Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Pani Prokurator – część I

Pani Prokurator – część IKaterine weszła do swojego dungeona dokładnie o 19:30. Ciężkie, dźwiękoszczelne drzwi zamknęły się za nią z głuchym, ostatecznym szczękiem, odcinając cały świat zewnętrzny - chłodną salę sądową, stosy akt, drżących oskarżonych i jej własny, żelazny głos prokuratorski. Czerwony pokój zabaw rozjarzył się głębokim, krwistym światłem czerwonych żarówek i kinkietów ukrytych za czarnymi aksamitnymi zasłonami. Ściany obite grubą, czarną skórą i bordowym aksamitem pochłaniały każdy dźwięk, każdy jęk, każdy oddech. Stalowe haki zwisały z sufitu jak obietnice, masywne krzesło z szerokimi kajdanami czekało pośrodku jak tron dla jej władzy, obok stalowy stół do tortur lśniący od oliwki, stojak z narzędziami - pejcze, floggery, liny, wibratory, klamerki, kneble i maski. Powietrze było gęste, ciężkie, nasycone zapachem wyprawionej skóry, świeżego lateksu, wanilii i tej pierwotnej, wilgotnej nuty podniecenia, która zawsze wypełniała jej płuca i natychmiast uspokajała umysł.
Była 35-letnią rudowłosą boginią o ciele stworzonym do rządzenia. Ogniste, długie włosy spływały ciężkimi, lśniącymi falami aż do połowy pleców, muskając łopatki i podkreślając jasną skórę. Piersi - duże, ciężkie, pełne, z ciemnoróżowymi sutkami już teraz stwardniałymi w sztywnych szczytach - napierały na materiał białej bluzki, jakby chciały się wyrwać. Talia wąska, biodra szerokie i kobiece, a tyłek - soczysty, krągły, spory i niewiarygodnie jędrny - kołysał się władczo, prowokująco przy każdym kroku, napięty i gotowy. W sądzie była bezwzględną panią prokurator, której spojrzenie miażdżyło świadków i oskarżonych. Tutaj, w czerwonym pokoju, władza była absolutna, pierwotna, czysta. I zawsze, bez wyjątku, należała tylko do niej. Nigdy nie ulegała. Nigdy nie klękała. Zawsze to ona decydowała, kiedy, jak mocno i jak długo.
Telefon zawibrował na czarnym lakierowanym stoliku. Nieznany numer.
- Scarlet - odebrała niskim, aksamitnym, lecz stalowym głosem, od którego zawsze przebiegał dreszcz po kręgosłupie słuchacza.
- Dobry wieczór… - zaczął mężczyzna po drugiej stronie, głos mu drżał z nerwów i podniecenia. - Umawialiśmy się przez stronę. Ja i moja żona… chcielibyśmy dzisiaj sesję.
- O której?
- 22:00?  
- Pasuje idealnie. Bądźcie punktualnie. Adres wyślę SMS-em. Żadnych spóźnień. Tu rządzi tylko Scarlet. I pamiętajcie - jak wejdziecie, nie ma już odwrotu. Wasze ciała należą do mnie.
Rozłączyła się z leniwym, drapieżnym uśmiechem. Dwie godziny. Idealnie, żeby się przygotować i rozgrzać.
Weszła do przyległej czarnej łazienki z ogromnym lustrem od podłogi do sufitu, w którym odbijało się całe jej ciało. Rozbierała się powoli, delektując się każdym centymetrem. Bluzka opadła z szelestem, uwalniając ciężkie piersi, które zakołysały się swobodnie, sutki twarde jak kamyczki, otoczone delikatną siateczką żyłek. Spódnica zsunęła się po krągłych biodrach, odsłaniając gładko wydepilowaną, już śliską i nabrzmiałą cipkę, której wargi lekko rozchylały się z podniecenia. Weszła pod prysznic. Gorąca woda spływała kaskadami po jej skórze, spływając między wielkimi piersiami jak wodospad, po płaskim, napiętym brzuchu, aż między pośladkami, łaskocząc wrażliwy, różowy odbyt.
Zamknęła oczy. Ręka sama powędrowała między uda. Palce odnalazły nabrzmiałą, pulsującą łechtaczkę i zaczęły masować ją szybkimi, pewnymi, okrężnymi ruchami. Jęknęła głośno, gardłowo, opierając czoło o zimne, czarne kafelki.
Cztery lata temu… dokładnie w tym samym budynku, który kiedyś należał do brutalnego gangu narkotykowego „Czerwone Wilki”, którego ścigała przez półtora roku jak obsesja. Była wtedy młodszą prokurator, weszła pierwsza podczas policyjnego nalotu, z bronią w ręku, serce waliło jej jak młot. Zamiast laboratorium z metamfetaminą znalazła to - ten sam czerwony pokój, tylko wtedy jeszcze bardziej surowy, brudny od spermy, potu i używek. Kajdany wiszące na ścianach, lateksowe kombinezony porozrzucane po podłodze, pejcze, krzesła do krępowania, strapy wielkości jej przedramienia, maski i klamerki. Gangsterzy nie tylko handlowali prochami - urządzali tu prywatne, bardzo ostre, wielogodzinne imprezy BDSM, na których kobiety i mężczyźni błagali o upokorzenie, ból i rozkosz. Pamiętała dokładnie moment, kiedy stanęła pośrodku sali i zobaczyła szefa gangu - potężnego,  mężczyznę w tatuażach - przywiązanego do krzesła przez własnych ludzi, z klamerkami na sutkach i wielkim strap-onem wbitym głęboko w tyłek. Jej cipka wtedy zrobiła się natychmiast mokra, sutki stwardniały pod kamizelką kuloodporną tak mocno, że bolały przez godzinę. Tamtej nocy, wracając do domu, nie mogła przestać o tym myśleć. Dotknęła się w samochodzie na poboczu, doszła tak mocno, że prawie zjechała z drogi, krzycząc w ciemności. Rok później kupiła ten budynek na aukcji komorniczej za grosze. Przerobiła go na swój azyl. Od czterech lat żyła podwójnym życiem: za dnia miażdżyła przestępców w sądzie, wieczorami - w lateksie i masce - miażdżyła dusze i ciała tych, którzy sami przychodzili i płacili, żeby nimi rządziła. Nigdy nie ulegała. Nigdy nie klękała. Zawsze to ona miała władzę.
Dwa palce wsunęły się głęboko do jej cipki, rozciągając ją mocno, głośno. Biodra same zaczęły się poruszać, tyłek wypinał się do tyłu, wielkie piersi podskakiwały pod gorącym strumieniem. Trzeci palec dołączył, potem czwarty - pieprzyła się sama brutalnie, głośno, palce wchodziły i wychodziły z mokrym, obscenicznie głośnym plaśnięciem. Wyobrażała sobie dzisiejszą parę - jak będzie błagać, jak będzie drżeć, jak będzie patrzeć. Jęknęła głośno, prawie krzyknęła, kiedy orgazm uderzył - mocny, długi, tryskający. Gorące soki spłynęły po jej udach długimi, gęstymi nitkami, zmieszały się z wodą. Kolana ugięły się na chwilę, ale Katerine stała prosto. Zawsze stała prosto.
Wyszła spod prysznica, wytarła się powoli, patrząc na siebie w lustrze jak na dzieło sztuki - boginię, której nikt nie ośmieli się dotknąć bez pozwolenia. Przeszła do garderoby. Najpierw wciągnęła na siebie czarny, błyszczący catsuit z lateksu najwyższej jakości - tak obcisły, że musiał go naciągać centymetr po centymetrze, z głośnym, lubieżnym trzaskiem. Materiał wślizgnął się na jej skórę jak druga, lśniąca, czarna powłoka, ciasno opinał wielkie piersi, uwypuklając je jeszcze bardziej, sutki sterczały wyraźnie, jakby chciały przebić lateks. Tyłek w nim wyglądał grzesznie - okrągły, wypięty, lśniący, gotowy do klapsów i podziwiania. Na nogi wciągnęła czarne szpilki z czerwonymi podeszwami - 15 centymetrów czystej dominacji. Na twarz założyła czarną lateksową maskę z otworami tylko na oczy i usta - idealną, anonimową, drapieżną. Nikt nigdy nie rozpoznałby w niej Katerine, pani prokurator o żelaznej reputacji.
O 21:55 rozległo się pukanie - dokładnie punktualnie.
Otworzyła drzwi. Przed nią stała para: on - wysoki, dobrze zbudowany, około 40 lat, w eleganckiej koszuli, już z widocznym, dużym wybrzuszeniem w spodniach. Ona - szczupła, atrakcyjna blondynka z małym, jędrnym tyłeczkiem i małymi, sterczącymi piersiami, rumiana z podniecenia i strachu, oczy błyszczące jak u sarny.
- Wejdźcie - rozkazała głosem, który nie znosił sprzeciwu.
Ledwo drzwi się zamknęły, wskazała na mężczyznę palcem.
- Ty. Rozbieraj się do naga. Siadaj na krześle. Ręce za oparciem.
Mężczyzna posłusznie, drżącymi rękami zdjął wszystko. Katerine wzięła grube czarne liny shibari i w kilka minut związała go idealnie - ręce mocno za oparciem, nogi szeroko rozłożone i przymocowane do nóg krzesła. Jego kutas już sterczał twardy, nabrzmiały, żyły pulsowały, główka błyszczała od gęstego preejakulatu.
- Patrzysz. Nie odwracasz wzroku. Ani na sekundę - warknęła mu prosto w twarz, chwytając go mocno za brodę. - Twoja żona dzisiaj jest moja. Cała. Każda dziurka. Każdy jęk. Każdy orgazm należy do mnie.
Zwróciła się do blondynki.
- Rozbieraj się. Powoli. Bardzo powoli. Chcę widzieć każdy centymetr twojego ciała. Na kolana.
Kobieta drżącymi rękami zdejmowała ubrania - najpierw bluzkę, potem stanik, odsłaniając małe, różowe sutki już stwardniałe. Spódnica, majtki. Gdy była już całkowicie naga, Katerine chwyciła ją za gęste blond włosy i pociągnęła do swoich lateksowych ud, przyciskając twarz dziewczyny do swojego krocza.
- Powąchaj, jak pachnie twoja Pani. Głęboko.
Potem założyła na małe sutki srebrne klamerki z łańcuszkiem - blondynka syknęła głośno, ciało jej zadrżało, oczy zaszły łzami rozkoszy. Katerine sięgnęła po dodatkowe, mniejsze klamerki i delikatnie, ale stanowczo przypięła je do zewnętrznych warg cipki dziewczyny - po dwie z każdej strony. Blondynka jęknęła a jej biodra drgnęły.
- Rozłóż nogi szerzej. Pokaż mi, jak bardzo jesteś już mokra.
Następnie sięgnęła po czarną, skórzaną opaskę na oczy i założyła ją blondynce na głowę, całkowicie pozbawiając ją wzroku.
- Teraz widzisz tylko ciemność… i czujesz tylko mnie.
Chwyciła jej szczupłe nadgarstki, założyła na nie skórzane kajdanki i spięła je za plecami dziewczyny, tak że musiała klęczeć z wypiętym tyłkiem i piersiami wystawionymi do przodu.
Katerine zaczęła się bawić. Powoli, metodycznie, okrutnie. Najpierw dłonią w lateksie wymierzyła serię mocnych, głośnych klapsów na już czerwonym tyłku - plaśnięcia niosły się echem po pokoju. Potem sięgnęła po ciężki, czarny skórzany flogger. Uderzenia spadały rytmicznie - po pośladkach, po wewnętrznych stronach ud, po cipce z klamerkami, po plecach. Paski lizały mokrą szparkę, drażniły łechtaczkę, uderzały w rozciągnięte wargi. Blondynka jęczała coraz głośniej, nogi jej się trzęsły, soki spływały po udach długimi, gęstymi nitkami, kapiąc na podłogę.
Katerine uklękła za nią, rozchyliła pośladki i wsunęła język w jej cipkę - głęboko, łapczywie, liżąc i ssąc łechtaczkę między klamerkami. Dziewczyna wygięła się w łuk, krzycząc. Potem Katerine sięgnęła po gruby, czarny wibrator z funkcją ssania i przyłożyła go do łechtaczki blondynki. Włączyła na najwyższe obroty. Dziewczyna zaczęła drżeć, biodra jej podskakiwały, kajdanki szczękały za plecami.
- Błagaj - rozkazała Katerine niskim głosem.
- Proszę… Pani… błagam… - jęknęła blondynka drżącym głosem.
Katerine uśmiechnęła się pod maską, nie przestając torturować jej wibratorem przez długie minuty, doprowadzając ją na samą krawędź, ale nie pozwalając dojść. Zdejmowała i zakładała klamerki na wargi, pociągała za łańcuszek na sutkach, wpychała dwa, potem trzy palce w cipkę, rozciągając ją szeroko, podczas gdy wibrator dalej ssął łechtaczkę. Blondynka płakała z rozkoszy, ciało jej się trzęsło, soki tryskały na dłoń Katerine.
W końcu Katerine wstała, założyła gruby, czarny strap-on - 20 centymetry realistycznego, żylastego, lekko zakrzywionego kutasa z wyraźną, dużą główką i widocznymi żyłami. Nasmarowała go obficie lubrykantem, powoli, patrząc mężowi prosto w oczy przez otwory maski.
- Patrz uważnie - powiedziała gardłowym, niskim głosem. - Teraz będę ją rżnąć w dupę. Mocno. Długo. Bez litości. A ty będziesz tylko patrzył, jak twoja żona dochodzi z moim kutasem w swojej ciasnej, dziewiczej dziurce.
Rozchyliła pośladki blondynki szeroko, przyłożyła wielką, śliską główkę do ciasnego, różowego odbytu i powoli, ale bez najmniejszej litości zaczęła wciskać. Kobieta krzyknęła głośno, kiedy gruba główka rozciągnęła jej dziurkę do granic. Katerine nie zwolniła - pchała dalej, centymetr po centymetrze, czując jak lateksowy kutas rozrywa ją od środka, aż cała długość zniknęła w jej tyłku.
Zaczęła poruszać biodrami - najpierw powoli, głęboko, okrężnymi ruchami, rozciągając ją, przyzwyczajając. Potem coraz szybciej, mocniej. Każde pchnięcie było zdecydowane, władcze, brutalne. Trzymała blondynkę mocno za kajdanki na nadgarstkach, ciągnąc ją do siebie przy każdym uderzeniu. Małe piersi podskakiwały dziko, łańcuszek między klamerkami na sutkach i wargach ciągnął boleśnie, sprawiając dodatkowy ból i rozkosz.
- O kurwa… jest tak ciasna… taka gorąca… taka mokra… - mruknęła Katerine z głębokim, gardłowym zadowoleniem, przyspieszając. Pieprzyła ją teraz mocno, rytmicznie, głęboko - cała długość wychodziła prawie do końca i wbijała się z powrotem z głośnym, mokrym, obscenicznie głośnym plaśnięciem lateksu o skórę. Blondynka wyła z rozkoszy i bólu, cipka jej ociekała strumieniami, soki kapały na podłogę, tworząc dużą, lśniącą kałużę.
Katerine chwyciła ją za włosy pod opaską, odchyliła głowę mocno do tyłu, tak że dziewczyna patrzyła teraz w sufit i zaczęła rżnąć jeszcze brutalniej - krótkie, szybkie, głębokie pchnięcia, aż blondynka zaczęła drżeć całym ciałem i tryskać na podłogę głośno, bez dotykania się, sikając z cipki długimi, gorącymi strumieniami.
- Jeszcze raz. Dojdź jeszcze raz na moim kutasie w twojej dupie - warknęła Katerine, nie zwalniając ani na sekundę.
Przyspieszyła jeszcze bardziej, biodra pracowały jak maszyna, wielkie piersi podskakiwały w lateksie, sutki ocierały się o materiał z każdym ruchem, tyłek Katerine napięty i lśniący poruszał się hipnotycznie. Blondynka już tylko jęczała bez słów, ciało jej się trzęsło w ciągłym, wielominutowym, drgającym orgazmie, oczy pod opaską wywrócone, usta otwarte w niemym, ochrypłym krzyku.
Katerine w końcu wbiła się najgłębiej jak mogła, przytrzymała mocno, biodra jej drżały, i doszła głośno, gardłowo, całym ciałem - fala rozkoszy przetoczyła się przez nią jak tsunami, cipka pulsowała pod lateksem, sutki bolały z czystej rozkoszy. Stały tak chwilę, dysząc ciężko, strap-on wciąż głęboko wbity w czerwony, rozpalony, pulsujący tyłek blondynki.
Katerine powoli wysunęła kutasa z głośnym, mokrym mlaśnięciem, odsłaniając szeroko rozchyloną, czerwoną, drgającą dziurkę, z której powoli wypływał lubrykant.
Uśmiechnęła się pod maską, patrząc na bezradnego męża, którego kutas drgał w agonii, ociekając gęstą, przezroczystą strużką.
- To dopiero początek sesji, kochani… - wyszeptała niskim, zadowolonym głosem. - Jeszcze macie czterdzieści minut. I zamierzam wykorzystać każdą z nich. Na kolana, oboje. Czas na drugą rundę.

Dodaj komentarz