My first second life - cz. 6.

Trzymając podróżną torbę  w jednej  ręce, drugą dłonią  położoną tuż nad biodrem, Tony delikatnie popchnął dziewczynę przed siebie. Schody nie były strome, a jednak zatrzymała się tuż przy pierwszym.  Zaśmiał się w duchu sam z siebie, czując, że i jemu przydałaby się zachęta. A właściwie odrobina śmiałości. Pomimo licznych romansów, czuł się dziwnie głupio, po raz pierwszy przyprowadzając do domu dziewczynę. Która w dodatku wcale nie była jego dziewczyną.
-Mamo. – spojrzał z szacunkiem na stojącą w progu kobietę- Przepraszam, nie miałem jak cię poinformować wcześniej. To jest Marie Anne.  Spędzi u nas kilka dni, dopóki nie znajdzie czegoś odpowiedniego.  
Brunetka spojrzała na wyraźnie zawstydzoną dziewczynę, następnie przerzuciła wzrok na syna. Z jego miny odczytała wszystko, co chciała wiedzieć.  Ponownie spojrzała na niespodziewanego gościa. Uśmiechnęła się dobrotliwie.
-Wejdź, kochanie. – przesunęła się, by przepuścić wchodzących. Położyła dłoń na ramieniu dziewczyny. – Zaraz będzie kolacja.
Godzinę później Anthony racząc się lekkim, stołowym winem przyglądał się Juli szczebioczącej do nowej znajomej. Odłożył kieliszek, wstał od stołu i podszedł do krzątającej się w kuchni kobiety.
-Mamo, muszę ci coś powiedzieć. – szepnął, zerkając przez otwarte drzwi na zagadane  w jadalni  dziewczyny.
Poważny głos syna sprawił, że kobieta odłożyła trzymaną w ręce ścierkę i zastygła w bezruchu. Po kilku zdaniach najpierw, jak w szoku,  dłonią przysłoniła usta, by po chwili wpatrując się w roześmianą Mari, wytrzeć kilka bezwiednych łez.  
***
-De’Lacrox, spóźnienie! – zerkając znacząco na zegarek, z udawaną złością, Tony krzyknął przez pół hali, zagłuszając większość maszyn. – Jeszcze raz i masz po premii!
Kilku pracowników podniosło głowy znad taśmy, by w momencie powrócić do pracy. Beretti zaśmiał się w duchu przypominając sobie opory dziewczyny – „Zapomnij! Nie będę z tobą jeździć do pracy! Chcesz, żeby plotkowali?!”. Gdyby tylko wiedziała jak rzadko jeżdżą autobusy w kierunku fabryki.  
Plotki. Były, są i będą. Beretti nigdy sobie z nich nic nie robił. Właściwie nawet nigdy nie krył się ze swoimi kolejnymi relacjami z co ładniejszymi podwładnymi. Aż do tej pory. Tym razem on też nie chciał żeby widzieli, żeby mówili. A akurat teraz, przynajmniej jak na razie, nie mieliby w ogóle o czym mówić. Co też powoli zaczęło go irytować. Chodził rozdrażniony, niespełniony, głodny. Doznawał równocześnie śmiesznego i dziwnego, ale przede wszystkim przyjemnego uczucia, kiedy rano pił z Mari kawę, a wieczorem jadł kolację, podawaną przez tajemniczo, acz dobrotliwie uśmiechającą się matkę. Pomimo, że dziewczyna kilkukrotnie przyłapała go na ukradkowych spojrzeniach, nie podjęła gry, odpowiadając jedynie zdawkowym uśmiechem. Bez wyraźnego przyzwolenia, Tony nie mógł, nie chciał posuwać się dalej. Ile razy przeniósł wzrok z Mari na siostrę, czuł wewnętrzną blokadę. „Poczekam. Kurwa, poczekam.” – marszczył brwi i zapalał papierosa.  

***

Myślał, że nie pali, więc tym bardziej wkurzała go scena przed bramą. Zauważył Mari bez słowa wychodzącą w godzinach pracy. Stanęła z boku budynku, wyraźnie na kogoś czekając. Po kilku chwilach pojawił się wysoki, jasnowłosy mężczyzna. Dyskutowali, De’Lacrox kilka razy podchodziła do niego wkurzona, odwracała się, nerwowo przeczesywała włosy. W końcu poczęstowana papierosem, oparła się o murek i skrzyżowała ręce na piersi.  
-Kurwa, to nie takie proste jak myślisz! – desperacko krzyknęła do blondyna.
-Co nie jest proste, Mari? Wszystko w porządku? – Beretti podszedł i lustrując nieznajomego stanął przy boku kobiety.  
Mężczyzna ze zdziwieniem przyjrzał się Anthony’emu.  
-Czy on…?
-On?! Nie, nie! Coś ty!  – machnęła ręką, jakby odganiała muchę. – Tak, Tony. – odwróciła się do szefa. - Wszystko w porządku. Dziękuję.
-To wracaj do pracy. – warknął. – Opuściłaś stanowisko!
-Przepraszam, już idę.- dogasiła papierosa. Rzuciła ostatnie spojrzenie blond przybyszowi.  
-Zastanów się. Nie masz zbyt wiele czasu! – rzucił na odchodne. Nie brzmiało jak groźba. Raczej jak ostatnie ostrzeżenie.
-Kto to był? – zaraz za drzwiami Tony szarpnął dziewczynę za rękę. – Czego od ciebie chciał?  
-To tylko stary znajomy. Puść mnie, to boli.  
-Czego chciał? – Tony cofnął dłoń, ale przyparł dziewczynę do ściany korytarza. Przezornie rozejrzał się na boki, ale wiedział, że mało kto zapuszcza się w tą część fabryki.  
-To jeszcze stare sprawy… z Europy… Tony! Muszę wracać do Jackie!  
-Ja ci powiem, kiedy wrócisz do pracy! – warknął. – Czego chciał, pytam! Na co nie masz czasu?  
Chwycił dziewczynę za brodę, ale w odpowiedzi jedynie potrząsnęła głową.
-Wkurwiasz mnie, Mari! Na co nie masz czasu? Gadaj!  
-Chodzi… chodzi o dom po rodzicach. Mam się zrzec pozostawionego we Francji majątku.  
-Kłamiesz,  De’Lacroix! Nad czym się masz zastanowić?  Na co nie masz czasu?!  
Wargi dziewczyny zaczęły drżeć, w oczach pojawiły się pierwsze łzy. Beretti zluzował uścisk.  
- Deportują mnie ze Stanów, Tony… Nie chciałam ci mówić, bo …  nie chcę nadużywać twojej pomocy. Deportują mnie!  Rozumiesz?! – dziewczyna rozpłakała się na dobre. – Bez stałej pracy i meldunku znajdą mnie i deportują…
-Nie chciałaś mi mówić? Mało ci pomagam?! – Tony w zaskoczeniu złapał się za głowę.  – Mało?! Przecież mogę ci pomóc, Mari!! Cholera! Mogę i chcę ci pomóc! Kochanie…  
Wycierając łzy, powoli przesunął dłoń na policzek dziewczyny. Wsunął palce w kasztanowe włosy . Drugą ręką mocno przyciągnął do siebie. Wpił się wargami z drżące, miękkie usta. Pozbawiając dziewczynę tchu całował z całej siły, błądził dłońmi po wąskiej tali i krągłych piersiach.  
-Mari… - szeptał pomiędzy pocałunkami. – Mówiłem ci! Cholera, masz mi mówić o takich rzeczach!

298 czyt.
100%65
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1036 słów i 6161 znaków, zaktualizowała 9 sie o 6:09.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 17 lipca

    Zabujał się, zabujał się...

  • AnonimS

    AnonimS · 17 lipca

    Czekał, aż się doczekał. Zawsze mówię że pośpiech jest wskazany jak ma się rozwolnienie i przy łapaniu pcheł. Pozdrawiam

  • kaszmir

    kaszmir · 16 lipca

    No i super, Tony zakochany i Mari pewnie też, skoro się nie broniła przed pocałunkiem. Tylko ten blondyn? Czy naprawdę chodzi tylko o deportację. Świetnie rozkręcasz sytuacje trochę spontanicznie, a trochę tajemniczo.  

    Zaciekawiłaś. Pozdrówki

  • AlexAthame

    AlexAthame · 16 lipca

    Robi się tajemniczo i ciekawiej

  • angie

    angie · 16 lipca

    Łapki bez komenta są miłe, ale dla autora mało ukierunkowujące Anyway - dziękuję!