Zaskakujące Lądowanie rozdział 48

Zaskakujące Lądowanie rozdział 4848
Samuel

    Przez napływającą masę nowych zamówień nie zwracam uwagi, ile upłynęło czasu, odkąd Mia poszła do kuchni, ale znając moją dziewczynę, z pewnością pomaga kucharzowi przy nawale pracy.  
Właśnie mam uniesione dłonie z mikserem nad barkiem, by wymieszać kolejną mieszankę, kiedy kątem oka dostrzegam z lewej strony jakąś postać, odwracam lekko twarz i widzę Mię, trzymającą w dłoniach zakrwawiony kuchenny ręcznik.
‘Niech to szlag!’ Mikser z zawartością wypada mi z rąk, ląduje z brzdękiem na podłogę tuż za moimi plecami. Na ten widok robi mi się raz ciepło, raz zimno.
– Sam? Coś mi odpadło – mówi lekko przerażona, a przy barze następuje cisza.
Boże, chyba nie odrąbała sobie palców tasakiem?! Serce wali mi po samą krtań, a nogi się uginają. Podchodzę do niej, chcąc wziąć jej dłoń z zamiarem odwinięcia ręcznika, lecz ona gwałtownie ją odsuwa. Momentalnie cały się napinam, aż czuję każdy napięty mięsień pod skórą.
– Co się stało! – pytam zdygany.
– Nic. Po prostu odpadło. – Dziewczyna wzrusza ramionami, podając samowolnie dłoń, bym mógł odwinąć zalany krwią materiał. Ostrożnie rozchylam prowizoryczny opatrunek i…
‘Jakie zgredy!’  
– Jesteście szurnięci!!! – krzyczę na cały lokal. Znacznie się rozluźniam na widok lekko zmarszczonej, zaróżowionej, ulepionej z ciasta waginy. Tom w drzwiach swojego pałacyku robi gest „Yes” i znika w kuchni, natomiast stojący obok nas Kai, rzuca okiem na ich nowe, kreatywne działo.
– A niech mnie. Wygląda na prawdziwą – chwali zachwycony barman.
– Bo jest i właśnie mi odpadła. – Mia z niewinną miną wzrusza ramionami. Kai puszcza do niej oczko, a następnie w prowokujący sposób unosi brew w górę. Nie cierpię tego, gdy to robi. Cwel jeden.
– Dlaczego pozwoliłeś uschnąć śliweczce? – pyta mnie przyjaciel oskarżycielskim tonem. Chwila moment. Że jak to było?! Niech nie próbują ze mnie robić karczownika drzewek. Podnoszę obie dłonie w kapitulacji.
– Hola, hola nie tak szybko. Proszę nie zwalać winy na mnie – protestuję – przecież sama zabraniasz mi podlewać krzaczek. – Dokańczam patrząc na Mię, której prawie wypływają oczy z głowy, Kai totalnie zaskoczony patrzy raz na mnie, raz na nią.
– Ta. Sama sobie winna. – Tymi słowami odwraca się do klientów, którzy powrócili do swoich poprzednich rozmów. W chwili kiedy moja Dama otwiera buzię, by obdarzyć mnie słowną wiązanką, biorę ją w ramiona i szepczę do ucha:
– Od dzisiaj śliweczka będzie dobrze nawodniona. Obiecuję.
– Prędzej z konewki się przeleje, zanim ją użyjesz – ostrzega ze śmiertelnie poważną miną – idę pomóc Tomowi – oznajmia, lecz zanim potrafi zwiać, przyciągam ją do siebie i częstuję głębokim pocałunkiem. Siedzący przy barze klienci zaczynają z gwizdami głośno trzaskać dłońmi o blat. Podnoszę lewą rękę w górę, pokazując kciukiem Like. Kiedy wypuszczam moją Damę, ona kręci głową, mamrocze słabe ‘Wariat’ i zmyka z burakiem na twarzy w stronę kuchni. Odwracam się do siedzących przy ladzie stałych gości, którzy mają uniesione ręce na przybicie piątki. Uśmiech z gęby nie znika mi do końca pracy.
   Kolejny dzień dobiega końca. W lokalu znajduje się tylko nasza ekipa, sprzątając bar po zakończonej zmianie. Każdy wie, co ma do roboty, z wyjątkiem Noela, który niczym zagubiony chłopczyk kreci się w kółko, obsesyjnie obserwując Mię wypełniającą z Joschua regały szklankami. Kobieta nie tylko pomagała w kuchni, ale również wspierała kelnerki z wynoszeniem posiłków, a także zajęła się brudnym szkłem.  
  Znów przyłapuję nowego kelnera na wlepionych ślepiach w moją Lady. ‘Facet. Zaraz zarobisz kopa w ryj. Przysięgam.’
– Wyluzuj chłopie. Przecież ci jej nie zje. – Wyrywa mnie z obserwacji Tom. Nawet nie zauważyłem, kiedy kucharz podszedł do lady, a po jego ubraniu mogę stwierdzić, że zakończył proces odkażania swojego „zamku”.  
– Gapi się na nią, jakby była soczystym jabłkiem – obniżam głos, kierując ponownie wzrok na Noela.
– Daj mu popatrzeć na zakazany owoc. Też nie raz zawiesiłem oko na Mii i jeszcze jakoś jej nie posmakowałem – przyznaje kucharz. Na te słowa gwałtownie odwracam twarz w jego stronę, przeszywając kuchcika wzrokiem.
– Tylko spróbuj, a odrąbię ci jaja – ostrzegam kumpla. Chociaż wiem, że Mia z Tomem mają zagrania przedszkolaka i bardzo dobrze się dogadują, tak są pewne granice w strojeniu sobie żartów. Ten właśnie jest jednym z nich.  
– Mam do was, a przede wszystkim do Mii całkowite zaufanie, również Joschua może się do szczęściarza zaliczać, ale Noel? Nie wiem… Ten typek mi się coraz bardziej nie podoba.
– Przejdzie mu po dwóch dniach, a jak nie – Wzrusza barkiem – łokieć, pięta nie ma klienta. Proste – podsumowuje kucharz, po czym dodaje – polej kumplowi ziółkiem.
Przekręcam oczami, odwracam się do regałów alkoholem po butelkę Jägermeister i wtem wpada mi pomysł.
– Bydlęta do mnie! Oblewamy pierwszy Happy Hour!

1 381 czyt.
96%242
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 891 słów i 5186 znaków.

2 komentarze

 
  • Gazda

    Gazda · 31 sierpnia

    Tak zadrwić z Sama . Dobre, wspaniałe. I ten pocałunek . Ciekawe co będzie dalej.

  • Margerita

    Margerita · 31 sierpnia

    Łapka w górę oj Sam ty wariacie całować przy wszystkich