Zaskakujące Lądowanie rozdział 96

Zaskakujące Lądowanie rozdział 9696  
  Samuel  

  To, co powiedziała parę minut temu, trafiło mnie jak młotek w igłę. Zastanowiłem się chwilę nad tą wypowiedzią i w sumie jest logiczna. Dużo związków, pracujących razem partnerów roztaje się, bo mają różne opinie na jakiś temat, ale u nas jak do tej pory Mia miała zawsze rację. Brałem jej pomysły czy też porady do serca i po małym namyśle zrobiłem tak, jak mi poleciła. Ona wie, że ten kit, co podała nam pod nos, jest fikcją. Widziałem jej tracący na mocy kamuflaż. Tego nie potrafi ukryć, bo ją znam, wielbię, obserwuję, a także zwracam uwagę na mowę jej ciała oraz oddech.  
Mia zaczyna dreptać tam i z powrotem. Jest nerwowa, zaczyna myśleć. Bierze opuszek kciuka do ust, przygryza go zębami. Wcześniej tego nie robiła. Jakiś nowy tik? Albo to efekt niepewności?  
Zatrzymuję ją w pół obrotu.  
– Hej. Dzióbek, dobrze wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć – zapewniam ją, na co kiwa głową, by wznowić spacer po biurze. Mając mój skarb na oku, czekam z cierpliwością na to, aż zacznie mówić.  
– Wiem, Samuel. Daj mi minutę na pozbieranie do ładu, tego, co mam do powiedzenia – szepcze. Podchodzę trzy kroki na lewo, zajmuję miejsce na kanapie, będąc w gotowości przed kolejnym atakiem paniki. To jest widoczne, że ma jakieś trudności. Pytanie tylko, jakie?
Mia staje w miejscu, podnosi głowę i wbija we mnie wzrok. Kobieta prostuje się na całą swoją wysokość, co zabawnie wygląda przy jej wzroście.  
– Pomagam mamie spłacić kredyt. Nie mogę sobie ot tak zmienić pracy, a dochody przekraczać danej kwoty. W innym przypadku zaczną przeszukiwać mi konto, co się łączy z nowym naliczaniem, a każdy z nas wie, jak to działa. Zostanę przez nich oskubana do ostatniego piórka, które dopiero, co zaczęły na nowo wyrastać. Nie mogę jej tego zrobić. – Jak z początkiem zdania wydawała się silną osobą, tak teraz stoi przede mną zrezygnowana mała dziewczynka, a z każdym jednym wypowiedzianym słowem jej głos traci na sile.  
Podnoszę się, podchodzę do niej, wkładam palec pod jej brodę, aby podniosła twarz. Na szczęście robi to, co od niej oczekuję.  
– Kto ci będzie sprawdzać konto? – pytam, bo nie za bardzo rozumiem.  
– Bank. Kto by inny? Tsss – odpowiada z sarkazmem. Moje szare komórki zaczynają na najwyższych obrotach opracowywać tę informację. Nie znam i nawet nie chcę wiedzieć powodu długu, lecz jedno jest pewne. Niech kosztuje, ile chce, ale uwolnię ją z tego kryzysu. Otworzę jej drzwi do nowego, lepszego świata bez finansowych zmartwień. Mia na to zasługuje bardziej niż ktokolwiek inny na tej planecie.  
– Ile? – Chcę się dowiedzieć.  
– Co, ile? – dopytuje. Nie wiem, czy robi celowo z siebie takiego głupka, albo naprawdę muszą ją trzepnąć, by wskoczyła na swoje obroty. Przekręcam oczami.  
– Jaką sumę… – zaczynam.  
– Zapomnij! Nie twój interes! To jest moja sprawa, więc się nie wtrącaj…  
– Do jasnej cholery! Pytam ostatni raz… Ile? – Podnoszę już głos. Wpienia mnie takie coś, kiedy ja chcę jej pomóc, a ona mnie blokuje. Jak wysoka musi być kwota, skoro tak panicznie boi się jej wypowiedzieć? Dziesięć? Pięćdziesiąt? Sto tysięcy? Więcej? W jakie łajno musiała wdepnąć, by to ukrywać?
Mia milczy. Do jej szarych cudnych oczu napływają łzy.  
– Wystarczająco dużo, by mnie nauczyć, abym nikomu więcej nie ufała – mamrocze przez drżące usta. Łamanie palców to mało powiedziane, w porównaniu z tym, co właśnie poczułem. Jednak mi na tyle nie ufa, aby być ze mną szczera. Biorę głęboki oddech, ocieram rękoma twarz, by ułożyć kolejną część puzzli. Za tym wszystkim kryje się więcej, a wiem to, bo moje przeczucie nigdy mnie nie zawodzi. Potrzebuję innej taktyki.  
– Czyli od początku twoje zaufanie do mnie jest równe zeru. – Prowokuję tak, żeby wydrapać z niej choć trochę prawdy. Jej mina staje się twarda, jeszcze przed chwilą stojące w oczach łzy zostają wchłonięte z powrotem niczym odpływ morza.
– Zważaj na słowa chłopcze – syczy.
– To powiedz ile. Dziesięć, pięćdziesiąt, sto pięćdziesiąt tysięcy… Więcej? Dobrze wiesz, że możesz ze mną porozmawiać. Na wszystko znajdzie się jakieś rozwiązanie. Czemu ty dajesz każdemu pomocną dłoń, ale nigdy nie bierzesz czyjejś? – dociekam spokojnie. Mia zakłada ręce na piersi, podnosi brew do góry, a jej wzrok jest lodowaty.  
Wedle życzenia, Madame. Robię to samo. To, co ona umie, ja potrafię lepiej. Jesteśmy w tej samej pozycji z tą samą uniesioną brwią, z różnicą, iż ona musi patrzeć w górę, a ja w dół.
– Jest to twoje poważne pytanie? – pyta z niechęcią, otwierając mi tym oczy. Teraz muszę wolnymi kroczkami mknąć do przodu, aby potwierdziła przypuszczenia. Jeżeli moje czytanie między wersami jest słuszne i z tego powodu Mia zamienia się w uszczelkę, to ktoś będzie miał bardzo poważny problem.
– Albo mi w tej chwili powiesz sumę długu i co jest grane, albo bez twojej zgody daję wszystko, co mam, razem z barem i ekipą. Twój wybór. Liczę do trzech – ostrzegam. Mega powolne kroczki do przodu, żeby z niej coś wydostać.  
Samuel jesteś kompletnym kretynem! Teraz to już pies pogrzebany, nic nie powie. 
– Jeden. – Mia milczy, jej oczy są niczym szary zimny marmur.
– Dwa. – Nic się w jej postawie nie zmienia.  
–Trz…  
–...y i …ół… ca. – bełkocze cicho, przez zaciśnięte usta w cienką linię. Dobija mnie jej zachowanie. To już trzeci raz, kiedy w taki sposób zataja ważne informacje. Na szczęście nikt więcej nie może tu wejść. W zeszłym tygodniu, gdy „Pani geniusz” była w pracy, zadbałem o nowy zamek z kluczem, teraz można go zamknąć tylko od środka. Przynajmniej pozwoli to Mii czy mnie na trochę prywatności, która wielokrotnie była naruszona.  
– Wyrzuć to z siebie! – warczę. Przypuszczałem, że wymięknie, bo poszłaby po trupach, zanim doprowadziłaby do zagłady baru. Choć przyznam, nie sądziłem, iż tak długo wytrwa. Mojej pańci opadają ręce w dół, choć jej oczy są zmrużone i prowokujące, jest czujna.  
– Cztery i pół patola. Lepiej ci? – pyta warknięciem. Chce mi się śmiać z tej kwoty. Ta suma nawet nie równa się trzem pełnym wypłatom kelnerek, gdyż one mają najmniejszą stawkę, którą można wydobyć w tej dziedzinie. Jeśli chodzi o napiwki, w te się nie wtrącam, to nagroda zadowolonego klienta. Osobiście zbieram napiwki. W dwa weekendy mogę zapłacić czynsz mieszkania. Tak, więc jeżeli chodzi o mnie, umiem żyć z samych datków konsumenta. Dlatego w tym miesiącu śmiało potrafię oddać pół wypłaty na dodatkową ratę do banku. Odwracam się na pięcie, podchodzę do jednej z szaf, gdzie wmontowany jest sejf, wbijam odpowiedni kod, wyciągam poukładane przeze mnie pieniądze, które miałem jutro zawieść do banku i wpłacić na konto, aby można było zapłacić pierwsze rachunki. Z odpowiednią ilością banknotów wracam do mojej dziewczyny. Myślę, że pięć tysięcy na początek jest godne jej angażu w Samtajl.  
– Twoje pierwsze honorarium. Po podpisaniu umowy dostaniesz resztę – oznajmiam, podając jej ładnie poukładany sztapel szmalu. Mia ze zmarszczonym nosem patrzy na nie z wielkim obrzydzeniem.  
– Nie chcę ich, a tym bardziej twojej pomocy! – Podnosi na mnie głos. Jedno machnięcie dłoni wystarczy, a trzymana kasa wypada mi z uścisku i ląduje na ziemi. Dzięki Bogu były spięte gumkami. Mia robi dwa kroki do tyłu. Chwyta za poręcz, aby uciec, lecz ją zatrzymuję, ciągnę za rękę do kanapy i lekko popycham, aby usiadła. Ten atak jest kolejnym dowodem, że moje podejrzenia mogą być słuszne. Klękam przed nią, przecieram jedną dłonią twarz. Powiedzieć, co naprawdę myślę, albo udawać, że nie połączyłem jednego z drugim. Biorę jej dłonie w moje.  
– Powiedz mi, jak to jest możliwe, że pomagasz mi wyjść z siedemdziesięciu pięciu tysięcy euro kredytu w trzy imprezowe wieczory, a ja nie mogę… – powoli uwalniam jedną dłoń i bez gwałtownych ruchów wskakuję na nią. – Ci tego wynagrodzić? Tym bardziej, że posiadam środki, umiem, a przede wszystkim chcę… – Mia popycha mnie do tyłu, wstaje na równe nogi, jej twarz jest czerwona, w oczach widoczna jest nienawiść i złość. Na mnie? pytam samego siebie. Czym zasłużyłem, aby obdarzała mnie taką pogardą? Przecież to nic takiego, czego nie szłoby rozwiązać. Biorąc pod uwagę, że suma, jaką musi spłacić Diana, nie jest tak wysoka, jak sądziłem.
– Bo ja chcę was z tego wydobyć i umożliwić wam powiększenie baru, obsługi i zrealizowania twoich marzeń z Live Band. Nie robię tego, by na tym zyskać, ale dlatego, bo uwielbiam się z wami cieszyć. Ucztować wasz sukces, lubię pomagać w kuchni, chodzić z tacą, czy tylko siedzieć za ladą i przyglądać się jak zarażacie gości swoim dobrym humorem. Aż tak ciężko to pojąć? – mówi, unosząc głos. – Kocham patrzeć na załogę, która przychodzi z uśmiechem i ochotą do pracy, wiedząc o tym, że pomimo harówki dostaną solidną wypłatę oraz mega super wypchane kieszenie napiwkami. – Przy tym robi gesty wypowiedzianych słów. – Nie umiesz tego zrozumieć, że to jest cenniejsze, niż jakikolwiek banknot? – pyta ciszej z nadzieją w głosie. Wstaję z podłogi.  
Tak, umiem to zrozumieć, dla mnie nie ma nic cenniejszego od Mii. Rano wstaję z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że leży wtulona w mój tors. Nie ma nic wspanialszego niż widzieć jej uśmiech, gdy jest szczęśliwa, ukazując tę małą dziewczynkę, co dalej w niej tkwi, pomimo wieku. Kocham, kiedy się na mnie złości, miesza z błotem czy też robi sobie żarty moim kosztem, będąc w towarzystwie i dlatego nie pojmuję, dlaczego odrzuca moją pomoc?  
– I to wszystko jest twoją zasługą. Od samego początku miałaś wszystko pod kontrolą, ja tylko wydałem polecenia szefa, ale tak naprawdę to TY. – Wskazuję na nią. – Ty doprowadziłaś nas tak wysoko, bo kierowałem się wyłącznie twoimi poradami. Nigdy ich nie żałowałem i nie będę żałował. Jestem ci winien przynajmniej…  
– Nic nie jesteś mi winien!!! – wyrykuje na cały regulator. – Nie chce twojej kasy, litości, a tym bardziej nie mam ochoty na bycie WIĘŹNIEM!!! Przepraszam, że daję ci wrażenie odebrania pozycji szefa!!! – Jej struny głosowe grożą przepaleniem, dziewczyna aż zgina się w pół, tupiąc nogami. Wpada w istną furię. Moje bębenki jeszcze drżą pod wpływem jej krzyku. W milisekundzie biegnie po schodach w górę, ciągnie za klamkę, lecz drzwi pozostają zamknięte.
– Znam powód i nim jest twój ex.



