Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 69 - 70

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 69 - 7069
Samuel

Tydzień i cztery dni później…

    Czas upływa bardzo szybko. Każdy dzień od odkrycia ciąży jest dla Mii jedną ogromną walką. W tym wypadku w grę nie wchodzą demony przeszłości, ataki paniki czy histerie, lecz poranne mdłości, a następnie objadanie się naprawdę dziwacznymi połączonymi składnikami. Pasztet z dżemem… Fuj! Ale przymykam na to oko. W naszej barowej drużynie nagle wszyscy stali się poradnikami ciążowymi, a także męskimi psychologami. Niekiedy kręcę głową na ich odwrotną logikę. Julian w tamtym tygodniu opuścił nasze miasteczko i zapewnił nas, że będzie trzymał dziób na kłódkę, dopóki nie dostaniemy potwierdzenia od lekarza, u którego obecnie się znajdujemy. Mia została dwadzieścia minut temu zabrana na badania ogólne, a ja spocony jak jakiś wieprz siedzę w poczekalni i się gapię na ogromne brzuchy pacjentek czekających w kolejce.
– Panie Berger – wzywa mnie jedna z piguł. Podnoszę się, a siostra gestem dłoni zaprasza mnie do gabinetu. Mia leży na leżance przykryta zieloną płachtą od pasa w dół. Starszy siwy facet w białym odzieniu podchodzi do mnie z wyciągniętą dłonią.
– Doktor Wagner, miło poznać – przestawia się gościu.
– Berger. Cała przyjemność po mojej stronie – witam, odwzajemniając uścisk. Doktorek wskazuje na krzesło znajdujące się za głową mojej wybranki. Podchodzę do żonki, całuję ją i siadam na taborecie. Jestem masakrycznie zdenerwowany, pot ciurkiem ścieka mi po karku. Jeszcze nigdy nie byłem w takiej przychodni. Nie mam bladego pojęcia o przebiegu tego typu badań, a jeszcze mniej mam doświadczenia, w tym, co mnie czeka. Typowa czarna magia.
– Zobaczmy, co spłodziliście – żartuje sobie dobry pan doktor, zajmując miejsce za aparatem USG. Naciąga ala kondoma na coś cienkiego, a następnie zbliża się tym między nogi mojej ukochanej. TO badanie już teraz mi się nie podoba! Gdzie jest te słynne telewizyjne USG brzucha?!  
– Ze względu, iż zarodek jest jeszcze mały, jedyną możliwą drogą, aby go zauważyć jest ta. W kolejnych etapach ciąży nie będziemy korzystać z tej metody – tłumaczy. Na ekranie wiszącego na wprost telewizora ukazuje się szare półkole i z podwójnym skupieniem słucham słowa lekarza.
– Tu proszę ja was dzieci, znajduje się wasza pociecha. Widoczne jest mocne bicie serca... – opowiada.
Z fascynacją  patrzę na kilkomilimetrowy rogalik i szybko bijące serduszko. ‘Niewiarygodne.’ Ta maleńka istotka jest produkcją naszej miłości. Naszą przyszłością, moją krwią. Ściskam mocniej dłoń mojej narzeczonej, a na ustach jednoznacznie mam szeroki uśmiech.
– Hopala – odzywa się ginekolog. Spoglądam na niego, facet bardzo skoncentrowany rusza ręką między nogami Mimi, która jest zaniepokojona.
– Co jest? – warczę zniecierpliwiony, a zarazem w obawie, że może być coś nie tak z zarodkiem. Chłop podnosi głowę i się śmieje.
– Gratuluję. Bliźniaki – oznajmia pełen optymizmu.
– Dwójka??? – pytamy jednocześnie kompletnie osłupieni.
‘Dwójka? Strzeliłem dwójkę bobasów za jednym zamachem?’
– Tak jest. Płód numer jeden. Płód numer dwa – potwierdza, ukazując nam na monitorze swoje odkrycie, a w mojej pustej dyni są tylko trzy słowa.
– Dobrze mieć busa.



70
Mia
Pięć tygodni  i cztery dni później…

– Powiedziałam, że się nie mieszczę! – wołam kompletnie wkurzona, rozczarowana, a zarazem wykończona. – Wyglądam jak oooorkaaaa! – krzyczę, pociągając za materiał kiecki, którą miałam ubrać na ślub. Tyle na temat „Wymarzona suknia w odcieniu brzoskwini.”
– Nie jak orka, lecz śliczna kobieta w bliźniaczej ciąży – odpiera Soraya, próbując zapiąć zamek.
Wieść o bliźniakach wyrwała mi na dwa tygodnie dywan spod stóp. Przepłakałam dnie i noce, zanim przekazaliśmy mamie i rodzicom Samuela nowinę o moim błogosławionym stanie, na którą zareagowali, jak typowi przyszli dziadkowie. Są przeszczęśliwi.
Mój przyszły mąż jest ze swojego dzieła tak dumny, iż nawet tego nie ukrywa i chodzi ze szurniętym uśmiechem na gębie.
Obecnie jestem w dwunastym tygodniu ciąży. Bobasy rozwijają się szybko, co jest dobrze widoczne po moim lekko zaokrąglonym brzuchu. Za trzy dni ślub, a ja wyglądam niczym golonka wepchana w kondom. Grrr!
– Mimi, czas na plan B – odzywa się Soraya, która jednoznacznie zwątpiła w walce z zapięciem, ale z uśmiechem na twarzy. Entuzjazm dziewczyny oraz pozytywne nastawienie do świata pozostają dla mnie nieodgadnioną zagadką. Tak, Barbie z centrum handlowego, która z początku była dla mnie kolcem w oku, aktualnie jest moim wybawieniem i dziękuję opatrzności, że mi ją zesłała. Chociaż Soraya jest młoda, potrafi skusić niejednego faceta, by stanął dla niej bez przyczyn w ogniu, to ona jest osobą, która mocno stąpi po ziemi i posiada wiele energii, aby uparcie dążyć do konkretnego celu.
– Jaki znów plan B? – pytam ze zmarszczonymi brwiami. Śmiech Sabriny, Lilly, Andrei i Karin rozlega się w mojej sypialni. Nie wiem, po jakie licho dałam się namówić na spokojne, bezalkoholowe panieńskie popołudnie zorganizowane przez mistera Brutusa. W dodatku czwórka z przyjaciółek ma już porządnie w czubie, a ja z Sorayią siedzimy o suchych pyskach. Abstynencja full wypas! Bri, która otwiera sobie trzeciego butelkowego drinka, z czkawką wskazuje na mnie palcem.
– W czym chcesz w piątek stanąć przed Brutusem? – pyta Garfield. Ukradkiem zerkam na leżące na łóżku dresowe spodnie Samuela i szeroki przewiewny sweterek.
– Wybij to sobie z głowy – woła Lilly, mająca na głowie niebieską perukę. Dziewczyna podrywa się na równe nogi, otwiera szafę i wyciąga z niej czarne legginsy oraz tunikę. – Czas na zakupy!  
– Czy to aż takie ważne, co… – Moje rozpoczęte tyrady zostają przerwane.
– TAK! – Wołają chórem.
Poddaję się. Nie wygram z tą bandą dzikich dzików.

   Prawie dwie godziny, jak z zegarkiem w ręku, stoję w przebieralni drugiego już salonu sukien ślubnych. W dodatku jestem przez moje przyjaciółki traktowana, jak jakaś wystawowa kukła. Szlag mnie jasny zaraz trafi.
Czerwona zasłona przebieralni się rozchyla, Soraya wpycha głowę do kabiny. Na jej twarzy gości uśmiech, a oczy błyszczą, jak u Kaia.
– Wiem, że nie chcesz białej kiecki, ale przymierz tę. Ona jest stworzona wyłącznie dla ciebie – mówi, podając mi skrawek białego materiału.
– To jest kiepski żart, Riri! – wołam oburzona. Ani mi się śni, by wcisnąć zadek do takiego czegoś! Najkoszmarniejszy krój, jaki może istnieć! Nie! Nie zrobię sobie tego!
– Nie gdacz, tylko wślizguj się w nią – upomina i pomaga mi założyć szmatę.
– Jesteś gorsza od Kaia. Mogłam ci od razu wydłubać oczy na jego urodzinach. Teraz miałabym przynajmniej…
– Tak, tak… zmień taśmę – odpiera obojętnie, zapinając zamek. Poprawia tkaninę tak, by idealnie leżała na siedemdziesięciu pięciu kilo żywej wagi. Nawet opcja owinięcia się prześcieradłem jest bardziej kusząca niż to COŚ! Dziewczyna się odsuwa, robi inspekcję i przytakuje. Pociąga za zasłonę, ukazując mi nie tylko Bri, Lilly Karin i Lolę, ale również moje odbicie w lustrze.
– Nasza panna młoda. Tadaa.
‘YYYY…’


Od Autora
A to dopiero gratka!
Czy podoła temu zadaniu "tatka"?
Do góry łapka.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1260 słów i 7529 znaków, zaktualizowała 21 lis o 15:07.

3 komentarze

 
  • nanoc

    Samuel, chylę czoła. piękny strzał, jeszcze jak to będą bliźniaki dwu jajowe to mistrzostwo świata zapewnione. Mia jest urocza w swoim krytycyzmie do siebie. A co będę gadał, jeden z lepszych odcinków z wszystkich bardzo dobrych całej powieści. B R A W O no BRAWO Autorka. :yahoo:  :bravo:  :yahoo:  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo😊

  • shakadap

    Ciekawie, oj ciekawie.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję ślicznie :)

  • Aladyn

    No to się okazało, że Samuel ma celną dwururkę.  :lol2:  
    Będzie musiał wszystko mnożyć x2.  Oby tylko Mia dzielnie zniosła takie podwójne obciążenie i poród.
    Na razie przeżywa, a my wraz z nią przygotowania do ślubu. Suknia , mimo jej oporów, przy pomocy oddanych przyjaciółek została zakupiona. Czekamy na ciąg dalszy tej ciekawej i pięknej opowieści.
    Dla Autorki - nieustanne gratulacje.  :smile:

  • AHopeS

    @Aladyn Bardzo mi miło i dziękuję bardzo :)