Zaskakujące Lądowanie rozdział 62

62  
Samuel

  Ciało, dusza i umysł rozluźnia się, bo jednak to wszystko było jakieś głupie nieporozumienie.
– ...a…eż…e…am. – mamrocze, ale jej nie rozumiem. Już raz mieliśmy taką sytuację. Przekręcam w duchu gałki oczne.  
– Możesz powtórzyć? Mój sutek nie jest mikrofonem połączonym z uchem. – stwierdzam pół poważnie, a tak naprawdę chce mi się śmiać z mojego hasła. Mia wtula się jeszcze bardziej i dobrze wiem, co nadejdzie. Znów boi się powiedzieć czegoś ważnego. Zanim wydobędzie ze swoich ust jakąś sylabę, odrywam ją od siebie, podnoszę jej twarz lewą dłonią, a prawą wskazuje na moją głowę.
– Tu są moje uszy, a tu moje oczy. Proszę bardzo? Co chciałaś powiedzieć? – dociekam, lecz ona zakrywa sobie buzię dłonią.
– ... a..ż…am. – wypowiada, a mnie prawie trafia szlag. Jednym ruchem odsuwam jej rękę i patrzę głęboko w oczy, podnoszę prowokująco prawą brew w górę.  
– Wypluj to z siebie. Zaczynam mieć obawy, że wł… – mówię niespokojnie.  
– Też cię kocham… Od dawna… – wyznaje. W pierwszych sekundach mój mózg nie przyjmuje tego, a za chwilę fontanna szczęścia rozpryskuje swoją wodę po organach.
– Boże, Tak! Tak! – krzyczę z radości, przytulam ją do siebie i całuję. Ten pocałunek nie jest delikatny ani nie natrętny, w nim ukazuję to, co cały czas ukrywałem. Moje liźnięcia są szybsze, twardsze i głodne, nasze splecione nagie ciała plus smak jej ust zmieszany z endorfiną, rozrywają mnie od środka. Chociaż Mia ma podpuchnięte czerwone oczy, nabrzmiałe usta, przyklejoną do czoła grzywkę oraz spoconą skórę i tak zostanie moim Nr1. Teraz mam pełny obraz, co się wydarzyło, co myślała, jej zamiar z tłuczkiem, choć myśl, że mogła siebie skrzywdzić, wywaliło mi bezpieczniki. Czułem, jak robię się blady na twarzy, mogę przysiąc, że miałem w tym momencie zawał.
Jeszcze muszę wyjaśnić jedną rzecz. Czy pamięta powrót do mieszkania.
– Wiesz, jak dostałaś się do domu? – wyszeptuję w jej usta. Mia przerywa nasz pocałunek, ze zmarszczonym czołem prostuje się. Jej wzrok jest błędny, gdy szuka odpowiedzi na moje pytanie. Dla mnie odpowiedź jest oczywista i prosta jak budowa cepa.  
– Nie pamiętam Sam… Jaaa nie wiem… – Zanim wpadnie w panikę, muszę ją uspokoić, a po zebraniu z teamem zamienię sobie słówko z moim kochanym kucharzem. Chyba łeb mu urwę! Albo…
– Sam ja nie pamiętam! – odpiera piskliwym już tonem. Biorę jej głowę w dłonie.
– Ciii. Zaniosłem cię do samochodu. Tom widział, że śpisz w moich ramionach, więc zaproponował pomoc i jechał za mną. Następnie pomógł mi wnieść ciebie do mieszkania oraz położyć do łóżka, a jak już wyszedł, to przebrałem cię w piżamę. Żadnego powodu do paniki. Byłaś wykończona. – A raczej pod wpływem Bóg wie CZEGO!  ‘Samuel twoja pańcia nie może widzieć, jak skacze ci gul.’ Upominam samego siebie.
Dziewczyna zaczyna dochodzić do siebie i kładzie czoło na mój lewy bark. Wzdycha.
– Czemu tego nie pamiętam? Niech mi ktoś nasmaruje zębatki w łbie – marudzi, ale wszystko rozumiem.  Pięknie! To, co myśli to wypowiada na głos, a co siedzi jej na sercu, ukrywa i milczy niczym grób. Właśnie ten fenomen kocham w niej najbardziej. Mia jest nieobliczalna, a zarazem tak łatwa do przejrzenia.
