Zaskakujące Lądowanie rozdział 11

  11
Mia  

   W buzi mam smak wymiocin, głowa zaraz pęknie z bólu i czuję, jak śmierdzę na pot. FUJ.  
Otwieram powoli jedno oko, sprawdzam gdzie jestem. U siebie w sypialni... Jakim cudem...? Materac z lewej strony lekko się ugina.
– Hej, lepiej już? – pyta mnie zmartwiony Samuel.
– Yyyy… – Marszczę czoło, wydaję jęk, bo czuję jedynie pulsowanie w czaszce. Ostatnie, co pamiętam, to jak biegnę do łazienki i wymiotuję niczym studnia bez dna.
– Pewnie masz ból głowy. Chodź pomogę ci usiąść – mówi szeptem. Gdy opieram się o zagłowię łóżka, chłopak podaje mi Aspirynę wraz ze szklanką wody.
Zamykam oczy. Jaki wstyd, najlepiej zakopałabym się tuż za rogiem za pomocą widelca.
– Dziękuję – szepczę. Samuel bierze moją twarz w swoje dłonie i lekko podnosi do góry.
– Mia. Otwórz, proszę oczy i spójrz na mnie – mówi cichym, miękkim głosem. Robię to, co mi każe, dreszcz przebiega przez całe moje ciało. Jest mi z tym nie przyjemnie. Ta cała sytuacja nie powinna mieć miejsca.
– Co, jak co, ale za to nie dziękuj. Słyszysz? – Bierze głęboki wdech, po czym dodaje – Nie jestem w stanie zostawić cię samej, widząc jak się męczysz. Rozumiesz? Od tego są przyjaciele. Dotarło? – pyta. Kiwam słabo potwierdzająco głową.
– Nawet nie chcę sobie wyobrazić, co by się stało, gdybym do ciebie nie zszedł, a ty z załamaniem nerwowym leżysz nieprzytomna między wanną a toaletą... –  Przerywa i za chwilę dodaje – prawie dostałem zawału, jak zemdlałaś. A co, gdyby się coś gorszego stało? Najpóźniej jutro rano bym się zastanawiał i wyważył drzwi, jakbyś nie wyszła do pracy – oznajmia. Nie jestem w stanie dłużej patrzeć mu w oczy, opuszczam wzrok. Ma rację, mogło być gorzej, ale czy to ważne, co się ze mną dzieje? To jest moja sprawa, jak sobie radzę. Jak do tej pory umiałam wyśmienicie o to zadbać, zapanować nad emocjami. Kogo to w ogóle obchodzi, z czym codziennie się zmagam?
Słyszę, jak wciąga głęboko powietrze, puszcza moją twarz i bierze mnie w ramiona. Moje ciało automatycznie się napina. Nikogo do tego nie dopuszczam, zwłaszcza po tym horrorze.
– Boże, Mia, ja się tak o ciebie martwiłem... Tak bardzo. – Jedną ręką obejmuje moje plecy, a drugą przyciska moją głowę do swojej klatki. Jego serce wali jak szalone, choćby moje. Ciepło, które z niego bije, sprawia, że dreszcz przebiega wzdłuż mojego kręgosłupa, a chwilę później zaczyna rozluźniać. To jak mnie trzyma, to uczucie, iż ktoś tu jest, sprawia, że wszystkie tamy puszczają i zaczynam cicho płakać. Łzy spływające jedna za drugą po moich policzkach zostają wchłonięte przez materiał jego bluzki.
– Już jest dobrze Mia. Jestem tu i będę cię trzymał – mówi uspakajającym głosem. W sekundę łzy są potokiem, nerwy puszczają, szloch wydobywa się z moich ust, a cała masa ciała dygocze jak przy turbulencjach podczas lotu samolotem. Samuel głaszcze mnie po plecach, a ja obejmuje go w pasie, wtulam w niego jeszcze bardziej.
– Tak jest dobrze mała, wyrzuć to z siebie. Ja będę twoją podpórką, zawsze, kiedy będziesz potrzebowała. Od tego są przyjaciele. – Skąd on wie, co chcę usłyszeć?  
     Po długim czasie zaczynam się uspakajać, jego koszulka jest cała przemoczona, od czasu do czasu z moich ust wydobywa się pochrumkiwanie, ale jest mi trochę lżej na duchu.
– Lepiej? – pyta mnie Sam. Kiwam głową, którą mam dalej wtuloną w jego tors. Boję się go puścić i poczuć znów tę pustkę, co czułam przez ostatnie lata.
– Zrozumiem to, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, nie będę naciskał, ale wiedz, że jeśli poczujesz tę potrzebę, wypłakać się, porozmawiać czy też kogoś, kto ma ci podać dłoń, będę zawsze pod ręką, wysłucham i przytrzymam. Rozumiesz? – mówi spokojnym ciepłym tonem.
– Dziękuję – odpowiadam stłumionym głosem w jego klatkę.
– Nie za to Mia... Nie za to – odpiera, dając mi całusa w czubek głowy. Wszystkie włosy stają dęba. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek taki gest sprawił mi tyle otuchy. Dopiero teraz zaczyna do moich zmysłów docierać jego cudny zapach. Pachnie na świeże pranie i żel pod prysznic. Jego silne ramiona, twarde mięśnie torsu oraz delikatność dłoni, które nadal głaszczą moje plecy, sprawiają, iż mój oddech zaczyna przyśpieszać, puls podskakuje wyżej, robi mi się ciepło, a w brzuchu zaczyna maszerować armia mrówek.  
‘O-o... Nie dobrze, bardzo nie dobrze. Nie mogę dopuścić do tego uczucia! ‘
Wstrzymuję oddech, rozluźniam uścisk i podnoszę. Samuel wypuszcza mnie z ramion. Automatycznie przecieram dłońmi twarz z płaczu.
– Przepraszam – burczę ze wstydu.
– Tu nie ma, za co przepraszać Mia. Przecież jestem twoim przyjacielem, albo? – pyta mnie chłopak.
– Mhmm – mruczę pod nosem, po chwili dodaję – chcesz coś pić? – Kąciki jego ust wędrują w górę, a w oczach rozbłyskują iskierki.
– Już myślałem, że nie zapytasz i będę musiał uschnąć jak krzaczek na Saharze. – Nie wiem, jak on to robi, ale w sekundę na mojej buzi pojawia się mały uśmiech.
– Bez obaw, aż tak okrutna, to nie jestem.
– Masz może kawę? – dopytuje chłopak. Od razu wyszczerzam zęby.
– Ha! To mój eliksir życia, bez tego nie zaczynam dnia – informuję. Razem wstajemy z łóżka, idziemy w kierunku kuchni. W pokoju zatrzymuję się, cały chaos zniknął. Odwracam twarz w jego stronę, chcąc właśnie otworzyć buzię i zapytać, gdy on wyprzedza mnie i odpowiada na moje niewypowiedziane pytanie.
– Spałaś dwie godziny, więc postanowiłem trochę ogarnąć. Posprzątałem toaletę, rozwiesiłem pranie i pochowałem te gorące części. – Wzrusza ramionami, tak jakby to było najnormalniejsze na świecie. Moja szczęka jest prawie do kolan. Pochlastajcie mnie, proszę!
– Ach i kartony postawiłem tam z boku, aby nie stały pod nogami. – Wskazuje palcem na miejsce obok komody tam, gdzie już prędzej leżały. Przytakuję raz głową i mamroczę – dzięki.  
– Drobiazg pańcia. – Puszcza oczko, ale od razu nasuwa się inna myśl. Czy on patrzył do drugiego…
- Nie, nie patrzyłem. – Uspakaja mnie.
– Skąd...? – Zamurowana nie dokańczam zadania.  
- Widzę, co chcesz powiedzieć. Twoja mina mówi wszystko – informuje. Odwracam się, maszeruję do kuchni, robię nam Nespresso. Wyciągam łyżeczkę, cukier i mleko. Samuel oparty o blat kuchenny ciekawsko się rozgląda.
– Ładnie tu masz. Nawet nie wiedziałem, że taki układ mebli w tych mieszkaniach jest możliwy. Teraz sam siebie pytam, co ja źle zrobiłem z umeblowaniem mojego kąta. – Podnosi rękę, drapie się za uchem. Jak typowy piesek. Kąciki moich ust idą lekko w górę. – Miło, że ci się podoba, dziękuję. – Stawiam gotową kawę na blacie. Ja moją piję bez niczego. Samuel natomiast nalewa tyle mleka do swojego kubka, że z kawy robi się kawa zbożowa, mało tego dodaje trzy łyżeczki cukru. Na ten widok w gardle zaczyna drapać mnie trzcina cukrowa. Bleee. Instynktownie się otrząsam.
– Chodź usiąść. – Głową wskazuję w stronę kanapy. Zbliżając się do obiektu, na którym chcę spocząć słyszę, jak Samuel wciąga powietrze.
– Przyszedłem dzisiaj rano głównie po to, aby podzielić się z tobą niespodzianką... W sumie dwoma. – Zaczyna.
– Ok. Mów dalej. – Robię gest ponaglający, moja ciekawość została wzbudzona.  
– Pamiętasz, jak dwa tygodnie temu mówiłaś o Happy Hour? I o tym, jaki to byłby zysk dla całej ekipy? – pyta trochę niepewnie.
– Tak pamiętam, to by zwiększyło klientele, chociaż że już teraz macie multum roboty. – potwierdzam.
– I tak właśnie ma być. Dlatego chcę zrobić jeszcze większe Boom. Plan jest taki, ale nie śmiej się ok? – Czeka na moją reakcję. Podnoszę lewą rękę w górę, a prawą przykładam do serca na znak przysięgi.
– Mój plan jest taki. W ciągu tygodnia Happy Hour od 19 do 21 na piwo i shots, a na weekend od 20 do 22 na koktajle i drinki. A żeby podkręcić ludzi, to raz w miesiącu Live Band. – Samuel zaciska usta w cienką linię i patrzy na mnie, jak by potrzebował mojej zgody na ciasteczko. Słodziak!
– Hmm, genialny pomysł. To byłby hit w całej okolicy. Live Band jest mega planem. Jestem za. Przyciągnie dużo młodych, jak i starszych ludzi. Tylko musisz pamiętać o tym, żeby Band nie był jakąś daremną kichą... To jest dobre szczeniak. – Podnoszę kciuki obu rąk do góry i wyszczerzam zęby.  
– Naprawdę? – pyta niepewnie.
– Ej, najwięcej w weekend młodych ludzi wbija do baru, żeby się trochę rozkręcić przed pójściem na imprezę. W tych dniach Happy Hour zrobiłabym od 20 do 23. Trzepniesz i kasa poleci – oznajmiam go z euforią i zaraz zdaję sobie z tego sprawę, co powiedziałam. Trzepniesz i kasa leci? ‘Czy ty mózg z żołądkiem wyrzygałaś do kibla?’ pytam samą siebie w myślach. Samuel zaczyna się głośno śmiać, a ja strzelam ze wstydu buraka.
– Sorry miałam na myśli, że parę razy wytrzepiesz śmietankę i... – To wcale lepiej nie zabrzmiało. Grrr. Samuel śmieje się jeszcze bardziej. – Wymieszasz parę koktajli więcej i będziesz mieć utarg. – Poprawiam wypowiedź. Moje policzki aż pieką. Chłopak podnosi dłoń, wyciera łzy z kącików oczu.
– Wiem, o co ci chodziło, ale twój dobór słów powala na łokcie. Muszę zapamiętać ten tekst. Jest mega! – Prezentuje mi swój uśmiech pękających kącików. Uwielbiam go, wygląda wtedy tak sexy, że robi mi się mokro. Mokro? Kiedy byłam mokra na widok uśmiechu? NIGDY!
Przełykam ślinę i staram się ignorować ten tajfun, który przelatuje w moim organizmie.
– A ta druga niespodzianka? To, że chcesz zatrudnić striptizerki? – pytam lekkim tonem.
– Nie. - Sięga do tylnej kieszeni i wyciąga dwa banknoty po pięćset euro. – Ale skoro zaproponowałaś… – Komentuje z uśmiechem.
– Lepiej tego nie rób, bo nie odpędzisz się od suczek. – Śmiejemy się, a on podaje mi banknoty.
– Yyy… Po co mi to? – pytam zaskoczona.
– Za twoją pomoc w barze. Dzwoni? – oznajmia. Ja się patrzę na niego, jakby właśnie przemówił po hebrajsku i kiwam przecząco głową.
