Zaskakujące Lądowanie rozdział 113

Zaskakujące Lądowanie rozdział 113… 0 …



  113
  Mia

  Czy może mi ktoś powiedzieć, jak tego dokonałam? Nie miałam pojęcia, iż mogę posiadać aż taką władzę, by w ciągu dwóch godzin został podpisany kontrakt z Damianem w absurdalnej niskiej cenie.  Dodatkowym bonusem dla firmy są darmowe wejściówki na dwa pierwsze koncerty Mariusza dla całej ekipy zajmującej się planami nowego lokalu - oczywiście pod warunkiem spełnienia naszych wymagań oraz dotrzymania terminu.  
Osłupiała opadam na obrotowy fotel, zamykam oczy, a zadowolenie na mojej twarzy nie uchodzi uwadze szefów, którzy są pod wrażeniem mojej pokerowej miny i profesjonalności. Tom przyznaje, że był krótko przed wybuchem śmiechu, kiedy Damian żarł mi dosłownie z rąk i trząsł portkami, bo nie chciał schrzanić tak wielkiego zlecenia. Natomiast Samuel wyprasza swoich współpracowników, aby podziękować mi na swój sposób. Na szczęście dzwonek telefonu przerywa nam gorącą chwilę. Chłopak daje głos niezadowolonego szczeniaczka, lecz z drugiej strony, jestem wdzięczna temu zakłóceniu. W końcu mam przede sobą ciężką rozmowę telefoniczną, która wymaga ode mnie dużej koncentracji.
Widząc minę Brutusa powstrzymuję rozbawienie i odbieram połączenie.
– Samtalj - Bar. Dosch przy aparacie. – Muszę odwrócić wzrok, w innym przypadku nie dam rady utrzymać poważnego tonu.
– Hartz. Dzień dobry Pani Dosch… – Na kablu mam kierownika sieci meblowych.  
– Proszę o sekundkę –  Zakrywam słuchawkę dłonią i spoglądam na Brutusa.
– Mam ważny telefon, sio na górę – szepczę, na co chłoptaś kiwa głową i opuszcza moje małe imperium. Biorę głęboki oddech, by przygotować się na starcie z najważniejszym dla nas rekinem. Od tej rozmowy zależy, czy data otwarcia klubu jest realna. To będzie ciężka walka, aby wydobyć jak najkorzystniejszą cenę. Z takim asem, jak Hartz nie będzie to łatwe. Siadam na fotelu, podsuwam sobie przygotowane notatki i powracam do rozmowy.
  Niespełna godzinę później jestem rozczarowana, rozbita i wkurzona. Kończę rozmowę, a trzymaną słuchawkę jakbym mogła, to rzuciłabym o ścianę. Wszystko poszło w spodnie. Zaczynając od ilości mebli, terminu, aż po sumę. Nic nie umiałam utargować. Poniosłam totalną klęskę.
Załamana wkładam głowę w dłonie, szukając sposobu na rozwiązanie tego fantu. Nie mogę się poddać, a tym bardziej zawieść szefów i pracowników. Oni we mnie wierzą, kiedy ja w siebie wątpię.
Zanim jednak odejdę kompletnie od zmysłów, decyduję się skontaktować z innym tańszym firmowym sklepem. Może akurat tu będę miała więcej powodzenia a jak nie, to mam poważny problem. Z iskierką nadziei wybieram numer do salonu meblowego, mając pod nosem przygotowany wcześniej wydrukowany asortyment.
  Pół godziny później spocona, wykończona i z suszą w ustach, człapię z laptopem pod pachą do hien, które odgryzą mi łeb. Nie mam innego wyjścia, muszę ich poinformować o jedynym rozwiązaniu i albo będą z tego zadowoleni, albo otwarcie klubu w planowanym czasie runie w gruzach, a na to nie możemy sobie pozwolić.
  Podchodzę do lady barowej, przy której Samuel z Kaiem w pełnej koncentracji spisują listę. Rzucam okiem na te bazgroły szczeniaka i przekręcam oczami widząc ten nieład, ale dzięki temu wiem, że wzięli moją groźbę do serca. W końcu to oni są barmanami i wiedzą najlepiej jaka ilość szkła wraz z pierdółkami jest im potrzebna, o które zmuszeni są zadbać w swoim zakresie. Odkładam z cichym stuknięciem przenośny komputer, siadam naprzeciw nich na barowym krześle, odwracając ich uwagę od papieru.
– Tsunami w końcu pojawiło się na lądzie – stwierdza z rozbawieniem Misiek.
–  Ha, ha! Bardzo zabawne Yogi – odpieram opryskliwie, bo jakoś w chwili obecnej nie mam ochoty na kiepskie żarty. Samuel natomiast przygląda mi się swoim sokolim okiem. Bez słowa chwyta za różne butelki i wlewa ciecz do miksera.  Z uniesioną brwią patrzę na niego, lecz zanim zdążę otworzyć gębę, chłopak mnie wyprzedza.
