Moje marzenie. Rozdział 18

Sen powoli ustępował miejsca świadomości, która zaczynała atakować Artura nieprzyjemnymi myślami. Nie było to dla niego niczym nowym, biorąc pod uwagę, że od dobrych kilku tygodni źle spał. Co prawda, od czasu, gdy znalazł się w namiocie Kaśki, udało mu się kilka razy przespać całą noc, ale i tak męczyły go koszmary. Nie potrafił ich opisać, ale budził się roztrzęsiony, w środku nocy i długo nie mógł zasnąć. Wczorajsza rozmowa z matką też nim wstrząsnęła, choć nie chciał się do tego przyznać nawet przed sobą. Zmęczenie podróżą i intensywny seks przed snem sprawiły, że spleceni ze sobą szybko zapadli w nicość, ale i tak obudził się, gdy było jeszcze ciemno, a zasnął dopiero bladym świtem. Odwrócił głowę, by widzieć śpiącą obok niego Kaśkę. Posapywała cichutko. Pod wpływem wydychanego powietrza jej rozchylone obrzmiałe jeszcze usta, pokryły się delikatnymi bruzdkami. Przyjrzał się jej delikatnym rysom i gładkiej, pokrytej złocistą opalenizną skórze. Wyglądała tak niewinnie i słodko, a przecież drzemała w niej siła. Co prawda, od samego początku była pewna siebie i wygadana, ale szybko się zorientował, że jej pewność siebie była w rzeczywistości sposobem obrony, a rzekome doświadczenie seksualne, raczej instynktem i chęcią poznania czegoś nowego. W tej chwili miał na myśli zupełnie inną siłę, taką, którą cenił najbardziej: upór, konsekwentne dążenie do celu i wiarę w powodzenie. Problem polegał na tym, że to były cechy jego charakteru. Zawsze tego właśnie oczekiwano od mężczyzn w jego rodzinie, ale od kobiet nie. Co prawda, i babcia, i mama były silnymi kobietami, ale ich siła wynikała z pozycji i pieniędzy ich mężów. Kaśka miała swoją pozycję, samodzielnie wypracowaną i popartą pieniędzmi ojca. No właśnie! Ona miała jakiś problem w kwestii ojca. Zupełnie to "olał”, zajęty swoimi sprawami, a potem uznał, że już go to nie dotyczy. Kaśka odetchnęła głębiej przez sen. Budziła w nim tyle różnych uczuć: podziw i pożądanie, ale też pragnienie, by się nią opiekować, chronić... Nigdy tak nie myślał o żadnej dziewczynie... nigdy nie brał pod uwagę małżeństwa. A może podświadomie myślał o czymś takim? Nie, dopiero, kiedy mama to wypowiedziała, zdał sobie sprawę... "Nieodpowiednia”, też coś! A czy on byłby odpowiedni? Tak hipotetycznie, gdyby mieli spędzić razem całe życie... czy był dla niej odpowiedni?  
- Hej, o czym myślisz? - lekko chropowaty, jeszcze senny głos wyrwał go z zadumy.
- Hej, Kocie – uśmiechnął się lekko kącikiem ust – tak się zastanawiam... - urwał, nie wiedząc, co ma jej powiedzieć.
- Umawialiśmy się – wydęła usta – na razie nie rozmawiamy o wyjeździe.
- Nie, nie myślałem o tym – odparł szybko – Mam ochotę Cię przytulić – odszukał ręką jej talię i przyciągnął ją do siebie.
- Artur, wykończyłeś mnie w nocy – jęknęła, czując na brzuchu twardy podłużny kształt.
- Nie muszę się kochać, po prostu chcę Cię mieć blisko – otoczył ją ramieniem i pociągnął na siebie.
- To coś nowego – przyjrzała mu się podejrzliwie, ale ponieważ nie wykonał żadnego ruchu, poza tym, że ją rzeczywiście przytulił, westchnęła i oparła mu głowę na piersi. Leżeli tak spokojnie, głaszcząc się wzajemnie.  
- Nie sądziłem, że to może być takie przyjemne – stwierdził z rozbrajającą szczerością – Myślałem, że facet tego nie potrzebuje.
- A teraz zmieniłeś zdanie? - spytała z rozbawieniem.
- Chyba tak... - odetchnął głęboko i pocałował ją w czubek głowy – Przesuń się, to pójdę do sklepu.
- Żartujesz! - uniosła gwałtownie głowę – Co Ci jest?  
- Nic – roześmiał się – po prostu staram się być przydatny.
     Po śniadaniu rozpakowali swoje bagaże, a właściwie wywalili ich zawartość na podłogę w łazience. Artur przyglądał się zafascynowany, jak Kaśka rozkłada ubrania na kupki według kolorowego kodu – Zawsze tak robisz? - spytał wreszcie.      
- No pewnie – spojrzała na niego, zaskoczona pytaniem – A Ty nie?
- Zawsze mama się tym zajmowała – stwierdził, pocierając z zakłopotaniem brodę – albo babcia. Nigdy się nie zastanawiałem, jak to jest. Po prostu wrzucało się ubrania do kosza na bieliznę, a one pojawiały się czyste w szafie.
- Hmm - uniosła głowę i przyjrzała się Arturowi przez szparki przymrużonych oczu – To mi nie brzmi zachęcająco – westchnęła.  
- Umiem sobie uprasować koszulę – szybko odzyskał pewność siebie – Poza tym, mogę się nauczyć. Nie wygląda skomplikowanie.  
- Żartowałam – zachichotała – wystarczy, że pomożesz mi wieszać. Od czasu do czasu – dodała.  
     Czas upłynął im niepostrzeżenie, kiedy tak krzątali się po domu. Była prawie pierwsza, kiedy udało im się wreszcie wyjść.  
- To dla Ciebie – Kaśka zamknęła drzwi i wręczyła Arturowi klucz.
- A Ty? Przecież nie będę wchodził na górę, żeby Ci otworzyć – ustalili, że Artur pojedzie do rodziców pomóc przy oświetleniu altany i wróci po kolacji.
- Mam swój. Ten jest dla Ciebie – roześmiała się.
     Poczuł się dziwnie, oglądając klucz z doczepioną niewielką metalową kotwicą. Co to miało być? Bezpieczny port? Mój klucz do wspólnego mieszkania, pomyślał i uświadomił sobie, że była to przyjemna myśl. Nie chciał w tej chwili pamiętać, czyje ono było.  
- Dzięki – wsunął klucz do kieszeni dżinsów.
     
