Zaskakujące Lądowanie rozdział 85

Zaskakujące Lądowanie rozdział 85Wesołych i w miłości spędzonych Świąt!
ME najszczersze te życzenia - Zdrowia, szczęścia.
AHopeS <3





85  
Mia  

  – Samuel Jonas! Zjadłeś mojego pierwszego pieroga! – krzyczę zbulwersowana. Ma szczeniak tupet odebrać mi ten zaszczyt! Gul zaraz wyskoczy mi nosem. 'To są moje pierogi!' Nadstawiam rękę pod jego buzię.  
– Wypluj, Brutus – warczę, na co kundel kręci przecząco głową.  
– Nie potrafię – skamla po raz drugi z pełnym pyskiem. Jak nie tak, to w inny sposób, ale dostanę z powrotem, co należy do mnie… nawet z siłą przemocy. Z impetem odkładam widelec na stół.  
– Stary. Jesteś na linii ognia – ostrzega młody. Wstaję, biorę twarz kundla w ręce i się nachylam.  
– Oddawaj! – syczę, przylegam z lekko rozchylonymi ustami do jego ust, aby mógł zwrócić moją część. A co robi szczeniak?
Połyka GO!  
Żyłka w skroni zaczyna coraz mocniej pulsować. Słyszę ciche „O, o” z ust mamy, Julian mówi coś w stylu „Jesteś trupem. Nikt nie kradnie Mii pierwszego ruska.”  
Ach jak pięknie wychowałam sobie braciszka. Puszczam kundla, siadam na moje miejsce. Ziomek zasługuje na zignorowanie, a to jest dla niego największą karą.
– Mam dym? – Samuel raczej stwierdza niż pyta. Mama siedząca naprzeciw nas kiwa potwierdzająco głową.  
– Możesz kopać sobie dwa na dwa. Przyniosę ci łopatę. – Poleca się do usług kurdupel, większy od Samuela. Jak go ostatnim razem widziałam, był trochę większy ode mnie, a dzisiaj stanął przede mną prawdziwy mężczyzna. Nawet złość za wydanie mojego sekretu pękła, jak bańka mydlana na myśl o specjale kulinarnym naszej rodzicielki. Przysuwam do siebie miskę z potrawą, aby nałożyć na talerz solidną porcję.
Samuel nachyla się nad białą porcelaną, wkłada dwa palce do buzi, robiąc efekt zwrotny. 'Ten to w ogóle wstydu nie posiada, czy co?'  
– Zwariowałeś! – wyrykuję, podnosząc za czoło jego głowę w górę. – Aż tak zdesperowana to nie jestem! – mówię głośno. Chryste, większej wiochy nie potrafi zrobić?  
Mój chłopak prostuje się, patrzy na mnie tą miną szczeniaka, którą tak u niego kocham. Ohhh. – Przepraszam. Nie wiedziałem – przyznaje słodkim głosikiem. Mom chwyta się za serce, a Jul z zakrytymi ustami z rozbawienia mamrocze „Mięczak.” Przez co zostaje szturchnięty przez mamę i dostaje lepę w tył głowy z szeptem do ucha, a braciszek strzela buraka. Interesujące.
– Smakowało? – pytam kundla. Nie potrafię być na niego zła, ale mogę pobawić się w nadąsaną gęś, albo? Oczy Samuela błyszczą niczym świąteczne lampki, a przytakiwanie przypomina mi małego chłopczyka. – To się ciesz. Reszta jest moja i następnym razem patrz do swojej miski – ostrzegam z udawanym sarkazmem. Oczywiście brat parska śmiechem.  
– MIA KATARINA DOSCH! Gdzie twoje maniery?! – woła oburzona mama.  
„Katarina?” stęka ktoś, ale nie biorę tego pod uwagę. Wzruszam ramionami i zamiast nałożyć sobie porcję na talerz, przysuwam miskę do siebie, polewam zawartość tłuszczem z prawie spaloną cebulką i dodaję ogromną porcję śmietany. W ten sposób wiem, że ani mama, która nie lubi śmietany ani Jul, nieznoszący tak spalonej cebuli nie wpadną na pomysł, aby zakosić mi, chociażby pół ruska sprzed nosa. Wbijam widelec w ciasto nadziane ziemniakiem i twarogiem. Z prowokacją wkładam sobie do jamy ustnej, wydając przy tym dźwięk przyjemności tak, jak parę dni temu na nagraniu.  
– Chyba sobie żarty stroisz, Madame – odpiera zszokowana matka moim wybrykiem. Zamykam oczy, degustuję się najlepszym daniem na świecie i nikt mi tej chwili nie odbierze.  
– Mom. Przecież ją znasz, po co się pierzysz? Tym razem byliśmy bystrzejsi – odzywa się brat krasnal. Pierw jedno, a później kolejne dwa ciche odgłosy stuknięcia talerzy o stół robią mnie ciekawską, otwieram powieki i widzę… Trzy duże pełne talerze z pierogami. Jeden pod nosem Samuela, drugi po przeciwnej stronie gdzie siedzi Jul, a trzeci naprzeciw mnie przed mamą.  
– Dobrze, że zrobiłam sto pięćdziesiąt sztuk. Inaczej musielibyśmy się przyglądać Mimi, jak połyka bez gryzienia – informuje matka. 'Serdecznie dzięnks, Mom!'
Samuel siedzący obok mnie zaczyna rechotać na tę uwagę.  
– Turlajcie dropsa! Zawsze się dzielę! – zaprzeczam z pełną buzią.  
– Resztkami, Sis. Re-sztkami i to akurat na podrażnienie żołądka – stwierdza brachol.
To było do przewidzenia. Przy stole zaczyna się gorąca dyskusja na temat dzielenia się posiłkiem. Mój chłopak udziela głosu, potwierdzając ich tezę pod tytułem „Mia dzieli się resztkami.”
Przy kolacji jest dużo śmiechu. Mam wrażenie, że znają Brutusa od lat, a ja jestem szczęśliwa.  
  Po zakończeniu posiłku i sprzątnięciu stołu, Samuel serdecznie dziękuje i żegna się z mamą całusem w policzek, z Julianem klepnięciem w plecy, a ze mną buziakiem w czoło. Nawet nie musi nic mówić, jest padnięty jak kawka. Gdy wychodzi z kuchni, Jul zamyka za nim drzwi.  
– Mega ziomek. Już go uwielbiam. Jako kumpla, rzecz jasna – mówi wesoło Julian.  
Oparta o blat kuchenny zgniatam mocniej trzymany ręcznik w dłoni. Nadeszła chwila sądu.  
– Mhm. – Tylko tyle potrafię z siebie wydusić. Niepewność wzrasta z sekundy na sekundę.  
– Usiądź sobie skarbie, a nie stercz jak pół sierota – odzywa się mama. Ha, ha. Zabawne. Jestem pół sierotą, tak dla przypomnienia. Odkładam ręcznik, by spełnić jej życzenie i opuszczam spojrzenie na bawiące się pod stołem palce. 'Ale jestem nerwowa.' Nie mam pojęcia, ile powiedział kurdupel, tak samo nie wiem, co mam powiedzieć jak zacznie minie wypytywać. Totalnie chora sytuacja. Nie powinnam się tego bać, ale dostaję masakrycznego pierta. Po przeżyciach sprzed trzech lat nasze związki matka- córka oraz siostra- brat są inne, bardziej pogłębione.  
– Bardzo miły, dobrze wychowany, zabawny, przystojny chłopak. Cała promieniejesz. – Zaczyna mama. – Czemu nic nie powiedziałaś? Czuć od was tę miłość, która was łączy. Z takim zaufaniem, jakie widziałam między wami, nigdy się nie spotkałam. To nie jest zwykłe koleżeństwo. Tu jest o wiele więcej – stwierdza fakty. 'Kurka woda! Aż tak to widoczne?' Wolałabym to wyjaśnić na osobności.  
Tak jakby Julian posiadał szósty zmysł, klepie w blat stołu.  
– Idę na ucho, muszę być wyspany przed dzisiejszą imprezą. – Macha nam na pożegnanie i wychodzi, zamykając za sobą wrota. Patrzę się na mamę, z jej oczu płynie nadzieja, że opowiem jej od początku, jak poznałam Samuela. Krótko staczam z sobą walkę, lecz prawda jest jedna. Nie mogę, a nawet nie powinnam tego zataić. Jest moją przyjaciółką, która zawsze doradzi, pomoże, nie osądza i nie zostawi na lodzie.  
– Masz jakieś wino albo likier? To będzie długa, zabawna pełna emocji historia. – odpieram. Na jej twarzy pojawia się uśmiech, który tak rzadko u niej widnieje, a zarazem wiem, co chce powiedzieć.  
– Samoróbka z malin – mówimy jednocześnie. Najlepsze, co może być. Po pierwszym kieliszku zaczynam opowiadać całą historię. Od poznania się z Samuelem, jego barem i ekipą. Jak doszło do przezwiska Brutus, także o słabych momentach oraz jaką jest dla mnie kotwicą. Zaczynamy razem płakać. Mówię jej, jaki on jest, jak mnie wspiera, pomaga i zachęca. O pierwszym spotkaniu z jego rodzicami oraz obawach. Nie zatajam niczego, oprócz naszych namiętnych chwil. To jest dla mnie zbyt prywatne. Przyznaję się, że się zakochałam, ale nie jestem pewna, czy to ten jedyny. Matka uważnie mnie słucha, śmieje, cicho płacze, znów śmieje...
Tak się to ciągnie do ostatniej kropli z butelki. Czuję się o pół tony lżejsza i… totalnie pijana.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1324 słów i 7907 znaków, zaktualizowała 15 lis 2020.

