. Chcę być przy tobie, trzymać cię w ramionach, a także zaoferować rękaw do wysmarkania nosa – szepczę do jej uszka.
Kobieta odwraca się w moją stronę, lekko podnosi tułowie. Chwyta za materiał mojego sweterka na wysokości brzucha i wydmuchuje gluty. Po zakończonym koncercie nosowej trąbki spogląda na mnie zapłakanymi oczkami.
– Odfruńń giluuu. Leć do gniazdka pełnego pcheł.
Wlepcie mi kulkę w łeb. Nie! Nie poddam się tak łatwo.
Podnoszę się i płynnym ruchem ściągam sweterek. Rzucam go na podłogę, a następnie biorę w bicepsa hienę z pianą w mordzie, którą jednoznacznie zbiłem z tropu. Zdaję sobie sprawę, że w każdej chwili tygrysica wyciągnie swoje pazury, drapiąc mi skórę tułowia.
Z drugiej strony i tak nie ma na tyle sił, żeby ze mną walczyć.  
– Nienawidzę cię, wiesz o tym? – Niezrozumiale mamrocze pod nosem. – Tak cię nienawidzę, że jutro pakujesz klamoty – mruczy, wtulając głowę na moją klatkę piersiową.
– Dłużej już nie zniosę… ani ciebie… ani świadomości… że wolisz M… – gdacze coraz ciszej, aż nagle jej napięte ciało się rozluźnia i kobieta zaczyna chrapać.  
Zgarniam kłębek włosów z twarzy wojowniczki.
– Też cię bardzo kocham – szepczę, składając pocałunek w czółko.  


Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i komediowe, użyła 1179 słów i 6921 znaków, zaktualizowała 29 kwi o 1:02.

4 komentarze

 
  • Shogun

    No no, interesująco, interesująco :) Coś czuję, że mimo wszystko będzie dobrze ;)
    W końcu słowa pijanego to myśli trzeźwego ;)

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo

  • Kocwiaczek

    Jest uśmiech i emocje. Czego chcieć więcej? :D Frustracja "okołoerekcyjna" Niskiego bawi do łez. A i smarki Dżasty mają swój niewątpliwy urok ;) Zastanawia mnie tylko, dlaczego Łukasz jest pewien, iż Justyna go również kocha? Słowo "też", ma tutaj ogromne znaczenie. Czy to ten jej pijacki bełkot utwierdził go w przekonaniu? Czy może pewne przemilczane jeszcze wydarzenia odegrały gdzieś rolę? Mam nadzieję, że będą potrafili ze sobą rozmawiać i na jednej wtopie nie ucierpi cała komunikacja pomiędzy przyjaciółmi. Poczekam, poczytam, a na razie pozdrawiam:)

  • AHopeS

    @Kocwiaczek Dziękuję bardzo.

  • merlin

    Brawo! :devil: Mam nadzieję, że to tylko fantazja? ;)

  • AHopeS

    @merlin Dziękuję.

  • AHopeS

    @merlin Post sciptum- od kiedy czytasz me dzieła?

  • Gaba

    Pierwszy tak i łapa! Ładny, krwisty, żywy język. Chwali się.  :bravo:

  • AHopeS

    @Gaba Dziękuję.

  • Gaba

    @AHopeS pięknie proszę, cała przyjemność po mojej stronie....