My first second life - cz. 16.

Beretti z całych sił trzymał sfatygowaną fotografię. Charlotte jakby w zawstydzeniu cofnęła swoje dłonie z jego rąk. Mężczyzna przyjrzał się dwóm, na pierwszy rzut oka identycznym kobietom na zdjęciu. Przeniósł wzrok na dziewczynę, powoli wychwytując pierwsze różnice. Nabrał powietrza, dając sobie czas na zastanowienie.  
„Oszukuje cię! Kłamie! Nie, nie kłamie. Przytul ją! Pocałuj! Oszukuje! Kolejny raz oszukuje!” – sprzeczne myśli jak pociski atakowały mężczyznę. Patrząc w pełne nadziei oczy, postanowił nie ułatwiać kobiecie zadania.
- Po co mi to pokazujesz? – warknął. – To są twoje sprawy, już mnie to nie obchodzi. Po co w ogóle przyszłaś… Charlotte?
Usta dziewczyny zadrżały.
-Chciałam, żebyś znał prawdę…
-Na cholerę mi twoja prawda? O ile to w ogóle prawda! – parsknął ironicznie.
-Żebyś… pomogłeś mi tak wiele. Wyciągnąłeś do mnie rękę…
-Tak, a ty wplątałaś mnie w cały ten syf! – wrzasnął.
-Dlatego uważam, że należy ci się prawda. Zależy mi na tym, co o mnie sądzisz… - przyznała dziewczyna i opuściła głowę.
-Jesteś bystra, z pewnością domyślasz się co o tobie sądzę. – wycedził Beretti. Choćby wbrew sobie chciał, musiał dokończyć zadanie. – Ok, pokazałaś mi prawdę. A teraz już idź.  
Dziewczyna spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami,  bardziej ze zdziwieniem niż z żalem.
-Nie rozumiesz? Wynoś się, powiedziałem! Wynoś się z mojego życia.  
Charlotte wytrzymała sekundę, by nie wybuchnąć płaczem, odwróciła się  i ruszyła powoli kamienną ścieżką w kierunku lasu.  
Zapomniała o zdjęciu.  

Beretti uświadomił sobie, że nadal trzyma je w dłoniach. Spojrzał jeszcze raz na smutną dziewczynę po prawej.
„Jeśli teraz odejdzie, już nigdy jej nie zobaczę.” – przeleciało mu przez głowę. Przezorny głos przypomniał, że gra va banque też ma swoje nieprzekraczalne granice.
-Mar…  Charlotte! – krzyknął, ale kobieta wciąż się oddalała. Nie wiedział czy specjalnie, czy zwyczajnie  już go nie słyszy. – Charlotte!!!  
Pobiegł w stronę odchodzącej postaci.
-Charlotte! – dziewczyna odwróciła się w końcu. Szybko, wstydliwie wytarła dłonią zapłakaną twarz.
-Ja…  - Tony zaczął nie wiedząc jak skończyć. – Nie to miałem na myśli.  
Potarł dłonią czoło, domyślając się jak kretyńsko brzmią jego słowa.
-Chodź. Porozmawiajmy…. proszę.
Dziewczyna zawahała się przez sekundę, ale zawróciła. Przechodząc obok mężczyzny opuściła głowę, nie mając odwagi na nic więcej. Tony przez chwilę bił się z myślami. Chciał wziąć ją w ramiona, pocałować, a równocześnie nie mógł się przełamać. Spodziewał się tej chwili, myślał o niej, a jednak nie był na nią przygotowany. Kiedy przeszła obok, było już za późno na cokolwiek. Tak wytłumaczył się sam przed sobą.