     Ewa mieszkała w bloku podobnym do tego, w którym znajdowało się mieszkanie Kaśki i jej mamy, chwilowo przemianowane na ich wspólne lokum. Artur zauważył srebrne audi zaparkowane niedaleko wejścia. - Niezła fura – gwizdnął cicho przez zęby i postawił swojego golfa obok.  
- Całkiem dobrze wyglądają obok siebie – Kaśka przyglądała się obu samochodom, podczas gdy Artur sięgnął na tylne siedzenie po kwiaty, które kupił dla Ewy. Co prawda Kaśka twierdziła, że nie ma takiej potrzeby, ale on wiedział swoje.     
     Gospodyni powitała ich uśmiechem, który na widok kwiatów jeszcze się poszerzył. Nawet nie ukrywała, że Artur zrobił na niej wrażenie. On z kolei wcale nie wydawał się tym speszony. Kaśka miała niezły ubaw, obserwując ich oboje, przerzucających się komplementami, jak para dobrych znajomych.  
- Poznajcie mojego chłopaka – Ewa gestem zaprosiła ich do pokoju.  
- Masz nowego chłopaka? - Kaśka przewróciła oczami – A Karol?
- To już zamierzchła przeszłość – szepnęła Ewa – Krzysztof, to moja siostrzenica i jej chłopak, Artur.  
- Miło mi – przystojny mężczyzna około czterdziestki, na ich widok podniósł się z fotela i zrobił krok w ich kierunku. Przywitali się uprzejmie.  
- No, to chłopaki pogadają chwilę, a Ty pomóż mi w kuchni – Ewa kiwnęła głową na Kaśkę – Słuchaj, chcemy sobie zrobić tydzień wakacji – zaczęła, kiedy znalazły się w kuchni – popilnujesz mi mieszkania?
- Tak, jasne, tylko... - westchnęła ciężko – Muszę Ci coś powiedzieć.  
- Tylko nie mów, że znów coś wymyśliłaś! - Ewa załamała ręce.     
- Nie, nic nie wymyśliłam. Chociaż... właściwie tak – wykręciła palce – Podpisałam umowę na pracę dla tej agencji w Paryżu. Na razie przez rok, ale bez stałej pensji.
- To znaczy? - w głosie Ewy słychać było niepokój.
- No wiesz, jak będzie dla mnie zlecenie, to oni dostają 25%, a ja resztę.
- A jak nie ma zleceń? - tego pytania bała się najbardziej.
- To nikt nie zarabia – odparła ostrożnie – Ale Nadia mówi, że agencji zależy na zleceniach, bo mają z tego pieniądze. Zwykle tak zawierają umowy... Kurde, Ewa, dostać się do takiej agencji, to marzenie każdej dziewczyny!
- Ale musisz się z czegoś utrzymywać – Ewa miała bardziej pragmatyczne podejście – No i trzeba będzie przerwać studia, a został Ci tylko rok, a właściwie semestr i trochę. Nie szkoda Ci?
- Ta praca nie będzie czekać – odparowała.
     Ewa przez dłuższy czas nie odpowiadała, jakby całkowicie pochłonęło ją przygotowanie obiadu. Z pokoju doleciał ich śmiech i Kaśka odruchowo zaczęła się przysłuchiwać rozmowie Artura z Krzysztofem. Głównie mówił ten drugi, opowiadał o swojej firmie i podróżach.  
- Od dawna go znasz? - spytała.
     Ewa spojrzała na Kaśkę nieprzytomnym wzrokiem, jakby wyrwana z zamyślenia – Od trzech tygodni – odparła, po czym posłała jej nachmurzone spojrzenie - Kasia, nie podoba mi się ten pomysł z wyjazdem. Boję się, że jak wyjedziesz, to nie skończysz tych studiów. Nie możesz poprosić o indywidualny tok studiów?  
- Co to za różnica? Chyba tylko taka, że wydam kupę pieniędzy na dojazdy – obruszyła się – Chciałam tam pomieszkać!
- A on? - wskazała głową drzwi, mając na myśli Artura – Pojedzie z Tobą? I co będzie tam robił?