6 komentarzy

 
  • Shogun

    Nie ma to jak rodzinne rozmowy przy samoróbce z malin. Świetne, prawdziwe.

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję, bardzo mi miło. :)

  • Basiaa

    Fajny odcinek i ta atmosfera rodzinna, super, dialogi mocna strona.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję.

  • Margerita

    No Samuel masz talent do pakowania się w kłopoty  :lol2:

  • AHopeS

    @Margerita Dziękuję

  • nanoc

    No zaskoczyłaś mnie - "myślałem że będzie smażony móżdżek z jakami" - a tu proszę leniwe, świetnie AHopeS, trzymasz zawsze wysoki poziom, czekam na następne.  :yahoo:  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję.

  • Gazda

    Taka afera o ruska?😜😜😜😜 A już myślałem że będzie micha na głowie Sama. Brawo. Jak zwykle zestaw na tak👌👌

  • AHopeS

    @Gazda Zdrowych i Wesołych
    Dziękuję za kom.

  • Aladyn

    Spodziewałem się jakiejś niesamowitej, grożącej mrożącymi krew w żyłach, konsekwencji żarłoczności Samuela, a tu taka prozaiczna przyczyna. Nie udzielił pierwszeństwa Mii w konsumpcji pierwszego pieroga. Pomysł Autorki niekonwencjonalny, jak zresztą wiele innych w tym opowiadaniu.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję.