Zaskakujące Lądowanie rozdział 46

46
Samuel



   Pokaz, który daliśmy niespełna piętnaście minut temu pod Samtajl nie potrafi wyjść mi z głowy. Powiem otwarcie, opętał mnie demon szczęścia, ponieważ nie muszę dłużej ukrywać swoich uczuć do Mii.
Właśnie jesteśmy w Frego przy asortymencie biurowym, wybieramy segregatory z innymi niezbędnymi pierdółkami.
   Ok. Mia przebiera, wybiera, odstawia, dokłada, ja natomiast jestem oparty łokciami o wózek i napajam się widoczkiem jej pięknych gładkich nóg oraz tyłeczka, wyglądającego niczym posypany cukrem pudrem ptyś. Szerokie ramiączko lekko pomarańczowej sukienki osunęło się z barku, ukazując kolor stanika. Bardzo ciekawy kolor, ni to czerwień, ni to róż, ale taka żarówa, że wypala spojówki. Przyznaję, bielizna Mii jest bardzo ponętna i mogłem ujrzeć niejedną parę z jej kolekcji, może nie na niej, ale podczas rozwieszania wspólnie upranych ubrań. Moje bokserki w porównaniu z jej gorącymi koronkami to tandeta z kiosku ruchu. Ślina napływa mi do ust, gdy wspominam sobie stringi z błyszczącymi kamyczkami, które trzymałem w dłoniach. ‘Stary pomyśl o czymś innym, a nie wyobrażaj sobie, jakby wyglądała w takich cudach.’- warczę cicho w duchu. Za bardzo rzucałoby się w ślepia chodzić po sklepie z namiotem w gaciach. Szybko kieruję wzrok na włożone do koszyka kolorowe karteczki samoprzylepne oraz przedziałki. Oblewa mnie fala spokoju i odprężenia, tak jakby ktoś ścignął mi ciężar z garbu, a powodem są pierwsze kroki Mii w kierunku przejęcia biurokracji, choć ona sama o tym jeszcze nie wie, tak czuję to w głębi serca. Dla mnie struktura nie miała większego znaczenia, zawsze umiałem połapać się w tym chaosie, natomiast kalkulacje kobiety z wyborem koloru, czy rozmiaru głupiego segregatora są wystarczającym dowodem, że skierowałem ją z powrotem na tor marzeń. Tak powinno być. Taki był plan.
   Wpadające do kosza segregatory wytrącają mnie z dumania, a dziewczyna zaczyna układać wybrane artykuły według wielkości i koloru. Czasem można pomyśleć, że Mia jest pedantką w każdej dziedzinie, lecz ona jest jedynie dokładna i to w niej podziwiam.
– Tu już jesteśmy gotowi teraz twoja kolej. Prowadź panie wielkoludzie – mówi zadowolona, a ja obejmuję ją ramieniem i daję buziaka w skroń.
– Kierunek ALK – informuję. Ruszając do przodu, szukam po kieszeniach listy, lecz nie mogę jej znaleźć. Z przerażenia staję w miejscu i sprawdzam ponownie. Nie ma jej, po prostu dostała nóg i zwiała.
– Skarbie, zabijesz mnie – stwierdzam. – Chyba zostawiłem listę w biurze. – Jestem lekko spanikowany, a zarazem wściekły sam na siebie. Mia kręci głową, wkłada rękę w dekolt, by po sekundzie ukazać przed nosem poskładaną karteczkę. Oczy dosłownie wypadają mi z orbity. ‘Ona jest niemożliwa!’
– Tu ją mam – mówi z diabelskim uśmieszkiem na anielskiej buzi. Podchodzę do niej bliżej, obniżam głos i szepczę:
– Gdybym wiedział, że tam się znajduje, to osobiście wyciągnąłbym ją zębami przy wszystkich tu ludziach. – Z samego tego pomysłu robi mi się gorąco. Mia przełyka ślinę, lecz jej wzrok ostrzega mnie nad nadejściem następnej powalającej fali.
– Dobrze wiedzieć, następnym razem włożę do majtek – odpowiada z uniesioną ku górze brwią w oczekiwaniu na jakiś komentarz z mojej strony. Tym razem ja przełykam ślinę i usiłuję uspokoić szaleńczy puls.
– Będziesz musiała zadbać o łatwy dostęp. – Odbijam piłeczkę z powrotem. ‘Ciekawe, co teraz powie.’
– Nie ma sprawy, w takim razie sukienka, bez bielizny. Będziesz mógł wyssać papier prosto z wilgotnego podwozia. – Wyrzuca słowa z lekkością piórka, po czym rusza w stronę regałów z wódką, a ja stoję jak ten Głomb z przyśpieszonym o sto bić na sekundę sercem, a myśl o spacerującej bez bielizny parę kroków przede mną Mii, schylającej się po przypadkowo upuszczony długopis, prezentując wystającą w rulonik zwiniętą karteczkę między… ‘Wrrr’.  Penis zostaje pobudzony przez 230 V, które w jednej milisekundzie przeszywa moje ciało.
– Idziesz albo będziesz tak dalej czekać, jak pięciolatek na balonik z helem? – woła w moim kierunku. Otrząsam się z mojego kina w głowie i spiesznym krokiem podchodzę do niej z zakupami.
– Ale miałem piękny film porno – przyznaję z zachwytem.
– I może mam ci dać za niego Oskara, czy co? – pyta prowokującym tonem.
– Ha! Zasłużyłby nawet na dwa – odpowiadam zadowolony. Kobieta odsuwa dekolt sukienki do przodu, patrzy w biust równocześnie wzruszając ramionami.
– Masz pecha. Przyrosły mi do ciała, w innym przypadku bym ci je wręczyła. – Odpala niewinnym głosikiem, podając mi kartkę. Migdały w gardle doznają suszy, gdy dociera do mnie, że miała na myśli swoje zderzaki.  
Po raz kolejny zostałem skasowany niczym tramwajowy bilecik.
   Załadowani kartonami oraz skrzynkami alkoholu wracamy do baru. Oczywiście, jak na faceta przystało nie pozwoliłem Mii, aby nosiła ciężkie pudła, lecz moja uparta niczym osioł dziewczyna miała za każdym razem przygotowaną kontrę, więc odstąpiłem jej dwa kartoniki z winem, które włożyła na tylne siedzenia Audi. Wypowiedziane przez nią słowa do tej pory dudnią w moich uszach „To, że nie jestem Andrzej, nie znaczy, że nie urodziłam się w pięćdziesiątym pierwszym”. W jej języku oznacza to: „Choć nie jestem facetem, mam siłę i moc”.
   Po zaparkowaniu samochodu pod Samtajl odwracam się w jej stronę i przyłapuję ją kolejny raz na ściekającej ślinie z ust. Kładę luźno lewą rękę na kierownicę.
– Nigdy nie uważałem cię za słabą osobę, wręcz przeciwnie. A jeśli chodzi o noszenie ciężkich rzeczy, jest to kompletnie inna półka. Po co masz się wysilać? – mówię łagodnym głosem.
– Oznacza to, że będziesz moim wiernym sługą noszącym nowo zakupione obuwie? – kpi sobie, ponieważ oboje znamy zawartość jej mini szafki na buty. Dokładnie posiada sześć par.
– Jak najbardziej, tak samo zakupy z Lidla, śmieci, czy miskę z praniem. – Daję do zrozumienia. Mia kładzie płasko rękę na moim czole, by po chwili zrobić gest poparzonej dłoni.
– Wiedziałam, że jesteś chory, ale byś miał gorączkę, jest mi nowością – komentuje sarkastycznie.
Nie wiem, czy chciała mnie obrazić lub wyśmiać.
– Gorący jestem zawsze, ale chory jedynie na twoim punkcie – stwierdzam z łobuzerskim uśmiechem, puszczając do niej oczko.
– Dobrze wiedzieć. Przynajmniej nie muszę bawić się w pielęgniarkę.  
Bez namysłu chwytam się za serce, udając konającego komara.
– Mia, umieram! Zrób mi usta-usta – błagam, a co robi moja pańcia? Rechocze na całe gardło, pukając palcem po moim czole i zanim realizuję, co się dzieje, Mia opuszcza auto, zatrzaskując za sobą z impetem drzwi.

1 501 czyt.
96%253
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 1206 słów i 6958 znaków, zaktualizowała 25 sie o 16:49.

3 komentarze

 
  • Pani123

    Pani123 · 25 sierpnia

    Ptyś jak ptyś, ale oskary...co by było jakby Samuel zasugerował że na trzy zasłużył? Co byłoby tym trzecim?   Jaką odpowiedź wymyśliłaby elokwentna i słynąca z wyjątkowo  dowcipnych porównań autorka tekstu?  
    Nie ma to jak pyszne macchiato i ZL na deser w  niedzielne popoludnie

  • Gazda

    Gazda · 25 sierpnia

    Twoje teksty powalaja   A już porównanie do ptysia z cukrem to majstersztyk. Super. Mam nadzieję, że go kiedyś zacytuję     

  • Margerita

    Margerita · 25 sierpnia

    posypany cukrem pudrem ptyś. ten cytat jest rewelacyjny   po prostu go uwielbiam