Pani Dwóch Krajów cz. 71

CIII
     Na miejsce żałobnej ceremonii pułkownika Tereusa Władczyni wybrała otoczoną niewysokimi wzgórzami dolinę w pobliżu gospodarstwa zarządzanego niegdyś przez Pachosa. Miejsce to leżało w niezbyt dużej odległości od Stolicy, a zarazem wydawało się ustronne. Nie bez znaczenia pozostawał też fakt, że do folwarku można było wygodnie dotrzeć drogą wodną, wykorzystując nawadniający tamtejsze pola kanał. Rana Amaktaris goiła się wprawdzie dobrze, jak nieustannie zapewniali wszyscy wtajemniczeni uzdrowiciele, tym niemniej Najwspanialsza nadal odczuwała z jej powodu poważne dolegliwości i utrudniała ona swobodę poruszania się Monarchini. Stosowne przygotowania rozpoczęto już wcześniej, teraz należało jednak dopełnić smutnej ceremonii. Boska Pani wypłynęła następnego dnia po śmierci Horkana, korzystając z własnej łodzi spacerowej. Na jej pokład zaprosiła też Irias, Nefera, Anę oraz Mistrza Apresa. Harfan wolał wyruszyć z silnym oddziałem rydwanów przez pustynię, aby dopilnować na miejscu ostatnich szczegółów, Mistrz Serpa nadzorował żałobną barkę, którą przewożono ciało sierżanta. Okrężna podróż Rzeką, a następnie długim kanałem nawadniającym zajęła prawie cały dzień. Wszyscy przebyli ją w ciszy i skupieniu, nawet Irias powstrzymała się od zwykłych psot. Po wydarzeniach poprzedniej nocy Amaktaris zdawała się szukać samotności i schroniła na osłoniętej przed słońcem rufie łodzi. Pozostali uszanowali to niewypowiedziane życzenie Monarchini. Nefer obawiał się nieco niemiłych wspomnień z poprzedniego pobytu na folwarku ale okazało się, że również Najjaśniejsza odczuwa zapewne niechęć do tego miejsca, a już w żadnym wypadku nie zamierza skorzystać z dawnej kwatery Pachosa. Odrzuciła chłodno czołobitne zaproszenie nowego zarządcy i wyraziła życzenie natychmiastowego udania się na miejsce ceremonii. Musiała jednak zauważyć, że w gospodarstwie panuje obecnie dużo większy porządek niż niegdyś i ostatecznie znalazła kilka łaskawych słów dla speszonego nadzorcy. Z trudem powstrzymała się natomiast przed wyrażeniem otwartego niezadowolenia na widok oczekującej przybycia Monarchini lektyki, przygotowanej zapewne na rozkaz Towarzysza Prawej Ręki. Oświadczyła, iż nic nie powstrzyma Jej przed oddaniem sierżantowi Tereusowi honorów na sposób żołnierski po czym zażądała podstawienia rydwanu. Uzdrowiciele oraz Mistrz Apres wymienili bezradne spojrzenia i ustąpili bez słowa. Najdostojniejsza zgodziła się tylko zrezygnować z osobistego powożenia zaprzęgiem i zajęła miejsce w pojeździe prowadzonym przez Harfana. Dla pozostałych członków świty znalazły się inne wozy, ciało pułkownika nieśli na powiązanych oszczepach jego ukochani wszarze. Pochód tak czy inaczej poruszał się więc powoli, a droga nie okazała się długa, co złagodziło nieco obawy Any i Mistrza Serpy.