– Zgłaszam się na ochotnika w smarowaniu zębatki i to nie tylko w głowie. – Nie mogłem pohamować tego komentarza. Mia zastyga niczym posąg. Z pewnością zaraz się zapyta, czy powiedziała to na glos.
– Chyba nie powiedziałam tego …
– Jo. – Wiedziałem! Sto punktów dla mnie! Z jej ust wydobywa się warknięcie, po czym wali lekko czołem o moje ramię. Śmieszy mnie jej reakcja. Przekładam dłonie z pleców Rysia na okrągłą, wspaniałą pupę, zgniatając ją lekko. Uwielbiam jej pośladki, one są pełne, miękkie i mogę zatopić w nich palce. Jest wręcz idealna tak jak cała ona. Nie obchodzi mnie to, jaki nosi ze sobą ciężar, olewam jej napady paniki, nie interesuje mnie nasz nieświeży poranny oddech, zwisa mi, jakie mamy przepocone ciała. Jedynie, co się liczy, że jesteśmy razem, wspieram ją, trzymam w objęciach i jest moją damą. Nie obchodzi mnie czas ani zebranie czy praca. Dla mnie najważniejsza jest tylko ona i jej zdrowie. Nawet nie byłem aż tak bardzo zaskoczony, gdy podzieliła się swoimi obawami zerwania z nią, gdyż to jest absolutne głupstwo, same te przerywane słowa i myśli wskazywały tylko jedno. Strach. Strach przed konsekwencjami, kiedy powie, co ją trapi. Jej brak wiary w siebie jest namacalny, mogę zrozumieć, dlaczego jest sceptyczna i do wszystkiego podchodzi z dystansem, a później wpada w ten stan. To jest napisane czarno na białym i nawet gdybym miał oddać za to swoje życie, będę walczył z jej demonami do samego końca.  
– Fajnie, że masz ze mnie pompę. – warczy w moje ciało, jej ciepły oddech muska moją skórę. Przepiękne uczucie. Tysiąc słów wchodzi mi do głowy, ale wykorzystuję tylko jedno zdanie. Wiedząc, jak Mia reaguje na te sześć liter, mam szatański uśmiech na mordzie. Muszę. Po prostu muszę!
– Jesteś słodka niczym PĄCZEK z lukrem – mówię. Mia wystrzela w górę niczym pocisk z pistoletu i chce zejść z moich nóg.
– Odwal się. Nie jesteśmy w przedszkolu – syczy. Tak. Ona nie cierpi tego słowa dzięki obrzydzeniu przez NIEGO do cukru. Opowiedziała o wstręcie do pączków, ale jego nie powód. Dopiero gdy ujawniła prawdę, umiałem połączyć sobie całość w jeden film i on mi się nie podobał. Nie podoba do dziś.
– Ach… Naprawdę? – pytam zaskoczony.
– Tak. Mój dyplom w zerówce był godzien rekordów Guinnessa. Był ze smerfami, a ty w tym czasie walczyłeś z pieluchami i smoczkiem. –  Oddaje piłeczkę.
– Brawo dla ciebie. To było w dziewięćdziesiątym drugim, nie dziewięćdziesiątym czwartym. Ja na zakończeniu miałem Króla Lwa. – Ucieram jej nosa. Kocham to.
– I co? Mam pogratulować pomysłu twojej przedszkolance, że znała nowości z Walt Disney? Nie zmienia to faktu, że chodziłeś jeszcze w obsranych pieluchach. – Jej usta wykrzywiają się w bardzo prowokujący uśmiech. A niech mnie! Nawet nie mam po co zaczynać słowną bitwę, ponieważ z góry mam przegraną sprawę. Podnoszę dłonie do kapitulacji.  
– Ok. Niech ci będzie ropuszko. Wygrałaś. – Nie byłem przygotowany na to. Słyszę tylko pać i odczuwam pieczenie skóry. Właśnie zarobiłem lepę w tył dyni. ‘Chryste ma kobieta siłę’ momentalnie chwytam się za bolące miejsce, patrząc na nią z niedowierzaniem, pocieram bolący skrawek.
