Zaskakujące Lądowanie rozdział 65

Zaskakujące Lądowanie rozdział 6565  
Mia  

  Na Boga, co ja wyprawiam? Dostaję cykora. W dodatku gruby męski głos odbija się od kafli łazienki, przyprawiając mnie o dreszcze. Może jednak powinnam… Jedno spojrzenie na Brutusa, który znów stoi jak ochroniarz z cwaniackim wyrazem twarzy doprowadza mnie do szaleństwa. Ta spłuczka zimnej wody nie była ani trochę miła. Chciał walki, to ją dostanie. Ciekawe, co powie na to!  
– Dzień dobry panie Berger, Mia z tej strony. Serdecznie dziękuję państwu za zaproszenie na jutrzejszy obiad, lecz z ciężkim sercem muszę odmówić. Proszę nie robić sobie kłopotu z przygotowywaniem posiłku – mówię przemiłym głosem i gulem skaczącym po sam sufit.  
– Oh! Dzień dobry Mia, ale miła niespodzianka. Możesz mi jednak podać konkretną przyczynę? Moja żona nie akceptuje odmowy, nie znając poważnego powodu – odpowiada ojciec Samuela.  
Wrrr. Czy w tej rodzinie wszyscy muszą żądać konkretów? Już teraz wiem, po kim odziedziczył to Samuel, który właśnie wyszczerza w moją stronę zęby. IDEALNIE! Mrużę oczy.  
– Bardzo prosty, panie Berger. Mam bardzo napięty grafik, a pański syn dopiero dzisiaj poinformował mnie o jutrzejszym spotkaniu. Dla mnie jest niemożliwe przesunięcie bardzo ważnego terminu tego dnia. – Grzecznie odpowiadam i w duchu modlę się, aby zabrzmiało to dyplomatycznie. Młody oparty o róg pralki trzęsie się ze powstrzymywanego śmiechu, po czym przystawia rękę do ust, tworząc z niej tunel i głośno mówi:  
– Kochanie, ty wiesz, że jutro jest niedziela i nie masz żadnego terminu, a tym bardziej nie posiadasz grafiku dnia? Wtopiłaśśś, słońce! – Robiąc drugą ręką gest zatonięcia. Strzelam buraka, czuję to, po palących policzkach. Czy on musi warczeć? Krew w żyłach zaczyna wrzeć.  
– No właśnie, jutro niedziela – stwierdza Pan Berger, powodując tym lasowanie masy mózgowej. Zaraz wybuchnę. Chwytam się za skroń.  
– Bardzo dobrze wiem, jaki jest jutro dzień tygodnia, dziękuję za przypomnienie „kochanie.” – Ostatnie słowo wypowiadam sarkazmem w kierunku Samuela. – Ale mam termin do kliniki weterynarii na kastrację szczeniaka. Dlatego bardzo państwa przepraszam, lecz na wizytę czekam już bardzo długo i nie mogę z nim zwlekać. – Samuelowi opada dosłownie kopara po pępek. Czy on nie ma wstydu stać przede mną z półtwardym wzwodem, podczas gdy ja rozmawiam z jego „producentem?” I jakim cudem mu jeszcze nie opadł? Męska anatomia jest czasem ohydna!  
– Masz szczeniaka? Oh! Samuel nic mi o nim nie wspominał. Jak się wabi? – dopytuje podekscytowany ojciec mojego chłopaka, który macha gałązkami, abym nic nie mówiła. Rogi na moim czole proszą o przebicie się przez skórę.  
– Brutus, proszę pana – informuję rozmówcę, ignorując prośby mojej miłości, jego dłonie i głowa opadają z frustracji w dół. HA! Jeden kopniak w tyłek… Zaliczony.  
– A jaka rasa, jeżeli mogę się zapytać? Uwielbiam psy. – Chce wiedzieć senior Berger, natomiast juniora twarz wystrzeliwuje w górę, układając dłonie do modlitwy, bym miała nad nim litość. Trudno, jestem zmuszona…  
– Samuel Jonas Berger. Zna pan tę rasę? Jest wyszczekany, oznacza wszędzie swoje terytorium, ignoruje polecenia, ślini wszystko, co popadnie i w dodatku wydrapuje ostatni nerw, jaki jeszcze posiadam. Dobrze, że nie zaczął obgryzać obuwia. Choć teraz muszę i być na to przygotowana – odpieram, dając w ten sposób drugiego kopniaka, który celnie ląduje z pełną punktacją. W słuchawce zapada grobowa cisza. Samuel zamyka oczy i ciężko wzdycha. – Ostrzegałem was przed jej brutalnością – mówi Sam. Nie wiem, co to ma być, ale śmiech, który rozlega się po całym pomieszczeniu, jest zarażający. Mnie samej wchodzi lekki uśmiech na usta.  
– Już cię lubię złotko! Samuel potrzebuje kopasa w dupasa! Przy okazji skróć mu struny głosowe, bo naprawdę dużo szczeka. Jestem po twojej stronie. Koniecznie musicie się jutro pojawić. Lucy będzie tobą zachwycona i cię pokocha. Już to widzę, jak my faceci siedzimy z podkulonymi ogonami na tej nowej kanapie, którą jak to ujęła „Już wcześniej zamówiła”, a tak naprawdę pojechała do sklepu meblowego i wytargała ją z wystawki, tak mi powiedział chłopak, co dzisiaj ją dostarczył. Mało tego mamie… – Chwila moment! Że co? Zgubiłam się już przy pierwszym zakręcie. Jak to znowu było? Ukrócić struny głosowe?  
– Panie Berger. Pan chyba nie zdaje sobie sprawy z moich zamiarów. Leczenie będzie długo trwałe, bo sama o to zadbam i to tubką pasty Colgate. – Próbuję jakoś przebić ten potok słów, ale mężczyzna nawet nie zauważa, że cokolwiek powiedziałam i nawija dalej. Chryste i ja to mam jutro przeżyć? Z szeroko otwartymi przerażonymi oczami gapię się na Sama, błagam go w duchu, aby zapobiegł temu, co dobiega moich uszu, lecz w głowie nie zatrzymuje się ani jedna sylaba.  
Tak jakby wiedział, co mi przechodzi przez umysł, odbiera aparat z dłoni, przystawia sobie go do ust.  
– Hej! Tato! Zwilż zęby, bo ci schną od gadania. Przeraziłeś mi dziewczynę, właśnie wzięła nogi za pas i uciekła. – ryczy do słuchawki. Domyślam się, jak te słowa wryły się w czachę jego ojca. Zapada cisza. Ufff, ramiona z ulgi opadają mi w dół.  
– Ja ją przeraziłem? Niby czym? – pyta nieświadomy chłop.  
– Tato, nadajesz jak radio Maryja, a tego i tak nikt nie słucha. – Dowala junior seniorowi.  
– Mama nie ma nic przeciwko temu, zawsze mnie słucha… –  Zaczyna pan Berger.  
– Chyba w twoich snach. Synku, teraz już wiesz, czemu używam korków do uszu – stwierdza w oddali melodyjny żeński głos. Nie wytrzymuję i zaczynam pod nosem cicho rechotać. Auć, to był cios prosto w kasztany, bez dwóch zdań. Mój chłopak również ma na twarzy wafel po komentarzu swojej rodzicielki.  
– Dobrze wiedzieć, bo to było już trochę podejrzane i chciałem oddać sprawę w ręce detektywa – oddaje mój chłopak z powrotem, po czym szybko dodaje.  
– Ok. kopruszki, miło było was słyszeć, ale czas goni. Tak jak Mia już wspominała. Lipa z obiadu – oznajmia.  
– Chwila moment, nie tak szybko! Nie po to malowałem całą chatę, abyście sobie żarty stroili. Nie daliście żadnego powodu, dlatego widzę was punkt jedenasta przy stole. To nie podlega debacie, a w kwestii kastracji Brutusa, z chęcią ci złotko pomogę. Miłego dnia – informuje nas pan Berger poważnym tonem. W połączeniu słychać klik oraz sygnał zakończonej rozmowy. Uśmiech, który miałam na twarzy, znika jak zdmuchnięty płomień świeczki. Samuel odkłada telefon na swoje świeże ubranie, podchodzi do mnie, kładzie dłonie na moich biodrach, z błyskiem w oku i promiennym uśmiechem, patrzy w moją przerażoną twarz.  
– Co TO było? – pytam piskliwym głosem.  
– To kochanie był tylko mój ojciec, mama jest inna, ale jak trzeba, umie utrzeć nosa w najmniej spodziewanej chwili. – Daje mi dziubka w usta. Wtulam się w jego tors, zamykam na chwilę oczy. Kij z tym, że spływa mi coś po nogach, mogę to zmyć.  
Ale się porobiło. W sumie było to trochę śmieszne, ale czy dam radę podołać takiemu wyzwaniu? Jak będę miała wsparcie to na pewno, tylko jest jeszcze pytanie, co…  
O Boże! Wstrzymuję oddech.  
– Zapewniam cię słoneczko, oni są wyluzowani. Nie masz powodu do paniki, jak słyszałaś, ojciec nazwał cię złotkiem, a co do mamy, na stówę słyszała całą rozmowę i już cię kocha... Wapniak miał rację, będziemy jutro siedzieć jak mysz pod miotłą. – Śmieje się pod nosem, głaszcząc czule po mokrych włosach.  
– W tym momencie mam inny problem niż twoi rodzice – oznajmiam. Taka jest prawda, a odkrycie tego faktu sprowadziło mnie na ziemię.  
– Jaki?

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1354 słów i 7859 znaków, zaktualizowała 11 lis 2020.

4 komentarze

 
  • Shogun

    Hahaha, myślałem, że Sam zapadnie się pod ziemię, ale widzę, że jaki ojciec taki syn haha :D

  • AHopeS

    @Shogun Dziękuję bardzo :D

  • Basiaa

    No i jest super akcja, rozmowa z Jareckimi, super - Brawo autorka :bravo:

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję

  • nanoc

    Brawo, brawo, świetny odcinek, rozmowa z kopruszkami clou tekstu   :yahoo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję Nanoc. Miło, że się po raz drugi podoba.  :wstydnis:

  • Margerita

    łapka w górę Mia nie ładnie kłamać

  • AHopeS

    @Margerita Serdecznie dziękuję.