Zostań ze mną i nie opuszczaj mnie więcej. - Część.29

Daniel:
Stałem samotnie na lotnisku, patrząc w dal. Ludzie wokół spieszyli się na swoje odprawy, a mi było już wszystko jedno. Postanowiłem wyjechać, bo tak naprawdę uciekałem od wspomnień, bólu i rozczarowania związanego z wczorajszym ślubem Patki. Tak bardzo chciałem, tak bardzo modliłem się, by tego nie robiła, ale wyszła za niego, sprawiając, że wszystko inne straciło sens.Teraz zbiegiem czasu zacząłem rozumieć ile błędu popełniłem i jak bardzo kochałem tą kobietę. Nie wiem kiedy wszystko popsuło się do tego stopnia, że postanowiła spędzić życie z kimś innym niż ja. Sięgałem pamięcią wstecz i przypominałem sobie te dobre chwilę, a było ich naprawdę sporo i byłem niemal pewny, że była tak samo szczęśliwa jak ja. Gdybym tylko, gdybym tylko wcześniej odważył się rozstać z żoną, nie czekać na jakiś znak, a po prostu iść za głosem serca, gdybym tylko nie szalał z zazdrości i nie dopuścił do ostatnich wydarzeń, gdyby nie straciła naszego dziecka, czy wtedy, czy nasze życie potoczyło by się inaczej? czy nie musiałbym iść w kierunku odprawy i uciekać od bolących wspomnień? Nikt prócz mojej żony tak naprawdę nie wiedział gdzie lecę. Zawiadomiłem Darię na wszelki wypadek, gdyby coś działo się z dziećmi, gdyby mnie potrzebowali. Nie zamierzałem zrywać kontaktu z ukochanymi osobami, po prostu chciałem kilka dni pobyć sam. Rozejrzałem się po lotnisku, jakbym jeszcze łudził się nadzieją, że odczyta wiadomość i przyjedzie, jak to bywało w filmach. Spotykali się na lotnisku i żyli długo i szczęśliwie. U nas nigdy nie będzie to możliwe, a sama świadomość tego, jak bardzo zraniłem ukochaną kobietę, sprawiała, że umierałem. Wczorajszy smutek jeszcze długo będzie mnie prześladował. Jeszcze długo będę widzieć smutek na jej twarzy i słyszeć słowa pożegnania. Dlaczego tak bardzo katowałem osobę, którą kochałem? dlaczego nie pozwoliłem odejść jej jeszcze, gdy był na to czas, nie zwróciłem jej wolności, tylko pozwoliłem by brnęła w ten romans? dlaczego tak bardzo skrzywdziłem tą, która mnie kochała i którą sam tak bardzo kochałem? Nie wiedziałem dlaczego zachowywałem się tak bardzo nie czule, tak bardzo egoistycznie. Młoda kobieta nie spuszczała ze mnie wzroku. Starałem się nie reagować na jej dziwne, podejrzane spojrzenia i odwracałem wzrok. Nie patrząc w jej oczy podałem swój bilet, dowód i pomału, jakbym jeszcze łudził się, że pojawi się tu i powstrzyma mnie, kierowałem się w stronę wejścia. Zamknąłem oczy, próbują przełknąć gorycz rozczarowania i gdy odzyskałem bilet maszerowałem za innymi pasażerami po to, by po krótkiej chwili siedzieć już wygodnie w samolocie i ukryć się gdzieś na jakiś czas, ukryć od wspomnień, bolesnych chwil. Nie wiem jak długo siedzieliśmy w samolocie i czekaliśmy aż wbijemy się w górę. Miejsce obok mnie zajmował mały chłopiec, a młoda para siedziała tuż za nami, co chwilę patrząc na swoje ukochane dziecko. Ja nigdy nie posadziłbym dziecka oddzielnie po to tylko, by usiąść obok kobiety. Bezpieczeństwo dzieci było dla mnie priorytetową sprawą, tylko, że teraz i tak zawiodłem jako ojciec i nikt nie powie mi, że jest inaczej. Nie ma mnie teraz przy nich, gdy być może mnie potrzebują. Nie ma przy mojej żonie, nie ma przy bliskich! Dość! Muszę się ogarnąć! Muszę!  
- Kawy może? Może coś do picia? - usłyszałem głos młodej stewardessy i pokiwałem głową.  
- Może coś zimnego - powiedziałem po chwili namysłu. Młoda brunetka podała mi zimny napój i poinformowała, że samolot odleci troszkę pózniej niż planowano i przeprosiła za wszystkie niedogodności. Może to jakiś znak? podpowiadało moje serce. Oczy dziecka podniosły się ku górze i zobaczyłem niebieskie tęczówki chłopca. Dzieciak siedział wygodnie od strony okna i zerkał na krajobraz, trzymając na uszach głośniki, które podłączone były do mp3. Cichutka muzyka odbijała się echem od głośnych, roześmianych szeptów pasażerów. Nie byłem pewny, ale leciał jakiś hip- hop bo słyszałem jakieś urywki, ale nie na tyle głośno, by usłyszeć słowa piosenki.
- Kochanie ścisz to! Panu może przeszkadzać ta twoja muzyka - skarciła go matka, gdy na chwilę syn zdjął z ucha słuchawki. Uśmiechnąłem się i zapewniłem dziecko, że nie przeszkadza mi jego muzyka, a nawet trochę mi się podoba a chłopiec rozpromienił się. Posłałem matce lodowate spojrzenie i poczułem nie przyjemny dreszcz. - Jakie byłoby nasze dziecko, gdybyśmy, gdybyśmy go nie stracili? starałem się odgonić od siebie te myśli i gdy już zdecydowałem się wysiąść z pokładu samolotu, samolot wbił się ku górze i wreszcie ruszyliśmy. - Widocznie tak musiało być - powiedziałem w myślach i odprężony zamknąłem oczy. Tak musiało być - powtórzyłem raz jeszcze i zmusiłem się do snu.

   ***
Patrycja:
Jechałam taksówką w stronę lotniska, całkowicie nie wiedząc co tak naprawdę wyprawiam.Mój mąż spał jeszcze wygodnie na naszym łóżku, a ja gnałam za byłym kochankiem, tak naprawdę nawet nie wiedząc po co. Po prostu coś mówiło mi goń go, nie pozwól by wyjechał, zatrzymaj go! Byliśmy już kilka metrów od lotniska, a ja w pospiechu wyciągnęłam portfel by zapłacić taksówkarzowi. Podkrążone oczy, pognieciony strój, potargane włosy. Nie przejmowałam się zbytnio tym jak wyglądałam, chociaż może na pozór ludzie wezmą mnie za wariatkę, ale właściwie to, co teraz wyprawiałam było czystym szaleństwem. No bo jak to inaczej mogłam nazwać? kto inny mając męża w domu, świeżo poślubionego męża, po prostu jechałby na lotnisko, by powstrzymać ukochanego mężczyznę? kto inny zdałby się na takie szaleństwo jeśli nie ja? Kochałam Daniela już chyba od pierwszego dnia, gdy go zobaczyłam. Jako młoda dziewczyna naiwnie wierzyłam, że już nigdy nic nas nie rozdzieli, że nasza miłość pokona wszystkie problemy, że na zawsze pozostaniemy razem i dziś, w tym momencie, teraz ponownie w to uwierzyłam. Naprawdę uwierzyłam w to, że jeśli złapie go na lotnisku, jeśli powstrzymam go przed tym wylotem, już nigdy więcej nie pozwolę mu odejść, nigdy z niego nie zrezygnuję.  
- Powodzenia! - uśmiechnął się taksówkarz a ja nic nie odpowiedziałam. Pobiegłam ile sił w nogach, by uchronić nas od popełnionego błędu, by go powstrzymać. W pośpiechu przeszukałam lotnisko, ale nigdzie nie widziałam śladu po Danielu. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale zignorowałam zaciekawione, a może nawet kpiące spojrzenia ludzi. Nie byli mną, nie przeżyli tego co ja nie, czuli tego co ja. Zajęło mi kilka minut nim ubłagałam kobietę, by pozwoliła mi wejść tam i poszukać Daniela. Widziałam współczujące spojrzenie kobiety, ale w jej oczach gościła także bezradność.  
- Przykro mi nie mogę - powiedziała krótko, jakby czytała w moich myślach. Musiałam wyglądać żałośnie, stojąc na środku lotniska bliska płaczu. Po chwili podszedł młody mężczyzna z informacją, która zabiła wszelka moją nadzieje
.- Mężczyzna którego pani szukała, właśnie odleciał samolotem. O tam widzi pani? - wskazał przez szybę na biały wielki samolot, który właśnie wbił się ku górze, a ja zamilkłam. Nie wiedziałam co miałam mu powiedzieć, nie wiedziałam co miałam teraz zrobić. - Poleciał do Paryża. Chcę pani zamówić bilet? - spytała kobieta, patrząc z niepokojem na moją twarz. Czułam jak robi mi się słabo, czułam jak tracę resztki sił. Zakołowało mi się w głowie, a serce nagle przyspieszyło. Kobieta z przerażeniem patrzyła na moje nogi i dopiero po chwili zrozumiałam. Wszystko działo się zbyt szybko. Ktoś wezwał karetkę, ktoś inny trzymał mnie za rękę i razem ze mną zaczął oddychać, ktoś jeszcze inny posadził mnie na krześle, które w mgnieniu sekundy pojawiło się obok mnie.  
- Niech pani oddycha. Tylko spokojnie - powiedział spokojny, opanowany głos. - Jestem położną, spokojnie. Odbiorę pani poród - miły damski głos powoli cichł, a mi robiło się słabo. Wszystko widziałam jak przez mgłę a moje serce zwalniało. Czułam duszność w gardle, moje czoło w sekundę zrobiło się mokre.
- Włączcie klimatyzację! Krzyknął ktoś za głośno. W oddali słyszałam syreny pogotowia, odpływałam....


