Alan S. - cz. II

          Alan widząc zaciekawione spojrzenie pięknej dziewczyny, wytrzymał jej wzrok. Ona też nie spuszczała wzroku i przez chwilę patrzyli sobie w oczy. Uśmiechnęła się i odwróciła głowę w stronę partnera. Zauważył, że mówi coś do swojego tancerza.  
- Nie tylko obserwują nas, ale i obgadują - szepnął siostrze i tańcząc, odsunęli się na pewną odległość od obserwującej ich pary.  
          Tak jak spodziewał się, tamci ponownie zbliżyli się do nich, krzyżując ponownie spojrzenia z nimi, facet z Joanną, a jego partnerka z nim. W pewnej chwili muzyk przestał grać. Postanowili usiąść przy stoliku i omówić na spokojnie zdarzenie z parkietu. Usiedli i dokończyli picie chłodnej kawy, a potem upili po łyku wina.  
- Jak to odbierasz Asiu? Co według ciebie może znaczyć ta swoista zaczepka wzrokowa  przez tę parę? - Alan dość spokojnie odbierał zaistniałą sytuację, ale Asia wprost przeciwnie.
- Alanie, kim oni w ogóle są? Ja tu czasami bywałam z przyjaciółmi, ale tę parę widzę tu po raz pierwszy. Wyglądają na ludzi w naszym wieku i przyszli pewnie tak jak my; napić się wina, kawy, posłuchać muzyki czy potańczyć. Ale dlaczego akurat nas wybrali sobie na obiekt tej  zaczepki, jak to określiłeś? - Asia wyraźnie nie ogarniała sytuacji. Była wyraźnie zdenerwowana, ale i zaintrygowana. Jeszcze teraz czuła palące spojrzenie przystojnego tancerza i do tego ten jego zagadkowy uśmiech.
- Nie wyglądają na Francuzów, na przykład pochodzenia algierskiego. Sądzę, że pochodzą z Bliskiego Wschodu. Zachowują się po europejsku, ale czuję, że to Arabowie i muzułmanie - Alan próbował uspokoić siostrę, ale Aśka wiedziała swoje.  
          Obrzucili spojrzeniami parkiet i najbliższe otoczenie. W ich kierunku zbliżał się kolejny mężczyzna o orientalnych rysach i wyglądzie. Alan odwrócił głowę.  
Co do licha? Najazd Arabów? - pomyślał, udając brak zainteresowania zbliżającym się do nich mężczyzną. Z wyglądu oceniał jego wiek na około trzydzieści lat.
- Bonsoir mesdames et messieurs! - usłyszeli pozdrowienie z ust mężczyzny, wypowiedziane poprawną francuszczyzną. Facet zatrzymał się przy ich stoliku i widząc ich spojrzenia, skłonił się lekko.
- Mój pan i przyjaciel; książę Adnan i jego siostra, księżniczka Samira mają zaszczyt zaprosić państwa do swojego stolika - zwrócił się do Alana, skłaniając powtórnie głowę.  
          Alana zatkało, ale nie dał poznać po sobie, że jest zaskoczony. Asia patrzyła na niego bezradnym i nieco zaniepokojonym spojrzeniem. Dał jej wzrokiem znak, żeby uspokoiła się.
- Proszę powiedzieć księciu i jego siostrze, że oboje z siostrą również czujemy się niezmiernie zaszczyceni, ale nie skorzystamy z zaproszenia. Może innym razem - odpowiedział spokojnym, stonowanym głosem.  
- Rozumiem! Przekażę! - widać było, że facet jest rozczarowany odpowiedzią Alana. Widząc spokój na twarzy Alana i niepokój w oczach jego siostry, ponownie skłonił się i odszedł.
- Alanie! Nie mogę wprost uwierzyć, że to dzieje się naprawdę! - Asia była w szoku.
- Musisz zweryfikować swoją samoocenę! Wpadłaś w oko jakiemuś szejkowi - zaśmiał się z własnych słów, ale i jemu nie bardzo było do śmiechu.  
- A ty nie musiałeś tak wyraźnie okazywać swojej zazdrości o mnie - Asia otrząsnęła się z szoku i przygadała bratu, odzyskując właściwy sobie polot i humor.
- Chcesz spotkać się z nim? Proszę bardzo! Sądzę, że nie będziesz miała kłopotu, aby go odnaleźć! - Alan uśmiechając się do siostry, wyciągnął rękę w kierunku sali.
- Chyba nie będę musiała! - stwierdziła Asia. Zobaczyli, że wspomniany przez nich książę, pofatygował się osobiście, zbliżając się energicznym krokiem w ich kierunku. Towarzyszył mu ten sam facet, który zapraszał ich w księcia imieniu do jego stolika, idąc lekko z tyłu.  
- Alanie, mam ochotę wiać stąd! - zwróciła się do brata Aśka.
- Uspokój się! Przecież nie idą po to, żeby cię porwać czy uprowadzić - uspokajał siostrę z uśmiechem, używając języka polskiego. Goście zmierzający do nich, byli już dość blisko ich stolika, więc mogli ich już usłyszeć.
- Nie jestem tego taka pewna! - odburknęła bratu, czując na skórze gęsią skórkę.
Mężczyźni podeszli do ich stolika. Książę lekko skłonił głowę i zwrócił się do Alana.  
-Je vous souhaite la bienvenue, ainsi qu'à votre soeur (Witam serdecznie pana i pańską siostrę) - jego francuski był znacznie lepszy niż jego wysłannika. Widać, że Arab, damski szowinista - pomyślała niezbyt pochlebnie o księciu Joanna.
- Nam też jest miło powitać pana i pańskiego przyjaciela, książę. Czemu zawdzięczamy książę pana osobistą wizytę przy naszym stoliku? - Alan siedząc, bez cienia żenady czy respektu dla tytułu czy pozycji gościa, zwrócił się wprost do niego,  o wyjaśnienie powodu zainteresowania się nimi.
- Puis-je m'asseoir? (czy mogę się przysiąść?) - książę widząc, że Alan nie ma zamiaru traktować go w jakiś szczególny sposób, widząc wolne krzesło, sam wprosił się do stolika.
- Proszę bardzo! Ale jest tylko jedno krzesło! - odpowiedział Alan. Towarzyszący księciu mężczyzna, rozglądnął się po otoczeniu, wolnego krzesła nie było. Przeczącym gestem ręki pokazał, żeby nie robić z tego problemu.  
- Le Seigneur n'est pas un français? (Nie jest pan Francuzem?) - zapytał książę, siadając przy stoliku. Ja też cię nie cierpię, mości książę - pomyślała Asia, która nie mogła pogodzić się z lekceważącym traktowaniem przez gościa, który zwracał się głównie do brata.      
- Nie! Oboje z siostrą jesteśmy Polakami! - wyjaśnił krótko.
- Vous parlez très bien le français (Bardzo dobrze mówi pan po francusku) - pochwalił znajomość francuskiego Alana.
- Mieszkamy z siostrą już kilka lat we Francji - oświadczył krótko Alan.  
- Est-ce que vous étudiez ou travaillez? (Pan studiuje czy pracuje?) - zwrócił się gość do Alana.  O co mu chodzi? Po co mu ta wiedza? - pojawiła się wątpliwość w głowie Alana.
- Ja pracuję, a moja siostra studiuje! Czy byłby pan uprzejmy wyjaśnić, po co te pytania, książę?  - Alan zdecydował się przerwać tę indagację przez jakiegoś tam księcia.
- Simplement! Je voudrais vous engager! ( Po prostu! Chciałbym pana zatrudnić!) - mówiąc to, uśmiechnął się z nie ukrywaną życzliwością do Alana.
- To będzie raczej niemożliwe, książę! Jestem żołnierzem i pozostało mi cztery lata służby - Alan równie krótko przedstawił powód, dla którego nie będzie mógł skorzystać z propozycji księcia.
- Je devine que vous servez dans la Légion étrangère? (Domyślam się, że służy pan w Legii Cudzoziemskiej?) - książę równie krótko skwitował oświadczenie Alana.
- Tak, książę! Jestem żołnierzem Legii Cudzoziemskiej! - Alan nie zamierzał ukrywać faktu, że jest żołnierzem kontraktowym LC. Widocznie gość też orientował się nieźle w sprawach wojskowych. A Alan ułatwił mu zadanie, mówiąc o pozostałym czasie służby.
- C'est une bonne composition!  Le contrat peut toujours être résolu! (To dobrze się składa! Kontrakt zawsze można rozwiązać!) - gość wyraźnie chciał Alana zaskoczyć i udało mu się.  
- Voulez-vous travailler pour moi et ma famille? Czy chciałby pan pracować dla mnie i mojej rodziny?) - książę bez zbędnych ceregieli ponowił propozycję zatrudnienia Alana. Alan zaskoczony, na chwilę zaniemówił.
- Vous n'êtes pas obligé de répondre maintenant! (Nie musi pan w tej chwili odpowiadać!) - książę widząc minę Alana i jego milczenie, uśmiechnął się, okazując mu swoją życzliwość.  
- S'il vous plaît pensez et réfléchissez-y. Je vais attendre la réponse, disons une demi-heure (Proszę zastanowić się i spokojnie przemyśleć. Na odpowiedź poczekam, powiedzmy, pół godziny) - kontynuował swoją wypowiedź, patrząc pogodnie na Alana.
- Je prends le contrat avec moi (Rozwiązanie kontraktu biorę na siebie) - dodał po chwili, widząc, że Alan intensywnie trawi i rozważa jego propozycję.  
- Salaire initial environ dix, disons quinze mille euros par mois (Wstępna płaca około dziesięć, no powiedzmy piętnaście tysięcy euro miesięcznie) - książę dla wzmocnienia swojej propozycji,  niby od niechcenia rzucił wstępną propozycję miesięcznej płacy.  
          No cóż, wysokość zaproponowanego wynagrodzenia mogła dać wiele do myślenia. Za co ten facet chce płacić taką sumę? - pomyślał Alan. Co prawda w Legii miał bezpłatne zakwaterowanie, umundurowanie oraz wyżywienie, ale jego miesięczny żołd wynosił niecałe 1400 euro, plus ewentualne dodatki za ćwiczenia, poligony i zewnętrzne misje.  
- Le travail sera lié à la protection de ma familie (praca związana będzie z ochroną mojej rodziny) - uzupełnił propozycję, podając charakter pracy.
- Nous discuterons des conditions détaillées si vous décidez d'accepter ce droit (Szczegółowe warunki omówimy, jeżeli pan zdecyduje się przyjąć tę pracę) - to mówiąc, książę podniósł się i skłonił się im obojgu.  
          Przed odejściem wymienił jeszcze spojrzenie z Asią, uśmiechnął się, po czym odwrócił się i oddalił wraz ze swoim nieodłącznym towarzyszem.  
- Alanie, uszczypnij mnie! Ciągle wydaje mi się, że to mi się śni! - Aśka była zszokowana propozycją arabskiego księcia nie mniej od Alana.  
- I co masz zamiar z tym zrobić? Kiedy proponował ci pracę, nie wyglądał na takiego, co to żartuje! To typowy Arab. W tańcu wlepiał we mnie te swoje ślepia, a przy stoliku patrzył na mnie jak na powietrze. Nie znoszę takich bufonowatych typów. Pewnie tak samo kupuje dziewczyny, jak teraz chce kupić ciebie - Aśka wyraźnie nie mogła ogarnąć tego, co się wydarzyło. Przy tym była rozżalona, szczególnie na księcia, który wyraźnie gapił się na nią w tańcu, a siedząc przy stoliku, rozmawiał tylko z bratem, a ją traktował typowo po arabsku.
          Z jednej strony, przystojny arabski książę  pociągał ją jako mężczyzna, a z drugiej, przez swoje zachowanie i lekceważący stosunek do niej, jako dziewczyny, odrzucał.        
- Więc powiedz, co ty o tym myślisz? I co byś mi poradziła? Jesteś mądrą dziewczyną, więc odwołaj się do swojej intuicji - Alan też był wyraźnie na rozdrożu i szukał wsparcia u siostry.  
          Przede wszystkim było dla niego nie zrozumiałe to, co się wydarzyło przed chwilą. Sam nie wiedział, co ma o tym wszystkim sądzić czy myśleć? Co takiego wydarzyło się, że ni z tego ni z owego, przy ich stoliku pojawia się nieznajomy facet i zaprasza ich obojga do stolika księcia z Bliskiego Wschodu?  
          I kiedy wydawało się, że podziękowanie za zaproszenie i jego zdecydowana odmowa załatwią sprawę, nagle do ich stolika fatyguje się osobiście tenże książę i przysiada się do ich stolika. Jakby tego było mało, przedstawia Alanowi wielce kuszącą, niezwykłą propozycję pracy dla niego i na rzecz jego rodziny.
          Co lub kto skłonił arabskiego księcia, żeby osobiście pofatygował się do ich stolika i po krótkiej, niezobowiązującej rozmowie, zaproponował nieznajomemu facetowi pracę? Wyobraźnia Alana sama podsunęła mu odpowiedź, na tak sformułowane przez siebie pytanie. Jej oczami zobaczył wpatrzone w niego oczy księżniczki i jej tajemnicze spojrzenie.
          Czyżby to spojrzenie mogło oznaczać, że mówiąc kolokwialnie, wpadł jej w oko i podsunęła bratu pomysł jego zatrudnienia? Nie bardzo mógł w to uwierzyć, ale też nie znajdował innego wytłumaczenia tej, graniczącej z absurdem, sytuacji.
          Gdyby to rzeczywiście miało miejsce, to znając ze słyszenia czy mediów w jaki sposób w kulturze Bliskiego Wschodu męska część rodziny traktuje czy odnosi się do kobiet w swoich rodzinach, byłoby to oczywistym zaprzeczeniem tych obiegowych opinii.  
          Oznaczałoby to, że rodzeństwo jest bardzo mocno związane ze sobą uczuciowo i emocjonalnie. Alan uznał, że sposób jego rozumowania ma sens. Dla dobra siostry książę za jej namową podjął się spełnić czy zaspokoić jej zachciankę i stąd jego propozycja.  
          Ale żeby przekonać się, że takie coś może mieć miejsce, musi po prostu podjąć to wyzwanie, bo inaczej pozostaną mu tylko domysły i przypuszczenia. Uznał więc, że nie zaszkodzi spróbować. Zaczął więc zastanawiać się i myśleć o tym, na czym miałaby polegać ta jego praca związana z ochroną rodziny księcia?
          I nie tylko o tym. Jest żołnierzem Legii Cudzoziemskiej i wiedział już, że formacja ta niezbyt chętnie pozbywa się swoich sprawdzonych żołnierzy, a za takiego się już uważał. W jaki więc sposób i na kogo zamierza książę wpłynąć, aby tak jak mówił, uzyskać rozwiązanie jego kontraktu z Legią Cudzoziemską?  
          Gdyby udało się rozwiązać kontrakt, to jego przygoda z Legią Cudzoziemską dobiegłaby niespodziewanie końca. Czy żałowałby takiego rozwiązania? Właściwie to już nie. To co chciał osiągnąć, właściwie osiągnął. Zaliczył mordercze szkolenie, zaliczył misję zagraniczną czyli mógł spokojnie uznać, że sprawdził się. Teraz pozostała kilkuletnia służba czyli prawie praca, taka jak każda inna.
          Czy ewentualna praca w zespole ochrony arabskiej rodziny, pewnie też na pełny zegar, byłaby trudniejsza? Być może? Ale kilkakrotnie wyższe wynagrodzenie miało jednak swoją wymowę. Wyraźnie rozluźniony, uśmiechnął się do siostry.  
- I co? Wymyśliłaś coś? Musimy podjąć jakąś decyzję! - Alan okazywał już niejakie zadowolenie z rozwoju sytuacji.
- My? Przecież to ty musisz zdecydować. Prawdę mówiąc, dziewczyna jest śliczna. On zresztą też. Gdyby nie był taki gbur i szowinista, to mogłabym się nawet umówić z nim - Aśka rozmawiała o arabskim księciu, jak o potencjalnym facecie, z którym mogłaby się nawet umówić czy spotkać. A że jest jakimś tam szejkiem czy arabskim księciem? To nie odgrywało dla niej większego znaczenia.  
- Aśka! Wchodzimy w to! - powiedział Alan pogodnym i zdecydowanym tonem.  
- Też tak myślałam! A co nam szkodzi? Jak nie spróbujesz, to nie będziesz wiedzieć? Po co później żałować? - odezwała się podobnie pogodnie, jak Alan.
Muzyk zaczął grać coś weselszego, więc mając jeszcze trochę czasu, postanowili ponownie zatańczyć. Weszli na parkiet i trzymając się za ręce, na pełnym luzie zaczęli podskakiwać w rytm skocznej melodii. Znów pierwsi rozpoczęli taniec. Zobaczyli wchodzących na parkiet księcia i jego siostrę, którzy podeszli wprost do nich, jak do dobrych znajomych.
- Pouvons-nous nous rejoindre? (Czy możemy przyłączyć się?) - usłyszeli prośbę księżniczki.
- Oczywiście! Miejsca jest sporo! - odpowiedziała Asia, uśmiechając się, do będącej prawdopodobnie w jej wieku lub nieco młodszej dziewczyny.  
- Et pourrions-nous changer nos frères? (A moglibyśmy zamienić się braćmi?) - księżniczka, biorąc za dobrą monetę wesoły ton i uśmiech Asi, ośmielona,  zwróciła się do Asi jak do dobrej znajomej czy wręcz przyjaciółki.             
- Pewnie! Będzie mu łatwiej, mając panią przed sobą, bo inaczej zwichruje sobie wzrok - Aśka z właściwym sobie humorem i bezpośredniością skróciła dystans do księżniczki.
- To podobnie jak mój brat wobec pani czy za panią! - księżniczka nie pozostała jej dłużna.
- Czy będzie przeszkadzać pani, jeżeli zaproponuję przejście na ty? - Asia postanowiła iść za ciosem i skrócić dystans jeszcze bardziej, widząc szczerość i otwartość księżniczki.
- Pewnie! Będzie nam się lepiej rozmawiało - odpowiedziała i zwróciła się do brata.
- A ty jak sądzisz?  
- Mam takie samo zdanie co i ty! - książę widząc otwartość Asi i swojej siostry, również nie widział powodów do dochowywania czy stosowania się do konwenansów towarzyskich.  
- Jestem Samira! - przedstawiła się, wyciągając rękę do Asi.
- Aśka, o przepraszam; możesz mówić mi; Asia lub Anna! - zorientowała się, że Szamira może mieć problem z wymówieniem jej imienia, więc skróciła je do końcówki.
- OK.! Anna, ale i Asia też mogło być - księżniczka swoją bezpośredniością kompletnie zaskoczyła Aśkę. Uścisnęły sobie ręce i Aśka pocałowała ją w policzek. Samira lekko zaskoczona oddała pocałunek. Widząc, że panowie czają się wobec siebie, Samira pierwsza podeszła do Alana i wyciągnęła rękę
- Samira jestem! - przedstawiła się, podobnie jak Asi.
- Alan! - odwzajemnił się i ujął rękę Samiry, składając na niej szarmancki pocałunek.  
Zaskoczona Samira spojrzała bezradnie na Asię, jakby pytała, co ma robić?
- Nie przejmuj się! To taki polski zwyczaj! - wyjaśniła Aśka Samirze. Podeszła do księcia.
- Anna! - przedstawiła się podobnie jak jego siostrze, wyciągając do niego rękę.
- Wolałbym Asia! Bardziej mi się podoba i pasuje do ciebie.
- Adnan! - podał swoje imię i ujął jej dłoń, po czym podobnie jak Alan złożył pocałunek na jej ręce. Asia wyrwała mu rękę.  
- Nie rób więcej tego książę! Nie jestem księżniczką, tak jak twoja siostra! - Aśka niemal obraziła się, że pocałował ją w rękę.  
- Nie złość się Asiu! Dla ciebie jestem Adnan! Nie książę! A to że pocałowałem cię w rękę,  miało być przeprosinami za to, że zachowałem się wobec ciebie jak gbur i prostak - wyjaśnił zdezorientowanej całkowicie Aśce. Rozchmurzyła się. Chyba trochę przesadziłam z oceną. Jest całkiem fajnym facetem  - przebiegło jej przez myśl.
          Samira też nie zwlekała. Pierwsza pochwyciła ręce Alana i zaczęła wyginać się czy podskakiwać w rytm melodii, podobnie jak Aśka. Alan dostosował się do niej i po chwili kręcili się oraz podskakiwali w tańcu, jak dobrze znająca swoje możliwości, dobrana para.           
          Adnan wraz z Asią obserwowali przez chwilę sposób tańczenia Samiry i Alana, po czym dołączyli do nich, tańcząc w podobnym stylu. Parkiet powoli zapełniał się kolejnymi parami. W pewnej chwili Adnan tańcząc z Asią, przesunęli się w pobliże muzyka. Adnan przeprosił Asię i podszedł do grajka, gestem pokazując mu, że ma sprawę.  
          Kiedy ten zakończył graną melodię, podał mu banknot i poprosił o zagranie dla jego partnerki walca. Muzyk przyjął zamówienie i ogłosił przez mikrofon, że na specjalne życzenie jednego z gości zagra francuskiego walca Sous le ciel de Paris (Pod niebem Paryża).
          Po chwili usłyszeli brzmienie akordeonu i charakterystyczne dźwięki walca francuskiego. Adnan objął kibić Asi prawą ręką i kiedy oparła swoją lewą dłoń na jego prawym ramieniu, ujął lewą ręką jej prawą dłoń i zaczęli wirować w rytmie walca.  
          Zgrali się i wychodziło im to całkiem nieźle. Asia czując, jak pewnie i zdecydowanie prowadzi ją w tańcu Adnan, nie kryła swojego zaskoczenia i podziwu.
- Jak na arabskiego księcia, tańczysz wspaniale walca - skomplementowała swojego partnera.
- To samo mógłbym powiedzieć o tobie, ale rozumiem, co chciałaś przez to powiedzieć. Uznałaś, że walc i Arab, to dwie sprzeczności. Muszę więc wyprowadzić cię trochę z błędu.  
Moja matka jest Francuską, wywodzącą się z Algerii i większość swojego życia spędziłem z matką we Francji, a dokładniej w tym mieście. Podobnie moja siostra Samira - powiedział, po czym zakręcił nią, mocniej ściskając jej kibić.    
          W ślad za nimi podążali Samira z Alanem, którzy też dostroili się do nich, tańcząc i wirując w ich pobliżu. Na tle pozostałych tańczących wypadali całkiem dobrze, co doceniły tańczące pary, ustępując im i umożliwiając im wirowanie wokół parkietu.  
          Muzyk po odegraniu walca 'Pod niebem Paryża' płynnie przeszedł do 'Paryskiego walczyka'. Widocznie uznał, że tańczący dość poprawnie tancerze, zasługują na więcej niż jednego francuskiego walca czy walczyka.  
          Po przetańczeniu kolejnego kawałka, obie nie oszczędzające się w tańcu pary, uznały, że wypada odpocząć. Zeszli z parkietu i Alan wrócił do stolika, uregulować należność u kelnera, po czym całą czwórką przeszli do loży, zajmowanej przez Adnana i Samirę.
          Natychmiast pojawił się kelner i przyjął wyczekującą, pełną poszanowania pozycję. A Adnan jakby stracił naraz ochotę na dalszy pobyt w lokalu, poprosił o rachunek.
- Adnanie, co się stało? Dlaczego wychodzimy? - Samira była wyraźnie zawiedziona zachowaniem brata. Alan był niezłym tancerzem i miała ochotę potańczyć.  
- Myślę, że w zaciszu domowym będzie nam się lepiej rozmawiało. Chciałbym zawrzeć umowę z Alanem i nie chcę zostawiać mu zbyt dużo czasu na rozmyślania. Sądzę, że będzie to zgodne również z twoimi oczekiwaniami? - Adnan wymienił spojrzenie z siostrą. Rozumieli się bez słów. Samira uśmiechnęła się.
- Będziecie mogli zostać u nas na noc, czy jest to raczej niemożliwe? - zwróciła się do Asi, patrząc równocześnie na Alana. Teraz Alan wymienił spojrzenie z siostrą.                
- Jesteśmy dorośli, ale wypada nam powiadomić rodziców, aby na wszelki wypadek nie zawiadamiali policji - Asia roześmiała się, ale w głowie zaświeciło się jej czerwone światełko. Jakby nie mówić, to mieli do czynienia z arabską rodziną czy rodzeństwem.  
          Adnan to zrozumiał, w przeciwieństwie do Samiry. Do pewnego stopnia właściwie odczytał z mimiki Asi, nurtujące ją myśli czy wątpliwości.            
- Oczywiście! Ale jeżeli zechcecie, to samochód odwiezie was do domu o każdej porze, kiedy tylko wyrazicie takie życzenie - odezwał się do nich pogodnym, ciepłym tonem.
- Wystarczy, że ich powiadomimy! Zrozumieją! - Alan domyślił się, jakie myśli trapią Asię i docenił wyczucie oraz kurtuazję Adnana.
- Nie mamy też szczoteczek do zębów! - dodał żartobliwie, aby rozładować atmosferę.
- Jakieś się znajdą, a nie to pożyczymy wam swoich! A więc zbieramy się! - Adnan równie żartobliwie nawiązał do jego wypowiedzi i kiwnął ręką na kelnera, a potem dał znak swojemu podwładnemu.  
- Sprowadź samochód! Wracamy do domu! - wydał polecenie, a potem uregulował należność u kelnera. Po chwili znaleźli się przed wejściem do lokalu.  
          Podjechało ciemne Volvo i zatrzymało się przy nich. Alan był nieźle zorientowany, jakie samochody preferują arabscy szejkowie, więc spodziewał się jakiegoś Rolls Royce'a, Bentley'a bądź innego podobnej klasy samochodu.  
          Adnan sam usiadł za kierownicą, obok niego podwładny. Alan otworzył więc tylne drzwi i gestem poprosił Samirę o zajęcie miejsca. A ta zignorowała jego gest i otworzyła sama drzwi z drugiej strony, siadając za Adnanem.  
- Wsiadaj do środka, Samira cię prosi! - Aśka fuknęła wprost na brata, który gestem wskazywał jej, aby zajęła miejsce przed nim.  
          Chcąc nie chcąc, wsiadł i przesunął się na środek, zachowując lekki dystans od Samiry. A ta natychmiast dosunęła się do niego.
- Nie musisz się mnie obawiać! Naprawdę nie gryzę! - powiedziała, przytulając się do jego boku. Asia usiadła z jego prawej strony i również dosunęła się do brata. Zerknął  we wsteczne lusterko i zobaczył wzrok oraz pogodny uśmiech Adnana.
- Sądziłeś, że ci odpuści? A poza tym to Volvo, też jest wygodnym, przestronnym samochodem. Widziałem twoją minę, kiedy zobaczyłeś, że to nie żaden krążownik szos - Adnan bezbłędnie odczytał oczekiwania Alana w zakresie jego samochodu.  
          Jakby tego było mało, na udzie w okolicach rozporka poczuł drobną dłoń Samiry. Co jest grane? - pomyślał. Z przodu siedzi brat, jej opiekun, obok niego jego siostra, a Samira nie kryjąc się, niedwuznacznie daje mu do zrozumienia, że jest nim fizycznie zainteresowana. Do tego odzywka Adnana, jakby przewidywał takie zachowanie ze strony siostry. To co oznacza w takim razie propozycja zatrudnienia go jako ochroniarza?  
          Ruszyli w kierunku domu czy rezydencji arabskiego rodzeństwa. O klasie samochodu stanowiła skórzana, wytworna tapicerka na zamówienie oraz ozdobna, bogato wyposażona i ozdobiona deska rozdzielcza. Mocny silnik i doskonałe zawieszenie sprawiało, że samochód przemieszczał się dość szybko, a jego jazda była prawie niewyczuwalna przez osoby siedzące w jego wnętrzu.  
          O tym że silnik pracuje, sygnalizowało tylko lekkie drżenie podłogi. Ruch samochodowy zanikał, więc poruszali się stosunkowo szybko. Minęli centrum i Alan zorientował się, że jadą w stronę dzielnicy, w której mieszczą się prywatne rezydencje.  
          W czasie jazdy ręka Samiry była w nieustannym ruchu, chcąc wywołać jego reakcję. I wywołała. Po chwili pojawiło się wyraźne wybrzuszenie na nogawce Alana.  
Samira objęła je swoją dłonią i od czasu do czasu podrapała jednym bądź dwoma palcami, jakby chciała pobawić się jego drążkiem i utrzymać go w stanie gotowości. Na chwilę odsunęła się od niego i usłyszał jakby rozsuwanie zapięcia przy spódnicy od jego strony.  
          Aśka chyba zorientowała się, że Samira coś kombinuje z jej bratem, odsunęła się więc od niego i udawała, że jest zainteresowana obserwowaniem otoczenia zewnętrznego.
A Samira przysunęła się ponownie do niego i sięgnęła po jego rękę, kładąc ja na swoim udzie, w pobliżu rozpięcia spódnicy. Co ona kombinuje? Jedzie z bratem, a jego prowokuje do pieszczot? - Alan miał mieszane uczucia, ale pamiętał słowa Nadana; 'sądziłeś, że ci odpuści?'. Faktycznie nie odpuściła.
          Po chwili przeszła do bardziej zdecydowanych działań. Poczuł jak rozpina mu rozporek i zdecydowanym ruchem wsuwa rękę do wnętrza spodni. Odwrócił głowę w jej stronę. Zobaczył w poświacie bijącej od deski rozdzielczej, jej wiele mówiący uśmieszek.
          Obsunęła lekko spodenki i objęła dłonią sztywnego kutasa. Leciutko poklepała sztywniaka i zaczęła suwać dłonią po trzonie. Drugą rękę położyła na jego dłoni leżącej nieruchomo na jej udzie i poklepała, jakby zapraszała go do rewanżu za swoje pieszczoty.  
          Zaczął więc wsuwać dłoń pod tkaninę spódnicy. Dotknął rąbka cieniutkich majtek. Wciągnęła brzuch, aby mógł swobodnie wsunąć dłoń głębiej. Zaczęło go to coraz bardziej rajcować. Przesuwał dłoń po jej jedwabistej skórze, sięgając palcami coraz niżej.  
          W miarę jak przesuwał dłoń, czuł po ruchu jej przepony, że coraz mocniej oddycha. Dotknął kępki drobno poskręcanych kędziorków. Jej dłoń suwała się już po jego kutasie jak automat. Drżała na całym ciele. Czuł, że jeżeli ona utrzyma tempo, a on dotknie jej szparki, będzie po baletach. Jak wysiądzie z samochodu z mokrą plamą w kroku?  
          Położył rękę na jej dłoni, buszującej w jego spodniach i przytrzymał. Zrozumiała i zobaczył jej perłowe zęby w uśmiechu. Zacisnęła dłoń na kutasie, ale ruchami bioder sygnalizowała, że on może kontynuować. Zjechał więc palcami na jej srom i zaczął suwać po mokrej szczelince, od dołu do wzgórka i z powrotem.  
          Po chwili poczuł, jak jej wydatna łechtaczka sztywnieje. Muskając lekko palcami, wczuwał się w jej doznania, sygnalizowane słabszym bądź mocniejszym ruchem bioder lub zwieraniem czy rozsuwaniem ud. Kiedy poczuła, że trzymany w dłoni kutas wiotczeje, ponownie wznowiła frykcyjne ruchy dłoni.  
          Czuł, że nakręca się coraz bardziej, bo ruchy bioder czy ud były coraz szybsze. Poczuł też, że szczelina staje się wręcz mokra. Po chwili wsunęła swoją wolną rękę i nakryła jego dłoń, kontrolując jej ruchy. To przyspieszała to zwalniała ruchy jego dłoni, zmniejszając lub zwiększając nacisk.  
          W pewnej chwili wypchnęła biodra do przodu i zacisnęła uda, ściskając jednocześnie trzymanego w dłoni kutasa, po czym znieruchomiała. Ściśnięty z dużą siłą kutas miał chyba dość, bo bardzo szybko skurczył się w jej dłoni.  
          Ocknęła się i czując, że w dłoni trzyma coś, co trudno by było nazwać 'wojownikiem', poklepała to coś i wyciągnęła rękę ze spodni. Była chyba zadowolona, bo szybko zapięła jego rozporek i swoją spódnicę, po czym przytuliła się czułym gestem, jakby w podziękowaniu, że zaspokoił jej potrzeby.  
          Pewnie gdyby byli sami, zrobiłaby to w sposób bardziej widoczny i okazały. Tymczasem Adnan zjechał z głównej drogi i wjechali w drogę lokalną. Minęli kilkanaście  ogrodzonych wysokimi, jasnymi murami rezydencji i zatrzymali się przed wysoką, kutą bramą. Siedzący obok Adnana mężczyzna wysiadł z samochodu i podszedł do bramy.  
          Nacisnął ukryty we wnęce przycisk i kiedy drzwiczki otworzyły się, podniósł słuchawkę telefonu. Powiedział kilka słów i odłożył słuchawkę. Po chwili brama zaczęła się przesuwać, odsłaniając wjazd. Adnan ruszył i po przejechaniu kilkunastu metrów, zatrzymał się na podjeździe przed głównym wejściem.  
          Z rezydencji, a właściwie z pałacu wybiegł kolejny mężczyzna i otworzył drzwi samochodu od strony Adnana. A następnie tylne drzwi od strony Samiry. Adnan wysiadł i poczekał na siostrę oraz gości. Kiedy dołączyli do niego, razem weszli do obszernego, wysokiego westybulu. Samira, obejmując jej kibić, trzymała się teraz blisko Asi
          Czekała tam już na nich, starsza od nich wiekiem, z odkrytą twarzą i ubrana po europejsku przystojna, stosunkowo wysoka, proporcjonalnie zbudowana kobieta. Skłoniła się przed Adnanem i towarzyszącymi mu gośćmi, po czym powiedziała do niego kilka słów po arabsku.  
- To jest siostra naszej mamy, ciocia Nasira i dobry duch naszej rodziny oraz tej posiadłości. A to ciociu są nasi dzisiejsi goście; Alan i jego siostra Anna, którzy pozwolili zaprosić się do naszej siedziby. Proszę cię ciociu, abyś zwracała się do mnie czy do Samiry tylko po francusku, aby nasi goście nie myśleli, że coś przeciw nim knujemy - Adnan przedstawił Alanowi i Asi swoją krewną, po czym z właściwym już sobie humorem zwrócił się do niej z prośbą, aby nie używała przy gościach języka, którego nie rozumieją.    
- Czy mogłabym prosić cię książę o chwilę rozmowy na osobności? - zwróciła się do niego Nasira, wyraźnie zdenerwowana. Adnan zaskoczony widocznie reakcją ciotki, spojrzał na nią swoim charakterystycznym, przenikliwym spojrzeniem.
- Czy stało się coś ciociu, że rozmawiasz ze mną w ten sposób? - zwrócił się chłodno do swojej starszej krewnej. Milczała, patrząc tylko na swojego siostrzeńca więcej niż chłodnym, bo wręcz zagniewanym spojrzeniem.
- To są nasi goście, a właściwie to już przyjaciele! Przypominam ci, że to ja tu zastępuję ojca!
To mojej opiece powierzył ojciec matkę i siostrę Samirę, w tej siedzibie i na terenie Francji. Czy mam przez to rozumieć ciociu, że chcesz kwestionować moje postępowanie, wybory czy decyzje? - Adnan w jednej chwili zmienił się z sympatycznego, ciepłego mężczyzny, w poważnego, chłodnego i niemal despotycznego władcę.  
          Do tego nie wiedzieć czemu, postanowił upokorzyć swoją krewną w obecności zaproszonych gości. Samira widząc, co się dzieje oraz zdziwione miny Alana i Asi, uznała, że brat nieco przegiął, przywołując do porządku ciocię, co do której dopiero co wypowiadał się ciepło i rodzinnie. Ale znała przecież dobrze brata, wykapane odbicie ich ojca emira.
          Ciepły, serdeczny, dobry władca czy kochający ojciec, który zdenerwowany zachowaniem innym niż oczekiwał czy to ze strony podwładnych czy kogoś z rodziny, w jednej chwili potrafił przemienić się w oschłego, surowego i nieprzystępnego mężczyznę.  
          Na szczęście, wraz z upływem czasu, wyczuwając swoją niezawodną intuicją jego słabe strony i to, że kochał ją najbardziej jako najmłodszą i chyba najbardziej uroczą ze swoich latorośli, w nieprzyjemnych sytuacjach potrafiła go bardzo szybko rozbroić i przywrócić pomiędzy nimi poprzednie, serdeczne, rodzinne relacje.
          Tak sama potrafiła rozbroić brata, który kochał ją tak, jak tylko brat potrafi kochać swoją młodszą siostrę. Do tego był to brat, któremu ojciec powierzył nieograniczoną opiekę nad matką i siostrą w jego zastępstwie. W kulturze arabskiej znaczyło to, że Adnan posiadał nad nimi nieograniczoną władzę, której żadna z nich nie mogła się sprzeciwić.
          Samira widząc, że Adnan zdenerwowany niezrozumiałym zachowaniem ciotki, może posunąć się do słów czy czynów, które mogą mieć później nieprzewidziane następstwa, podeszła do ciotki i ujęła ją pod rękę.
- Chodź ciociu, zejdźmy mu z drogi, bo nasz pan i władca ma dzisiaj słabszy dzień. Zostawmy ich samych, bo mają do omówienia ważne rzeczy, tak samo jak my. Asiu, idziesz z nami! - powiedziała i pociągnęła ciotkę za sobą, ruszając w stronę kobiecej części rezydencji. Asia popatrzyła bezradnym wzrokiem na Alana i spotkała się ze wzrokiem Adnana. Zobaczyła cień uśmiechu i dyskretny znak, żeby poszła z Samirą i ciotką. Ruszyła więc za nimi, zostawiając samych Alana z Adnanem. …cdn…       

3 komentarze

 
  • PoProstuJa

    Zapowiada się świetnie jak z resztą każde twoje opowiadanie na pewno będę czytał i nie mogę się już doczekać kolejnych części.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia i pomysłów

  • franco

    @PoProstuJa Witam. Chciałem wpuścić trochę świeżego powietrza w te moje opowiastki. A co z tego wyjdzie, zobaczymy. Za post dziękuję i pozdrawiam  

  • emeryt

    @franek42, odcinek, jako wstęp bardzo interesujący. Tym razem akcję umieściłeś dużo dalej od naszych granic. Mam nadzieję że i tym razem również zaciekawisz swoich czytelników. Przesyłam pozdrowienia.

  • franco

    @emeryt Witam. Też mam taką nadzieję, chociaż będę musiał uporać się z poprzednimi opowiastkami. Za post dziękuję i pozdrawiam  

  • PLMatrix

    Czekam na kolejne części,co w nich się wydarza,bo zapowiada się na ciekawe opowiadanie od początku 😍😍

  • franco

    @PLMatrix Witam. Sam jestem ciekawy, jak to się rozwinie? Dziękuję za post i pozdrawiam