Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 8 - 9

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 8 - 98
  Samuel
  
    Nabieram powietrza, wstaję z kanapy i zbieram brudne naczynia. Nic innego mi nie pozostało, niż samemu posprzątać ten chlew w kuchni. Chociaż chciałem w zabawny sposób zachęcić Mimi by mi pomogła, tak mnie przechytrzyła, zwiewając do kibla, a w ramach podziękowań za podanie jej żarcia pod nos, posiedzi w nim pewnie tak długo, aż zakończę polerowanie frontu mebli. ‘Mistrzostwo!’ Ehhh.
Zresztą, czego się dziwić? Mia również sama sprząta swój kucharski kącik po zrobionym posiłku oraz posiada obsesję dopilnowania każdej jednej rzeczy, jaką zaplanowała względem klubu i to jest obojętne, jak dzielimy się obowiązkami i obgadujemy dzienne strategie. Jednak dziewczyna bez rzucenia sokolego oka na rozwijającą się z dnia na dzień salę chyba odeszłaby od zmysłów. Tym, co najbardziej mnie w niej fascynuje, jest jej mroźny ton, kiedy pracownicy Damiana coś sfajczą i muszą we własnym zakresie pokryć koszty nowego materiału. Tak samo, gdy bez skruchy każe im zacząć od nowa, jeśli zauważy chociażby najmniejszy błąd niewpadający innemu w oko. Dlatego wszyscy pracownicy tak jak i my, mamy przed nią ogromnego pietra, już nie raz dała nam odczuć cięty ozór, a najbardziej obrywa Florian. Niekiedy naprawdę szkoda mi ziomka, ale z drugiej strony, sam jest sobie winien przez swoje nieprzemyślane słowa. Oboje fundują nam istny kabaret kończący się na zdystansowanej Mimi. Później ja jestem tym, co musi ją udobruchać, a finałem nie jest super mega ostry seks. Nie! W zamian za to zalewa mnie kompletnie niepotrzebną pracą, a co gorsze, zawsze wyjdę na pajaca. Tak jak parę dni temu, gdy jak szalony biegałem od jednego handlarza do drugiego szukając choinki, jaką sobie Mia z moją mama zażyczyły. Szkoda, że po wtarganiu przeze mnie prawie dwumetrowego drzewa, wepchanego przemocą do domu, cały podrapany, śmierdzący i mający igły nawet w bokserkach, mogłem się dowiedzieć, iż to małe, pachnące drzewko ma być ozdobą na plebani naszego księdza i niby JA zgłosiłem się na ochotnika, by zadbać o najlepszą kaukaską jodłę. Szczyt nadszedł, gdy nasz kochany ksiądz odparł „Bóg zapłać za hojność.” Co oznaczało „Wywaliłem dwie stówy na choinkę, której nawet nie będę mógł podziwiać, bo stoi, jako darowizna w salonie jakiegoś Batmana.” No szlag może trafić w takich momentach. Ale jako opanowany, kochający ponad wszystko swoją dziewczynę kundel, przyjąłem to z godnością.  
  Po długich minutach szorowania przeze mnie patelni, skrobania resztek z płyty ceramicznej oraz blatu, Mia wchodzi do kuchni owinięta grubym szlafrokiem. Tak, jakby posiadała szósty zmysł i wiedziała, że właśnie zakończyłem siłowanie się z gąbką.  
– Jednak posiadasz umiejętności idealnej sprzątaczki. Jestem pod dużym wrażeniem Pluto – mówi zadowolona i nie uchodzi mojej uwadze nowa, irytująca mnie ksywa. Ta jest gorsza od Brutusa. Nie może mi dać czegoś bardziej męskiego np. Heineken, Pershing albo Smirnoff tylko imię jakiegoś żółtka z kreskówki?  
Rzucam ścierkę do zlewozmywaka, podchodzę do pańci i przyciągam ją do siebie. Jej makijaż jak i od wczoraj ścięte, pofarbowane tym razem na czerwono włosy idealnie leżą. Mam ogromną ochotę zdewastować jej wysiłek, by mieć przed sobą osobę, która się pod tym wszystkim ukrywa. To nie jest tak, aby moja dziewczyna z tym fiki-miki była mniej atrakcyjną kobietą, na której widok dostaję wzwodu, ale właśnie ten obraz ukazuje mi, twardą, silną, nienawidzącą sprzeciwu panienkę. Jednym słowem kobieta biznesu z miękkim sercem i mocnej w gębie. Może akurat właśnie ta potęga, którą posiada tak bardzo mnie zachwyca i podnieca od pierwszego dnia.
Mój impuls wygrywa z rozsądkiem.
Zaczynam ją całować. Ostro, gorączkowo. Odwijam poły szlafroka, by móc poczuć pod dłońmi jej miękką, aksamitną skórę. Jestem napalony na moją dziewczynę. Zaczynam bawić się w sapera. Ze świadomością, jak postąpić z trzymanym w ręku granatem, zabieram się do jego rozbrajania, a kiedy wyciągnę z niego zawleczkę, zastanę tykającą bombę, którą doprowadzę do detonacji, umiejętnościami języka, palców i penisa, rozwalając przy tym system.
Mia dotyka przez spodnie nabrzmiałego członka, cicho wzdycham w jej usta przez przechodzące mnie prądy, które za każdym razem przekraczają nowy wymiar, tracąc przy tym myślenie. Mimi ma na sobie gorącą granatową bieliznę, a jej piersi w staniku są pięknie pełne. Nachylam się, drapiąc ją moim zarostem, składam pocałunki, schodząc coraz niżej. Dziewczyna wydaje z siebie ciche jęki. Nie przestając moich pieszczot, dociskam się do jej ciała. Chcę właśnie uwolnić z miseczki jedną z piersi, by possać brodawkę niczym smoczek, kiedy telefon Mii wydaje z siebie obleśny ton, który postawiłby na równe nogi nawet trupa. Moja ochota jak i stercząca pała w sekundę znika. Prostuję się.
– Zmień w końcu ten dzwonek! – besztam ją, lecz ona z głośnym śmiechem i lekkością ruchu zmyka do sypialni.
– Słucham cię Bri –  wita wesoło kelnerkę. Następuje krótka cisza. – Cholera! Tom!  