Biegłam brzegiem morza, co rusz odwracając się za siebie. Daniel biegł za mną, ale miałam wrażenie, że z każdym kolejnych krokiem oddala się ode mnie.  
- Patrycjo - usłyszałam jego czuły, smutny głos. - Kochanie moje. Najdroższa - powtarzał, całując każdy zakamarek mojego ciała. Leżeliśmy nadzy na plaży, a wiatr delikatnie muskał nasze ciało. Czułam zimny, przyjemny powiew wiatru, który chłodził nasze rozgrzane ciało.
- Kocham Cię Daniel - rzekłam patrząc mu prosto w oczy. Mężczyzna zamilkł. Czekałam na jego ciepłe słowa, znaną mi przecież tak dobrze deklarację, zapewnienia, ale jego oczy zdradzały coś, czego bałam się chyba najbardziej. Mężczyzna nerwowo i gwałtownie wstał, a ja podniosłam się z ziemi zaraz po nim. Podeszłam do niego i wtuliłam się do jego nagich pleców.  
- Nie. Nie możemy - powstrzymał mnie, gdy chciałam go pocałować i spojrzał na mnie po raz pierwszy odkąd go znałam zimnym wzrokiem. Nie znalazłam tam nic, absolutnie nic z wcześniejszej miłości, żądnych ciepłych uczuć, tylko to zimne spojrzenie, które kazało mi pogodzić się z tym, że tu już koniec.  
- Daniel proszę nie! - Mój oddech gwałtownie przyspieszył, a do oczu zaczęły napływać łzy. - Daniel błagam Cię. Słyszysz nie możesz! - szarpałam go za rękę, ale on tylko na moment spojrzał na mnie a po chwili odwrócił wzrok. Nie patrzył na mnie, nie reagował na moje łzy, nie przytulił mnie.
- Każdy romans kiedyś się kończy. Nasz też dobiegł końca - powiedział chłodnym tonem. Odsunęłam się od niego bliska płaczu. Słowa odbijały się echem i wracały z podwójną siłą.  
- To nie był romans. Daniel nasze dziecko nie poczęło się z romansu. Sam mówiłeś - zawiesiłam głos, jakbym nie miała już dłużej siły tłumaczyć mu wszystkiego, jak małemu dziecku. Byłam na niego zła, byłam wściekła, byłam rozgoryczona. Jak mógł te wszystkie lata, które nas łączyły nazwać romansem? czy tylko tym dla niego byłam? posłuszną kochanką, która była na każde jego zawołanie? - To nie był romans - powtórzyłam, jakbym chciała sama uwierzyć we własne słowa. Jakbym chciała przekonać samą siebie. Spojrzałam na chłopca, który leżał w cieniu pod drzewem i złapałam wózek. Nie patrzyłam na niego, nie odwróciłam się.
- Patrycjo! - słyszałam przerażony głos mężczyzny. - Pati nie! - Błagał, a ja nie wiedziałam o czym on do mnie mówił. Dziecko obudziło się i spojrzało na mnie małymi oczkami, ufność w jego spojrzeniu była tak cudowna, że nie mogłam oderwać od niego oczu. Jego małe paluszki błądziły po wózku, jakby czegoś szukały. Wyciągnął do mnie ręce i spojrzał mi ostatni raz w oczy. W przeciągu sekundy jego uśmiech zamienił się łzy. Patrzyłam jak moje dziecko płaczę i niemal wstrzymywałam oddech. On mówił, że to tylko romans, romans. - Pati błagam nie! - Z oddali słyszałam przerażający krzyk. Jednak nie mogłam, nie mogłam oderwać wzroku od dziecka, odwróciłam się i....  
- Boże pomóż - szepnęłam patrząc jak wielka fala zabiera mi wszystko to, co kochałam najbardziej.  
- Pati! - usłyszałam, ale nie mogłam się ruszyć. Wózek dopływał co raz dalej, a ja czułam się sparaliżowana. Jakby coś blokowało moje nogi, jakby coś mnie trzymało.
- Kochanie błagam! - krzyczałam, ale po chwili nie było już nic....

- Pani Patrycjo słyszy pani? Pani Patrycjo! - otworzyłam oczy i spojrzałam w twarz znajomego już lekarza. Mój lekarz prowadzący ciążę, patrzył na mnie zatroskanym wzrokiem, a ja zdałam sobie sprawę, że to, co mi się śniło to tylko zły sen.  
- Patka - powiedział czule Michał i trzymał małe dzieciątko na rękach. Dopiero po chwili wszystko zrozumiałam. - Kochanie mamy synka - szeptał Micha ze łzami w oczach, a ja wstrzymałam oddech. Podał mi dziecko na ręce, a ja spojrzałam na jego łzy. Policzyłam wszystkie paluszki u ręki nóg i zalałam się łzami. Nie mogłam powstrzymać łez radości, nie mogłam powstrzymać łez, które leciały ciurkiem po moich policzkach. Nasz syn, mój syn był tak cholernie piękny, taki malutki i drobny.  
- To było kompletnie nie odpowiedzialne pani Patrycjo. Nie rozumiem jak - lekarz zatrzymał się i spojrzał na mnie niepewnie.  
- Wiem doktorze. Teraz doskonale o tym wiem. Byłam głupia - powiedziałam cicho, ale kierowałam te słowa bardziej do Michała niż do lekarza. - Wybaczysz mi? - spytałam się go, gdy już zostaliśmy sami.  
- Wesz, że naraziłaś nasze dziecko? Boję się pomyśleć co by było, gdyby - wziął głęboki wdech i potrząsnął głową. - Co Ci strzeliło do łba Pati? Co Cię podkusiło? - w jego oczach panował strach, niepewność i złość. Spojrzał na dziecko i przełknął ślinę. Chyba nie tylko ja zauważyłam to podobieństwo, które nie dawało żadnych złudzeń.  
- On wyjechał Michał. Wyjechał - rzekłam cicho, ale na tyle głośno by mógł to usłyszeć. Chciałam zapewnić męża, że może być spokojny. Daniel o niczym nie wiedział, nie poznał prawdy.  
- Kocham Cię. Kocham Was obu - wyznał cicho i pocałował dziecko w czoło. - Chcę by dziecko nosiło moje nazwisko, chce mieć pewność, że pewnego dnia Daniel nie wróci i nie odbierze mi tego, co kocham najbardziej - rzekł. Zamilkłam. Rozumiałam lęki Michała, ale nie chciałam teraz o tym myśleć. Teraz liczyło się to, że trzymałam na rękach własne dziecko, dziecko, które ponownie urodziłam Danielowi i nic więcej się dla mnie nie liczyło. Kochałam to maleństwo, kochałam nie wyobrażalnie mocno. Dopiero po chwili wstrzymałam wdech, gdy przypomniałam sobie sen, spojrzałam na dziecko, które wyglądało identycznie jak to w śnie i poczułam lęk. Co mógł oznaczać tamten sen?  
- Kocham Cię malutki. Mamusia zawsze Cię ochroni - powiedziałam ze łzami w oczach. Spojrzałam na Michała i podałam mu dłoń, trzymając na ręce dziecko, jedną rękę podałam Michałowi, a nasze palce się złączyły. Boże co ja najlepszego wczoraj zrobiłam? dlaczego go poślubiłam? skarciłam się za te myśli i ponownie spojrzałam na śpiące dziecko. Jego łagodne spojrzenie ukoiło mój ból. Dziękowałam Bogu za najpiękniejszy dar, jaki mogłam kiedykolwiek dostać.  

          ***
Michał:
- Mamo Patka urodziła! - wykręciłem numer teściowej i powiadomiłem, że zostali dziadkami. Teściowie obiecali, że zaraz pojawią się w szpitalu, a ja uprzedziłem, że Patrycja właśnie zasnęła. Siedziałem w sali i patrzyłem jak moja zona słodko śpi i poczułem dziwny chłód. Dziecko było tak podobne do Daniela, że nie pozostawało złudzeń. Chociaż nie łączyły nas więzi krwi, chciałem być dla niego prawdziwym ojcem, chciałem dać mu swoją miłość i pokochać tak, jak kochałem Patrycję. Nie spodziewałem się takich obrotu spraw, miałem wątpliwości, ale chciałem, naprawdę chciałem wierzyć w to, że dziecko okaże się moje. Czułem to. Z Olą było inaczej. Od samego początku czułem, niemal wiedziałem, że to nie moje dziecko i miałem rację. Od wyników nie rozmawiałem z nią, a potem dowiedziałem się, że wyjechała. Wyjechała do nowego miasta z ojcem dziecka. Tylko tyle dowiedziałem się od jej brata. Ja nie pytałem, a on nie szczególnie chciał mówić. Miałem wrażenie, że kumpel miał o coś do mnie pretensje, chociaż nie wiedziałem o co.
- Michał - usłyszałem kobiecy głos. Odwróciłem się i spojrzałem na rozpromienioną twarz Majki. - Wiem od jej rodziców - uprzedziła moje pytanie. Spojrzała na małe dzieciątko i zamilkła. Nie musiała nic mówić, chyba każdy dostrzegał tą różnicę. - Gdzie Daniel? - spytała z obawą w głosie.  
- Wyjechał. Nie wie o dziecku - uprzedziłem jej kolejne pytanie.  
- Michał chcę z Tobą porozmawiać. - powiedziała cicho, zerkając niepewnie na smutne śpiącą przyjaciółkę.  
- Nie mamy o czym. Nie mamy o czym Maju - wyznałem podchodząc bliżej niej. Poczułem przyjemny zapach jej perfum i spojrzałem jej w oczy. Nie wiem co się ze mną działo. Ostatnio przy tej dziewczynie traciłem głowę, zapominałem o wszystkim, po prostu nie działałem racjonalnie. Chwyciłem ją za rękę i wyszliśmy z sali. Dziecko zasypiało, a Patrycja jeszcze spała. Oboje potrzebowali snu i odpoczynku. - O czym chcesz rozmawiać? - spytałem, gdy byliśmy przed szpitalem. Szliśmy alejką w stronę parku, by nikt niepowołany nas razem nie zobaczył.  
- Czuje się dziwnie po tym co zaszło. Nie potrafię spojrzeć jej w oczy - powiedziała cicho Majka i spojrzała na moją twarz. Chciałem powiedzieć, że czuje podobnie, ale nie mogłem. Słowa nie chciały wydobyć się z mego gardła. Poczułem dziwne pragnienie tej kobiety i zesztywniałem. Co się ze mną ostatnio działo? co wyprawiałem?  
- Czuje podobnie. Majka - zatrzymałem się i stanąłem na przeciwko niej. Patrzyłem w jej oczy, na pełne i miękkie wargi i poczułem znajome już, niezrozumiałe uczucia. - Musimy o wszystkim zapomnieć. Jestem mężem twojej przyjaciółki Maju. Wczoraj się pobraliśmy, nie mogę - próbowałem walczyć z tym uczuciem, ale czułem jak tracę siły. Majka podeszła i pocałowała mnie, a ja odwzajemniłem ten pocałunek. Oparłem ją o pobliski mur, który ogradzał las od szpitala. Stanęliśmy w samym rogu murku, otoczeni drzewkami, by nikt nas nie zobaczył i zaczęliśmy się całować. Chociaż wiedziałem, że to co robię jest złe, nie potrafiłem się jej oprzeć.
- Zakochałam się w Tobie - rzekła Majka, ale nie odpowiedziałem. Nie czułem nic do tej kobiety, prócz dziwnego pociągu. Była kandydatką na idealną kochankę, ale nie mogłem powiedzieć o miłości. A może, może po prostu jeszcze nie chciałem?  
- Pójdę już. Jej rodzice pewnie już tam są - rzekłem po wszystkim, w pośpiechu zakładając na siebie ubrania.
- Michał! - zawołała Majka, a ja odwróciłem się. - Spotkamy się wieczorem? - spytała, a ja kiwnąłem głową.  
- Może - odpowiedziałem i zniknąłem za drzewami, wracając do szpitala, gdzie w sali leżała żona wraz z nowo narodzonym dzieckiem. Dzieckiem Daniela, jego dzieckiem. Kopnąłem z nerwów kamień i poczułem złość. Jak mogła do tego dopuścić? co miałem teraz zrobić? Musiałem namówić ją, by wpisała mnie jako ojca, musiałem mieć pewność, że Daniel nie będzie wstanie mi ich odebrać. CDN


