
- Myślisz, że to żarty, suko? – warknął, jego głos niski i chropowaty, przesiąknięty gniewem dziesięciu lat frustracji. Chwycił ją za podbródek żelaznym uściskiem, zmuszając, by spojrzała mu prosto w oczy. Palce wbijały się w jej delikatną skórę, zostawiając czerwone ślady, które paliły jak ogień – to była zapowiedź, obietnica bólu wymieszanego z czymś o wiele bardziej pierwotnym, czymś, co miało ją złamać na poziomie ciała i duszy. – Jeźdźcy Apokalipsy zabrali mi wszystko, co miałem. Tę dziewczynę... – urwał, nie ujawniając więcej, bo tajemnica Sarah miała pozostać jego prywatnym piekłem, paliwem dla tej brutalnej vendetty. – A ty jesteś jedną z nich. Wiesz, gdzie jest, prawda? Wiesz, co z nią zrobili, ty pieprzona dziwko gangu.
Melanie próbowała się szarpnąć, ale kajdanki przykuwające jej nadgarstki do stołu nie pozwalały na żaden ruch, metal wbijający się w skórę, powodujący nowe siniaki. Jej piersi unosiły się i opadały w szybkim rytmie, odsłonięte po rozerwaniu koszulki, sutki sterczące prowokująco, a cienki materiał jej spodenek nagle wydał się zbyt ciasny, zbyt prowokujący. Czuła wilgoć między udami, zdradziecką reakcję ciała na jego bliskość, na dominację, którą emanował – mokra plama rosła, zdradzając jej podniecenie mimo strachu. – Nie wiem, o czym mówisz, skurwysynu – wysyczała, ale jej głos drżał, zdradzając kłamstwo. – Jeźdźcy to moja rodzina. Nigdy ich nie zdradzę. A ty... ty jesteś tylko gliną z kompleksami, który myśli, że może mnie złamać.
Patrick uśmiechnął się zimno, tym uśmiechem, który nie docierał do oczu, a raczej obiecywał cierpienie. Puścił jej podbródek gwałtownie, powodując, że głowa odskoczyła, i powoli, z premedytacją, przesunął dłonią po jej szyi, schodząc niżej, po obojczyku, aż do krągłości piersi. Chwycił sutka między kciuk i palec wskazujący, skręcając go brutalnie, z siłą, która wywołała u niej głośny jęk bólu wymieszanego z niechcianą przyjemnością – sutek pociemniał od nacisku, a fala gorąca rozlała się po jej ciele. – Rodzina? – powtórzył szyderczo, skręcając drugi sutek jeszcze mocniej, aż łzy stanęły jej w oczach. – Ci sukinsyni handlują ludźmi, przemycają narkotyki i zostawiają ciała w pustyni, rozkładające się na słońcu. A ty jesteś ich dziwką, Melanie. Widziałem cię w klubie, tańczącą na rurze, ocierającą się o tych motocyklowych degeneratów, ssącą ich kutasy za garść prochów. Ale teraz... teraz jesteś moja, i zrobię z tobą, co zechcę.
Pochylił się bliżej, jego oddech gorący na jej uchu, zapach jego wody kolońskiej zmieszany z dymem papierosowym i potem, tworząc oszałamiającą, duszną mieszankę. Melanie zamknęła oczy, próbując walczyć z falą podniecenia, która zalewała jej ciało, ale jej cipka pulsowała, wilgotna i gotowa, zdradzając ją całkowicie. Wiedziała, że to przesłuchanie nie jest standardowe – kamery wyłączone, rolety opuszczone, tylko oni dwoje w tym piekle, gdzie mógł ją złamać bez świadków. – Powiedz mi o zniknięciu Sarah – zażądał, jego dłoń schodząca niżej, po brzuchu, aż do paska jej spodenek, gdzie szarpnął materiał brutalnie, rozrywając go na strzępy. – Gdzie ją zabrali? Kto dowodzi Jeźdźcami teraz? Mów, a może dam ci ulgę... albo może nie, bo lubię patrzeć, jak się wijesz.
Jej biodra mimowolnie uniosły się lekko, gdy jego palce wsunęły się pod resztki materiału, dotykając wilgotnej tkaniny majtek, a potem rozrywając je jednym ruchem, odsłaniając jej ogoloną cipkę, ociekającą sokami. – Pieprz się – wyszeptała, ale jej głos był słabszy, przesiąknięty pożądaniem. Czuła, jak jego palce badają ją, powoli, torturująco, wsuwając się w jej mokrą szparę, dwa palce naraz, głęboko i brutalnie, krążąc wokół łechtaczki z taką siłą, że bolało, ale jednocześnie doprowadzało do szaleństwa. To była gra – on kontrolował wszystko, popychając ją na krawędź orgazmu, tylko po to, by cofnąć rękę, zostawiając ją dyszącą i błagającą w duchu.
Patrick cofnął dłoń nagle, zostawiając ją z pustką, która bolała bardziej niż cios, i polizał swoje palce, smakując jej soki z szyderczym uśmiechem. Wstał, rozpinając pasek swoich spodni z wolna, celowo, by mogła zobaczyć wybrzuszenie w jego kroku, ogromne i pulsujące. – Nie? To zobaczymy, jak długo wytrzymasz, ty mała dziwko – powiedział, wyciągając swojego kutasa, twardego i gotowego. Był imponujący, gruby, z nabrzmiałymi żyłami, pulsujący, a Melanie nie mogła oderwać wzroku, jej usta mimowolnie się otworzyły. – Otwórz usta szerzej, suko. To twój sposób na mówienie prawdy, zanim cię uduszę tym kutasem.
Zmusił ją, chwytając za włosy i pociągając głowę do tyłu z taką siłą, że poczuła ból w karku. Jej usta otworzyły się mimowolnie, a on wsunął się w nie głęboko, bez litości, aż do gardła, powodując, że zakrztusiła się i łzy popłynęły po policzkach. Melanie próbowała oddychać, ale on pieprzył jej usta brutalnie, biodra uderzające o jej twarz, kutasa wpychającego się głębiej, aż do granic, smakujący potem i preejakulatem. – Ssij, dziwko – warknął między pchnięciami, ciągnąc za włosy mocniej. – Mów – dodał, wyciągając się na chwilę, by splunąć jej w twarz. – Gdzie jest Sarah? Kto jest szefem?
Wyciągnął się z jej ust, dając jej oddech, ale tylko na moment, klepiąc ją po policzku otwartą dłonią. Melanie splunęła, ale w jej oczach był już nie tylko bunt, ale i pożądanie, cipka ociekająca na podłogę. – Szef... nazywa się Reaper – wyszeptała w końcu, łamiąc się, głos drżący od mieszanki bólu i podniecenia. – Ma bazę w starym magazynie na obrzeżach Phoenix. Sarah... ona była jedną z nas. Próbowała uciec, ale... oni ją złapali.
Patrick nie przestał. Podniósł ją z krzesła, ignorując kajdanki, które brzęczały i wrzynały się w skórę, i rzucił na stół twarzą w dół z taką siłą, że uderzyła biodrami o blat. Zerwał resztki spodenek jednym ruchem, odsłaniając nagie pośladki i wilgotną cipkę, po czym uderzył ją otwartą dłonią w tyłek – mocno, zostawiając czerwony odcisk. – Więcej – zażądał, wchodząc w nią gwałtownie od tyłu, jego kutas rozrywający ją na pół, wypełniający brutalnie. Melanie krzyknęła, mieszanka bólu i ekstazy wypełniająca salę, jej cipka zaciskająca się wokół niego mimo wszystko. Jego pchnięcia były głębokie, brutalne, wypełniające ją całkowicie, jądra uderzające o jej łechtaczkę przy każdym ruchu. Czuła każdy centymetr, każdy puls, a jej ciało zdradzało ją, wijąc się pod nim.
– Reaper... handluje dziewczynami przez granicę – jęknęła, jej głos przerywany westchnieniami i krzykami, gdy uderzał ją znów w tyłek. – Porwania... to ich sposób na rekrutację. Sarah... ona żyje, ale jest w Meksyku, w jednym z obozów.
Patrick przyspieszył, jego dłonie na jej biodrach, paznokcie wbijające się w skórę aż do krwi, rysując czerwone pręgi. Pot spływał po ich ciałach, mieszając się z zapachem seksu i desperacji. Melanie wiła się pod nim, jej orgazm zbliżający się falami, ale on nie pozwalał jej dojść zbyt szybko – wyciągał się prawie całkowicie, tylko po to, by wbić się z powrotem z całą siłą. Cofnął się, obrócił ją na plecy gwałtownie, chwytając za gardło i ściskając, aż zabrakło jej tchu, i wszedł ponownie, tym razem patrząc jej w oczy. – Wszystko – wysyczał, jego palce na jej łechtaczce, pocierające brutalnie, szczypiące, w rytm pchnięć. – Nazwiska, miejsca, daty, albo uduszę cię tutaj.
Jej ciało drżało, blisko krawędzi, cipka pulsująca wokół jego kutasa. – Następna dostawa... jutro wieczorem, przy granicy w Nogales – wyznała, łzy mieszające się z potem, głos zduszony uściskiem na gardle. – Reaper będzie tam osobiście. Proszę... daj mi dojść, skurwysynu.
Patrick uśmiechnął się triumfalnie, przyspieszając, pieprząc ją z taką furią, że stół skrzypiał pod nimi, aż oboje eksplodowali w orgazmie – jej krzyk wypełnił pokój, cipka tryskająca sokami, a on wylał się w niej głęboko, zaznaczając swoją dominację, wypełniając ją nasieniem, które spływało po udach. Upadł na nią na chwilę, dysząc, ściskając gardło jeszcze mocniej, aż zobaczył strach w jej oczach, po czym puścił. Podniósł się, zapinając spodnie, a jego twarz znów stała się zimna jak lód.
– Dobra robota, Melanie – powiedział, wycierając pot z czoła, ale w głosie brzmiała groźba. – Ale to nie koniec. Zostaniesz tu, aż sprawdzę twoje informacje. A jeśli skłamałaś... wrócę po więcej, i następnym razem nie będzie tak łagodnie.
Wyszedł z sali, zostawiając ją nagą i drżącą na stole, z mieszanką ulgi, wstydu i bólu, ciało pokryte siniakami i nasieniem. Wiedział, że to dopiero początek – Jeźdźcy Apokalipsy mieli zapłacić za wszystko. Ale teraz, z nową wiedzą, był bliżej niż kiedykolwiek.
Patrick wrócił do swojego samochodu, silnik zawarczał w nocnej ciszy. Miasto spało, ale on nie mógł. Jechał w kierunku Phoenix, planując następny ruch. W głowie kłębiły się obrazy Melanie – jej ciała, jej poddania, krwi na skórze – ale to nie było ważne. Ważna była Sarah. I zemsta.
Tymczasem w magazynie na obrzeżach, Reaper siedział przy stole, otoczony swoimi ludźmi. Wysoki, wytatuowany po szyję, z blizną przez twarz, palił cygaro, słuchając raportów. – Ta dziwka Melanie została złapana – mruknął jeden z Jeźdźców. – Co robimy?
Reaper uśmiechnął się szeroko. – Nic. Ona nie powie nic. A jeśli powie... to glina przyjdzie prosto do nas. I wtedy go załatwimy.
Noc gęstniała, a w powietrzu wisiała zapowiedź krwi i chaosu. Patrick wiedział, że to nie koniec – to dopiero początek apokalipsy, którą sam rozpęta.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz