Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Jeźdźcy Apokalipsy – część III

Jeźdźcy Apokalipsy – część IIIPatrick wjechał na parking przed klubem "Piekielny Ryk", miejscem, gdzie Jeźdźcy Apokalipsy czuli się jak w domu. Neonowe światła migały w rytm basowej muzyki dudniącej z wewnątrz, a powietrze śmierdziało spalinami motocykli, piwem i potem. Rzędy harleyów stały w równym rzędzie, jak strażnicy piekła, ich chromowane elementy błyszczące w blasku księżyca. Silniki niektórych maszyn wciąż tętniły resztkami ciepła, jakby dopiero co zjechały z pustynnych dróg Arizony, niosąc ze sobą kurz i tajemnice. To tu Melanie tańczyła na rurze, wijąc się w dymie i blasku reflektorów, tu handlują prochami i dziewczynami, pakując je w ciężarówki jak towar, tu Reaper knuje swoje pieprzone plany, siedząc w cieniu z cygarem w zębach. Patrick zgasił silnik swojego starego forda, wysiadł z samochodu i poprawił skórzany płaszcz, pod którym ukrywał broń – ciężki rewolwer, który czuł na biodrze jak przedłużenie własnego gniewu. Serce waliło mu jak młot, pulsując w rytm muzyki dobiegającej z klubu, ale twarz pozostała kamienna – nie mógł pokazać słabości w tym gnieździe węży, gdzie każde spojrzenie mogło być wyzwaniem, a każdy gest prowokacją.
Wszedł przez ciężkie drzwi, witany falą gorącego powietrza i dymu papierosowego, który gryzł w oczy i osadzał się na skórze. Klub był pełen: motocyklistów w skórzanych kurtkach z emblematami płonących czaszek śmiali się głośno, popijając whiskey prosto z butelek, ich tatuaże migoczące w migotliwym świetle. Na scenie półnagie dziewczyny wiły się wokół rur, ich ciała lśniące od olejku i potu, biodra kręcące się w hipnotycznym rytmie, piersi podskakujące prowokująco. Muzyka dudniła w uszach, bas wibrujący w kościach, przenikający przez całe ciało jak elektryczny prąd. Patrick przeszedł przez tłum, ignorując spojrzenia – wiedział, że śmierdzi gliną, że jego postawa zdradza lata w mundurze, ale dziś nie był tu jako policjant. Był tu jako mściciel, człowiek napędzany dekadą gniewu i niespełnionej sprawiedliwości. Usiadł przy barze, zamówił bourbona i rozejrzał się dyskretnie, jego oczy przeszywające dymną mgłę. W rogu sali, za zasłoną z dymu, siedział Reaper ze swoimi psami – wysoki, bliznowaty skurwysyn z cygarem w zębach, otoczony dwoma dziwkami, które ocierały się o niego jak kotki a ich dłonie sunęły po jego udach, usta szepczące coś do ucha.
– Co tu robisz, glino?
Warknął barman, stawiając szklankę przed nim z hukiem, który przebił się przez hałas. Był to jeden z Jeźdźców, z tatuażem gangu na szyi – płonąca czaszka, która zdawała się ożywać w blasku neonów, oczy zmrużone w podejrzliwości, jakby już planował, jak się go pozbyć.
Patrick uśmiechnął się zimno, nie odrywając wzroku od Reapera, jego palce zaciskające się na szklance.
– Piję. A ty nalewaj i zamknij ryj.
Barman splunął na podłogę, ślina wylądowała obok buta Patricka. Policjant pociągnął łyk bourbona, palący gardło jak ogień, rozlewający się po ciele ciepłem, które mieszało się z adrenaliną. Informacje od Melanie paliły go od środka: dostawa jutro w Nogales, ciężarówki pełne prochów i dziewczyn, Sarah w Meksyku, przetrzymywana w jakimś obozie jak zwierzę. Ale chciał więcej – chciał Reapera na widelcu, tu i teraz, chciał zobaczyć strach w jego oczach. Wiedział, że Melanie mogła skłamać, że jej wyznania mogły być grą, ale jej oczy, gdy dochodziła pod nim na stole w sali przesłuchań, drżąc i jęcząc, mówiły prawdę – to był moment słabości, gdy kłamstwo nie miało już sensu. To tu, w tym zadymionym piekle, mógł potwierdzić wszystko, co wydobył z niej siłą i pożądaniem.
