Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 46 - 47

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 46 - 4746
  Samuel
    Pięć dni później…
     Jak nigdy dotąd stoję z Mią, Tomem i Kaiem przed blokiem, żegnając się z Julianem, który w tym momencie odpala silnik swojego pierwszego samochodu. Mojego Audi A3, które kochałem ponad życie. Po długich rozmowach i przekonywaniu Długiego nie tylko przez naszą czwórkę, ale także całą Sam-family w końcu udało nam się przegadać chłopakowi do rozsądku. Tak długo mieliliśmy młodemu uszy na temat ukończenia szkoły, że młodzieniec poddał się z białą serwetką w dłoni, ale dostałem od niego jeden warunek. Mam opisać każdy  dzień zachowania Mii. To byłoby o wiele prostsze zadanie, gdyby kobieta nie zamieniła się w słup od otwarcia klubu.  
Moja Dama zaczyna wszystkich blokować, nie dopuszcza do siebie nikogo. Komplementy, jakimi ją darzę każdego dnia oraz podziw i ogromne pochwały nie działają. Nawet nie pozwala mi się do siebie zbliżyć, czy dotknąć. Od paru dni zostaję obdarzony słabym uśmiechem lub całusem pozbawionym uczuć, a gdy biorę ją w objęcia, trwa to tylko parę sekund i się uwalnia pod jakimś dziwnym pretekstem. Codziennie wchodząc do łóżka, biorąc ją w ramiona słyszę „Jestem zmęczona” później się odwraca w drugą stronę i to tak daleko ode mnie, iż nie wiem, co mam o tym myśleć. Godzinami po jej zaśnięciu dumam nad tym, co się od Sylwestra zmieniło. Do dzisiaj nie wiem, czy zgodziła się być współwłaścicielem klubu. Kiedy zaczynam ten temat, słyszę „Nie mam teraz głowy do tego.” lub „Później porozmawiamy.” Nie mam pojęcia, co w nią weszło, ale wiem jedno. To mi się za nic w życiu nie podoba. Za tym wszystkim coś się kryje i gdybym wiedział, gdzie jest pies pogrzebany, to mógłbym zacząć działać, zabrać jej obawy czy strach, jakiekolwiek one by niebyły. Często przyłapuję ją na tym, jak myślami znajduje się w innym wymiarze. Jeżeli już załoga to zauważyła i zaczyna się martwić tą ciszą z jej strony, musi coś w tym być. Chwilowo jestem bezradny.  
Julian z odgłosem klaksonu odjeżdża spod bloku. Mia macha mu, następnie jedną dłonią zakrywa sobie usta, a drugą kładzie na brzuch. Cała nasza trójka chce ją wziąć w objęcia, lecz ona się wyrywa.
– Dajcie mi wszyscy święty spokój! – woła, biegnąc z płaczem do klatki schodowej. Krakers patrzy na mnie, nie rozumiejąc tej sceny. Ja również tego nie pojmuję, natomiast Kai wpycha się pomiędzy nas i klepie po ramieniu.
– Dajcie jej chwilę.


  47
Samuel

Pięć dni później…
  Ta chwila, o której wspomniał Kai trwa do dzisiaj. Nic się nie zmieniło na lepsze, a nawet pogorszyło. Owszem, Mia dotrzymała mi towarzystwa przy ściąganiu opatrunku, rentgenie oraz wizycie u ortopedy. Potrzebowałem paru dni na rozruszanie palców i jestem zadowolony, że mogę być w pełni sprawny. Przez te dni moja Lady, była szoferem pomimo twierdzenia, iż nie zasiądzie za kółkiem tej „maciory”. Na szczęście szybko odkryła potencjał w Oplu. Teraz dziewczyna sama rwie się do prowadzenia wozu. Mia jest dla wszystkich ciepła, serdeczna, lecz do pewnego stopnia. Omija sporo tematów lub zmienia postawę, robi się opryskliwa, a zarazem zimna, obojętnie czy jesteśmy sami lub w towarzystwie naszej zaufanej załogi. Takim samym chłodem obdarzała mnie przez pierwsze dwa miesiące naszej znajomości. Jeden raz w ciągu tych dni mogłem się z nią kochać i zrobiłem to z pasją, rozkoszą oraz miłością. Już miałem nadzieję, iż w końcu ją odzyskałem. Niestety, byłem w błędzie. Po tak cudnym akcie wpadła w poprzedni stan. Pomału jestem wykończony i nie mam siły. Odchodzi mi ochota na prowadzenie klubu, baru, a tym bardziej na codzienną walkę z zachowaniem dziewczyny. Zaczynam podejrzewać, że Mia mnie nie kocha, chce zakończyć nasz związek, aby za chwilę znaleźć się w ramionach innego fagasa. Ta myśl jest nie do zniesienia, boli… wyrywa serce.  
   W drzwiach do baru ustępuję mojej ukochanej pierwszeństwa. Z jej informacji wiem, iż chce nam ukazać pierwsze zebrane plony po otwarciu sali. W ciągu ostatnich czterech tygodni mięliśmy okazję wypełnić Night gośćmi i czterema różnymi zespołami. Dominik spisuje się na medal, Joschua nie potrafi odpędzić się od karteczek z numerami telefonów, natomiast Stefan stroi sobie z kelnera dowcipy. Karin, Lilly, Sabrina i Teresa swoimi uśmiechami dbają o puste portfele męskich klientów, mając przy tym ogromną uciechę, zwłaszcza podczas liczenia napiwków. Wyśmiewają naiwność mężczyzn, a tym bardziej młodzieńców, których potrafią łatwo owinąć wokół palca. Tu muszę przyznać kobietom rację. Niektóre typy naszej rasy dają się oskubać do ostatniego centa. Wystarczy jeden słodki uśmiech kelnerki i faceci zostają pozbawieni wypłaty w jeden wieczór. Oczywiście my barmani mamy nasze babeczki na oku, aby żadnemu z gości nie przyszło na myśl, żeby jedną z nich dotknąć. Inaczej z hukiem zostaną wyrzuceni za próg, dostając dożywotni zakaz wstępu do lokalu.
Jutro w końcu będę mógł zająć moją pozycję za barem, uwalniając tym Mię z tego obowiązku. Florian jest zachwycony jej zdolnościami, przyznając Kaiowi rację, iż dziewczyna depcze nam swoimi umiejętnościami po piętach. W kuchni, jak każdego dnia, praca dosłownie wrze pod palcami kucharzy. Tom jest więcej niż zadowolony ze swoich pracownic i tego nie ukrywa.  
  W chwili obecnej większość naszej załogi standardowo czeka na nas przy „okrągłym” stole. Witamy się uściskami oraz całusami w policzek. Jedynym wyjątkiem pozostaje Florian, Mimi podnosi dłoń, mówiąc ciche „witam” i odwraca się by pójść do biura. Szybko ją łapię.  
– Słoneczko, czym mogę zaspokoić twoje pragnienie? – pytam Mię, zanim zdąży uciec. Kobieta spogląda na mnie, w jej oku pojawia się słaba iskierka, kąciki jej ust drgają lekko ku górze. Pochyla się w moją stronę.  
– Rozgrzać rozpaloną do czerwoności grzałką wodę, zamoczyć w niej worek, tak bym mogła wycisnąć z niego ostatnie krople soku. Jego aromat już teraz unosi się w powietrzu, a w ustach czuję jego niepowtarzalny smak i będę delektować się każdym łyczkiem, spływającym ciepłym strumieniem z gardła do żołądka – szepcze swoim uwodzicielskim głosem, oblizując czubkiem języka dolną wargę. Jej spojrzenie jest tak palące, iż w sekundę mam kudłate wizje. Oddałbym wszystko by wcielić je w rzeczywistość. Mhmmm. Dziewczyna prostuje się.
– Czarną herbatę proszę – mówi rozkazującym tonem.  
Grzałka w gaciach dostaje zwarcia. Jeszcze zostanę przez nią bezpłodny.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1183 słów i 6705 znaków.

2 komentarze

 
  • Aladyn

    Niby atmosfera jest spokojna, beztroska i nawet wesoła, ale czuje się, że coś się zbliża. Jakby za rogiem czaiła się jakaś bestia, która wyskoczy i sprowadzi jakieś wielkie nieszczęście na bohaterów tego, niezwykle interesującego i napisanego z wielkim talentem, opowiadania.
    Co będzie w kolejnych rozdziałach? Ano, zobaczymy.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo. :)

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.