Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 44 - 45

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 44 - 4544
Samuel

  Stoję na scenie uzbrojony w mikrofon. Oślepia mnie światło reflektora, przez co mam ograniczoną widoczność na Mię, która została popchnięta przez Sabrinę. Zagranie to nie jest w porządku, ale nie mam innego wyjścia. Wiedząc, że moja dama w życiu by się nie zgodziła  na propozycję, postanowiłem rozegrać akcję inaczej. Dziewczyna w ten sposób zmuszona jest zachować nerwy we wodzach. Owszem, liczę się z konsekwencjami po zakończonej imprezie, jednak muszę wykorzystać okazję, gdy Mimi znajduje się pod wpływem środków uspakajających.
Dzięki Teresie, w plan został wciągnięty team z UPS-u i teraz nadeszła niepowtarzalna chwila…
‘Samuel, wykop sobie dół dwa na dwa. Trup jesteś jak nic!’
  Mam taką tremę, że pot ciurkiem spływa po zadku. Odkasłuję parę razy, patrząc w przerażoną twarz mojej najukochańszej, nabieram powietrza i włączam mikrofon..
– Drodzy zgromadzeni. Serdecznie witam was w Samtajl-Night. – Zaczynam naturalnym głosem. Przynajmniej staram się o niego. W hali rozlega się głośny aplauz, gwizdy i doping. Ręką robię gest by ucichli.
– Niech podniesie rękę, każdy kto był w naszym barze. – Domagam się. Większa połowa podnosi dłonie.  
– A myślałem, że wszyscy… – komentuję. Cicho śmiejąc się pod nosem, rozbawiam publiczność. Robię gest dłonią, prosząc o ciszę, która zapada w parę sekund.
– Tak, więc z pewnością każdy zna właścicieli… – Nie mogę dokończyć z powodu kolejnego nawału braw oraz słyszę wykrzyczane przez parę osób swoje i Toma imię. Krakers stoi we wnęce między dwoma lokalami z szerokim bananem na gębie. Także Lola i Gabi obserwują mój dziki spektakl.
‘Raczej twój zgon.’ Odzywa się podświadomość z przekręceniem oczu.
Dostawiam palec wskazujący do ust i mówię – Ciii – zdobywając po raz kolejny uwagę gości.
– A kto zna stworzyciela tego cudu, w którym możecie się dzisiaj bawić? – pytam. Następuje głucha cisza. Nawet pracownicy nic nie mówią.  
Mii opada szczęka w dół, widzę to. Hanna, Sabrina i Karin stoją obok mojej dziewczyny na wypadek, gdyby chciała wziąć nogi za pas.  
– Też tak myślałem… – odpieram, drapiąc się po brodzie. Robię ręką daszek na czole, udając, że szukam Mimi w tłumie. – Gdzie ona się schowała...? Stefan masz może pojęcie? – pytam naszego kelnera, który podsunął mi ten pomysł. Zatrzymuję się w jednym miejscu, nie spuszczając Tsunami z oka…
– Przedstawiam wam matkę tego obiektu, a zarazem współwłaściciela lokalu. MIA DOSCH! – wołam. Światło pada na moją pańcię, ludność się obraca, a tam pozostaje pustka. Odejmuje mi mowę. Nie wiem, co mam robić, a tym bardziej powiedzieć. Jeszcze przed sekundą tam stała. Wiem o tym.  
Zaczynam zastanawiać się, czy czasem nie doprowadziłem młodej kobiety do zawału. Ja wiem, że to za dużo dla tak kruchej duszy, jaką posiada Mimi, ale to nie jest tak, bym miał złe zamiary. W końcu ta posada się jej należy. Planowanie, dociekanie, blef, stanowczość czy też walka z nami i głupimi pomysłami, utrudniającymi pracę…
Rozlegają się kolejne brawa oraz gwizdy. Mikrofon zostaje mi wyrwany z rąk.
– Dobry wieczór państwu. Jak wiele osób mogło już dostrzec, jestem w tej grupie od samego początku istnienia Samtajl, za co bardzo serdecznie dziękuję. Cieszy mnie rozwój baru, a tym bardziej jestem dumna z całej załogi. Dziękuję gościom, ponieważ gdyby nie wy i wasza wyrozumiałość, nie byliśmy w stanie się rozwijać – informuje zgromadzony tłum spokojnym melodyjnym głosem. Lecz kiedy spogląda na mnie, wiem, że żywy nie zamknę lokalu. Spojrzenie Mii dosłownie wypala mi spojówki. W całej sali zapada cisza.
– Mam nadzieję, że ta walka się opłacała, lecz to nie ja powinnam zbierać laury, acz stworzyciele Samtajl oraz kelnerzy, którzy dziennie zdzierają stopy. Barmani przekonujący klientów swoimi umiejętnościami, a także kucharze, robiący najlepsze burgery w okolicy. To dzięki wam, mogli się tak wysoko wspiąć. Dziękuję w ich imieniu! Sam-family to dla was! – Bierze mikrofon pod pachę i zaczyna klaskać, następnie pojedyncze oklaski naszej grupy aż rozlegają się brawa wszystkich uczestników imprezy. Zadowolona kobieta odwraca się w moją stronę i zbliża swoją twarz. Nie wiem, co mam powiedzieć na temat jej kompetencji. Chcę ją wziąć w ramiona, ale ona z pięknym promieniującym uśmiechem wciska mi mikrofon do rąk. Staje na palcach, łapiąc mnie za ramiona.  
– Wal się kundlu. – Daje całusa w lico i znika. Zdezorientowany niczym pies przyczepiony do drzewa w największej ulewie, pozostaję sam na scenie. Zespół zaczyna grać jakiś wesoły utwór, a ja mam w głowie tylko cztery litery.  
L.I.P.A.
  

  45
Mia

   ‘Opanowanie…’
Tak, jestem opanowana…
Roznoszę trzecią porcję zamówionych trunków. Jedna strona półkuli koncentruje się nad pracą, a druga szuka logicznej odpowiedzi na to, co tu się dzieje. Czy naprawdę dobrze słyszałam, co powiedział Sam. ‘Matka i współwłaścicielka.’? Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek prowadzili podobną rozmowę lub robił jakieś podchody w stronę tak poważnego tematu. Pomału nie rozumiem ani brata, ani Samuela. No dobrze, przyznam rację mojemu chłopakowi i domyślam się, co go pchnęło do takiej decyzji. Zainwestowałam całą swoją wiedzę, wysiłek i czas w ten projekt. Przez krótką chwilę poczułam się z siebie duma, słysząc te słowa, które wypowiedział na podeście. Chociaż jego postawa mogła na gości wpłynąć luzacko, tak widziałam w jego minie pietra wynikającego z niewiedzy jak zareaguję. Przynajmniej był świadomy tego, co robi. Piórka, w które obrosłam, szybko wypadają. Nie to było celem mojej pracy i pod żadnym pozorem nie podejmę się tego wyzwania. Status dziewczyny szefa nie robi mnie na tyle wyjątkowym, by dostać taką pozycję, poza tym mam większe problemy. Na przykład staczanie walki z demonem patrzącym mi prosto w oczy, kiedy odstawia na tacę kolejne zamówione mieszanki. Kreatura obdarza mnie uśmiechem doprowadzającym do nieprzyjemnych dreszczy. Poprych.
Facet dostaje łokciem w żebro. Ciche pytanie „Lubisz tulipana?” z ust Juliana trzymającego w dłoni 0,7l wódki Bols wystarczy, by Florian odwrócił ode mnie wzrok. Koleś jednoznacznie nie kuma zapytania, a ja wiem, że krasnal jest w stanie bez chwili zastanowienia roztrzaskać butelkę o jego czachę. Tu jest kolejny punkt. Julek, chcący rzucić szkołę, by móc mnie chronić. Jedyne wyjście, aby go powstrzymać, to powiedzieć Samuelowi, iż Florian nie jest tym, za kogo wszyscy uważają. Haczykiem w tej sprawie są dwie rzeczy.  
Numer jeden. Co się stanie, kiedy moja podświadomość robi sobie ze mnie żart.  
Numer dwa. Co będzie, jeśli to rzeczywistość, a ja nie chcę tego zauważyć?
Nie… Wcale Nie jestem opanowana.
To mnie przerasta. Za wiele już tego. Wszystko podchodzi mi do góry. Strach, przerażenie, niewiedza… potrzebuję czegoś na zejście z ciśnienia… spoglądam na Miśka.  
Z wiedzą, że Kai lubi czasem odpalić fajkę i zawsze ma w tylnej kieszeni paczkę czerwonych L&M, wchodzę za ladę, obmacuję mu tyłek, przez co z wesołym „Hej!” odwraca się z szerokim uśmiechem w moją stronę.
– Uuu Migdałek… – mówi z jeszcze większym zgryzem.
– Potrzebuję fajkę. Mogę jedną? – pytam cicho. Chłopak marszczy brwi, a uśmiech znika. Zanim może coś powiedzieć, wspinam się na palce, daję całusa w lico, wyciągam z prawej kieszeni paczkę. Szepczę skromne„ Dziękuję.” wyciągam jednego szluga i wkładam kartonik do schowka jego spodni. Już chcę zrobić piruet do wyjścia, kiedy mnie chwyta za rękę.
– Na tyły – uprzedza. Kiwam raz głową, bo wiem, że chodzi mu o mały taras ze składowiskiem piwa.
Wchodząc do kuchni, mój nos zostaje połaskotany zapachem pysznego jedzenia. Szybko spoglądam na zegarek. Kwadrans przed północą. Tom jest zaskoczony moim widokiem, kiedy przechodzę obok niego i kradnę parę frytek z pojemnika. Ziomek otwiera buzię.
– Tylko przelotem – odpowiadam, sięgając po zapalniczkę znajdującą się na okapie nad płytą do smażenia mięsa. Zanim którykolwiek może wypowiedzieć choć jedno słowo, zamykam za sobą białe drzwi i od razu przeszywa mnie minusowa temperatura. Odpalam papierosa, wciągam głęboko dym do płuc i napawam się tym drapiącym w gardle tytoniem. Wiedziałam, iż gdzieś we mnie tkwią masochistyczne cechy, ale przynajmniej nic nie piłam, więc wymioty mi nie grożą. Przy drugim zaciągnięciu, drzwi na taras otwierają się, już myślę, że to Tom albo Samuel, ale nie. Kai w swojej wyluzowanej postawie wychodzi na zewnątrz, odpala trzymaną w ustach kipę, pociąga za nią i wypuszcza dym, robiąc przy tym minę, jakby miał szczytować. Wkłada zapalniczkę do spodni, opiera się stopą oraz plecami o ścianę i spogląda na mnie. Nic się nie odzywam, wolę degustację tytoniu niż rozmowy.
– Masz dwie minuty, aby mi to wyjaśnić – odzywa się Toffik, podnosząc dłoń z fajką, demonstrując, o co mu chodzi.
‘Klawo.’

Od Autora.
Czy Mia się przyzna?
A może dalej będzie milczeć?
Pozdrawiam AHopeS <3
Ps. Łapki w górę ;)

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1600 słów i 9386 znaków, zaktualizowała 16 wrz 2020.

4 komentarze

 
  • nanoc

    Moja ulubiona autorka na "LOL" nie zawodzi, krótkie czytanie i czacha dymi, wiem że nic nie wiem, i to jest wspaniałe bo czekam z wywieszonym ozorem na następny odcinek. BRAWO.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo. Miło przeczytać. :wstydnis:

  • shakadap

    Brawo.
    Jak zwykle świetna robota.  
    Proszę o więcej.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo. :)

  • Aladyn

    Mia, jak zwykle, pomniejsza swoją rolę w prowadzeniu tego interesu. Ma jakby pretensje do Sama, że ten uważa ją i przedstawia gościom, jako autorkę i główną organizatorkę sukcesów Samtajl- Night.
    Trudno zrozumieć jej obiekcje, bo przecież ona była i jest kołem napędowym, z czym wszyscy się zgadzają.
    A najgorsze, że zagęszcza się sytuacja pomiędzy Julianem i Florianem, co nie wróży nic dobrego.
    Chyba w kolejnym rozdziale bomba wybuchnie...z jakim skutkiem.  
    Autorka dobrze wie, jak podgrzewać atmosferę. Brawo.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo.
    Wszystko ma swój powód ;)

  • bosman

    Mija ściska w sobie to ciśniePnownienie i nerwy ale musi stanać przed  Samem i powiedzieć mu prawdę jak chce by kurdupel wrócił do szkoły.Ponownie mocny rozdział trzymający wnapięciu oby tak dalej.Trzymaj się mocno i nie daj się koronce :ciuch: