Zaskakujące Lądowanie rozdział 50

50
Samuel  

  Czy przy tych bałwanach nie można mieć chwili prywatności?  
Jestem wściekły.  
– Odwal się! – odkrzykuję.  Załamany kładę czoło na ramieniu chichoczącej do ucha Mii. ‘Fajnie, że ją to bawi.’ To wcale nie jest śmieszne, a tym bardziej przyjemne, kiedy ma się w spodniach dwa granaty gotowe do wybuchu. Wypowiedziane przez dziewczynę słowa, doprowadziły mnie o zawrót głowy. Ahhh przepiękne uczucie i byłoby jeszcze piękniejsze, gdyby pan „Potrzebuję pomocy” nie zniszczył nam tej cudownej chwili! Polecę skubańcowi po premii. I to jeszcze jak!
Moja dziewczyna wstaje na równe nogi, więc nie mam innego wyjścia od wzięcia z niej przykładu.
– Zaraz mi jaja eksplodują – skarżę się, po czym daję Mii całusa w skroń.
– Ciesz się, że nie masz spuchniętych warg po zabiegu botoxu – odpiera niezadowolona, podnosząc szklankę z podłogi. Mój wzrok automatycznie wędruje w jej krocze, lecz dłuższa czarna bluzka zakrywa widok na jej kobiecość, która z pewnością pięknie się reprezentuje w ubranych białych legginsach.
Auć!
Nie dość, że mój jeleń jest tęgi, to doprawiono mu rogi. Poprawiam królewicza dla lepszej swobody ruchu, gdy Mia ma czelność z uśmieszkiem przyglądać się, gdy wkładam rękę w bokserki.
– Zobaczymy czy będziesz się śmiała, gdy Cię dopadnę – ostrzegam ostrym tonem.
– A jeśli każe ci iść do budy? – Prowokuje ze słodkim uśmiechem na buzi.
– To będę tak długo wył pod drzwiami, aż dostanę ciasteczko – stwierdzam, powoli kierując się w stronę schodów.
– Zawyjesz się na śmierć – mówi sucho, dając mi do zrozumienia zakończonej dyskusji. Czemu ta kobieta musi zawsze mieć ostatnie słowo? I dlaczego znów podkulam ogon? Przecież, to ja jestem tym, co dużo szczeka. Pomału nie rozumiem tego świata.
  Wchodząc do zatłoczonego baru, moja dama spogląda na mnie spod byka, a leżące na języku pytanie można wyczytać po jej zmarszczonych brwiach.
– Jest po dwudziestej – uświadamiam dziewczynie porę dnia, przez co robi duże oczy. Kiedy omijamy slalomem stoły, zauważam wolne krzesło, które chwytam i wstawiam za ladę. Klepiąc po nim wskazuję Mii, by zajęła na nim miejsce, oczywiście kobieta nie może odpuścić sobie przekręcanie oczu, zanim usadowi swoje cztery litery na drewnianym siedzeniu.
– Odpocznij. Mózg ci się lasuje. – Musiałem to powiedzieć, bo ileż możne ślęczeć nad stosem kartek? Pół dnia chyba wystarczy przy tym niekończącym się ładzie. Dziewczyna wyciąga do mnie w perfidny sposób język, a za plecami słyszę głośne klaskanie w dłonie.  
– Brawo. – Odwracam głowę i widzę Kaia z rogalem na ryju. – Potrzebowałeś na ruszenia zadka, aż… – zerka na zegarek na nadgarstku – osiem minut. Gratulacje. – dokańcza. Jeszcze chwilka, a w moim mózgu przepali się kabelek dobrych manier i całkowicie niechcący moja pięść wyląduje na jego twarzy. Kumpel czy nie, ale naciąga stanowczo pałę.
– Zobaczymy, ile ty będziesz potrzebował z Sabriną  – oddaje kontrę, na co Kai strzela pomidora. Obojętnie w jaki sposób próbuje ukryć nad jego głową latające serduszka i tak mnie nie oszuka. Za dobrze go znam.
– Z jaką Sabriną? – Robi się za głupka. Muszę przyznać, facet naprawdę posiada faje, aby walnąć takim ciemnym tynkiem.
– Naszą. Wasz romans czuć po samą Syberię – odpala Mia. Twarz barmana nie dość przybrała koloru ugotowanego buraka, to jeszcze zaczyna szybko mrugać powiekami. Wszystko na temat. He, He.
– Proszę bardzo, mamy dowód. – Klaszczę raz w dłonie, wskazując palcem na jego wizaż. Barman podnosi ręce.
– Dyskrecja, dobra? – prosi speszony.
– Dyskrecja? Z czym? – Wtrąca się Karin, która właśnie przyniosła świeże zamówienia. Już chcę powiedzieć kelnerce, że nie mówi się „z czym” tylko „sikam”, ale sytuacja ta jest bardziej interesująca i ciekawi mnie, jakie tym razem ma gościu alibi, lecz tej torpedy z jego strony nawet Nostradamus nie był w stanie przewidzieć.
– Jestem prawiczkiem. – Choć typek stara się opanować żelazną minę, tak pracujące na maxa mięśnie żuchwy są widocznie nawet dla ślepca. Karin wypada taca z rąk, Mia zakrywa sobie buzie, aby nie wypluć upitej wody, a ja sobie myślę ’Piękny Walt Disney’.
– Poważnie? – dopytuje Karin piskliwym głosem. ‘Boże! Czemu ona połknęła ten haczyk?’ Zaciskam mocniej szczęki, aby utrzymać powagę i nie roześmiać się na cały bar, a moja dziewczyna zwątpiła z połknięciem wody, wypluwając ją z powrotem do szklanki, z ciekawością czekając na reakcję barmana, lecz jak to w naturze mojego przyjaciela, nie daje odpowiedzi na bezsensowne pytania, zabierając się za dostarczone zamówienia.
– Kai? Ty naprawdę jeszcze nigdy... – Wierci kobieta chłopakowi dziurę w brzuchu, dlatego stwierdzam, iż nadszedł czas na odegranie roli rycerza w srebrnej zbroi.
– Karin…? Serio...? Kai prawiczek? On wiedział jeszcze przed narodzinami, do czego służy ten frędzel między nogami! – Daję kasacje po całej linii. Kelnerka odwraca się na pięcie i pędzi do tłumu gości. Oj, chyba wrzuciłem komuś peta w but, skoro dostała pershinga w nogach. Kai wystawia do mnie dłoń do żółwika, a Mia krótko i zwięźle kwituje:
– Jesteście grzmotnięci.
  Czas upływa wyjątkowo szybko. Dzisiejszy wieczór można porównać do wczorajszego. Kiedy widziałem zmęczenie na anielskiej buzi mojej dziewczyny, kazałem jechać jej do domu, w końcu musi jutro wstać do pracy. Wiem, że ma prawo jazdy i dłuższy czas nie prowadziła pojazdu, ale że ruch na ulicach o tej porze jest mały, postanowiłem pchnąć ją krok dalej. Dałem Mii kluczyki z Audi, na które gapiła się, jak na rozjechanego jeża, zaczynając protestować, bez powodzenia. Ufam jej i chcę, by o tym wiedziała. Uzgodniliśmy, iż zadzwoni do mnie, gdy dojedzie do domu. Po dziesięciu minutach w kieszeni wibrował mi telefon i słysząc, że dotarła do łóżka bez kolizji, mogłem spokojnie pracować dalej.
  Dzisiejsza kasa również zabrzęczała fenomenalną sumą, z czego jestem więcej niż zadowolony. Nowi kelnerzy nadążali nad tempem, jedyne co totalnie wchodziło mi na nerwy, to Noel. Żul już drugi dzień z rzędu rozbierał swoim rentgenowskim spojrzeniem moją dziewczynę do naga. Muszę odczekać do następnego tygodnia, co reszta zespołu powie na ich pracę oraz opinię Mii. Joschua z mojego punktu widzenia ma fuchę zagwarantowaną, lecz do Noela mam spore uprzedzenia. Nie, że zatrudnię tego menela, a za moment sklepie mu michę za łaszenie się do mojej damy. Odczekam i zobaczę, co z tym fantem zrobię.  
  Jako ostatni wychodzę z Kaiem z budy.
– Dawaj, podwiozę cię – mówi kumpel, gdy zamknąłem drzwi z baru.
– Dzienx. Padam z nóg.  
– Zaimponowałeś mi. Dać kluczyki swojego dziecka w ręce dziewczyny. Kto by to pomyślał? – mówi. On sobie ze mnie drwi albo gada poważnie? Choć znam go od lat i sporo razem przeszliśmy, tak aktualnie nie mam bladego pojęcia, w jaki sposób zinterpretować jego słowa.
– Konkretniej? – pytam. W końcu jesteśmy niczym bracia, po co jakieś niedogadania. Otwieram drzwi z jego srebrnego Forda Focusa, zajmując w nim miejsce.
– Chłopie! Jesteś tak samo spalony z uczuciami, jak ja do Sabriny. Dziwi mnie tylko, jakim cudem Tsunami była pozbawiona węchu. Od ciebie nie od dzisiaj śmierdzi wędzonym sercem i dotąd nie wiem, co jest gorsze. To, że skończyłeś się ukrywać do niej z uczuciami, czy wasze ślinienie się po kątach – komentuje rozbawiony, startując silnik samochodu.
– Nie wyznałem Mii jeszcze uczuć, a to ma swój grunt. Nie zawsze wszystko jest piękne, jak wygląda na pierwszy rzut oka. – przyznaję. – Bri również trzyma cię mocno w garści, więc czemu się ukrywacie, skoro jest to oczywiste? – pytam przyjaciela. Naprawdę nie mam pojęcia, co stoi im na przeszkodzie, aby się ujawnić. Oboje są wolni, mają pracę i widać, jacy są razem szczęśliwi.
– Soraya – szepcze.
Jedno imię i wszystko jasne.

1 623 czyt.
93%295
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1401 słów i 8192 znaków, zaktualizowała 5 wrz o 21:56.

5 komentarzy

 
  • Ryunique

    Ryunique · 7 września

    Szczerze? Nie mam pojęcia czym się wszyscy tutaj zachwycają. Niektóre rozdziały kompletnie nic nie wnoszą, nie ruszając akcji do przodu nawet o milimetr, nie mówiąc już o ich długości. 534 słowa? Serio? I po co to publikować? Co to wnosi? Fabuła jest nijaka, porównania naprawdę kiepskie i wywołują zażenowanie, a nie śmiech. Do tego dochodzi profanacja języka polskiego i angielskiego. Dramat.

  • Gazda

    Gazda · 5 września

    To jest super. I te dwa zakochane chłopy co myślą że nic nie widać. Proszę o jeszcze  

  • Aladyn

    Aladyn · 5 września

    Sam chce dostać ciasteczko, ale on też ma taki wyrób cukierniczy do posmakowania - rurkę z kremem.  

  • Margerita

    Margerita · 5 września

    Łapka w górę biedny Sam kiedy wreszcie pozwolisz mu ulżyć w tym cierpieniu. Ciasteczko mnie rozwaliło

  • Aladyn

    Aladyn · 5 września

    Faktycznie jest zakochany po uszy, skoro zdecydował się oddać swe ukochane "dziecko" w inne ręce i w dodatku niedoświadczone.