W domku przygotował dwa kubki z kawą. Fotografia leżała na stole. Oboje nie wiedzieli jak zacząć rozmowę.  W końcu Tony nie wytrzymał ciszy.
-„Charlotte”… Też ładnie. Bardzo.
Dziewczyna uśmiechnęła się skromnie.  
-Tony, muszę … chcę ci coś powiedzieć… Wie o tym tylko kilka osób.
Mężczyzna usiadł przy stole.
-Nigdy nie miałam męża.
-To już się domyśliłem. – uśmiechnął się lekko.
-Moi rodzice zginęli, tak jak mówiłam. Do obozu trafiłam razem z siostrą. Całą drogę, w wagonie, trzymałyśmy się za ręce, dodając sobie otuchy.  Kiedy przybyłyśmy na miejsce, z tysiącem innych ludzi na rampie… - dziewczyna wyraźnie się zmieszała. – Nie wiem jak to się stało.  Nie jesteśmy bliźniaczkami, ale sam widzisz jesteśmy do siebie bardzo podobne. Gabrielle jest rok starsza. Zawsze była przebojowa, odważna.  
-Ty też jesteś odważna. – Tony nachylił się do dziewczyny.
-Ale ona zawsze była jak błyskawica – energiczna, silna, sprytna. Zawsze mi imponowała!  Taki typ awanturniczki. Wyróżniała się w tłumie.  – oczy Charlotte zabłyszczały. – Kiedy jeden ssmanów zaraz po transporcie próbował nas rozdzielić, podrapała go po twarzy. Nie wiem dlaczego to zrobiła, ale… Podszedł do nas Schiller. Wtedy jeszcze nie był komendantem.  Gabrielle leżała w błocie, uderzona karabinem przez strażnika. Schiller przypatrzył się jej przez chwilę, potem spojrzał na mnie. ..
Beretti zamarł w bezruchu, zamieniając się w słuch. Czuł, że nie może przerwać dziewczynie, że ujawnia mu swoją największą tajemnicę, a on musi to przyjąć na klatę, choćby było nie do udźwignięcia.
-Rzuciłam się przed nim na kolana, błagając by nie robił krzywdy moje siostrze. Ale on tylko spytał czy jestem Żydówką… Potem dowiedziałam się dlaczego. Nie miał prawa mieć kontaktu z Żydówką. Delikatnie dotknął mojego policzka i nim się spostrzegłam byłam prowadzona przez dwóch strażników, zostawiając Gabrielle za sobą. Leżała wciąż na ziemi, kopana w brzuch przez kapo.  
Tony potarł dłonią usta. Spojrzał w bok. Nie mógł znaleźć słów do skomentowana przedstawianej historii. Z ulgą przyjął, że Charlotte opowiadając tylko czasami na niego zerka, głównie wpatrując się w widok jeziora za oknem.
- Schiller… - dziewczyna ze wstydem opuściła głowę. - … był dla mnie dobry, czuły. Wiedział, że jest moim pierwszym mężczyzną. Do niczego mnie nie zmuszał, nigdy mnie nie uderzył. Załatwił mi lekką pracę na magazynie odzieżowym.  Po miesiącu na magazyn z grupą więźniarek trafiła moja siostra. Nie ucieszyła się na mój widok. Była wściekła, że mimo identycznego wyglądu to nie ona zwróciła uwagę Schillera. Zmieniła się. Bardzo. Jej siła i pozycja w grupie zwróciły uwagę strażników. Awansowała na kapo, obozową strażniczkę. Była bezwzględna i brutalna. Zaczęła napuszczać na mnie inne więźniarki, nazywała szwabską dziwką. W ciągu dnia narażona byłam na konflikty z dziewczynami, w nocy …
Charlotte zamilkła, jakby powiedziała zbyt wiele.
-Nie mogłam się nikomu poskarżyć. Nie chciałam, by miała przeze mnie kłopoty. Miałam nadzieję, że to minie. Że zrozumie, że obie jesteśmy ofiarami. Zazdrościła mi względów Schillera. Zazdrościła mi, że co noc muszę oddawać się obcemu mężczyźnie. – Charlotte ukryła twarz w dłoniach. - W końcu sama nawiązała romans z oficerem SS. Równie bezwzględnym jak ona. Zaczęła awansować, przeszła do innej pracy. Widywałyśmy się coraz rzadziej. Za każdym razem kiedy się przypadkiem spotkałyśmy  obiecywała mi zemstę. Nie dała sobie nic wytłumaczyć.  
Beretti ani drgnął, jakby bał się ruszyć. Jakby ta chwila miała pęknąć niczym bańka mydlana, bo w cale nie jest rzeczywistością, tylko kolejnym, męczącym snem. Miał wrażenie, że ciszę rozrywa przyśpieszone bicie jego serca. Charlotte odłożyła kubek, wcisnęła dłonie między kolana, opuściła głowę.  
-Kiedy ewakuowano obóz, Gabrielle miała już wysoką pozycję i sporo poważnych znajomości. Podmieniła dokumenty, przypisała sobie moją tożsamość, mnie zamieniając w kapo. Uciekłam w ostatniej chwili przed aresztowaniem. Schiller, kierowany nie wiem czym… może sympatią czy opiekuńczością… na szybko załatwił mi papiery Marie Anne De’Lacroix i pomógł przedostać się do Stanów. Teraz jest w drodze do Argentyny i nalega bym wyjechała razem z nim. Nie chcę, nie kocham go, ale dopóki wszystkiego nie wyprostuję…  Nie mam innej szansy na bezpieczeństwo.
Beretti zagryzł zęby. Dłonie samoistnie zacisnęły się w pięści.  
-Tony, zrozum mnie… - Charlotte spojrzała przepraszająco. -  Nie mogę zostać. Powieszą mnie, nim zdążę cokolwiek wytłumaczyć…
-Wiem. – wycedził i sięgnął po papierosy.  
-A Gabrielle… - westchnęła dziewczyna. – z chwilą mojej śmierci stanie się bezpieczna. Będzie na mnie polować.  Ma znajomości, nawet tu w Stanach! Nie masz pojęcia jakie! Nie odpuści!
-Wiem. – powtórzył się Beretti. Wstał. Podszedł do okna.- Kiedy wyjeżdżasz?  
-Jutro rano. Andreas … ten blondyn spod fabryki … przyjedzie po mnie koło dziesiątej. Podobno dopadłeś go na dworcu. – Charlotte uśmiechnęła się nieśmiało.
- Chciałem ci po prostu pomóc, Mari… - Tony nie poprawił przejęzyczenia. Zaciągnął się papierosem, spojrzał w błękit jeziora. – Od początku po prostu cholernie chciałem ci pomóc…  

297 czyt.
100%32
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 1464 słów i 8462 znaków, zaktualizowała 24 lip o 22:33.

2 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 24 lipca

    Witam
    Ciekawy zwrot akcji i myślę, że Mari powiedziała prawdę. Tak szybko wydostała się z aresztu i odnalazła Tonego, czyli posiada szerokie możliwości. Czy pojedzie, czy zostanie? Czy jest nadzieja na to, aby im się udało?

    Pozdrawiam I tak

  • AnonimS

    AnonimS · 24 lipca

    Już było tak sielankowo a tu nagle...rozstanie. pozostaje pytanie czy im  się mogło udać.