Pani nauczycielka

Zawsze lubiłam się uczyć oraz przekazywać swoją wiedzę innym. Kiedy koleżanki lub koledzy nie rozumieli tego, co było na danej lekcji, zawsze przychodzili do mnie. Rzadko dawałam spisywać zadania, wolałam tłumaczyć, jak je zrobiłam, ewentualnie jak ktoś nie chciał zrozumieć, o co chodzi, wtedy odpuszczałam.
To nie było tak, że ja byłam kujonkom. Ja po prostu lubiłam się uczyć, a wiedzę pochłaniałam niczym gąbka wodę. Pomimo tego, że większość rzeczy pamiętałam z lekcji, w domu uczyłam się niemal cały czas. Stąd dobrze zdane egzaminy w moich czasach jeszcze gimnazjalne, później matura, a na końcu studia magisterskie.

W przeszłości miałam problem, aby ocenić czy jestem humanistą, czy umysłem ścisłym, jednak w liceum zdałam sobie sprawę, że o parę procent wygrywa jednak to drugie. Dlatego zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby móc wykonywać zawód nauczyciela matematyki. Nie było to łatwe do osiągnięcia, ale dla chcącego nic trudnego. Poza tym, w tych czasach o dobrego nauczyciela matematyki, jest bardzo ciężko. Nie uważałam się za perfekcjonistkę, ale ze względu na to, że uczyłam liceum, praktycznie każdy zdawał maturę z matematyki. Zdarzały się wyjątki, oczywiście nie mówię, że było inaczej, ale jak ktoś nie chce się uczyć, to ja nie jestem w stanie nikogo do tego zmusić...  

Jestem pewna siebie i jestem również pewna tego, co robię. Niektórzy uważali mam narcystyczną samoocenę, ale kompletnie się tym nie przejmowałam, ja po prostu znałam swoją wartość. Widziałam swoje wady i zalety, lecz żadna z cech charakteru, jaką posiadałam, mi nie przeszkadzała.

Już 5 lat pracuję w jednym z liceum w centrum Wrocławia. Obecnie mam 29 lat. Moje doświadczenie w nauczaniu młodzieży z roku na rok rosło bardziej.

Wychodząc z domu, o mały włos nie spóźniłam się na pierwszą lekcję. Wszystko przez kota mojej mamy, który uciekł na klatkę schodową, kiedy zamierzałam opuścić mieszkanie. Kot należał do niej, ale był w moim mieszkaniu. Dlaczego? Rodzice wyjechali w góry, a mi nie chciało się jeździć codziennie do Tarnowa, aby nakarmić Kocurra. Tak, tata to fan Zorro, stąd Kocurro. To był chyba najśmieszniejszy kot, jakiego znałam. Niemniej jednak musiałam go złapać, co zajęło mi trochę czasu. Jak do tylko dorwałam w swoje ręce i spojrzałam mu w oczy, on tylko miauknął i zrobił niewinną minę.
- Kocie, ty mnie kiedyś doprowadzisz do siwizny, wiesz? - Spojrzałam zwierzęciu w oczy, lecz on znowu tylko miauknął.
Wpuściłam go do mieszkania, po czym szybko pobiegłam do samochodu. Dobrze, że mieszkałam na trzecim piętrze.

Oczywiście przed wyjściem z domu ubrałam czarną spódniczkę przed kolanko. Do tego cienkie rajstopy w kolorze cielistym oraz czerwone szpilki. Bluzeczka beżowa z lekkim dekoltem, który dodatkowo eksponowała koronka. Na wierzch, założyłam czarną skórzaną kurtkę. Mam filigranową figurę, jestem niska 160 cm wzrostu, szczupłe, niestety krótkie nóżki, lekko odstająca pupa, płaski brzuch, brak wcięcia w talii oraz mały biust.
Zrobiłam jeszcze szybki makijaż, który przed wyjściem z domu zawsze był u mnie podstawą. Włosy spięłam klamerką, zawsze mnie one drażniły, ponieważ były gęste oraz długie. Odkąd pamiętam, były czarne niczym heban, tak samo moje oczy. Lekko ciemna karnacja, ostre rysy twarzy. Uważałam się za atrakcyjną kobietę, podobałam się mężczyznom i doskonale o tym wiedziałam. Nie zmieniało to jednak faktu, że byłam sama. Otoczona grupą przyjaciół, bez faceta u boku.

Kiedy byłam już w szkole, zdążyłam jeszcze tylko zerknąć na zegarek.
- Kurwa 10 minut spóźnienia. Mam nadzieje, że uczniowie siedzą w klasie.- Pomyślałam.
Pomimo tego, że jestem nauczycielką, klęłam jak szewc, przy uczniach musiałam się jednak hamować.
Wparowałam do klasy niczym tornado. Zamknęłam drzwi, trzaskając nimi. Po klasie fruwały papierki. Cała klasa zamilkła, wszyscy z przerażeniem spojrzeli na mnie.
- Moi drodzy, przepraszam za spóźnienie, ale nie martwcie się, odbijemy sobie te 10 minut kiedyś... W każdym razie nie mam czasu dziś na wpisywanie uwag. Jeżeli jeszcze raz zobaczę, że ktoś rzuca papierkami po klasie, będzie kartkówka... Zmieniając temat, dziś omówimy sobie funkcję kwadratową. Nie jest to trudny temat, ale bardzo ważny na maturze, często trafia się w zadaniach otwartych oraz zamkniętych. Każdy temat jest ważny, ale na ten zwrócimy szczególną uwagę.- Rozejrzałam się po klasie, po czym wzruszyłam ramionami.
Widziałam strach w oczach uczniów. Ciekawe tylko dlaczego? Czy ja to spowodowałam, czy zbliżająca się wielkimi krokami matura...
Szybkim krokiem podeszłam do tablicy, zaczęłam tłumaczyć uczniom krok po kroku dany temat. Czułam na sobie wzrok uczniów. Kiedy odwróciłam się parę razy przodem do nich, zauważyłam, że jeden z uczniów zatrzymuje wzrok, na moich pośladkach. Starałam się nie myśleć o tym i robić swoje. Kiedy wytłumaczyłam wszystko, każdy podchodził po kolei do tablicy i wykonywał zadania, aby udowodnić mi, w jakim stopniu zapamiętał to, co przed chwilą powiedziałam. Uczniowie radzili sobie w miarę dobrze poza paroma osobami, którym musiałam podpowiadać.
- Z matematyką nie ma żartów. Jak ktoś sobie nie radzi z jakimś tematem, nie bójcie się prosić o pomoc. Zapraszam dziś po lekcjach, tych, którzy potrzebują powtórzenia, lub dodatkowego wytłumaczenia, któregoś z tematów.- Odparłam, po czym spojrzałam na zegarek.
- Zaraz, zaraz, przecież ja dzisiaj nikogo jeszcze nie pytałam. - Podrapałam się po głowie.
Spojrzałam w dziennik.- Marek, masz jedynkę z ostatniej odpowiedzi, zapraszam.
- Którego Marka chciałaby pani do siebie zaprosić? To znaczy do odpowiedzi?
- Dokładnie, tego, z którym w tej chwili rozmawiam i na którego patrzę.
Marek zaczął się krzywić, widziałam, że nie chciał dziś odpowiadać. Ja jednak w dalszym ciągu czekałam.
- Proszę pani, bo ja tak naprawdę nie jestem przygotowany, bo ja nie rozumiem tego, co ostatnio było...
Wzięłam głęboki oddech.- To dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz? Wiesz doskonale, że zostaję codziennie po lekcjach, aby komuś coś wytłumaczyć. Dziewczyny jakoś proszą o pomoc... Dobrze, zróbmy tak. Przyjdziesz dziś o 14:00 na dodatkowe zajęcia. Nie wpiszę ci jedynki, ale jak się nie pojawisz, to już nie będzie żadnej taryfy ulgowej, zrozumiano?- Spojrzałam w oczy Markowi.
On posłał mi uśmiech.- Dziękuję, przyjdę na pewno!- Chłopak po tych słowach usiadł z powrotem w ławce.

Po chwili zadzwonił dzwonek, lecz uczniowie siedzieli dalej w ławkach.
- Dobrze, możecie już sobie iść, przypominam, ja zostaję godzinę po lekcjach. Ja nie gryzę, Marek przyjdzie, wy też możecie. - Posłałam uczniom ciepły uśmiech.

Mam mocny temperament, nie dam sobie w kaszę dmuchać, ale nie jestem potworem. Mam duże poczucie humoru oraz jestem wrażliwa na krzywdę innych. Ja tylko nie cierpię, jak ktoś mnie nie słucha, ponieważ ja praktycznie zawsze mam rację.

Reszta lekcji zleciała dość szybko, w końcu godzina 14:00. Poszłam na strych, gdzie była klasa, w której często ktoś prowadził kółka na przykład geograficzne, teatralne... tym razem była ona wolna, dlatego ją zajęłam. Czekałam aż, zjawi się jakiś uczeń. Po upływie 5 minut do klasy wszedł Marek.
- Dzień dobry, jestem zgodnie z obietnicą.- Chłopak wziął krzesło i usiadł bardzo blisko mnie.
Zdziwiłam się, że nie usiadł w ławce. Uniosłam lekko brwi. Ja zawsze miałam swoją przestrzeń osobistą, której nikt nie przekraczał, a Marek to zrobił, lecz o dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało.
- To, jak robimy? Najpierw mam ci coś wytłumaczyć, czy wolisz odpowiadać? - Zapytałam z myślą, że podczas przerw, któryś z kolegów Marka wytłumaczył mu chodziarz jedną czwartą tego, co ja.
Kiedy spojrzałam na chłopaka, zorientowałam się, że on mnie nie słucha, tylko bezczelnie patrzy mi w dekolt.
- Marek!- Podniosłam głos. Zaczęłam się poprawiać, aby zasłonić widoki chłopakowi.
- Chłopie, jak nie weźmiesz się w garść, to nie dopuszczę cię do matury, rozumiesz?- Posłałam mu groźne spojrzenie, lecz on tylko odpowiedział mi na to zadziornym uśmiechem.
Sięgnął po klucz, który leżał na biurku. Podbiegł do drzwi i zamknął klasę na klucz, chowając go za swoimi plecami.
Wstałam na równe nogi. Byłam wściekła.
- Oddawaj ten klucz! Nie drażnij mnie!
- Jak go pani chce, to zapraszam, musi mi go pani zabrać.- Marek cały czas się do mnie uśmiechał.
Ja z kolei cały czas utrzymywałam kontakt wzrokowy z chłopakiem. Chciałam zrobić krok do przodu, lecz on zrobił krok w moim kierunku. Był bardzo blisko mnie. Przestraszyłam się troszkę, dlatego cofnęłam się, do tyłu o dwa kroki. Po chwili chciałam zrobić jeszcze jeden krok w tył, lecz moja pupa dotknęła już parapetu.
Chłopak stojący przede mną był ode mnie dużo większy. Teraz zdałam sobie z tego sprawę. Umięśniony 19-latek, mający prawie dwa metry wzrostu. Szatyn z grzywą, która przysłaniała jego jasno-zielone oczy. Przeszywał mnie swoim wzrokiem, pełnym pożądania. Po raz pierwszy to ja się bałam, a nie ktoś mnie. Złapał mnie w pasie i posadził na parapecie, zrobił to bardzo zdecydowanym ruchem, o mały włos nie uderzyłam plecami o klamkę. Marek wsunął swoją dłoń pomiędzy moje nogi, zatrzymując ją na wewnętrznej stronie moich ud. Próbowałam zacisnąć uda silniej, lecz to tylko mnie podniecało, w niczym nie pomagało.
- Puszczaj! Zabieraj łapy!- Warknęłam, nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Proszę nie stawiać oporu. Pani chce mnie nauczyć matematyki, a ja panią współpracy.- On również nie odrywał wzroku ode mnie.
Tym razem nieco delikatniej, wsunął dłoń pomiędzy moje rajstopy. Położył ją na majteczkach, zaczął okrężnymi ruchami masować moją łechtaczkę, przez materiał majtek. Rozszerzył moje nogi bardziej. Rajstopy zaczęły mu przeszkadzać, kucnął, po czym zaczął je ściągać. Kiedy chłopak się odwrócił, żeby odłożyć rajstopy na biurko, wtedy ja szybko wstałam i podbiegłam pod drzwi. Sama nie wiem w jakim celu, przecież to on miał klucz...
- Dobrze, fajnie już, pobawiłeś się, teraz dawaj klucz, ja jestem twoją nauczycielką, a nie koleżanką. Wypuść mnie stąd, bo wpiszę ci jedynkę, dostaniesz uwagę, zadzwonię do twoich rodziców, zobaczysz, będziesz miał przechlapane.- Zaczęłam w kółko powtarzać jedno i to samo, później dodatkowo plątałam się w tym, co mówię.
Chłopak zaś bez słowa podszedł do mnie. Odwrócił mnie do siebie tyłem. - Chciałem z grą wstępną, ale skoro nie... Sprawdzę, tylko czy jest tam mokro, jak nie to odpuszczę.- Po tych słowach Marek, delikatnie położył mnie na jednej z ławek. Po chwili poczułam, jak chłopak wsuwa w moją szparkę dwa palce. Zaczął nimi poruszać.
- Jest mokro, poza tym ma pani ciasną cipkę, w dodatku mój kolega też jest twardy i gotowy.- Złapał mnie za krocze od spodu. Wypiął moją dupcię bardziej w swoim kierunku. Poczułam, jak jego penis wypełnia wnętrze mojej cipki.
- Oooo tak!- brunet zaczął poruszać swoimi biodrami do przodu i do tyłu, mrucząc przy tym po cichu.
Chłopak posuwał mnie z taką siłą, że cała ławka się ruszała i skrzypiała. Objęłam ją drobnymi dłońmi, próbując stłumić, skrzypienie, lecz to i tak mało co pomagało. Górna część garderoby po jakimś czasie zaczęła przeszkadzać Markowi, dlatego najpierw ściągnął mi kurtkę, a później bluzeczkę. Sięgnął dłonią do mojego biustonosza. Złapał mnie za jedną pierś.
- Rewelacyjne są małe, jędrne, uwielbiam takie! Zazwyczaj wolę większe, ale małe też jest piękne.- Marek po chwili zwinnym ruchem obrócił mnie przodem do siebie. Spojrzał mi prosto w oczy, posłał delikatny uśmiech. Zbliżył swoje usta do moich i pocałował mnie namiętnie. Chciałam się od niego odsunąć, lecz zamiast to zrobić, wepchnęłam mu swój język do ust i zamknęłam oczy. Jego dłonie wędrowały po moim ciele, a jego kutas pulsował w moim wnętrzu coraz bardziej i bardziej. Wiedziałam, że chłopak zaraz dojdzie, złapałam go mocno w pasie, wbijając przy tym swoje paznokcie w jego skórę.
- To było mega!- wysyczał, prężąc się przy tym.
Przysunął mnie bliżej siebie, po chwili wyciągnął penisa i spuścił się na ławkę centymetr ode mnie. Złapał kutasa w dłoń i spojrzał mi w oczy.
- Szkoda, że pani tego nie połknęła, może następnym razem, ale nie chciałem, aby się pani pobrudziła.- Marek posłał mi uśmiech.
Ja z powagą zeszłam z ławki, zaczęłam się ubierać. Chłopak schował penisa do spodni, podszedł do mnie i zaczął mnie całować po szyi.
- Szkoda, że nie szczytowała pani razem ze mną, ale chętnie to zmienię.- Szatyn złapał mnie za podbródek i zaczął całować moje usta.
- Nie mam czasu, poza tym siedzimy tu już dość długo.- Wzruszyłam ramionami.
- Ten czas tak szybko leci...
Po chwili oboje byliśmy już ubrani, szybko otworzyłam klasę. Po upływie 6 minut do środka wszedł dyrektor. Marek na całe szczęścia zdążył usiąść przede mną, a ja jakby nigdy nic siedziałam za biurkiem.
- Dzień dobry, nie wiedziałem, że ta sala będzie zajęta.
- Dzień dobry panie dyrektorze, w zasadzie my już skończyliśmy.- wstałam, zabierając swoje rzeczy.
- A ty powtórz sobie to, co ci tłumaczyłam, jutro będziesz pytany.- Puściłam chłopakowi dyskretnie oczko.
On z kolei wstał na równe nogi. - Do widzenia! - pośpiesznie zabrał swoje rzeczy i wypruł z klasy.
Spojrzałam zdziwiona na dyrektora, on z kolei spojrzał na mnie, po czym oboje wzruszyliśmy ramionami.
- Ta sala jest już do pańskiej dyspozycji, nie przeszkadzam. Do zobaczenia jutro.- Posłałam mężczyźnie lekki uśmiech. Odwróciłam się, zmierzając ku wyjściu.
- Nie, żebym się gapił czy coś... Oczko pani, chyba poszło, czy jak się to mówi.- Dyrektor zaczął przewracać oczami, zrobił się czerwony jak burak, próbował ukryć swoje zawstydzenie.
- Aaa one i tak już idą do kosza, cienkie rajstopy, to zazwyczaj jednorazówki. - spojrzałam na mężczyznę przez ramię. Pożegnałam się z nim, zostawiłam klucz na ławce, na której przed chwilą uprawiałam seks z Markiem, po czym wyszłam z klasy, zamykając drzwi na klamkę.

100%38
Kocica69

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 2645 słów i 14619 znaków, zaktualizowała 17 lut o 22:47. Tagi: #nauczycielka #ostra #uczeń #szkoła #rajstopy

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • enklawa25

    Świetne

  • KarolinaLoveYou

    Naprawdę niezłe opowiadanie

  • Kocica69

    @KarolinaLoveYou Dziękuję, starałam się 🙂

  • Czytelnikg

    Świetne, kiedy dalsza część?

  • Kocica69

    @Czytelnikg dziękuję, w sumie to niebawem, muszę ją jeszcze dopracować 🙂

  • Martysia

    Zajebiste :-)

  • Kocica69

    @Martysia dziękuję 😃