– Mówiłeś coś, czy to gnój parował? – Widzę, że stara się powstrzymać śmiech, jej mięśnie twarzy drgają, tak jak jej kąciki ust, a w oczach migoczą gwiazdki. Mistrzowsko. Ma zaciesz za danie mi czopa. Przyznaję się. Zasłużyłem na niego, dlatego nawet nie jestem zły za tę akcję. Lekko się uśmiecham.
– Zdecydowanie to drugie. Dlatego pod prysznic z naszymi zwłokami – oznajmiam. Mia podnosi w górę ramię i wącha sobie pod pachą.
– Tak, zdecydowanie… bawiłeś się w rozrzutnik… – prowokuje dalej, a ja muszę się z tego śmiać.
– Był wypełniony troską o ciebie. – Odbijam piłeczkę. Kopara opada jej po sam pępek, lecz zanim wpadnie we furię albo odpali jeszcze coś gorszego, klepię ją w lewy pośladek. – Nie chcę psuć twojego fantastycznego humoru, ale mam dzisiaj jeszcze zebranie. Muszę się trochę pośpieszyć. Zrozumiem, jeśli będziesz chciała odpocząć, ale prawdę mówiąc, wolałbym mieć cię na oku. – Dzielę się moimi planami. Mia odwija swoje nogi zza moich pleców, zsuwa się z moich nóg, a ja napawam się widokiem jej piersi. Mhmm, zaczyna mi się coś poruszać…
– I tak miałam zamiar… Niech to...! –  mówi przez zaciśnięte zęby. Podnoszę wzrok na jej twarz, ale jej oczy skierowane są w nasze krocza. Podążam za jej spojrzeniem i otwieram szeroko gały. Nie wiem, czy mam wybuchnąć śmiechem, czy pozostać dżentelmenem. Moja dolna głowica jest czerwona, tak jak jej uda. A jednak miałem rację, mówiąc Julianowi o zalaniu krwią. He, he.
– Sam, ja cię tak bardzo przepraszam. Kompletnie zapomniałam... – Kładę palec na jej usta. Decyduję się na drugą opcję. Nie wiem, czemu się wstydzi, to przecież jest naturalną rzeczą należącą do kobiety.
–To tylko trochę krwi, wszystko można zmyć – uspakajam. Mia podnosi się na równe nogi.
– Boże, jaki obciach. – mamrocze. Z twarzą przypominającą dojrzałego pomidora podchodzi do szafy i otwiera gwałtownym ruchem drzwiczki. W pewnym momencie wstrzymuję oddech, bo myślę, że zastaną wyrwane i rzuci nimi niczym Kapitan America swoją tarczą. Żeby aż tak było jej nie przyjemnie dostać miesiączkę? Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek spotkał taką kobietę, która by się tak mocno przejmowała, oprócz mojej mamy. Ona zawsze wychodziła ze skóry… Moje myślenia zatrzymują się niczym rozpędzony czołg.  
Obiad! Jutro! U rodziców! A ja nawet nie wiem, jak mam o tym powiedzieć mojej damie!  
Ach raz koziego. Wstaję, podchodzę do Mii od tyłu, przytulam się do niej i całuję pod prawym uchem. Zamykam oczy, przygotowuję się do zrzucenia kolejnego granatu.
– Jutro jesteśmy zaproszeni na obiad do moich rodziców. –  Odpalam. Zaczynam w duchu Odliczanie.
3… Cisza.
2… Napina się.
1… Wszystko wypada z rąk.
KA BUMMMMMMM.
0… ŻE CO?!  


Drodzy czytelnicy.
Kolejne dziesięć "zagubionych" rozdziałów wstawię jutro.  
AHopeS ma hope i wierzy w waszą połączoną moc.
Pozdrawiam AHopeS.

971 czyt.
100%93
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1688 słów i 9794 znaków.

3 komentarze

 
  • Margerita

    Margerita · 20 lis 8:33

    Łapka w górę rozbawiło mnie stwierdzenie mój sutek nie jest mikrofonem

  • nanoc

    nanoc · 19 lis 18:10

    Z przyjemnością czytam po raz drugi, i odkrywam piękno Tych dwojga po raz enty, świetne, a końcówka BOMBA.

  • Aladyn

    Aladyn · 19 lis 17:40

    Niech nasza moc będzie z Tobą.