Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Izolatka

IzolatkaIZOLATKA

     Przebudził mnie ból. Ostry ból podbrzusza, jakby ktoś nagle dźgnął mnie kawałkiem szkła. Krzywiąc buzię przeczekałam najgorsze i dopiero kiedy ostre uczucie minęło, kiedy rysy twarzy mi złagodniały, odetchnęłam głębiej i odrzucając kołdrę z własnego ciała podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się dookoła. Byłam sama w szpitalnej izolatce. Siedziałam na łóżku, a tuż obok na przesuwnym stoliku tkwiła jakaś aparatura medyczna. Na szczęście nie byłam już do niej podłączona. Zdjęto mi także wenflon z przedramienia oraz wyciągnięto spomiędzy nóg cewnik wraz z koszmarnym woreczkiem na mocz. Wydawać by się mogło, że zdrowieję, że lada chwila wyjdę z kliniki, że zabieg się udał, że mam coraz lepsze wyniki badań, a tymczasem ból, ostry nawracający ból krocza, zdawał się przeczyć temu wszystkiemu.
     Odszukałam nogami ciapy i nasunąwszy je na stopy wstałam z łóżka. Podeszłam do okna. Za szybą zapadał zmrok. Patrzyłam z piętra na ulicę oświetloną latarniami, na spacerujących przechodniów, na przemykające między nimi rowery i hulajnogi, na sznur samochodowych reflektorów ciągnący się nieco dalej asfaltową nawierzchnią. Patrzyłam i w duchu zazdrościłam tym ludziom tam na dole. Zazdrościłam, że oni mogli tak po prostu wyjść sobie gdzie chcą, a ja muszę tkwić w tym cholernym wymalowanym na biało pomieszczeniu.
     Ile już czasu tu spędziłam?
     Obliczyłam szybko w pamięci dni od daty przybycia. Mijał właśnie trzeci tydzień. Jejku. Trzy tygodnie badań, podawania leków, rozbierania się, ubierania, jedzenia posiłków zawsze o tych samych porach, a przede wszystkim trzy tygodnie pustego bezczynnego przebywania w czterech ścianach. To zbyt wiele jak dla nastolatki. Laptop i telefon wcale nie poprawiały sytuacji. Tęskniłam za życiem. Za prawdziwym życiem. Tęskniłam za koleżankami, za kolegami. Ileż bym dała by móc teraz z nimi tak zwyczajnie iść gdzieś. Iść, mijać witryny sklepowe pełne manekinów ubranych w najmodniejsze ciuszki, iść i czuć zapach potraw dobiegających z otwartych drzwi restauracji czy kawiarenek. To zaskakujące, że takich drobiazgów nie dostrzega się w codziennym życiu. Wręcz uważamy prozę życia za nudną. I dopiero kiedy zostaniemy odcięci od tej prozy, kiedy jakieś zdarzenie wybije nas rytmu codzienności, kiedy los zamknie nas w czterech ścianach, to nagle zaczynamy doceniać to co dotąd braliśmy za szarą monotonię dnia.
     Stałam i patrzyłam zza szyby na świat. Płakać mi się chciało.

     – Czas na leki. – Młody kobiecy głos za plecami wyrwał mnie z zamyślenia.
     Odwróciłam się i ujrzałam znajomą postać pielęgniarki wpychającą właśnie wózek na kołkach do mego pokoju. Nawet nie słyszałam kiedy zdążyła otworzyć drzwi. Mogła liczyć jakieś dwadzieścia kilka lat. Była zapewne zaraz po studiach. Z włosami upiętymi z tyłu w zgrabny kucyk i w niebieskiej koszuli z wykładanym kołnierzykiem, jakie wszystkie pielęgniarki tu nosiły, podniosła z blatu stoliczka jeden z ustawionych na nim malutkich przezroczystych kubeczków w którego wnętrzu dostrzegłam pigułki.
     – Proszę – rzekła wręczając mi kubeczek i przywdziewając na twarz nieco wymuszony uśmiech. – A tak w ogóle to jak się dziś miewamy, Martynko?
     Miała zwyczaj zwracania się do mnie, a założę się, że do innych też, w liczbie mnogiej. Jak się miewamy, co nam dolega, zmierzymy ciśnienie, pobierzemy krew, itd. itp. Komiczne.
     – Znowu bolało – odpowiedziałam nie umiejąc zdobyć się na podobny uśmiech.
     – Jeśli chcesz przyniosę ci coś na złagodzenie – zaproponowała współczującym tonem.
     – Tylko nie paracetamol – zastrzegłam natychmiast. – Nie chcę już go. Jest całkowicie nieskuteczny. Ma pani coś silniejszego?
     Przewróciła wysoko oczyma jakby na suficie szukając odpowiedzi i po krótkim namyśle odpowiedziała:
     – Teoretycznie mamy ale musiałabym skonsultować to z twoim lekarzem prowadzącym. Osobiście jednak odradzam ci silniejsze leki. Są wyjątkowo ciężkie dla wątroby i nerek. Nie warto faszerować nimi organizmu. Szczególnie tak młodego jak twój, który dopiero dojrzewa, dopiero się rozwija. To nie są środki dla nastolatek. Nawet dorosłym niechętnie je polecam.
     – Ale mój ból… – Nakryłam dłonią krocze piżamowych spodni. – Jest momentami straszny.
     – W tej chwili też cię boli?
     – Nie. – Pokręciłam głową. – Gdyby bolało to nawet słowa nie mogłabym wykrztusić.
     – Rozumiem. – Pokiwała głową z wyrazem tego samego współczucia. – Doktor uprzedzał, że przez kilka dni po zabiegu mogą wystąpić silne pieczenia podczas oddawania moczu. Wiem, że to nieprzyjemne ale może warto przeczekać ból bez faszerowania się chemią. Wysikasz się i po sprawie. Dolegliwość minie.
     – Mnie boli i bez sikania – zauważyłam. – Poza tym trudno nazwać to pieczeniem. Mam wrażenie jakby mi wpychano rozpalony szpikulec do środka. Może tam wewnątrz dzieje się coś niedobrego?
     – Nie sądzę. Przecież lekarz badał cię dziś na fotelu ginekologicznym. Z tego co wiem nie stwierdził żadnych nieprawidłowości.
     – To było kilka godzin temu. Może przez ten czas… – Wykonałam ręką jakiś nieokreślony gest wokół podbrzusza. – No sama nie wiem. Może warto jeszcze raz sprawdzić?
     Westchnęła głośno.
     – Dobrze, rzucę okiem. – Wskazała moje łóżko. – Połóż się, proszę.
     – Tutaj? – Zdziwiłam się. – Nie przejdziemy do gabinetu na pilota?
     – To potrwa małą sekundę. Zerknę tylko i już. Jeśli zauważę coś odbiegającego od normy to natychmiast ruszamy do doktora ale jeśli wszystko będzie w porządku to chyba nie będzie takiej potrzeby. – Ponownie wskazała miejsce. – No, prędziutko zdejmujemy dół piżamy i kładziemy się.
     Znowu „my”. Ona też zdejmie dół piżamy? Zabawna kobieta.
     Nie patrzyła jak ujmuję za gumkę od spodni. Podeszła do drzwi wejściowych, które wcześniej zostawiła otwarte wpychając weń wózek i przymknęła je odcinając nas od ciekawskich spojrzeń z korytarza. Kiedy wracała ja już wyplątywałam nogawki z bosych stóp. Półnaga, bez majtek i z ogoloną cipką, przewiesiłam starannie spodnie przez poręcz węzgłowia i nasunąwszy z powrotem ciapy na nogi przeszłam dwa kroki ku środkowi łoża. Podwijając koszulę usiadłam na prześcieradle. Poczułam gołymi pośladkami chłód materiału. Na kolejny gest pielęgniarki opadłam plecami na posłanie. Opadłam w poprzek łóżka zadzierając nogi z ciapami w górę. Trochę komicznie to wypadło gdy pielęgniarka zajmowała miejsce między tymi ciapami, no ale cóż, nie moja wina. Ja wolałabym gabinet i specjalistyczny fotel. Jednak ona zdawała się nie przejmować takimi drobiazgami. Naciągała na dłonie lateksowe rękawiczki wyjęte nie wiadomo skąd i opuściła wzrok na łysy wzgórek łonowy i na szparkę pod nim.