– Znoszenie szklanek, przecieranie stolików, pomoc w kuchni, nawet ustawiasz krzesła, Mia. Nie chcę, byś harowała bez zapłaty – odpiera mi tak poważnym tonem, którego jeszcze nigdy nie słyszałam.
– Samuel, ja tych pieniędzy nie przyjmę, wybij to sobie z głowy, ale jak widzę, że dziewczyny nie wyrabiają i jest pełny bar, to przecież nie będę bezczynnie siedzieć. Każda ręka jest pomocna. Tak robią przyjaciele – Podnoszę jedną brew i dodaję – albo?
– Ale to nie zmienia faktu, bym nie doceniał twojego angażu. – Podaje kolejny argument.
– Ha! W takim razie też muszę ci zapłacić za posprzątanie, wyczyszczenie kibla i rozwieszenie prania – Oddaję pałeczkę z powrotem.
– Nie, nie musisz, bo to jest prywatnie, a nie zawodowo. – Prowokująco patrzy mi się w oczy.
– W takim razie zawodowo wyczyszczę ci kibel, ogarnę mieszkanie i wypiorę twoje pranie, razem z tą bluzką. – Wskazuję na jego poplamioną koszulkę z mojego płaczu.
– Nie bądź śmieszna Mia. Dobrze wiesz, o czym mówię. Sprzątać, sprzątam sam moje mieszkanie, ale co do wyprania... – Diabelski uśmiech pokrywa jego buzię. Odkłada pieniądze na stolik i ściąga T-shirt przez głowę. To, co mi prezentuje, jest gorące. Naprawdę gorące. Widok ten rozpala ogień w moim ciele, a ślina napływa mi do gęby. Samuel nie ma żadnego słynnego książkowego kaloryfera, ale też nie ma beczki. Jego brzuch jest umięśniony,  a ramiona wyćwiczone. Znów ta cholerna armia mrówek przechodzi mi w brzuchu...Grrr. Automatycznie wyciągam rękę po jego koszulkę, ale nie odrywam oczu od jego gładkiego torsu. Słyszę wymuszony kaszel. Podnoszę wzrok, nasze spojrzenia się spotykają. Dalej widnieje na jego twarzy ten szatański uśmieszek.
– Sorry – burczę, czuję, jak nabieram na policzkach kolor dojrzałego pomidora. Jednym słowem zostałam przyłapana niczym dziecko z zabronionym lizakiem w buzi.
– Co się tak głupio śmiejesz? – warczę w jego stronę. Samuel podnosi palec do lewego kącika ust.
– Tu ci coś spływa – mówi. Odruchowo sprawdzam, czy to prawda, ale zatrzymuję się w połowie ruchu, kiedy on zaczyna rechotać na całe osiedle. Rzucam garderobą w jego stronę.  
– Głupi jesteś! – Właśnie zdałam sobie sprawę, że walnął mi ściemę. – Przestań się śmiać szczeniaku, bo będę zmuszona wydrapać ci sierść – warczę jeszcze bardziej.
– Słodka jesteś. – Puszcza mi oczko, odrzucając koszulkę w moją stronę, która ląduje na podłodze tuż u moich stóp.
– Dziękuję za szmatę do podłogi.  

2 782 czyt.
97%324
AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i erotyczne, użyła 2230 słów i 12987 znaków, zaktualizowała 12 cze o 10:39.

4 komentarze

 
  • AHopeS

    AHopeS · 12 czerwca

    Drogi czytelniku. jesteś ciekawy co będzie dalej?
    Jeśli uzbieram 25 łapek, tak nadejdzie ciąg dalszy...
    Szantaż?  
    Nie?
    Zachęta dla ciekawskich, a was jest sporo...
    Pozdrawiam
    AHopeS.

  • Margerita

    Margerita · 11 czerwca

    łapka w górę no widzę że Samuel nieźle sobie poczyna i bardzo dobrze

  • seth666

    seth666 · 11 czerwca · 210949574

    Ile można obgryzać paznokcie czekając na ciąg dalszy? Jedna uwaga, mężczyźni nie noszą bluzek, to typowo damski ciuszek

  • szaramyszka

    szaramyszka · 11 czerwca · 284358659

    Dobre autorko to jest 😉😊