Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 50 - 51

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 50 - 5150
Mia

   Szczypiący, piekący ból, a zarazem ciepła spływająca ciecz są dla mnie znakiem zwycięstwa, kiedy patrzę w twarz Eliasa. Dostał to, do czego dążył przez pięć lat. Moje zniszczenie. Zagładę.
– Karetka! – Ktoś woła, lecz nie biorę tego pod uwagę. Jedyne, co widzę to mroczne oczy mojego ex. Robi mi się ciepło, za chwilę zimno, opadam w dół. Jest mi wszystko jedno.
Te głosy, ten wir oraz sposób, w jaki ciało poddaje się każdemu pchnięciu. Woń krwi łaskocze moje nozdrza. Nadgarstek zostaje mocno ściśnięty, twarz wzięta w ciepłe dłonie. Widzę jedynie kontury ciemnej postaci. Również nie obchodzi mnie to, kim jest ta osoba i jakie ma ze mną zamiary. Najważniejsze, aby te tortury dobiegły końca. Nie mogę, nie chcę i nie potrafię już dłużej. Może się wokół mnie walić i palić.  
Poddaję się.  
Za długo musiałam cierpieć z niewiedzy, dlaczego jestem tak karana przez los. Niczym sobie w życiu nie zasłużyłam, aby w taki sposób ponosić karę za grzechy ojca. Tu na ziemi, w postaci insekta stworzonego do wytępienia, jestem już gotowa. Proszę jedynie o wybawienie, a w przyszłym świecie, o ile taki istnieje, chcę być wiatrem. Móc gdzieś na plaży rozwiewać włosy spacerującej zakochanej dziewczynie, trzymającej za rękę swojego chłopaka, darzącego ją taką samą prawdziwą miłością jak ona jego… Bez bólu. Obaw. W kompletnym bezpieczeństwie i szczęściu.  
Albo zostać jakimś niebywałym okazem kwiatu, który się pielęgnuje przez wiele lat, by mógł rozkwitnąć jeden, jedyny raz w swoim istnieniu.
Nie mam zamiaru ponownie przechodzić przez to piekło, jakie spotkało mnie za tej kadencji. Osłabiona zamykam powieki, coraz ciężej złapać mi tchu. Serce, które jeszcze sekundę temu waliło niczym młot, zwalnia z obrotów. Ta cisza i spokój oraz ciemność podobają mi się coraz bardziej.
– Tsunami, otwórz oczy! – rozkazuje ktoś. Przechylam twarz w prawo. Tsunami… też ładna opcja na pozbawienie dobytków wszystkich grzeszników na tej ziemi, a między nimi byłby Elias. Muszę się uśmiechnąć wizją gnidy topiącej się pod betonowymi szponami fal. Kiedy pozbawiany jest tlenu, widzi ciemność… wie, co go czeka…
Mrok, któremu poddaję się z lekkością piórka, z każdym jednym wydychanym oddechem jest coraz bardziej uspakajający.
– Nie rób mi tego Mimi. Proszę cię! Ja cię tak bardzo kocham!  
– Proszę się odsunąć… Jak do tego doszło… Puls prawie niewyczuwalny…
Turbulencje, szelest, szmery…
Nie chcę tego…
Potrzebuję wolności…
Pozwólcie mi odejść…

51
Samuel

– Puls zanika. Tracimy ją.
– Intubacja.
Mogę jedynie stać i przyglądać się, jak wkładają Mii rurkę do ust, rozcinają nożycami biały sweterek, który w połowie przesączony jest krwią. Jestem w szoku i na granicy nerwów. To wszystko nie może być prawdą. Mia jest za młoda, by umrzeć w ten sposób. Dopiero wstała na nogi. Odetchnęła pełną piersią, zaczęła być szczęśliwa, mocno stąpając po ziemi patrzyła w przód. A teraz? Leży w kałuży krwi, blada i prawie bez życia.  
Nie zdążyłem usłyszeć od niej odpowiedzi, czy zgadza się być współwłaścicielem baru i klubu. Nawet nie miałem szansy, by zapytać ją, czy zostanie moją żoną!  
Fuck!  
Parę razy kopię w mebel kuchni.
– Ratujcie ją!!! – krzyczę w panice.
– Robimy, co w naszej mocy – odpowiada jeden z sanitariuszy niewiele starszy ode mnie. Robi opaskę uciskową na podciętych żyłach nadgarstka. Inny starszy masywny koleś robi ucisk klatki piersiowej, a kobieta, która wyglądem przypomina dzieciaka, w równych odstępach naciska miękką butlę podpiętą do rurki wystającej z ust mojej przyszłej żony. O ile Mia tego DOŻYJE!
FUCK! FUCK! FUCK!  
Widzę czerwono. Chcę odpowiedzi. Muszę wiedzieć, co zrobił Flo, że Mia straciła w tak horrendalny sposób panowanie nad sobą.
Wybiegam z pomieszczenia z agresją większą niż USA połączone z Kanadą. Rozglądam się na wszystkie strony, aż zauważam Toma, Kaia i Dominika w kącie między kuchnią, a klubem, zalewających kolesia pytaniami. Nie obchodzą mnie blade, płaczące twarze kelnerek i kucharek. Życie mojej ukochanej wisi na włosku, a za ten stan odpowiedzialny jest Poprych. Oczywiste jak amen w pacierzu.  
Podbiegam do nich, odsuwam wiernych przyjaciół i częstuję Sommera prawym sierpowym w szczękę.
– Ty gnoju! Co jej powiedziałeś? – Następny rozmach, trafiam w łuk brwiowy – Co zrobiłeś…? – Kolejny cios ląduje w żebra. – Ona przez ciebie umiera, dupku! – Zaczynam go okładać niczym worek treningowy, a za każdym razem wypowiadam pytanie, na które nie dostaję odpowiedzi.
Ostatni cios ląduje prosto w żołądek z ostatnim zapytaniem.  
– KIM KURWA NAPRAWDĘ JESTEŚ! – Facet składa się niczym Terris u moich stóp. Właśnie chcę mu zadać kopniaka w ryj, kiedy Tom mnie odciąga.
– Wystarczy – mówi Krakers.
– Wystarczy?! – wrzeszczę – tam… – wskazuję palcem na zaplecze, gdzie znajdują się półzwłoki mojej kobiety. – Walczą o życie. Życie MOJEJ MII, TOM! – ryczę ostatkiem sił. Łzy spływają mi po policzkach ze strachu, czy uda się ją uratować. – Mojej. Nikogo innego! Jakbym wiedział, że ta szuja idzie do biura, a nie kibla, to bym jej samej nie zostawił! – drę się załamującym głosem. Choć chcę się wyrwać od niewiele większej istoty niż moja pańcia, tak nie potrafię. Spoglądam na tę wijącą się z bólu garstkę śmiecia. Na nowo zaciskam szczęki, napinam się. On coś w niej wywołał… Przewijam wspomnienia z dzisiejszego popołudnia i tygodnia, aż do dnia, w którym pojawił się w budzie. Wtem trafia mnie niczym piorun. Mia od pierwszych minut była dla niego zimna, zdystansowana, uciekała, a nawet alergicznie reagowała na jego imię. To jej zachowanie…
– Znałeś wcześniej Mię?! – syczę, chcąc uwolnić się z ramion Krakersa.
– Przysięgam Sam, nigdy jej nie widziałem – odpiera ciężko dysząc, nie będąc w stanie nawet na mnie spojrzeć. Nie wierzę w ani jedno słowo.  
– Ostrzegam cię, Flo. Dowiem się prawdy, którą wydobędę od Juliana. A jeśli cały czas nas  okłamywałeś… Będziesz mógł przejść przez te same piekło, co Mimi, z tym, że pięć razy gorsze. Odrąbię ci żywcem każdy jeden palec, odetnę jądra, obedrę cię ze skóry i wypatroszę jak gęś – syczę, napinając się tak mocno, że kucharz tym razem nie ma innego wyjścia. Krakers mnie puszcza. Pochylam się, chwytam żula za czuprynę i podnoszę jego głowę.
– Zabiję cię, jeśli ją stracę – obiecuję. Puszczam go z popchnięciem dyni do tyłu i prostuję się.
– Zabierzcie dupka z mojego pola widzenia, bo nie ręczę za siebie – informuję kumpli, którzy przytakują. Teraz ważniejszy jest mój skarb i jej życie.
– Samuel? – Damski głos wyrywa mnie z biegnących myśli. Odwracam głowę. Karin.
– Proszą najbliższą osobę… – mówi cała zapłakana.
PROSZĘ NIE!!!  

Od Autora
Połóweczka już za wami, tylko  słabo coś z łapami ;)
Pozdrawiam AHopeS. <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1237 słów i 7184 znaków.

3 komentarze

 
  • nanoc

    Tak tu burza eksplodowała to jak huragan tropikalny zniszczył to co tak bardzo lubiliśmy. Ach ta Autorka, dobrze że lubię jej bazgraninę bo inaczej........ BRAWO, PODNIOSŁAŚ MO CIŚNIENIE, BRAWO. :yahoo:  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo. :)

  • shakadap

    Brawo.
    Swietnie napisane.  
    Trzyma niebywałe w napięciu.  
    Życie jest rzeką, ludzie kamieniami, rzeka płynie, kamienie zostają.  
    Czekam na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo :)

  • Aladyn

    Takich tragicznych rozdziałów jeszcze nie było w tym opowiadaniu, a właściwie powieści.
    Spodziewałem się raczej, że Mia zrani tym nożem Floriana(?), Eliasa(?). Cholera, wciąż nie wiadomo kto to na prawdę jest. Autorka wciąż każe nam trwać w niepewności co do losów Mii i rozwiązania zagadki.
    Przyłączam się do apelu AHopeS, aby nie szczędzić łapek. Warto!!!!

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję pięknie.
    Tragedii nie da się uniknąć.
    W życiu trzeba liczyć się ze wszystkim, tego nieunikniesz.
    Nie wiemy,czy robimy, czy dobrze.
    Życie to zagadka.