     Na miejsce dotarli w zapadającym już zmierzchu. Stos pogrzebowy przygotowano o wiele większy i okazalszy niż w przypadku tego w Tamadah, przeznaczonego dla Amara - i nic w tym dziwnego, skoro tym razem można było skorzystać z najlepszych i najcenniejszych gatunków drewna. Różnych rozmiarów bale spławiano w tym celu od kilku dni. Natomiast wybrane dla zmarłego dary okazały się bardzo podobne: broń, wyposażenie wojownika, różne przydatne przedmioty osobiste. Amaktaris ofiarowała świetny gwardyjski zaprzęg, tak jak poprzednio osobiście zabijając oszołomione jakimś wywarem konie. Harfan rzucił do stóp martwego wojownika głowy trzech Amazonek, które zaatakowały Tereusa i spośród których jedną zdążył powalić sam pułkownik. Najwidoczniej te krwawe trofea także zachowano w lodzie. Irias podarowała swemu ojcu, o którym być może kiedyś się dowie, procę – podobnie jak niegdyś Amarowi. Wzruszyła tym Nefera, który pomyślał, że wprawdzie sierżant doceniał tę nową broń, ale miał zapewne z jej powodu również niemiłe wspomnienia. On sam przeznaczył dla Tereusa dar bardzo skromny ale taki, który powinien sprawić staremu wojakowi przyjemność – dzban najlepszego piwa Ahmesa. Na pamiątkę ich pierwszego spotkania na placu ćwiczeń...
     Raz jeszcze przyszło Amaktaris i Irias podpalić wspólnie stos pogrzebowy. Płomienie rozświetliły mroczne wzgórza, wzbiły się ku upstrzonemu gwiazdami pustynnemu niebu. Władczyni wzniosła niezwykły miecz, salutując ulatującemu duchowi niezrównanego wojownika.
     "Wiele ci zawdzięczam, Tereusie!” - zawołała. - "Dałeś Krajowi i jego Królowej zwycięstwo w wielkiej bitwie, ocaliłeś Moje życie i panowanie, byłeś dla Mnie przyjacielem i drugim ojcem. To wspaniałe ostrze zdobyłeś zabijając wroga pragnącego zguby Egiptu oraz pohańbienia Pani Obydwu Krajów! Zasłużyłeś na to aby zabrać je ze sobą do krainy bogów i bohaterów.”- Wykonała gest, jak gdyby zamierzała rzucić oręż w ogień. - "Uczyniłeś jednak honor Królowej ofiarowując Jej tę klingę. Uszanuję twoje życzenie, sierżancie, przyjmę twój dar i będę używać go z dumą dla obrony Kraju!”
     Nadal wznosząc miecz cofnęła się wraz z Irias przed narastającym żarem. Obydwie stanęły w ten sposób tuż obok Nefera. Księżniczka uniosła własny, podobny oręż, naśladując Amaktaris. W jej oczach pojawiły się łzy.
     "Płacz, jeśli chcesz, siostro.” - Kapłana dobiegły ciche słowa Królowej. - "Obydwie żegnamy dziś ojca. Dla Mnie był drugim, po śmierci Wielkiego Faraona, dla ciebie ojcem pierwszym i prawdziwym. Przed śmiercią chciał, abyś dowiedziała się o tym gdy nadejdzie właściwy czas, a Ja uznałam, że nigdy nie będzie lepszego...”
     Żołnierze wznieśli gromki okrzyk ku czci martwego dowódcy i Nefer nie usłyszał już reszty. O ile nastąpiła jakaś reszta. Irias drgnęła, ale zachowała opanowanie godne wojownika. Wzruszeniu księżniczki nikt zresztą nie mógł się dziwić. Nikt też poza kapłanem nie pochwycił przeznaczonych dla niej słów Amaktaris.
     Gdy stos się dopalił, ruszyli ku rozbitemu w sąsiedztwie folwarku obozowisku. Najwidoczniej Monarchini nadal nie zamierzała zatrzymywać się w samym gospodarstwie, co szczerze ucieszyło Nefera. Z powodu późnej pory i ciemności powrót do Stolicy odłożono na następny dzień ale w przygotowanych namiotach nie brakowało pewnych wygód. Amaktaris zaszyła się razem z księżniczką w największym z nich, zapewne miały sobie wiele do powiedzenia. Dla arcykapłana Izydy oraz jego małżonki przeznaczono schronienie niewiele mniejsze i w niczym nie ustępujące wyposażeniem kwaterze samej Władczyni, na ile Nefer mógł to ocenić na podstawie dawniejszych doświadczeń. Wolał jednak nie dzielić się tą myślą z Aną. Obydwoje zrezygnowali z obozowej kolacji i poszukali ucieczki przed chłodem pustyni w cieple wygodnego legowiska oraz objęciach swych ramion. Wśród gwałtownych wydarzeń ostatnich dni teraz dopiero znaleźli pierwszą chwilę swobodnego wytchnienia.
     "Dlaczego to zrobiłeś?” - spytała uzdrowicielka.
     "Bo żadne z nich nie zasługiwało na to, co miało się stać” - odparł, bez słów pojmując właściwe znaczenie pytania żony.
     "Z tego co słyszałam, on nigdy nie był twoim przyjacielem, chociaż kiedyś uratował ci życie.”
     "To nie miało i nie ma znaczenia.”
     "To dlaczego ryzykowałeś... Nie, nie musisz odpowiadać... Ja wiem... Uczyniłeś to przede wszystkim dla Niej...”
     "Jeżeli wiesz, to po co pytasz?”
     "Nadal Ją kochasz...”
     "Amaktaris nie powinna postępować w taki sposób, wydawać takich rozkazów... I sama to zrozumiała...”
     "Tylko dlatego, że Ona z kolei kocha ciebie. Nikomu innemu nie wybaczyłaby czegoś takiego... A tak, zyskałeś jeszcze w Jej oczach...”
     "Może powinienem zrezygnować... Wrócić do Abydos... Miłość Królowej i Bogini nie zawsze przynosi szczęście... Miałaś dobry przykład... Ty pewnie także byś tego chciała...”
     "Nie, Neferze... Nawet gdybyś teraz zrezygnował, a Ona pozwoliłaby ci odejść... Nigdy byś mi nie wybaczył... Oboje dobrze o tym wiemy... A poza wszystkim, zasługujesz na swoje stanowisko jak mało kto.”
     "To co mam zrobić?” - spytał bezradnie.
     "Nie wiem, sama już nie wiem...”
     "A ty... Tam w łaźni, dlaczego zostałaś?” - chciał zmienić przykry temat rozmowy, chociaż przypuszczał, że zna odpowiedź.
     "Bo ja też cię kocham, Neferze.” - To właśnie pragnął usłyszeć. - "I chociaż wiem, że lubisz niekiedy znaleźć się skuty łańcuchami na łasce pięknej kobiety, to nie przypuszczam jednak abyś pragnął akurat w tamtej chwili towarzystwa Charis i jej Amazonek” - zażartowała, a przynajmniej miał nadzieję, że to żart.
     "W takiej chwili pragnąłbym tylko twojego towarzystwa, szlachetna pani.” - odpowiedział.
     "To chyba nie do końca prawda, mężu. Obecność Boskiej Amaktaris także nie byłaby zapewne przykra, czyż nie?”
     "Uknułyście to wspólnie za moimi plecami, salę audiencyjną i łaźnię.” - Starał się ratować sytuację, mając nadzieję, że żona nie wie jednak wszystkiego o jego dawniejszych przygodach.
     "Obydwie czytałyśmy twoje wiersze, nie mów więc, że to wszystko sprawiło ci przykrość.”
     "Owszem, były tam łańcuchy, nie pisałem jednak niczego o tych pierścieniach.”
     "Łańcuchy miały rozpalić do czerwoności twoje pożądanie, mężu, a obręcze to pomysł samej Amaktaris.” - Ana także potrafiła mijać się nieco z prawdą. - "Dłuższa przerwa wzmacnia podobno siłę nasienia, a tylko taki sposób dawał pewność, że zdołasz ją zachować...”
     "Doprawdy...” - żachnął się Nefer, zaraz jednak przypomniał sobie okoliczności wszystkich sytuacji, w których zasiał jakoby nowe życie w łonie kobiety... Tinian, Najjaśniejszej i może teraz również Any, na co oboje mieli nadzieję. No tak, zawsze w kajdanach, podniecony w najwyższym stopniu, po długim okresie niemożności zaspokojenia pożądania, wymuszonym zwykle przez znienawidzone pierścienie. Czyżby Amaktaris robiła to swemu niewolnikowi celowo? Zapewne tak, na ile zdążył poznać przebiegłość Boskiej Pani.
     "Ano, czy ty...” - spytał, mocniej obejmując żonę.
     "Nie wiem, jeszcze za wcześnie abym mogła coś poczuć... Liczę zresztą nie tylko na te wszystkie sposoby, ale i na moc Izydy...”
     Jego uzdrowicielka, zawsze silna i rozumna, w tej akurat sprawie nie różniła się wiarą i uczuciami od prostej, wiejskiej dziewczyny. Ale przecież każdy powinien to zrozumieć, a on sam jako pierwszy. Zamknął ją w silniejszym jeszcze uścisku ramion. Ana otrząsnęła się z chwili przygnębienia.
     "Nie lubiłam tych Amazonek, Charis, Eleny i innych ale zazdrościłam im jednego, jazdy na koniu... To musi być niesamowite uczucie, szybkość, swoboda, pęd wiatru... Podobno Irias pozwalała ci dosiadać swojej klaczy?”
     "Tak. Ona nazywa się Bestia i jest w sumie łagodna dla przyjaciół, ale ja i tak podczas jazdy odczuwałem głównie strach, szczerze mówiąc.”
     "Ale pojechałeś, gdy było trzeba?”
     "Tak, nie miałem innego wyjścia.”
     "Oto cały ty, Neferze. I za to też cię kocham... A ja chętnie bym spróbowała. Jestem pewna, że Amaktaris także. Powstrzymuje się tylko z powodu swego stanu... Ja również poczekam...” - Nie dokończyła, a Nefer bez słów pojął jakie nadzieje kryje milczenie żony. Ponownie zdołała opanować smutek. - "Jest jednak coś, z czym czekać nie muszę...” - Niemal dostrzegł w ciemnościach uśmiech Any. - "O tych Amazonkach mówią różne rzeczy... Dosiadają jakoby nie tylko koni, ale w podobny sposób traktują również swoich niewolników... Taki uczony mąż jak ty powinien gdzieś o tym przeczytać.” - Tym razem roześmiała się zupełnie otwarcie.
     "Jest zimno, szlachetna pani...”
     "Zaraz rozgrzejemy się porządnym galopem, sługo!”
     Uniosła się, odrzucając przykrywające ich skóry i odnalazła palcami męskość Nefera. Słowa żony rozpaliły wyobraźnię kapłana i Ana mogła się z zadowoleniem przekonać, iż penis męża zdążył zesztywnieć. Ujęty silnym uściskiem nabrzmiał jeszcze bardziej. Poruszając dłonią w górę i w dół doprowadziła kapłana do jęków rozkoszy.
     "Litości, wielka pani!”
     Uzdrowicielka wspięła się na biodra Nefera i nie wypuszczając z dłoni jego męskości wprowadziła ją do swego lekko już wilgotnego, ciepłego wnętrza.
     "Zamierzam zajeździć cię aż do wyczerpania, koniku. Tylko nie waż się upaść zanim nie dojedziemy do Memfis i z powrotem. Pamiętaj o tym, bo pożałujesz! Ruszaj!”
     Otwartą dłonią lekko uderzyła męża w twarz. Była to w istocie pieszczota, w połączeniu z wydanym ostrym tonem rozkazem podziała jednak na rozpalonego Nefera jak smagnięcie batem. Poderwał biodra udając, że zamierza zrzucić swoją Amazonkę, ta jednak trzymała się pewnie, ściskając małżonka udami. Pochyliła się tylko, ujmując dłońmi ręce kapłana i unieruchamiając je skrzyżowane nad jego głową. Tuż przed swoją twarzą bardziej wyczuł niż ujrzał piersi żony. Z pewnym wysiłkiem uniósł głowę i nie przestając poruszać biodrami, odnalazł ustami jeden z sutków. Ana pozwoliła na to i wydała kilka cichych jęków, po chwili stały się one głośniejsze. Poczuł w męskości nabrzmiewające ciepło i sam jęknął z rozkoszy. Głowa kapłana opadła na posłanie.