– Nie przejmuj się złymi nowinami. Jesteśmy facetami i przyjmiemy je z godnością – komentuje to, co zauważył jednym spojrzeniem. Po raz kolejny udowadnia mi, jak bardzo dobrze mnie zna. Nabieram głęboko powietrze i zaczynam mówić o zaszłej katastrofie z Hartz. Bezczelnym, aroganckim zachowaniu typa, któremu najchętniej naplułabym w twarz przez słuchawkę, ale również dzielę się drugą wybraną przeze mnie opcją. Pokazuję im na stronie internetowej wybrane fotele, stoły oraz barowe krzesła, które w ciągu czterech tygodni mogą zostać dostarczone, a jeżeli do godziny potwierdzę e-mailem zamówienie, zdobędę jeszcze dwadzieścia procent upustu na całkowity zakup wyposażenia. Biorąc pod uwagę sumę, jaką uzyskałam po kosztorysie, to rabat, który umiałam wynegocjować, mieści się poniżej zaplanowanego dla mebli budżetu.  
– Decyzja należy do was. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy. – Kończę zrezygnowanym tonem, bo wiem, że Samuel zwraca uwagę na dobrą jakość, dlatego nawet po połowie wypitego koktajlu nadal czuję się niekomfortowo, proponując im tanią klasę produktu.
– Z mojej strony masz wolną rękę, tylko błagam, nie bierz sraczkowatego koloru – prosi Toffik, a na uwagę o barwie obić foteli kręcę głową. Dwa kliknięcia i na ekranie pojawia się zdjęcie tego, co mam na myśli, wygrywając tym uznanie obojga barmanów.
– Nie zastanawiaj się, tylko pisz potwierdzenie. Bardzo mi się podoba twój wybór, a jeszcze bardziej gust. Już widzę efekt końcowy – odpala w dwie sekundy Samuel, nachylając się do przodu – idealny, jak ty – mruczy. Składa na moich ustach słodki pocałunek, a zarazem pieczętuje tym swoją zgodę. Kamień spada mi z serca.  
Z drugiego końca lokalu dobiega mnie głośny śmiech. Odwracam się i widzę stojącą w progu dzisiejszą zmianę. Stefan, Lilly, Teresa i Karin.
    Po przywitaniu z wymianą dwuznacznych słów, grupa człapie przygotować się na nowy dzień pracy, a ja zaczynam tworzyć potwierdzenie zamówienia. Kątem oka widzę siadającą obok mnie Karin.
– Co do wczoraj… – zaczyna kelnerka.
– Temat został zakończony po moim wyjściu – mówię sucho, kopiując numer seryjny produktu oraz koloru ze strony internetowej do mojego prawie gotowego tekstu, wbijając potrzebną ilość przedmiotu.
– To są meble do klubu? – pyta zaskoczona kelnerka, na co przytakuję głową, ponawiając procedurę tym razem z krzesłami barowymi i stołami w trzech różnych rozmiarach.
– Mia! One pasują idealnie do twojej koncepcji – gdacze dalej, wchodząc mi tym dosłownie na palmę.
– Choć nie spełniają moich oczekiwań, musimy się cieszyć, że zostaną dostarczone przed otwarciem i mam nadzieję, że do tego czasu będą gotowe balkony, remont, bar, podest i stabilna podłoga. Jak Max&Sohn da ciała, to możecie się pożegnać z otwarciem w Sylwestra. Będziemy siedzieć na gigantycznych kosztach, a to również wiąże się z waszą pracą. Więc jeśli chcecie mieć posadę, proszę, a raczej żądam od was wsparcia. –  Skoncentrowana na wpisywaniu kolejnej kolumny literek podaję w skrócie informacje z paru ostatnich godzin. Cisza, która zapadła zmusza mnie do oderwania wzroku od monitora. Trafiam na przerażone twarze obsługi i barmanów. Z tą różnicą, że ostatni zgrywają twardych bossów. Nie przeoczyłam jednak tego potwierdzającego błysku w spojrzeniu Samuela, iż nie tylko oni, ale i reszta powinna pomimo ośmiu godzin pracy okazać więcej intencji i wesprzeć resztę członków. W końcu nie tylko nasza, ale i ich przyszłość leży w projekcie Samteil-Night.
Ku mojemu zaskoczeniu, zaczynają się miłe dla ucha dyskusje, kiedy kto może przyjść, która osoba zgłasza się na ochotnika do różnych zajęć, a nawet propozycja dekoracji, czy pomoc w zakresie wyłożenia parkietu. To ostanie zostało wypowiedziane przez bardzo dobrze mi znany głos. Kai i Sam z okrzykiem radości wybiegają zza lady. Całkowicie zdezorientowana ich zachowaniem odwracam się za siebie. Facet, który stoi odwrócony do mnie tyłem, brany jest w typowe męskie powitanie. Nie widzę jego twarzy, ale koleś jest znacznie niższy od szefów, ma czarne włosy, a ze względu na grubą zieloną kurtkę ciężko mi stwierdzić, jakiej jest budowy. Wszystkie włosy na karku stają mi dęba. Coś tu nie gra.
– Mia, przedstawiam ci Floriana. Nasz dobry kumpel, a zarazem przyszyły barman – mówi Kai w euforii.  
Typ o rzadko spotykanym imieniu odwraca się w moją stronę.  
Kolczyk w krzaczastym prawym łuku brwiowym.
Niebieskie przypominające lód oczy, otoczone gęstymi czarnymi rzęsami.
Dość prosty nos z lekko wykrzywionym czubkiem na lewo.
Mała bródka w stylu Saul Patch. Krótki zarost pod dolną wargą.  
To nie Florian.  
To…
ELIAS!
    