- Znajdzie jakąś pracę – wzruszyła ramionami – Ewa, o co Ci chodzi?
- O to, że Ci na nim zależy, ale robisz wszystko, żeby go stracić – powiedziała powoli. Kaśka gwałtownie podniosła głowę i wbiła w nią pytające spojrzenie – Nie słyszysz o czym rozmawia z Krzysztofem? - spytała cicho i umilkła, pozwalając siostrzenicy posłuchać, jak Artur z entuzjazmem wypytywał swojego rozmówcę o jego firmę.  
- No dobra, rozumiem, że dla Artura to może być fascynujące – przyznała - Dla mnie też przewożenie miejskim autobusem toreb z chińskimi firanami z lotniska na dworzec jest nawet śmieszne, ale... - powoli zaczynała rozumieć, o co chodziło Ewie – OK, przyznaję, że o wyjeździe do Paryża nie mówi z takim entuzjazmem, ale ja i tak muszę tam jechać, a nie chcę rozłąki – jej głos zabrzmiał żałośnie.
- Ale rozłąka na krótkie odstępy czasu będzie lepsza, niż zmuszenie go do wyjazdu wbrew jego woli – Ewa zawiesiła głos, czekając na jej reakcję.
- Ja go wcale nie zmuszam – odparła, czując, że nie mówi prawdy.
- Czyżby? - Ewa zaplotła ręce na piersiach – Wyciągasz go z kłopotów finansowych i myślisz, że powie "nie” Twoim zachciankom?
- To nie są zachcianki – obruszyła się.
- A co na to jego rodzice? - tym razem Ewa sięgnęła po ciężką artylerię.
- Nie lubią mnie – przyznała – To znaczy, jego mama mnie nie lubi.  
- To normalne – Ewa machnęła ręką z lekceważeniem – Przejdzie jej. A ojciec?
- On jest w porządku – stwierdziła z przekonaniem.
- Ale jak jego syna, na którego wykształcenie łożył, zagonisz do roboty na budowie, to przestanie być "w porządku” – wydęła usta.
     Kaśka, mimo wewnętrznego buntu, nie mogła odmówić ciotce racji. Westchnęła ciężko i zajęła się nakładaniem ziemniaków do miski, którą podała jej Ewa. - Pomyślę o tym – bąknęła.  
     Na czas posiłku zawiesiły dalszą rozmowę. Okazało się, że Krzysztof jest archeologiem, ale wybierając studia, zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co go czeka na końcu. Po roku pracy przy katalogowaniu zbiorów, doszedł do wniosku, że przekładanie pudełek pełnych kamieni zupełnie go nie satysfakcjonuje. Zgłosił się do pracy w "bratniej Chińskiej Republice Ludowej” i tak zaczęła się jego przygoda z wymianą handlową.  
- Teraz mam przywieźć z Hamburga dwadzieścia maszyn do tkania firan i czegoś tam jeszcze – roześmiał się – dostałem jakieś opisy po niemiecku, ale nic z tego nie rozumiem.
- Ja znam niemiecki. Mogę Ci to przetłumaczyć – zaproponował Artur.  
- Ja też znam, ale to jest napisane takim językiem – Krzysztof pokręcił głową z obrzydzeniem – Same dziwne zwroty. Coś okropnego!
- Pewnie technicznym – Artur roześmiał się, ale po chwili spoważniał – Na kiedy Ci to potrzebne? Ja mówię poważnie. I tak nie mam chwilowo nic do roboty.
- Zapłacę Ci – Krzysztof również przestał się śmiać – Chcemy wyskoczyć z Ewą do Hiszpanii na parę dni. Co powiesz na tydzień?
- Dużo tego jest? - spytał Artur.
- Trochę. Mam to w samochodzie – jego głos brzmiał teraz zupełnie inaczej, pewniej i znacznie spokojniej - Jak skończymy jeść, to przyniosę.  