Kochani powolutku zbliżamy się ku końcowi. Przed nami jeszcze dwie, może trzy ostatnie części tego opowiadania. Jak myślicie czy Daniel postąpił właściwie wyjeżdżając? no i czy Michał postępuje fair zdradzając Patrycję z jej najlepszą przyjaciółką? Dziękuję za wiele miłych i ciepłych słów, za wasze   wsparcie , motywacje, cierpliwość i wytrwałość! Bez Was nie powstałoby to opowiadanie. Nie napisałabym tego wszystkiego. Ostatnio dużo zastawiam się nad pisaniem. Często musieliście długo czekać, bo nie mogłam sklepić żadnego sensownego zdania, ale z czasem udało mi stopniowo dodawać części. Mam nadzieje,że nie zawiodłam waszych oczekiwań. A dla Miłośników Patrycji i Daniela muszę powiedzieć,że jeszcze są dwie części, więc może coś powstanie. A może Jarek okaże się tym, kogo wybierze na sam koniec opowiadania? Tego nie zdradzę. Pisanie to coś, co lubię najbardziej. Odpręża, uspokaja i wprowadza mnie w zupełnie inny świat, świat fikcji,gdzie wszystko może się właściwie zdarzyć. Wielkie dzięki dla wszystkich wiernych i wspaniałych czytelników. Nie wypiszę Was wszystkich, bo było Was mnóstwo! Dziękkujęęę <3

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3820 słów i 20180 znaków, zaktualizowała 30 sie 2016.

9 komentarzy

 
  • Justys20

    Pięknie następne części pokażą co los przyniesie bohaterom   czekam cierpliwie  

  • volvo960t6r

    Cudowna część

  • majli

    Nie to, żeby coś, ale idealnym kandydatem do poniesienia śmierci jest Michał. Może pociągnąć za sb jeszcze Majkę, a niech już mają. Dziwi mnie tylko to, że on tak bardzo kochał Partycję, a teraz ją zdradza. Mam jednak dziwne obawy, że zakończenie wcale mi się nie spodoba. Liczę na to, że szybko coś dodasz.

  • agusia16248

    @majli No zaskoczenie zaskoczy nawet mnie A co do Michała to owszem kochał Patrycje i nadal kocha, ale trochę się pogubił. Tu bardziej chodzi o jego męską dumę, o to,że od początku ciąży obawiał się,że dziecko jest Daniela- Chyba ta ciąża trochę zmieniła naszego Michała, bo do tego czasu był przecież idealnym kandydatem  na męża i faceta. Wspierał Patrycję, bronił i chronił ją. Jednak świadomość,że może to nie być jego dziecko i męska duma, zranione uczucia sprawiły,że odsuwał się od Patrycji, a zbliżał do Majki

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością dodaj coś szybko bo doczekać się nie mogę. rewelacyjna część jak zawsze.

  • agusia16248

    @cukiereczek1 A bardzo dziękuję Staram się

  • cukiereczek1

    @agusia16248

  • agusia16248

    @cukiereczek1 może jeszcze w tym tygodniu coś napisze

  • cukiereczek1

    @agusia16248 ok to czekam niecierpliwie.

  • DemonicEagle

    Wspaniała część, przyznam ,że ja chciałbym abyś uśmierciła jednego z bohaterów, Michała albo Daniela  i nie chcę aby Jarek się jeszcze pojawiał, on mi się nie podoba w tym opowiadaniu  

  • agusia16248

    @DemonicEagle Spokojnie będzie na koniec wypadek ale cii to niespodzianka

  • marTYNKA

    Daniel z Patrycją, Michał  z Majką i wszyscy szczęśliwi ????

  • agusia16248

    @marTYNKA He he no może bez takiego mocnego heppy Endu Zobaczycie

  • kaay~

    !!

  • agusia16248

    @kaay~

  • Krolewna

  • agusia16248

    @Krolewna

  • Misiaa14

    :/ kurde no dlaczego on wyjechał....cudo :3

  • agusia16248

    @Misiaa14 Spokojnie, wróci

  • Misiaa14

    @agusia16248