                                           KONIEC CZEŚCI PIERWSZEJ



Parę słów od Autorki.
W pierwszej kolejności chcę podziękować osobom, które zachęcały mnie do publikacji, a także mojemu Trio ( nie będę wymieniać, ale oni wiedzą )
Serdecznie dziękuję za motywację, wsparcie oraz wszystkie dobre podbudowujące słowa. <3
Również Wam, drodzy czytelnicy, dziękuję za poświęcenie chwili uwagi oraz miłe komentarze i łapki.
Pozdrawiam.
AHopeS <3

100%89
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użyła 1589 słów i 9392 znaków, zaktualizowała 25 lut o 21:50.

11 komentarze

 
  • bosman

    sądząc po łapkach to napewno czekają na ciąg dalszy Mii i Samuela

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję.

  • Czarly

    Kiedy ciąg dalszy?

  • AHopeS

    @Czarly To zależy od czytelników, czy chcą ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.

  • nanoc

    Uj, to się narobiło, kto go wypuścił z pierdla, autorka musi to wyjaśnić, odcinek zaskakujący zakończeniem, dla mnie szok, a tak to jak zwykle świetna fabuła, i trzyma w napięciu   

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję

  • papcio

    a hope nie wiem female or male prosze szybciej  pisz. elias z malej litery bo tak chcialem,. Piszesz super prosze o wiecej.

  • AHopeS

    @papcio Dziękuję. Bardzo mi miło.
    Druga część się pojawi, bez obaw. Jednakże proszę o trochę cierpliwości.

  • Skrzypek

    Brawa dla autorki !! Czuję się jak książkoholik na głodzie, co nie raz mi się zdarzało po powieści która sponiewierała moje emocje.  Wyczekuję ciągu dalszego oraz najchętniej widziałbym to jako  książkę w mojej kolekcji

  • AHopeS

    @Skrzypek Dziękuję. Bardzo miło przeczytać taki komentarz.

  • SuperDziewczyna

    Super!! Najlepsze opowiadanie jakie czytałam. Tak dalej!

  • AHopeS

    @SuperDziewczyna Dziękuję.

  • a jak

    łapowanie.

  • AHopeS

    @a jak  Dziękuję

  • Dyzio55

    To czekamy na ciąg dalszy👍😼.  

  • AHopeS

    @Dyzio55 Dziękuję. Miło.

  • Pani123

    Elias czy nie Elias? Oto jest pytanie
    Pewne obcojęzyczne tasiemce zawsze kończyły się w takich, kluczowych dla całej fabuły  momentach. A potem na kolejny odcinek  czekało się  i  czekało ...
    Oby tu nie było podobnie  i obyśmy nie musieli na kolejną serię czekać pół roku Czy  panna Hope da hope na dalszy ciąg w najbliższym czasie? Ilość łapek świadczy o tym że czytelnicy w to  wierzą. Zatem  czekamy 😀

  • AHopeS

    @Pani123 Dziękuję
    Hope ma hope, aby czytelnicy nie musieli czekać wieczności.
    Pozdrawiam.

  • shakadap

    Dobra robota.
    Pisz dalej! Twoje pomysły na fabułe są fantastyczne.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję. Miło.

  • Aladyn

    AhopeS ma niesamowitą zdolność do kreowania nagłych i niespodziewanych zwrotów akcji. Ta ostatnia scena na zakończenie pierwszej części, to naprawdę bardzo mocne uderzenie.
    Jest pewne, że wyciągniecie przez Autorkę z piekielnych czeluści tego demona, zaważy w nieprzewidywalny sposób na losach bohaterów. Ale o tym się dowiemy (oby jak najprędzej) w  drugiej części tej świetnie napisanej powieści, na którą czeka wielu wiernych czytelników.
        

  • AHopeS

    @Aladyn Serdecznie dziękuję.
    Milutko się na sercu robi, czytając takie komentarze.  
    Pozdrawiam AHopeS