     Kaśka spojrzała na Artura przeciągle. Już wiedzieli, do kogo należy srebrne audi zaparkowane przed blokiem. Zdała sobie sprawę, że Krzysztof był dokładnie tym, czym chciał być Artur. Mieli nawet podobny styl mówienia, kiedy rozmawiali o interesach. Interesach? Otrząsnęła się. To miało być tylko tłumaczenie kilku stron. A jeśli Krzysztof zaproponuje mu pracę, przemknęło jej przez myśl.  
- Powinienem już jechać – cichy głos Artura wyrwał ją z zamyślenia.  
- Jedź – uśmiechnęła się do niego – Zostanę tu jeszcze i wrócę potem sama.  
     Krzysztof też się pożegnał i wyszli z mieszkania obaj. Kaśka stanęła przy oknie i obserwowała jak podchodzą do samochodów i Krzysztof wyciąga z bagażnika coś, co przypominało gruby skrypt formatu A4. Artur przekartkował go pobieżnie, po czym rozmawiali jeszcze chwilę i w końcu podał swojemu rozmówcy rękę. Dobili targu, pomyślała. Artur wydawał się zadowolony.
- Imponuje mu – Ewa bezszelestnie podeszła do siostrzenicy – Nic dziwnego. Był w wieku Artura, jak zaczął zarabiać pieniądze. Szkoda, że życia sobie nie potrafił poukładać – westchnęła – No, ale wtedy nie byłoby go tutaj.
- Co masz na myśli? - odwróciła się do ciotki, niechętnie odrywając wzrok od ruszającego z parkingu golfa.
- Jest po rozwodzie, ma dwunastoletnią córkę. Żona nie chciała siedzieć w domu i czekać – odparła ze smutkiem – To cena sukcesu.
- I Ty mi mówisz, że krótkotrwała rozłąka jest lepsza, niż bycie razem na co dzień? - prychnęła.  
- Och, Kaśka, nie wiem! - w jej głosie pobrzmiewało zniecierpliwienie – Nie jestem ekspertem od stałych związków. Sama zobacz, jak wygląda moje życie. Nawet już nie wiem, który to facet. Patrzę na Ciebie i w duchu Ci zazdroszczę, a potem ogarnia mnie panika, że jeśli Wam się nie uda, to będziesz miała takie życie, jak moje, albo co gorsza, takie jak Twoja matka! - w jej oczach zalśniły łzy.  
- To czemu tego nie zmienisz? - nagle Kaśka ujrzała w swojej niezależnej i silnej Ewie, delikatną i słabą kobietę – Przecież mogłabyś się z kimś związać na dłużej, nawet na bardzo długo...  
– Myślisz, że bym nie chciała? - pociągnęła nosem Ewa – To nie takie proste, jak myślisz. Faceci nie chcą się żenić z kobietami w moim wieku. Wolą po prostu przyjść i wyjść, kiedy mają ochotę.
- Myślałam, że jest odwrotnie – przyznała. Zawsze jej się wydawało, że Ewa jest taka niezależna i silna, że to ona rozdaje karty i na koniec wyciąga asa z rękawa – A Krzysztof? Lubisz go?
- Gdybym go nie lubiła, to nie wpuściłabym go do łóżka – w głosie Ewy pobrzmiewała dawna pewność siebie. Chwila słabości minęła i znów była sobą – Zobaczymy. Od rozwodu minęły trzy miesiące i nie sadzę, by miał ochotę się wiązać, ale zobaczymy... Zrobię nam kawę – dodała, zabierając się za zbieranie naczyń ze stołu – W razie czego, dziecko już ma, więc przynajmniej ten obowiązek mi odpadnie – zażartowała.
- Nie chciałabyś mieć dzieci? - spytała z niedowierzaniem.
- Chyba do tego nie dojrzałam. Poza tym, do tego potrzebny jest odpowiedni facet, a ja takiego nie mam – ruszyła do kuchni obładowana talerzami – Co Ci w ogóle chodzi po głowie? - spytała nagle – Ty chyba nie...? - zawiesiła głos.
- Nie! No przecież biorę tabletki – odparła szybko.
- To dobrze – Ewa odetchnęła z ulgą – Bierz resztę i chodź do kuchni.  
     