     Wielokrotnie byłam już badana ginekologicznie ale nigdy nie umiałam pozbyć się tego charakterystycznego skrępowania, jakie zawsze mi towarzyszyło podczas rozkładnia nóg przed drugą osobą. Nie ważne: przed mężczyzną czy kobietą. Teraz też się wstydziłam. Szczególnie, gdy kobieta dotknęła tam lateksowymi palcami. Czułam jak rozchyla wargi sromowe ale wolałam tego nie widzieć. Wolałam skupić uwagę na jarzeniówkach podwieszonych pod sufitem.
     – Czy tu cię boli? – usłyszałam po tym jak obcy palec naparł delikatnie na wejście do pochwy, aż nogi mi drgnęły odruchowo.
     – Nie – odparłam.
     – A tu? – Palec zmienił położenie.
     – Też nie.
     – Dobrze. A tutaj?
     Pokręciłam przecząco głową.
     Pielęgniarka jeszcze przez jakiś czas mnie wypytywała obmacując wszędzie i dokładnie, a ja za każdym razem odpowiadałam to samo nie odrywając przy tym wzroku od świecącej jarzeniówki. W końcu wyprostowała sylwetkę i zaczęła ściągać gumę z palców.
     – Nie widzę tu niczego co mogłoby być ogniskiem bólu – stwierdziła chowając rękawiczki z powrotem do kieszeni. – Żadnych zaczerwienień, żadnych punktów zapalnych, nic. Obrzęk z ujścia cewki moczowej dawno zszedł. Po zabiegu nie pozostał nawet ślad. Skóra wnętrza jest czysta, ze śladami naturalnej wilgoci, wargi mniejsze i większe bez zastrzeżeń, tak samo łechtaczka. Ogólnie masz bardzo zgrabną psitkę. – Uśmiechnęła się puszczając mi oczko. – Tylko pozazdrościć takiej bułeczki. – I nim zdążyłam się zdziwić ciągnęła dalej poprzednim rzeczowym tonem. – Zastanawiam się jednak czy nie natarłaś sobie czegoś wewnątrz. Masz błonę dziewiczą więc nie chciałam ci tam głębiej zaglądać dlatego zechciej mi proszę powiedzieć czy podczas masturbacji zdarza ci się wciskać koniec palca do pochwy? Może używasz jakiegoś przedmiotu?
     Zrobiłam wielkie oczy.
     – Nie – wykrztusiłam niemal.
     – Rozumiem. – Głowa z kucykiem skinęła lekko. – A czy po zabiegu, tu w klinice, robiłaś to?
     – Co niby robiłam? – odparłam nie rozumiejąc.
     – Pytam o masturbację. Chodzi mi o to czy po zabiegu dotykałaś się tam intensywnie na przykład w celu sprawienia sobie przyjemności.
     Mówiła w taki sposób jakby chciała wiedzieć czy po obiedzie zjadłam jabłko na deser.
     – Nie – powtórzyłam.
     – Nie wstawaj jeszcze. – Powstrzymała mnie widząc, że dźwigam się na łokcie. – A możesz mi wyjawić kiedy miałaś ostatni raz? Proszę o szczerość. Martyniu, nie rób takiej miny. Ja nie pytam cię prywatnie. Pytam jako członek personelu medycznego zajmującego się twoim leczeniem. No więc kiedy ostatni raz się zmasturbowałaś?
     Byłam w szoku. Żaden ginekolog nie żądał takich szczegółów.
     – Nigdy – przyznałam zmieszana bardziej niż zwykle. – Ja się nie masturbuję.
     – Nie? – W głosie pielęgniarki zabrzmiało zdziwienie. – Wcale tego nie robisz?
     – Wcale.
     – Wcześniej też nie? W ogóle? – Zdziwienie rosło z każdym słowem. – Ani razu?
     Wsparta na łokciach i z wciąż rozłożonymi nogami wytrzymałam jej spojrzenie.
     – Ani razu, proszę pani.
     Odpowiedź musiała chyba wywrzeć na niej wrażenie, bo przez moment stała spoglądając na mnie oczyma pełnymi niedowierzania, a potem szybko wróciła głową między uda, jakby się opamiętała i chciała ukryć chwilowe zaskoczenie. Jej palce ze starannie opiłowanymi paznokciami dotknęły krocza.
     – Och... – Cofnęła je natychmiast. – Rękawiczki.
     Chciała sięgnąć do kieszeni ale zawahała się.
     – Guma tylko utrudnia badanie – mruknęła bardziej do siebie i rezygnując z ich założenia ponownie wylądowała gołymi palcami na cipce.
     Wargi sromowe zostały rozsunięte. A ja uniesiona na łokciach mogłam teraz widzieć własne różowe wnętrze. Widziałam łechtaczkę przechodzącą płynnie w wargi wewnętrzne i widziałam jak kobieta naślinia palec i przytyka go właśnie tam.
     – Co pani robi? – zapytałam gdy palec okrążył intymną wypustkę.
     – Zastanawiam się czy twoja wstrzemięźliwość masturbacyjna nie wynika przypadkiem z choroby – odparła krążąc wciąż palcem. – Czy to nie było przypadkiem tak, że ból podbrzusza zniechęcał cię do dotykania tych miejsc. No ale teraz po zabiegu, kiedy jesteś już zdrowa, miejmy nadzieję, wszystko powinno wrócić do normy. Powinnaś odzyskać kobiecą wrażliwość. Zresztą zaraz sprawdzimy. Powiedz mi Martynko co czujesz? – Przyspieszyła nieco ruchy.
     Nie wiedziałam czy mówi poważnie, czy dzieje się coś niezwykłego, dziwnego, może nawet szalonego. Leżałam z rozłożonymi nogami, z nasuniętymi na stopy ciapami, a pielęgniarka tak po prostu masowała mi cipkę.
     – Nie ciekawiło cię nigdy jakie to uczucie sprawić sobie rozkosz? – dodała nie doczekawszy się odpowiedzi. Uśmieszek cisnął jej się w kąciki ust. – Ja w twoim wieku masturbowałam się już regularnie. Oj Martyna, nie wytrzeszczaj oczu. Dojrzałaś chyba na tyle, by można było z tobą rozmawiać na takie tematy, co? Nie jesteś już dzieckiem. Czy może wolisz być nadal traktowana jak mała dziewczynka?
     Pokręciłam przecząco głową. Brzuch wciągnął mi się spontanicznie od bodźców wywoływanych palcem.
     – No właśnie – kontynuowała wyraźnie zadowolona z reakcji brzucha. – Regularne rozładowywanie napięcia seksualnego jest ważne nie tylko dla ciała ale także dla psychiki. Weszłaś w wiek, w którym hormony aż buzują w organizmie, gdzie budzi się pociąg fizyczny, gdzie pojawia się silna potrzeba zaspokajania, bardzo silna. Dlatego zdumiałam się słysząc, że nigdy nawet nie próbowałaś sprawić sobie przyjemności.
     Mówiła coś jeszcze ale nie umiałam skupić uwagi na jej słowach. Policzki zaczynały mnie piec. Pierwszy raz znalazłam się w podobnej sytuacji. Nie miałam pojęcia co odpowiadać, ani w ogóle jak się zachować. To wszystko było tak zaskakujące i tak nietypowe, że po prostu zamurowało mnie. Tylko biodra mi się poruszały gdy młoda pielęgniarka z kucykiem kolejny raz naśliniała palec i kolejny raz wznawiała masowanie.
     – Fajnie ci? – pytała podekscytowana. – Martyna, nie dziw się, że tak robię. Nie ma innego medycznego sposobu zbadania czy sfery erogenne reagują prawidłowo na bodźce. Trzeba po prostu dostarczyć im te bodźce i zobaczyć czy faktycznie występuje reakcja. Proste. No więc…? – Uniosła pytająco brwi. – Martyniu, czujesz jak cię dotykam?
     Skinęłam twierdząco głową.
     – Doskonale. – Ucieszyła się. – A co konkretnie czujesz? Jakbyś określiłabyś te doznania? Jako przyjemne, czy może przykre?
     – Nie wiem… – Głos mi drżał. Oddech miałam zmieniony. – Chyba przyjemne.
     – Chyba? – Stłumiła kolejny uśmieszek. – No dobrze, to spróbujmy nieco inaczej.
     Głowa z kucykiem pochyliła się nisko między uda, a ja w następnej sekundzie aż wyprężyłam się cała gdy do palców dołączył język. Nogi mi wierzgnęły w powietrzu gubiąc jeden z ciapów. Wygięta w pałąk, z potylicą wgniecioną nagle w posłanie, dyszałam czując jak obcy język wślizguje się do mego wnętrza i wyzwala stamtąd nieznane dotąd emocje. Kobiece ręce, zastąpione teraz językiem, mogły wsunąć się głęboko pod koszulę piżamy i dosięgnąć piersi. Czułam jak obce dłonie nakrywają moje dwa pagórki, jak zaczynają masować je i ugniatać delikatnie, jak palce muskają po sutkach i poszczypują wywołując ich twardnienie. Serce waliło mi jak młot. Nawet nie wiem kiedy pysnął mój cały dziewczęcy wstyd. Z przymkniętymi powiekami wiłam się oddychając cieżko i nie umiałam pomieścić w sobie tej wzbierającej fali rozkoszy. Wzbierającej niczym gorąca podziemna lawa cisnąca się do gardzieli wulkanu. I nagle ten wulkan eksplodował w skurczach cipki. Szczytowałam z przeciągłym jękiem unieruchamiając cudze policzki między ściśniętymi gwałtownie udami.