     "Zwolnij, już nie mogę!” - błagał.
     "Nie waż się! Dojeżdżamy dopiero do Stolicy!”
     Amazonka uwolniła jednak ręce swego rumaka i sięgnęła dłońmi sutków Nefera, drażniąc je je i zaciskając palcami. Czyniła to niezbyt delikatnie ale był już tak pobudzony w najważniejszej w tej chwili części ciała, że inne wrażenia docierały do jego świadomości z pewnym trudem. Ana wzmocniła pieszczoty i szczypała teraz męża raczej mocno i boleśnie. Wreszcie to poczuł ale nie ośmielił się unieść rąk znad głowy i przeszkodzić swojej uzdrowicielce.
     "Proszę, łaski...” - wyjęczał.
     "To nie próbuj zwalniać! Chcę galopować!”
     Ból pozwolił kapłanowi przywrócić kontrolę nad wypełnionym żarem przyrodzeniem, sama Ana też zresztą spowolniła nieco rytm własnych poruszeń biodrami. Dzięki temu Nefer zdołał powstrzymać bliską już przelania falę.
     "Zawracamy do obozu!” - ogłosiła po chwili, ponownie chwytając dłońmi ręce męża i przyciskając je do posłania. - "Ruszaj i wytrzymaj ile zdołasz!”
     Starał się ze wszystkich sił, nagrodą stały się coraz głośniejsze jęki żony. On sam wydawał podobne odgłosy rozkoszy, gorąca fala powracała z coraz większą mocą. Potężna i niemożliwa do powstrzymania. Wierzgnął rozpaczliwie nogami. Ana usiłowała raz jeszcze opanować swego wierzchowca ściskając sutki Nefera, tym razem bez większego powodzenia. Jęczał głośno z bólu i rozkoszy zarazem.
     "Galopuj! Szybko, jak najszybciej! Nie zatrzymuj się!” - zawołała, odrzucając głowę i czując, że nic już nie zdoła powstrzymać wytrysku męża.
     "Przed nami rów, musisz go przeskoczyć!” - Mocniej ścisnęła kapłana nogami i z całej siły wbiła pięty w jego uda.
     Ten ostatni bodziec przelał czarę, Nefer wyprężył się, naparł biodrami i wytrysnął, napełniając wnętrze Any nasieniem. Silnym tej nocy czy słabym, o to już nie dbał, w każdym razie płynącym obficie niczym odnoga Rzeki. Oboje jęczeli głośno, nie myśląc o niczym innym niż odczuwana rozkosz. Po dłuższej chwili Ana opadła na ciało małżonka. Nadal złączeni, trwali w uścisku, ich wargi spotkały się w pocałunku.
     "Odczuwasz strach, mężu?” - zażartowała. - "Dla mnie taka galopada to wspaniałe uczucie! Chcę ją powtórzyć przy pierwszej okazji, na obydwu bestiach! Tej prawdziwej i tej tylko z imienia!”
     "Księżniczka nie będzie miała nic przeciwko, jeżeli ją poprosimy. Teraz tylko ona w całym Kraju potrafi jeździć na koniu.”
     "Ale chyba nie na takim?” - Uzdrowicielka trąciła Nefera łokciem.
     "Na to ma jeszcze czas.”
     "Z pewnością znajdzie się jednak inna Amazonka, która chętnie spróbowała by tego wierzchowca...”
     "Ano...”
     "Przemyślałam pewne sprawy, Neferze... Nie chcę i nie mogę stawać na drodze twojej kariery... A ty nie możesz już teraz wrócić do Abydos i dawnego życia... Nie ze względu na mnie. To nie wyszłoby na dobre nikomu z nas.”
     "Cóż mam więc uczynić? Ciebie także kocham i nie chcę utracić.”
     "Nie przerywaj proszę... Jeżeli mamy pozostać w Stolicy i na Dworze, pozostać oboje, bo oczywiście możecie mnie odesłać, albo ty sam, albo Pani Obydwu Krajów...”
     "Ano, ja nigdy...”
     "Prosiłam, abyś nie przerywał. Zażądałam kiedyś obietnicy od Amaktaris, obietnicy, że nie posadzi cię obok siebie na Tronie Górnego i Dolnego Kraju. Może uczyniłam to bez potrzeby, ze strachu... Ale obiecała i wiem, że słowa dotrzyma... Teraz... Teraz chcę czegoś od ciebie... Nie zażądam tylko poproszę...”
     "Powiedz o co chodzi, Ano, spełnię twoją prośbę.”
     "Nie tak szybko, Neferze. Dowiedz się najpierw czego dotyczy... Ona jest Królową i Boginią, ja tylko Kobietą. Ona ma władzę nad całym Krajem i wszystkimi jego mieszkańcami, posiada niezliczone skarby i bogactwa, ja chcę posiadać tylko jednego mężczyznę, ciebie mój mężu, o ile nie będzie ci to przykre.”
     "Przecież wiesz, że nie jest i nie będzie. Ja...”
     "Miło, że tak mówisz i czuję, że to prawda ale... Ona jest nie tylko Władczynią, ale także Kobietą... Wobec takiej rywalki muszę mieć pewność, muszę mieć odrobinę władzy w sprawie, na której tak mnie, jak i Jej bardzo zależy...”
     "Co masz na myśli?”
     "Te pierścienie... Tylko one dadzą skromnej uzdrowicielce tę pewność oraz tę odrobinę władzy, nawet wobec Pani Obydwu Krajów... Czy zgodzisz się nosić je ponownie, Neferze? Nałożone moją ręką?”
     "Stanę się wówczas na powrót niewolnikiem...”
     "To chyba nigdy ci nie przeszkadzało? Zwłaszcza w służbie Pani Niebios i Ziemi?”
     "To było coś zupełnie innego...”
     "Czyżby, mój mężu? Podziwiasz silne, dumne kobiety, pragniesz czuć nad sobą ich władzę... I to nie ja powinnam czynić ci z tego powodu wyrzuty, jeżeli w ogóle ktokolwiek miałby do tego prawo... Ona panuje jednak nad całym Krajem, służymy Jej wszyscy jako poddani, jest piękna, mądra i silna, podnieca cię, budzi twoje pożądanie...”
     "Ty także jesteś piękna, Ano. Mądrości, siły i dumy również ci nie brakuje.”
     "Ale w czymś Jej ustępuję. W czymś, co jest dla ciebie ważne i nic na to nie poradzisz... Jeżeli mam znieść Ją obok siebie, jeżeli mam znieść Ją jako rywalkę, bo przecież jesteśmy rywalkami, to również muszę mieć prawdziwą władzę, wystarczy mi władza nad tobą, nad pewną częścią twego umysłu i twego ciała, innej zresztą nie pragnę...”
     "To nie jest takie łatwe...”
     "Wiem, ale czy to wszystko nie powinno cię tym bardziej podniecać?” - Przez chwilę Nefer spodziewał się, że żona zechce go w tej chwili pocałować albo uczynić coś jeszcze bardziej pobudzającego, okazała się jednak o wiele za mądra aby próbować czegoś takiego.
     "Może... nie wiem...”
     "Nie chcę twojej odpowiedzi w tej chwili. Chciałam tylko abyś wiedział, co o tym myślę... A teraz przytul się i ogrzej mnie... Noc jest naprawdę chłodna.”
     Gdy Nefer spełnił to życzenie żony i oboje ofiarowali sobie nawzajem ciepło swoich ciał zdawało mu się, że usłyszał cichy szept Any.
     "Ona też powinna mieć o co prosić, jeżeli naprawdę Jej na tym zależy. To na pewno nie zaszkodzi Pani Obydwu Krajów.”