     Po wyjściu od Ewy, Kaśka skierowała się do najbliższej apteki. Specjalnie nie poszła do ich zakładu, ale do miejsca, gdzie nikt jej nie znał. Biorąc pod uwagę, co zamierzała kupić, wolała pozostać anonimową klientką.  

     Artur spojrzał na zegarek. Dochodziła północ, a on nadal siedział u rodziców. Mama skrzętnie omijała temat Kaśki, a ojciec pracy, więc wszyscy byli w doskonałym humorze. Spędzili razem z ojcem popołudnie na dłubaniu przy kablach i przy okazji przypominali sobie, jak uczyli się z Krzyśkiem majsterkowania. Wspominali również dziadka, który przed śmiercią zdążył zaszczepić Arturowi miłość do samochodów.  
- Z wnukami też będę kiedyś majsterkował – stwierdził w pewnej chwili ojciec i poklepał Artura po plecach.
- A jak będziesz miał wnuczki? - sam nie wiedział, dlaczego ma ochotę ciągnąć temat.
- To będziemy budować dom dla lalek – ojciec odłożył narzędzia i wsunął ręce do kieszeni. Zaczął się kołysać na butach w przód i w tył. Artur roześmiał się na ten widok. Kiedy nad czymś myślał, robił dokładnie tak samo. Kaśka zwróciła na to uwagę – Synu, jeśli masz problemy, to przyjdź z tym do mnie – powiedział poważnym tonem – Jestem Twoim ojcem i muszę Cię wychowywać, a nie tylko kochać, dlatego czasami możesz mieć wrażenie, że  się czepiam.  
- Tato – wypuścił głośno powietrze z płuc – Już mnie wychowałeś – roześmiał się trochę nerwowo. Poczuł się jak po wywiadówce w czasach szkolnych.
- Wiem, że już za późno na dobre rady. Jesteś dorosły, ale właśnie dlatego podziel się ze mną problemami. Twoje niepowodzenia są miedzy innymi wynikiem naszych błędów wychowawczych – uśmiechnął się smutno pan Szmyt.  
- No coś Ty? - Ojciec kompletnie zbił go z tropu. Spodziewał się bury za to, że sprawił matce przykrość, i że nie powiedział o długach... Cholera! Coś zaczęło go dławić w gardle.
- Sam to zrozumiesz, jak będziesz miał swoje dzieci. Nie wściekaj się na mamę. Ona Cię po prostu kocha. Chyba nawet bardziej niż mnie, więc sam rozumiesz – roześmiał się – A tę Kaśkę przyprowadzaj, kiedy tylko chcesz. Zawsze jest tu mile widziana.
- No, nie wiem, czy mama też tak to widzi – przyznał z wahaniem, ale poczuł zdecydowaną ulgę, że nie rozmawiają już o błędach wychowawczych.  
- Jak na razie, to ja jestem tu głową rodziny – ton, jakim ojciec to wypowiedział nie pozostawiał co do tego wątpliwości – Skoro tak powiedziałem, to tak jest. Ty dokonałeś wyboru i my nie możemy go zmienić. Zresztą – uśmiechnął się kącikiem ust – Nie jest źle.
     Takiego ojca uwielbiał. Twardego, ale potrafiącego przyznać się do błędu. Znów poczuł ucisk w gardle, ale tym razem nie było to nieprzyjemne. Odetchnął głębiej i skupił się na kablach, które okręcał izolacją. - Gotowe! - stwierdził, odrywając ostatni kawałek taśmy.
- No, to próba – ojciec nacisnął włącznik.
     Zarówno lampa w altanie, jak i cztery niskie lampki wzdłuż prowadzącej do domu ścieżki rozbłysły jasnym światłem. Zapadający zmierzch pozwolił im w pełni docenić efekty ich wspólnej pracy.  
     Zbierając się do wyjścia, Artur jeszcze raz wyszedł do ogrodu i zapalił włącznik umieszczony na tarasie domu. To był jego pomysł, by można było oświetlić drogę do altany zarówno z tej, jak i z tamtej strony ścieżki. Może przed wyjazdem zdąży to jeszcze pokazać Kaśce?  
      Jechał pustymi ulicami, więc szybko znalazł się przed blokiem. Wydało mu się, że okno od pokoju Kaśki jest jaśniejsze od pozostałych. Czyżby na niego czekała? Wbiegł szybko na górę i cicho otworzył drzwi używając klucza, który dostał rano. Rzeczywiście pod drzwiami jej pokoju widoczna była słaba smuga światła. Uchylił je ostrożnie.  
     Kaśka spała przy zapalonej lampce nakryta książką, która wysunęła jej się z rąk. Rzęsy oświetlone od góry rzucały na jej drobną twarz podłużne cienie. Przy kąciku rozchylonych ust przylgnął jej kosmyk włosów. Najdelikatniej jak potrafił, uniósł książkę i spojrzał na tytuł: "Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen. Jego mama uwielbiała tę książkę. Odłożył ją na biurko, zakładając kawałkiem papieru miejsce, gdzie była otwarta. Wziął prysznic u rodziców po skończonej pracy, więc teraz tylko umył zęby i pozbywszy się ubrania wsunął się pod kołdrę obok śpiącej Kaśki. Zamruczała cicho przez sen i przytuliła się do niego. Ogarnęła go dziwna tkliwość, kiedy poczuł bijące od niej ciepło. Zasypiał z uśmiechem, choć miał na głowie więcej problemów, niż mógł udźwignąć.  

     Kaśka obudziła się pierwsza. Artur oddychał głęboko, śpiąc spokojnie tuz obok niej. Odetchnęła z ulgą. Usiadła powoli, starając się za wszelką cenę go nie obudzić. Najostrożniej i najciszej, jak tylko potrafiła, przekradła się do łazienki, zamykając za sobą drzwi na zatrzask. Z najdalszego kąta szafki wyciągnęła test ciążowy i drżącymi rękami wyjęła z foliowej torebeczki. Usiadła na sedesie czując, jak drżą jej łydki. To tylko formalność, tłumaczyła sobie, brak miesiączki się zdarza przy tabletkach. Ze zdenerwowania nie była w stanie wycisnąć z siebie ani kropli moczu, choć czuła, że pęcherz za chwilę rozsadzi jej brzuch. Wreszcie się udało! Ułożyła na pralce złożony kawałek papieru toaletowego, a na nim plastikowe pudełeczko z niewielkim okienkiem. Pięć minut. Przeczytała to poprzedniego dnia chyba z dziesięć razy, ale dla pewności jeszcze raz wzięła do rąk pudełko. To było chyba najdłuższe pięć minut w jej życiu. Nie wiedziała, czy ma patrzeć na okienko, gdzie widniała w tej chwili jedna błękitna kreseczka, czy raczej odwrócić je i sprawdzić po upływie czasu? Ostatecznie odwróciła test i śledziła wskazówki zegarka, który przezornie zostawiła w łazience. Ostatnie trzydzieści sekund czuła jak dudnienie w uszach. Dziesięć... dziewięć... Odliczała w myślach. Trzy... dwa... jeden! Drżącymi palcami ujęła test.
- Jedna... - szepnęła – Jedna! - powtórzyła już śmielej.  
     Wpatrywała się w jedną błękitną kreskę, czując, jak wali jej serce. Wypuściła głośno powietrze z płuc, emocje powoli opadały. Wzięła ulotkę i jeszcze raz sprawdziła. Wszystko się zgadzało. Na samym końcu pisali, że w przypadku zatrzymania miesiączki konieczna jest wizyta u lekarza, ale to akurat rozumiała doskonale. Zwykłe zamieszanie spowodowane przerwą w tabletkach, wytłumaczyła sobie i schowała test. Ukryła starannie pudełeczko i umyła ręce. Mogła wrócić do łóżka.
     Szła na palcach, aby nie zbudzić Artura. Musiał być wykończony, skoro wrócił tak późno, pomyślała. Dopiero, gdy weszła do pokoju i zauważyła książkę na biurku, uświadomiła sobie, że zasnęła czytając. Spojrzała na Artura. Spał na wznak z rękami nad głową, jak dziecko. Uśmiechnęła się do niego. No, mało brakowało! Podeszła do łóżka i ostrożnie uniosła róg kołdry. Prześliznęła się wzrokiem po unoszącej się spokojnym oddechem klatce piersiowej. Uchyliła kołdrę jeszcze trochę. Umięśniony brzuch był teraz rozluźniony, tak, że nie widać było zwykle widocznych "czekoladek”. Przygryzła dolną wargę i podniosła rękę wyżej, odkrywając kolejne fragmenty ciała. Szybki rzut oka na jego twarz, ale Artur nawet się nie poruszył pogrążony w głębokim śnie. Przełknęła głośno ślinę, gdy uświadomiła sobie, że go podgląda, korzystając z okazji. Linia włosków zarysowywała się tuż pod pępkiem i schodziła coraz wyraźniejszym szlakiem w dół, aż do... Wow! Musiało mu się śnić coś przyjemnego, przemknęło jej przez myśl i poczuła, że pieką ją policzki. Miała nieodpartą ochotę, by go dotknąć, ale nie chciała się zdradzić, więc ostrożnie opuściła kołdrę, która ułożyła się w zgrabny namiocik nad biodrami śpiącego.  
- Ładnie to tak? - nagle wypowiedziane słowa sprawiły, że aż podskoczyła. Artur jak żbik zerwał się z łóżka i pochwycił ją wpół, rzucając na pościel – Ty mała diablico! Co chciałaś zobaczyć? - w jego głosie czaiła się groźba, ale oczy połyskiwały rozbawieniem.
- Nic – wykrztusiła i spuściła wzrok – nic nie widziałam – pisnęła.
- Taak? To czemu jesteś czerwona jak burak? - kciukiem przytrzymał jej brodę i uniósł w górę, zmuszając, by na niego spojrzała.
- Mogłeś powiedzieć, że nie śpisz – zaatakowała – Udawałeś, żeby się teraz ze mnie nabijać!
- Jasne, że tak – odparł niskim seksownym głosem, a na twarzy pojawił mu się kpiący uśmiech – Nie masz pojęcia, jaką miałem zabawę. Wyglądałaś jak pensjonarka, która pierwszy raz w życiu widziała fiuta.
- Pensjonarka? - prychnęła jak kotka – Co to za określenie?  
- Nie zmieniaj tematu – nie dał się zbić z tropu – Podglądałaś mnie.
- No dobra, podglądałam – przyznała – Nie mogłam się oprzeć.
- W takim razie muszę Cię ukarać – głos mu się obniżył, kiedy to mówił, a w oczy jakby pociemniały.
- OK, ukarz mnie – udała skruchę. Ta zabawa zaczynała ją wciągać. Poranny stres sprawił, że miała ochotę go odreagować, a seks doskonale się do tego nadawał – Co to będzie?
- Zobaczysz – przekręcił ją na brzuch jakby była niesfornym dzieckiem i wymierzył jej klapsa.  
- Au! To boli – spróbowała się przekręcić, ale Artur chwycił ją za kark i przycisnął do materaca unieruchamiając skutecznie.
- Masz piękny czerwony ślad mojej ręki na pupie – roześmiał się i nachylił tak, że prawie dotykał ustami jej ucha – mam na Ciebie ochotę. Co Ty na to, żebyś w ramach zadośćuczynienia za Twoje zachowanie pozwoliła mi na coś... mniej grzecznego? - ciepły oddech i zmysłowy niski głos działały przyjemnie na jej zmysły. Przestała się szarpać, a wtedy Artur zrobił coś nieoczekiwanego. Rozluźnił palce przytrzymujące jej kark i poczuła delikatne ugryzienie, potem drugie... niżej. Przyjemny dreszczyk przeszył ją wzdłuż kręgosłupa. Wygięła się lekko. Artur uklęknął nad nią okrakiem i rozłożył jej ręce szeroko na boki. Cały czas całując i szczypiąc zębami skórę na plecach, sięgnął po poduszkę, zwinął w wałek i podsunął jej pod biodra. Wstrzymała powietrze, kiedy podłużny twardy kształt dotknął jej tyłka - Jeszcze nie, skarbie. Jeszcze nie jesteś gotowa – wychrypiał.
     Poczuła jego oddech na pośladku. Całował miejsce, które wciąż jeszcze odrobinę piekło, gładził je opuszkami palców i szczypał zębami. Bodźce przemieszały się ze sobą. Miała wrażenie, że pobudzona klapsem skóra jest bardziej wrażliwa na dotyk. Jęknęła cicho, kiedy poczuła jego zęby, a potem wygięła się mocniej.  
- Zrobię to jeszcze raz – powiedział nagle i zanim zdążyła zareagować, usłyszała plaśnięcie i poczuła pieczenie na drugim pośladku. Tym razem jej nieartykułowany jęk był znacznie głośniejszy. Artur natychmiast pokrył obolałe miejsce pocałunkami, gładził je i szczypał delikatnie.  
- Uff! - stęknęła, czując między udami przyjemne pulsowanie. Rozchyliła nieznacznie nogi, pozwalając wilgoci wypłynąć na zewnątrz. Artur natychmiast zauważył jej ruch. Dwa palce śmiało wsunęły się do jej ciepłego wnętrza, rozpychając się na boki – Oooo! - nie spodziewała się, że tak ją to podkręci. Posuwisty ruch sprawił, że zaczęła drżeć na całym ciele.
- Napatrzyłaś się do woli? - znów szeptał jej do ucha swoim niskim seksownym głosem – Chciałabyś go dostać?  
- Tak, Artur, tak! - krew pulsowała jej w skroniach, zaciskała i rozluźniała palce, kiedy sunął w głąb jej wilgotnego, spragnionego ciała – Jest piękny... tylko... - jęknęła głośniej – taki duży!  
- To nic, przecież już nie raz się zmieścił – rozsunął jej uda szerzej i dotknął twardą główką obrzmiałego sromu – ale mięciutka cipka – wyszeptał z zachwytem i jednym płynnym ruchem wszedł aż do końca.  
     Brakło jej tchu. Wypełniał ją tak rozkosznie, cofał się i napierał, sprawiając, że omdlewała spod jego ciężarem. Odwróciła głowę mocniej i kątem oka ujrzała jego zachwycony wzrok utkwiony w... Och! Wyobraziła sobie swoje zaróżowione pośladki uginające się pod naciskiem jego bioder. Ogarnęło ją ciepło, rozlało się po całym ciele, parzyło... Oddychała z trudem, dyszała... Oooch! Jak to dobrze, że nic się nie stało, jak dobrze, że są te testy, przemknęło jej przez myśl. Nagle w jej otumanionym mózgu rozległ się dzwonek alarmowy. Nie była w ciąży, ale przecież tabletki skończyły się ponad tydzień temu. Cholera! Kochali się bez zabezpieczenia.