Na scenie pojawiła się nowa dziewczyna – drobna brunetka w skórzanych szortach i topie, który ledwo zakrywał piersi, materiał napięty na sutkach, błyszczący od potu. Zaczęła tańczyć, biodra kręcące się prowokująco, ręce sunące po ciele wolno, zmysłowo, jakby pieściła samą siebie przed tłumem. Patrick zmrużył oczy – wyglądała znajomo, jej ruchy, sposób, w jaki pochylała głowę, przypominały Sarah sprzed lat. Sarah? Nie, to nie ona, ale coś w jej spojrzeniu, w tym wymuszonym uśmiechu, przypominało zaginioną dziewczynę sprzed lat, tę niewinną nastolatkę porwaną przez tych skurwysynów. Serce ścisnęło mu się w piersi – wspomnienie Sarah, młodej, niewinnej, z uśmiechem, który rozświetlał pokój, porwanej przez Jeźdźców, paliło jak kwas w żołądku. Zacisnął pięść na szklance, aż szkło zatrzeszczało, grożąc pęknięciem, jego knykcie bielejące od napięcia.
Nagle poczuł dłoń na ramieniu – ciężką, twardą, palce wbijające się w skórę przez płaszcz. Odwrócił się powoli, spotykając wzrok jednego z ochroniarzy Reapera, wielkiego byka z brodą splątaną w warkocze i bliznami na twarzy, które wyglądały jak mapa walk nożowych.
– Szef chce z tobą pogadać, glino.
Warknął olbrzym, wskazując głową na róg sali, jego oddech śmierdzący piwem i tytoniem.
Patrick wstał bez słowa, idąc za nim przez tłum, mijając pijanych motocyklistów, którzy śmiali się i klepali po plecach, ich oczy śledzące go z ciekawością. Serce biło szybciej, adrenalina pulsowała w żyłach, mieszając się z bourbonem, powodując, że świat wydawał się ostrzejszy, bardziej niebezpieczny. Dotarli do stolika Reapera, gdzie powietrze było gęste od dymu cygar i zapachu taniego perfumu dziwek, słodkiego i mdlącego. Reaper podniósł wzrok, uśmiechając się szeroko, blizna na twarzy wykrzywiająca się jak uśmiech diabła, odsłaniając żółte zęby.
– Patrick, stary przyjacielu.
Powiedział Reaper niskim, chropowatym głosem, gestem zapraszając do siedzenia, jego dłoń klepiąca stolik z hukiem.
– Słyszałem, żeś przesłuchał naszą Melanie. Dobrze się bawiła? Bo ona lubi ostro, wiesz?
Patrick usiadł, nie spuszczając wzroku z oczu Reapera, jego mięsnie mimowolnie się naprężyły. Dwie dziwki – jedna blondyna z tatuażami na udach, wzorami płonących motocykli i czaszek, druga ruda z kolczykiem w sutku, błyszczącym w świetle – siedziały po bokach szefa, ich dłonie sunące po jego kroczu pod stołem, palce poruszające się rytmicznie.
– Nie twój interes, Reaper. Wiem o dostawie w Nogales. Wiem o Sarah.
Odparł Patrick, jego głos twardy, bez drżenia, choć w środku gotował się od gniewu.
Reaper zaśmiał się głośno, dmuchając dymem w twarz Patricka, chmura gęsta i dusząca.
– Sarah? Ta mała suczka, co próbowała uciec? Żyje, glino. Ale nie dla ciebie. A Melanie? Ona gadała, bo lubi kutasy glin. Ale tu jesteś na moim terenie.
Nagle jedna z dziwek – blondyna – wstała i podeszła do Patricka, siadając mu na kolanach bez zaproszenia, jej tyłek ocierający się o jego krocze. Jej piersi ocierały się o jego klatkę, sutki twarde pod cienkim materiałem, a dłoń wsunęła się pod jego płaszcz, szukając wybrzuszenia, palce sunące po pasku.
– Lubisz ostro, glino?
Wyszeptała mu do ucha, gryząc płatek delikatnie, jej język sunący po skórze, gorący i wilgotny.
– Reaper mówi, że jesteś twardy jak skała.
Patrick poczuł, jak krew napływa mu do kutasa mimo woli – adrenalina mieszała się z gniewem, tworząc wybuchową mieszankę, jego ciało reagujące na dotyk mimo woli. Chwycił ją za włosy, pociągając głowę do tyłu brutalnie, aż jęknęła, jej szyja napięta.