     – Ciszej. – Zachichotała pielęgniarka starając się nakryć mi buzię ręką wyciągniętą szybko spod piżamy. – Ciszej bo nas usłyszą.
     Było mi już wszystko jedno. Rozgorączkowana jęczałam i dygotałam dopóki nie wygasły we mnie ostatnie drgnienia orgazmu. A potem już tylko leżałam z łomoczącym wciąż pulsem i sapiącym oddechem dopóki serce nie zaczęło zwalniać.
     Lecz nie dane mu było uspokoić się.
     Omal zawału nie dostałam na dźwięk kroków zbliżających się zza drzwi. Serce mi stanęło, pielęgniarce uśmieszek zastygł na twarzy. W jej oczach błysnął przestrach. Prostując się otarła szybko wierzchem dłoni intymną wilgoć z ust i brody i zwróciła się cała ku drzwiom, gdy te już otwierały się.
     – Stało się coś? – Kwadratowa twarz tęgiej kobiety, ubranej w taką samą niebieskawą koszulę co pielęgniarka, tylko znacznie obszerniejszą, ukazała się w powstałej szparze i omiotła czujnym wzrokiem pomieszczenie, by skupić go na nas.
     – Nie. – Pielęgniarka z kucykiem wzruszyła ramionami. – A co się miało stać?
     – Słyszałam krzyk.
     – Pacjentka ma bóle – odpowiedziała wskazując na mnie. Odpowiedziała tak obojętnym tonem, że opanowania mógłby pozazdrościć jej sam James Bond. – Zbadałam ją ale nie dopatrzyłam się niczego szczególnego. Rozważamy właśnie zwiększenie leków przeciwbólowych.
     Tęga kobieta nie wydawała się do końca usatysfakcjonowana tym wyjaśnieniem. Nie uszedł jej uwadze ciap leżący bezładnie na podłodze. Drugi zwisał z mej stopy, a ja sama, już podniesiona do pozycji siedzącej, spłoniona jak nigdy w życiu, naciągałam wstydliwie koszulę na krocze. Przez jedną straszliwą chwilę sądziłam, byłam wręcz pewna, że ta baba, ta stara wyga, która zapewne pół życia przepracowała na tym oddziale i która zna już na pamięć wszystkie możliwe rodzaje ludzkich krzyków i bólów, że ona bez problemu wyczuje różnicę między moim dzisiejszym jękiem, a poprzednimi jękami i domyśli się wszystkiego. Domyśli i wybuchnie złością i pewnie wszyscy się dowiedzą co tu naprawdę zaszło, cały szpital. A potem i moi rodzice.
     Nie następował jednak żaden gniew. Tęga kobieta przeskakiwała wzrokiem ze mnie na pielęgniarkę i rzekła do niej w przestrodze:
     – Nie kombinuj nic z lekami bez uzgadniania tego z lekarzem.
     – Wiem – odparła ta niemal z oburzeniem. – To że jestem na stażu nie oznacza, że trzeba mi przypominać o tak podstawowych rzeczach.
     – No no… – Gruby palec pogroził mentorsko w kierunku rozmówczyni.
     W następnej chwili tęgiej baby już nie było. Zniknęła za futryną równie nagle jak się pojawiła zamykając za sobą drzwi.
     Dwudziestoparolatka z włosami ciasno związanymi z tyłu w kucyk odetchnęła z ulgą. Przymknąwszy powieki oparła się o krawędź węzgłowia i stała tak przez sekundę albo dwie, aby ochłonąć. A kiedy znów otworzyła oczy jej twarz jaśniała poprzednią wesołością.
     – Mało brakowało, co? – wyszeptała i zachichotawszy, ściszając głos jeszcze bardziej, dodała konspiracyjnie: – Mam dziś nocny dyżur. Jak będę znowu rozwoziła leki to zajrzę do ciebie, okej?
     Nie czekała na odpowiedź. Chwyciła za rączkę swego wózka i pociągnęła go ku drzwiom. Zanim je także zamknęła za sobą puściła mi oczko. Byłam zbyt oszołomiona by odpowiedzieć tym samym. Siedziałam gołą pupą na prześcieradle, ze spodem koszuli upchanym między uda, a ciap zwisał mi z nogi. Cisza izolatki, jaka nagle nastała po wyjściu obu kobiet i zamknięciu drzwi, zdawała się przeczyć minionym zdarzeniom. Jakby nigdy nic tu nie zaszło. Jarzeniówki nadal świeciły swoim światłem, za szybą życie tętniło zwyczajnym wieczornym rytmem, ludzie szli, samochody jechały, i tylko przezroczysty kubeczek z tabletkami postawiony przeze mnie na blacie obok aparatury medycznej dowodził, że ktoś tu jednak był, że ktoś mi go przyniósł i ten ktoś coś mi zrobił.
     Mało tego. Ten ktoś jeszcze dziś zamierza wrócić.

lolowiec

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3317 słów i 19161 znaków, zaktualizował 11 sie o 13:27. Tagi: #szpital #lesbijki #pielęgniarka #pacjentka

4 komentarze

 
  • lolowiec

    Szczerze powiedziawszy to mam wątpliwości co do dalszych części. Nie planowalem ich. Przyznaję, że napisałem to opowiadanko tylko i wyłącznie pod wpływem znalezionej fotki w necie. Po prostu zobaczyłem fotkę, siadłem, napisałem do niej treść i oto jest. Ale w rzeczywistości ta treść to zwykły pornolek bez większych ambicji. Generalnie lubię nieco głębsze teksty  Ale z drugiej strony od czasu do czasu można też wrzucić coś lekkiego i taniego. Plusem opowiadanka jest - mam nadzieję - dobra stylistyka i niezły realizm. Więc mam nadzieję, że mimo wszystko przyjemnie Wam się to czytało ;)

  • Milf

    Super opowiadanie, taki realistyczny opis. Uffff fantastycznie. Czekam na dalsze części :yahoo:

  • lolowiec

    @Milf  
    Dziękuję za miłe słowa. Staram się o realizm. Bardzo staram. Nic mnie tak nie wkurza jak oderwane od rzeczywistości bajania. Nawet gdy piszę coś z gatunku SF to też staram się nadać mu realistyczny fundament.
    Raz jeszcze dzięki za komemt :)

  • Milf

    @lolowiec Super. Czekam na dalszy ciąg.

  • Zanim

    Przeczytam, dodam, ze uwielbiam Twoje historie. Jestes jednym z idoli tej stronki dla mnie, Mistrzu, wybijajacym sie na prowadzenie. Lakne ich jak biorobot promieniowania ♡♡♡

  • lolowiec

    @Zanim  
    Zatkało mnie po tak miłych słowach :) Aż zastanawiam się czy te pochwały są napisane poważnie czy tak trochę "dla jaj" - hihi. Tak czy siak bardzo ale to bardzo dziękuję za nie :) :) :)

  • TakiJeden

    Pomysł oryginalny i dobrze napisany.
    Czekam na rozwój akcji w kolejnej odsłonie.  :smile:

  • lolowiec

    @TakiJeden  
    Dzięki ;)