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3476 słów i 20180 znaków, zaktualizował 4 lis 2016.

11 komentarze

 
  • jerzyk

    Nadrobiłem zaległości i jestem całkowicie usatysfakcjonowany. Doskonale napisane i ciekawe. Życzę weny i pomysłów na dalszą drogę pracy twórczej.

  • nefer

    @jerzyk Zapraszam więc do lektury kilku ostatnich rozdziałów.  

  • Ramol

    Zbyszku! Gdybym Cię nie cenił i nie znał Twego poczucia humoru, nigdy nie ośmieliłbym się napisać takiego komentarza jak poniższy!. Jestem pod wrażeniem!

  • Ramol

    Literacko  - świetne. Jako fabuła... tylko dla mistrza! Gdyż przy takim zagmatwaniu historii, to jedynie Kuba Rozpruwacz, lub podobny "specjalista" może wyjść z honorem. Nadal Ana nie jest w mym typie, doceniam jej umiejętności i siłę charakteru, lecz jednak przesłanie papirusów na ręce Władczyni było zdradą Nefera, niezależnie od pobudek... (no i zarazem szczęśliwym trafem dla kronikarza Nefera-bis.) Z zainteresowaniem czekam na ciąg dalszy. Wierząc w wspaniałe pomysły Autora nie dopuszczam jedynie zabiegu chirurgicznego na arcykapłanie Izydy, po którym, po pewnych zmianach dostosowujących do zaistniałej sytuacji, chór (jak w greckim teatrze) zaśpiewa piosenkę góralską: "hej Górale, nie bijta się, ma Góralka dwa warkocze, podzielita się"!    

  • Petrix

    @Ramol ciekawe , mi tam się podoba Twój żart

  • nefer

    @Ramol W pewnym góralskim dowcipie, niewysokich zresztą lotów, baca ma mieć jakoby podwójne przyrodzenie, do którego to wniosku turystka z miasta dochodzi na widok podwójnego rozporka w tradycyjnych spodniach.   Czyli, nic nie jest niemożliwe. Oszczędźmy może jednak Neferowi tej operacji chirurgicznej, chociaż mamy do czynienia z dwiema uzdrowicielkami.    Czy przesłanie tych wierszy było aż taką zdradą... Nefer już to chyba zrozumiał i wybaczył, sam też nie był bez winy, ani wcześniej, ani potem. W końcu obróciło się to na korzyść. Przeżył różne przygody i zrobił karierę. Stary druhu, Twoje komentarze zawsze mnie cieszą więc absolutnie się nie krępuj. A co do fabułyj... zostało do wykonania jeszcze jedno ważne posunięcie, od dawna zresztą przygotowywane, co wkrótce się okaże...

  • Petrix

    Opis pogrzebu jest idealnie napisany, dawka smutku jest w odpowiedniej ilości.
    Dwoma znaczącymi momentami była przemowa Amaktaris jak trzymała miecz Tereusa, doprawdy dodaje klimatu i podkreśla rangę tego pogrzebu.
    A druga część wyznanie Inais, że właśnie on jest/był jej prawdziwym ojcem.

    Wcześniej zastanawiało mnie czy właśnie ten moment prawdy, też jeszcze opiszesz

    A dalsza część ^^ miłe   zaskoczenie i nawiązanie do Amazonek
    Akt w piękny sposób opisany.
    I ta jeszcze ta rozmowa po ich seksie oraz, nie wiem jak to określić, propozycja powrotu do początku ...
    Z jednej strony ma Ana trochę racji. Amaktaris nad nią góruje, ale od dawna widać, że obie są równie istotne dla naszego arcykapłana.
    Zastanawia mnie jakie dokładnie myśli przewijają się w umyśle uzdrowicielki, że wciąż myśli o tych obręczach

    Nurtuje mnie także te ostatnie zdanie Any: Ona też powinna mieć o co prosić, jeżeli naprawdę Jej na tym zależy. To na pewno nie zaszkodzi Pani Obydwu Krajów.
    Jakby wiedziała coś ..., i to raczej nawet coś istotnego.
    Czekam na rozwiązanie tej zagadki, a tym czasem wysnuje jakies teorie o co moze prosić nasza Pani

  • nefer

    @Petrix Pogrzeb nastręczył pewnych trudności kompozycyjnych. Nie sposób było go pominąć, a zarazem opis musiał być maksymalnie zwięzły aby uniknąć powtórzenia sytuacji - jednak przy zachowaniu elementów uczuciowości. Dlatego skupiłem uwagę na tych dwóch momentach, które wskazałeś. Nefer kocha kobiety silne i dumne, Ana - chociaż posiada takie cechy charakteru - nie jest jednak Królową Egiptu i w naturalny sposób ustępuje w ten sposób Pani Obydwu Krajów. Aby móc z Nią rywalizować, a oddać pola bynajmniej nie ma zamiaru, musi także posiąść prawdziwą władzę - trafnie to zauważyłeś. A o cóż to będzie musiała prosić nawet Władczyni, jeżeli Jej na tym zależy, to chyba oczywiste...