9
Mia
  
  Człowiek w końcu pierwszy raz od dawna ma luźniejsze przedpołudnie, by sobie odpocząć i skorzystać z romantyzmu mężczyzny z nadzieją, iż zastępujące go osoby będą miały wszystko pod kontrolą… ale NIE! Zawsze się ktoś lub coś znajdzie, aby pokrzyżować plany. Zawiązuję mocniej szlafrok wokół pasa, bo zrobiło mi się zimno, a zarazem niedobrze po tym, co właśnie usłyszałam. Po odgłosach wiem, że Tom musi znajdować się w sali, na której jest raban i jeśli to, co usłyszałam w tym chaosie jest prawdą, to...  
Wypatroszę Krakersa jak gęś!
Chcę właśnie biec do swojego mieszkania, aby się ubrać, ale Sam łapie mnie za ramiona.  
– Co się stało? – pyta zaalarmowany chłopak – jesteś blada – stwierdza. Jeśli mu powiem to wybuchnie albo śmiechem, albo sam ukatrupi swojego kumpla. Najlepiej, żeby sam rzucił okiem, czy to czasem nie żadna chora zabawa.
– Ubieraj się – rozkazuję. Wyrywam się i w pół biegu uciekam do moich czterech kątów. Nie wiem, co mam myśleć o zaistniałej sytuacji i jestem zła. Trzeba być naprawdę bezmózgowcem, aby do tego doprowadzić.
– Mia. Powiedz, co się dzieje! – Słyszę w chwili, kiedy otwieram drzwi do mojego mieszkania.
– Sala. – Potrafię powiedzieć, zanim ogarnia mnie szał odbierający mi resztki tchu. Niczym wiewiórka ze wścieklizną naciągam pierwsze pod ręką odzienie, wślizguję się w buty i chwytam kurtkę z wieszaka.
– Qurła Mia! Mów! Pali się? Ktoś został ranny? – Docieka Sam również niespokojnie.
– Jeszcze się nie pali, a co drugiego to módl się, aby nikt nie został skrzywdzony jeśli to prawda. Nie wiem, jak można być tak lekkomyślnym i akurat JEGO sprowadzić do klubu. Przysięgam, jeżeli ich dorwę, to odrąbię wszystkie kończyny jak i jednemu, tak i drugiemu… – mówię pod nosem, koncentrując się, by nie połamać kopyt zbieganiem po schodach.
– O czym ty mówisz? – Boruje chłopak. Co ja będę mu bezsensownie tłumaczyć skoro za chwilę się dowie.
– Kluczyki – domagam się, omijając jego pytanie.  
– Nic z tego, w tym stanie nie pojedziesz. Wystarczy dać ci kosę i możesz być siostrą śmierci. – Jeszcze Pluto ma czelność porównywać mnie do mrocznego kosiarza, takie porównania to sobie teraz może gdzie indziej włożyć. Dobiegam do metalowych drzwi podziemnego garażu.
– Rusz się, zanim sanepid zamknie ci bar. – Poganiam go. W sekundę wchodzi w niego życie.
– Sanepid? Przecież… – nie potrafi dokończyć, a to dlatego, że sam zrobił się blady. W sumie niedawno oprowadziliśmy po całym lokalu dwie miłe panie i mogliśmy z ulgą odetchnąć po wydaniu zielonego światła, ale jeżeli dostaną wiatru… Nawet nie chcę o tym myśleć.
– Wiem i musimy zapobiec katastrofie.  
   Niespełna pięć minut później z turbo dopalaczem, Brutus parkuje samochód pod nowym lokalem. Całą drogę był zatopiony w myślach. Jeszcze zanim wyłącza silnik, z zatrzaśnięciem drzwi opuszczam pojazd.  
Wbiegam do przyszłego nocnego klubu, rozglądając się. Tom i Andrea na czworakach spoglądają pod prawie zabudowany podest, Sabrina przestraszona ze skulonymi nogami siedzi na blacie baru, a Damian z chłopakami są na balkonach i patrzą z góry na ten chaos. Jedni się śmieją, inni mają zielone twarze. Kątem oka dostrzegam leżącą na podłodze murarską kielnię. Słowa, które usłyszałam niespełna kwadrans temu zostają odtwarzane niczym taśma „Chodź mróweczko do tatusia.” Zanim ona przyjdzie do niego, to zdążę ją rozgnieść. Chociaż brzydzę się takiej włochatej kreatury, tak w chwili obecnej nikt nie zdoła mnie powstrzymać przed zbrodnią, jeśli wpadnie mi pod nogi. Zwierzątko czy nie, to coś nie ma czego tu szukać.
– Tom, co się tu do cholery dzieje?! – krzyczy Samuel.
– Mróweczka uciekła – odpowiada całkowicie spokojnie.
– Czyś ty z kosmosu spadł?! Jak mogłeś przytaszczyć tutaj tarantulę? – pyta, spiesząc koledze i jego dziewczynie na pomoc. – Teraz już wiem, komu Mia odrąbie wszystkie kończyny – daje do zrozumienia Tomowi, który z przerażenia odwraca się w moją stronę.
– Tsunami nie miałem pojęcia, że mi zwieje. – Zaczyna się tłumaczyć.
– Lepiej się zamknij i módl, by nasze drogi się nie skrzyżowały, bo jak kocham twoje żarcie, będziesz mógł wyrzeźbić twojemu pająkowi własnoręcznie nagrobek. O ile będziesz miał, co pochować po wyskrobaniu go z podłogi! – wołam. Chłopcy u góry zaczynają się śmiać z mojej groźby, nawet na przerażonej twarzy Bri widnieje mały uśmiech.  
Wtem dzieje się to naprawdę. To nie jest żaden żart. Ta kreatura wychodzi na światło dziennie, ale nie spod podestu, ale zza trzech czarnych wiader stojących po mojej lewej stronie. Osiem owłosionych nóg, w czarnym kolorze z pomarańczowymi paskami i kuprem wielkości śliwki.
Przysięgam, to coś patrzy mi się prosto w oczy.
‘Ty paskudne stworzenie. Nie żyjesz!’


Od Autora.
Rozdział ósmy i dziewiąty
Daj łapki - nie bądź skąpy.
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1789 słów i 10366 znaków.

4 komentarze

 
  • Basiaa

    Faaajny odcinek, ale z tym pająkiem to mnie nastraszyłaś, fuuuuj nie lubię pająków. Ale przeczytałam do końca. Brawo.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję :)

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję :D

  • Aladyn

    Ależ ta AHopeS ma niezrównane pomysły na niespodziewane, wręcz zaskakujące zwroty akcji.
    Już, już miało dojść do seksu pomiędzy Samem i Mią, gdy grę wstępną brutalnie przerwał telefon. I to w jakiej sprawie...kucharzowi uciekła Mróweczka, czyli dość paskudny, włochaty pająk.
    Trzeba mieć fantazję, a Autorka ją ma. Niewątpliwie.   :bravo:

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję :D

  • nanoc

    No świetne, zaskakująca akcja, z sanepidu zrobił się pająk, za te zwroty nieprzewidywalne kocham Twoje opowiadania.  <3

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję :D