My first second life - cz. 12.

- Mam dylemat! – Tony szepnął konspiracyjnie i zabłysnął szerokim, amerykańskim uśmiechem. Może mnie poratujesz…. – odczytał imię na plakietce. -…Lori?
Dziewczyna siedząca za biurkiem spąsowiała i wstydliwie założyła blond kosmyk za ucho.
-Mam dylemat, bo niosłem tą pyszną bezę dla mojej przeziębionej siostry, ale … - otworzył papierowe pudełeczko. Zdjął filiżankę z podstawki i przełożył ciastko. – Nie mogę patrzeć jak taka śliczna, słodka dziewczyna pije kawę bez słodkiej przystawki. Przecież trzeba mieć w życiu jakieś przyjemności, zwłaszcza w poniedziałek rano. – mrugnął porozumiewawczo i ponownie uśmiechnął się szarmancko. – Zresztą ona powinna się odchudzać. Nie to co ty, laleczko…
-Ja też mam za dużo tu i ówdzie. – dziewczyna poróżowiała jeszcze bardziej, naciągając pośpiesznie przyciasny, beżowy sweterek.  
-Absolutnie! – spoważniał Tony. – Jest idealnie!  
Cmoknął głośno i wymownie spojrzał na czarne drzwi.  
Blondynka zreflektowała się i wstała pośpiesznie.  
-Nie wiem czy się uda. – szepnęła łapiąc za klamkę. –On nienawidzi nieumówionych klientów.
-Panie mecenasie, znajdzie pan czas na jeszcze jedno spotkanie? To podobno bardzo ważne…
Kwadrans później Beretti ze słabo skrywaną nadzieją oczekiwał na komentarz prawnika. Adwokat odchylił się w skórzanym fotelu. Chwila milczenia przedłużała się w nieskończoność.
-Ciężka sprawa… - mruknął w końcu. – Niemcy uciekając zniszczyli wiele dokumentów. A jeszcze więcej sfałszowali.  Normalnie oskarżonemu trzeba udowodnić winę. Tu trzeba będzie udowodnić niewinność.  
-A zeznania  więźniów? – Tony podrzucał kolejne pomysły, które przychodziły mu przez prawie w całości bezsenną noc.
-Zeznania więźniów…. – zamyślił się prawnik. - Ludzi przerażonych, którzy stali na krawędzi śmierci. Którym z głodu i wycieńczenia wizje mieszają się z rzeczywistością. A teraz w większości,  szukają sprawiedliwości. Na kimkolwiek. Tak jak i reszta świata. Dobrze pan wie, politycy potrzebują obtrąbić szczęśliwe zakończenie.  Niekoniecznie prawdę.  
- Co z nią będzie? – Tony silił się na obojętność. Z trudem zluzował uścisk szczęki.  
-Nie czyta pan gazet? Proces Norymberski. Chociaż pomniejszych oskarżonych stawiają przed lokalnymi sądami. Kończy się podobnie. Stryczek.  
Tony poczuł na plecach zimny dreszcz. Nie miał zamiaru dalej udawać.  
- Kurwa! Ale to nieprawda! Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale skarzą niewinną osobę! Do cholery, znajdę dowody, że to pomyłka!
Adwokat uspokajająco podniósł w górę dłoń. Tony z powrotem opadł na krzesło.
-Panie Beretti, powiem wprost. Tu nawet nie chodzi o dowody.- nachylił się nad dębowym blatem biurka.- Tu chodzi o to, że nikt tego nie weźmie. Ani ja ani nikt kogo znam. Chodzi o opinię. To wszystko jest jeszcze zbyt świeże. Nikt nie podejmie się obrony nazistki. Choćby faktycznie niewinnej.  
Prawnik wziął do ręki pierwszą z brzegu teczkę. Rzucił okiem na nadgarstek uzbrojony w drogi zegarek.
-Ma pan jeszcze jakieś pytania?  
Tony z rezygnacją pokręcił głową.
-Jeśli mam panu coś poradzić, to …. skoro to tylko dalsza znajoma…. – zawiesił głos. -… to szkoda dziewczyny, ale niech pan dalej w to nie brnie. Z opinią publiczną jeszcze nikt nie wygrał.  
Beretti powoli podniósł się z krzesła.
-200 dolarów. Płatne w sekretariacie.  
„Kurwa! Dwie dniówki!  I jeszcze ciastka…” – wychodząc mruknął pod nosem Tony. Ale to nie pieniądze  stanowiły problem. Problemem było to, że równie mocno chciał jak i nie potrafił odpuścić.  

***

-Czego nie rozumiesz, Karen? – warknął, choć wiedział, że niepotrzebnie, na kadrową. – Skoro jest napisane, że zwolnienie, to znaczy zwolnienie. Nie mógł jednak pozwolić sobie na jakiekolwiek wątpliwości czy dociekania ze strony współpracowników.
-Ale… powód? – wciąż zdziwiona kobieta wzięła do ręki dokument.  
-Wszystko masz napisane! – Tony dźgnął palcem w kartkę. – Odwołałem ją z urlopu, nie wróciła. Opuszczenie miejsca pracy bez powiadomienia przełożonego. Dyscyplinarka.  
-Ale… - szeroko otwarte oczy wciąż wyrażały zaskoczenie. - …ty sam jesteś wciąż na urlopie.
-I co kurwa z tego? Nie mogę kogoś zwolnić? Szef nie ma urlopu, pamiętaj! Cały czas myślę o firmie! I pokaż mi jej akta.  – zmienił szybko temat, ale już po chwili miał pewność, że w dokumentach nie znajdzie niczego, czego nie wiedziałby już wcześniej.  
-Tony, ty tutaj? Nie nad jeziorem? – Alice, druga kadrowa wracając do biura przywitała się ze zdziwieniem i tradycyjnie z szerokim uśmiechem, jaki na jej twarzy zawsze wywoływał widok przystojnego mężczyzny.  
- A wyglądam jakbym się kurwa opalał na plaży? – popatrzył z wściekłym wyrzutem.  
Kobieta odwróciła się bez słowa i obrażona zajęła swoimi sprawami. Lubiała Berettiego, wszyscy go lubili. Co prawda nie do końca podobało się jej jak uwodzi kolejne, co ładniejsze pracownice, ale jak do tej pory nie napytał sobie z tego powodu większych problemów. Zazwyczaj wszystko rozchodziło się po kościach po dwóch, trzech miesiącach i dziewczyna przenosiła się do innego działu. Tym razem poszło ekspresowo, a poniedziałkowa obecność przełożonego mechaników w pracy nie wróżyła niczego dobrego. Cały wydział aż trzeszczał się od plotek, gdy pracownicy  niespodziewanie zobaczyli wkurzonego szefa na hali. Choć kadrowa słyszała o kilku konfliktach Marie Anne, to jednak zrobiło się jej żal dziewczyny. Uważała, że zwolnienie było dotkliwą, niesprawiedliwą karą za, jak się domyślała, kłótnie na gruncie prywatnym. Nie zamierzała się jednak wtrącać.  
Rozważania nagle przerwał ostry dzwonek telefonu. Karen podniosła słuchawkę.  
-Tak. Oczywiście. Akurat jest tutaj. – ze zdziwioną, a raczej lekko wystraszoną miną odsunęła aparat od policzka. – Tony, to do ciebie. Policja.  

295 czyt.
100%32
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 995 słów i 6066 znaków, zaktualizowała 22 lip o 12:04.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 22 lipca

    Ciekawe czy to przeczucie czy uczucie. Czyści papiery.

  • kaszmir

    kaszmir · 22 lipca

    A jednak Tony utknął po uszy, nawet szuka prawnika dla sprawy. Czy to uczucie, czy tylko jego pomoc. Świetnie prowadzisz akcję i chyba tak do końca nie potrafisz oskarżyć kobietę. Walczysz mocno z bohaterem który poszukuje prawdy.