– Nie twój cyrk, suko.
Warknął, ale nie odepchnął jej całkowicie, jego dłoń zaciskająca się na jej karku. Reaper patrzył z rozbawieniem, jego dłoń wylądowała między nogami rudej, palce poruszające się rytmicznie, powodując, że dziewczyna dyszała cicho, jej oczy przymknięte w ekstazie.
– Chcesz informacji, glino?
Powiedział Reaper, gasząc cygaro w popielniczce z głośnym sykiem.
– Zagrajmy w grę. Jeśli złamiesz tę dziwkę tu, przy wszystkich, dam ci Sarah. Jeśli nie... zostaniesz naszym nowym psem.
Blondyna uśmiechnęła się wyzywająco, jej dłonie rozpinające pasek Patricka pod stołem, wyciągając jego kutasa na zewnątrz – twardego, pulsującego w jej uścisku, żyły nabrzmiałe. Zaczęła go masować powoli, kciukiem krążąc po główce, preejakulat lśniący w słabym świetle neonów, jej palce śliskie i zręczne.
Patrick zacisnął zęby – to była pułapka, ale nie mógł się wycofać, jego umysł walczący z ciałem. Chwycił ją za biodra, podnosząc i sadzając na stole przed sobą, brutalnie rozrywając jej szorty jednym ruchem, materiał pękający z głośnym trzaskiem. Jej cipka była ogolona, wilgotna, gotowa – pachniała podnieceniem i tanim mydłem, sokami lśniącymi na udach.
– Pieprz ją, glino.
Zachęcił Reaper, jego oczy błyszczące złośliwie, dłoń klepiąca stolik.
– Pokaż, jak przesłuchujesz.
Patrick nie czekał – wszedł w nią gwałtownie, jednym pchnięciem, wypełniając ją całkowicie, jego kutas rozrywający ją na pół. Dziewczyna krzyknęła, jej cipka zaciskająca się wokół niego, paznokcie wbijające się w jego ramiona, rysując czerwone pręgi. Zaczął pieprzyć ją mocno, biodra uderzające o stół z hukiem, powodując, że szklanki podskakiwały i rozlewały  whiskey które mieszały się z potem. Tłum wokół zaczął się gapić, niektórzy Jeźdźcy śmiali się głośno, inni dopingowali, ich głosy mieszające się z muzyką. Blondyna wiła się pod nim, jej piersi podskakujące, sutki sterczące prowokująco, a on skręcał je brutalnie między palcami, powodując jęki bólu i ekstazy, jej ciało drżące od mieszanki.
– Gdzie jest Sarah naprawdę?
Warknął między pchnięciami, jego dłoń na jej gardle, ściskająca lekko, aż oczy jej się rozszerzyły, twarz czerwona od wysiłku.
– W... w Meksyku, jak mówiła Melanie.
Jęknęła, jej ciało drżące, blisko orgazmu, biodra unoszące się mimowolnie.
– Ale Reaper planuje... uciec z nią dzisiejszej nocy.
Reaper wstał nagle, jego twarz wykrzywiona wściekłością, pięści zaciśnięte.
– Zamknij ryj, dziwko!
Ryknął, ale Patrick nie przestał, przyspieszając, pieprząc ją z furią, jego pchnięcia głębokie i brutalne, aż doszła z krzykiem, tryskając sokami na stół, jej ciało konwulsyjnie drżące. Wyciągnął kutasa w ostatniej chwili, wylewając nasienie na jej brzuch, znacząc ją jak własność, gorące strumienie spływające po skórze.
Chaos wybuchł – Reaper sięgnął po broń ukrytą pod kurtką, ale Patrick był szybszy, wyciągając swoją i celując prosto w głowę szefa.
– Rusz się, a cię rozwalę.
Wysyczał, dysząc ciężko, pot spływający po twarzy. Tłum zamarł, muzyka wciąż dudniła w tle, ale powietrze zgęstniało od napięcia, jakby cały klub wstrzymał oddech.
– Sarah jest w piwnicy pod klubem.
Wyszeptała blondyna, drżąc, jej ciało pokryte potem i nasieniem, oczy pełne strachu.
– Idź, zanim on...
Patrick nie czekał – odepchnął dziewczynę z drogi, wskoczył za bar, przewracając butelki, które rozbiły się z hukiem, i ruszył w stronę drzwi prowadzących w dół, słysząc za sobą krzyk Reapera:
– Zabić go!

Dodaj komentarz