  • Petrix

    @nefer Trochę Ana w tym racji ma, ale ważne że to Nefer podejmie decyzje, czy odda jej władze nad tą częścią swojego ciała czy nie ...
    A do tego o co Władczyni może prosić to dla mnie jest trochę zbyt oczywiste, więc zastanawiam się czy może czegoś bardziej zaskakującego nie wymyślisz
    Dałeś mi takie przyzwyczajenie by szukać niespodziewanych rozwinięć sytuacji ... xd

  • nefer

    @Petrix Dokładnie, to jego decyzja... A Królowa też trzyma coś w zanadrzu...

  • Petrix

    @nefer też jakąś trudną propozycje?  

  • nefer

    @Petrix Zobaczysz  

  • violet

    Chapeau bas !

  • nefer

    @violet Merci, Madame.  

  • Ewa

    No cóż dla mnie świetne i piękne to już za mało- to jest prawdziwy majstersztyk . Pozdrawiam i dalej czekam .

  • nefer

    @Ewa Cenię Twoją opinię i komentarze, gdyż zawsze wnikliwie szukasz głębszych motywów postępowania bohaterów. Szczerze mówiąc, ten rozdział napisałem nie tyle ja, co Ana. Planowałem go pierwotnie inaczej i zamierzałem pociągnąć dalej, ku kolejnym wydarzeniom. Ona miała jednak coś do powiedzenia i gdy tylko znalazła okazję, zmusiła mnie po prostu, bym oddał jej głos. Tak to czasem bywa ze zbyt samodzielnymi bohaterami.    To tak trochę a'propos jej milczenia w poprzedniej części. Pozdrawiam

  • Ewa

    @nefer Cenię Twoją wielką skromność, doceniając zarazem, że oddałeś Anie głos, tym niemniej...wolę nie gdybać, co inni jakże samodzielni bohaterowie zrobią, gdy przejrzą Twój spisek . Jedno wiem, to spontaniczne  planowanie , zapowiada się bardzo interesująco, ciekawie i nieprzewidywalnie, co jest ogromną zaletą i przyjemnością dla mnie jako czytelniczki . Pozdrawiam.

  • nefer

    @Ewa Trafnie przewidujesz, że jakiś spisek tu jeszcze dojrzewa...    I to nie Nefer jest jego autorem. Sam też nie wiem, jak on na to wszystko  zareaguje, chociaż znam go dość dobrze.  

  • Lexaa

    Bardzo dobry tekst, tzn. całość.

  • nefer

    @Lexaa Dzięki, mam nadzieję, że wytrzymasz z bohaterami i autorem jeszcze kilka rozdziałów do końca. Pozdrawiam

  • Lexaa

    @nefer  Myślę, że dam radę. Zwłaszcza, że tekst czytam od dawna.

  • nefer

    @Lexaa Tym bardziej zapraszam i cieszę się z Twojego wpisu. Dla autora ma to duże znaczenie.  

  • Funkykoval197

    Tereusie: zginąłeś z honorem w obronie Księżniczki i córki. Przodkowie oczekuję Cię z radością. Spoczywaj w pokoju. Pierwszy Rycerz Księżniczki.
    NeferzeL jak zwykle świetne.

  • nefer

    @Funkykoval197 Ja też mam nadzieję, że znajdzie zasłużony odpoczynek i chwałę.

  • Nowicjusz

    Jak zwykle znakomita część. Warto było czekać

  • nefer

    @Nowicjusz Tak wyszło z tą przerwą, ale jak dobrze pójdzie to zakończę wszystko jeszcze w tym roku.    Dziękuję i pozdrawiam.

  • POKUSER

    Opłacało się poczekać tym razem dłużej. Spodziewałem się tylko opisu pogrzebu i pożegnań przy stosie, a tu bonus w gratisie. Jak zawsze wszystko na bardzo wysokim poziomie. Pozdrawiam

  • nefer

    @POKUSER Nad pogrzebem nie chciałem się zbytnio rozwodzić aby uniknąć powtórzeń, a bohaterowie mają jeszcze pewne sporawy do wyjaśnienia. Reszta to bonus, jak sam napisałeś, dla nich...  

  • kriserek

    Jak zwykle super!!!

  • nefer

    @kriserek Dzięki za wpis i zapraszam.