     Artur czuł, że była blisko. Ciało pokryło jej się delikatną mgiełką potu, lśniło w świetle budzącego się dnia. Oddychała płytko i szybko, jęki, które wydawała przynaglały go do działania. On też był blisko, ale nie mógł sobie pozwolić na utratę kontroli. Zostawił ją samą na całe popołudnie i chciał jej to teraz wynagrodzić.       
- Stój! - sięgnęła dłonią do tyłu i ujęła dłonią nasadę jego członka – Nie ruszaj się – wydyszała.
- Co robisz? - nie rozumiał, co się dzieje, ale posłusznie zamarł w bezruchu, podczas gdy Kaśka zmusiła go do wycofania się i nakierowała ociekająca wilgocią główkę na... - O kurde! Jesteś pewna? - nawet nie śmiał o tym marzyć. Jeszcze sekundę temu obserwował jak jej odbyt napinał się, kiedy penetrował jej szparkę, a teraz ona sama zachęcała go, by wziął ją właśnie tak.  
- Zrób to – głos miała zachrypnięty, pełen pożądania – zrób to, już! - podciągnęła pod siebie kolana, otwierając się szerzej. Naparł powoli, z namaszczeniem, przytrzymując jej biodra lewą ręką, podczas gdy prawą odszukał sam jej pączek. Stęknęła z wysiłkiem, ale nie cofnęła się jak poprzednim razem, śmiało wyszła mu naprzeciw.  
- Cholera, Kocie, zabijesz mnie – teraz on jęknął głośno. Dotarł do niego jej urywany śmiech i zdał sobie sprawę, że w tej chwili role się odwróciły. To on miał problem z zapanowaniem nad sobą. Wszedł do połowy i wycofał się, by powtórzyć manewr odrobinę głębiej. Kaśka wypięła cudownie gładką pupę w jego stronę i czekała spokojnie, a on walczył ze sobą by nie wbić się w nią za szybko. Ufała mu, nie bała się, dawała mu to, czego tak pragnął... Z jego piersi wyrwał się gardłowy pomruk. Pożądanie odbierało mu rozum, pozbawiało woli... kolejne pchnięcie i kolejny pomruk, niższy, bardziej dziki. Kierując się bardziej instynktem, niż rozsądkiem zanurzył palce w jej wilgotnej cipce i po chwili pokój wypełnił się głośnymi jękami na dwa głosy.  
     Orgazm uderzył ich prawie jednocześnie. Artur, choć opierał się z całych sił, nie zdołał powstrzymać ciosu, jakim był nagły skurcz jąder i pulsująca fala gorącego nasienia. Miał uczucie, jakby w dole brzucha miał lawinę, która go porwała i nic już nie mógł zrobić. Na szczęście dokładnie w chwili, gdy zdał sobie sprawę, z tego co się dzieje, Kaśka znieruchomiała i krzyknęła przeciągle, odrzucając głowę do tyłu. Wycofał się najostrożniej, jak tylko pozwalały mu drżące z emocji mięśnie. - Och, skarbie – objął ją w pasie i przylgnął, dysząc ciężko, do jej spoconych pleców – Wpędzisz mnie do grobu!
- A ja myślałam, że Ci się spodoba – droczyła się.
- Spodoba? - roześmiał się na głos i ugryzł ją w ramię.
- Aua! Jeszcze nie koniec kary? - otarła się o niego, prężąc mięśnie, jak prawdziwy kot.
- Kary? A tak – z trudem zbierał myśli – Gdybyś jeszcze kiedyś chciała mnie podglądać, to nie mogę się doczekać. Klapsów też – dodał, całując ugryzione przed chwilą miejsce.
- Dobrze mi z Tobą – zamruczała i przekręciła się tak, że ich twarze znalazły się naprzeciw siebie. Jej bursztynowe oczy lśniły radością i szczęściem.
- A mnie z Tobą – szepnął jej do ucha, tuląc do siebie. Tak łatwo sprawić jej przyjemność, pomyślał, czując, że ma ochotę się śmiać. Szczęście jest chyba zaraźliwe.

Roksana76

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 5848 słów i 32144 znaków.

6 komentarzy

 
  • Meggi

    Uwielbiam to!!

  • Roksana76

    Mssk, może mam po prostu bujna wyobraźnię? Najważniejsze, że macie dobrą zabawę, czytając. ;)

  • Bina

    Uwielbiam! :)

  • Mssk

    Uwielbiam ;) I skąd Ty czerpiesz pomysły na te opowiadania? Te z Adamem i teraz z Arturem? Czyżby własne experience :> ?

  • kromka

    jejku ja chce więcej :)  na prawdę piszesz cudownie :P

  • XYZ

    podoba mi się ;) czekam na następny