Od Autora.
Kto chce więcej - łapa w górę.  
Pozdrawiam. AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1913 słów i 10907 znaków, zaktualizowała 18 lis 2020.

8 komentarzy

 
  • Shogun

    Dobry rozdział, emocje napięcie, wszystko co trzeba :)

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo.
    Bardzo mi miło.

  • Basiaa

    No, ostro poszło, chyba się nie pozabijają, nie to kochająca się para, świetna akcja, wątek, cały odcinek.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję😊

  • Margerita

    łapka  w górę no Samuel  :bravo:

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję.

  • nanoc

    Bardzo dobry odcinek, czytałem komentarze i Podpisuję się pod tym co napisał Aladyn, brawo autorka. :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję.

  • Smutnapani

    Kobieta pełna zagadek😉

  • AHopeS

    @Smutnapani Dziękuję.  
    Kobiety przecież są Venusem ;)

  • Pani123

    ja chcę :D  łapę dałam , poproszę o więcej, teraz już :D

  • AHopeS

    @Pani123 Dziękuję.  
    Trochę cierpliwości nie zaszkodzi ;)

  • Aladyn

    Ten rozdział jest jednym z najlepszych. Czytałem z nieustannym napięciem aż do ostatniej linijki.
    Świetnie wymyślona i opisana przez Autorkę scena + kapitalne dialogi.
    Szczerze gratuluję!    :bravo:

  • AHopeS

    @Aladyn Serdecznie dziękuje. Bardzo miło przeczytać. :wstydnis: