Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 38

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 3838
Mia

  Nie potrafię inaczej. Wybucham śmiechem. Nie sądziłam, iż Samuela można nadal tak szybko wpuścić w kanał, ale jego spanikowana mina była tego warta. Oczywiście wygłodniałe spojrzenie, którym mnie obdarzył pozostawiło po sobie gorący ślad między moimi nogami, lecz dopóki nie będę świeża i pachnąca nie dostanie przysmaczku tygodnia.  
– Hej! To nie jest śmieszne. Wiesz, jaką dałbym plamę? – woła oburzony, kiedy orientuje się, że to wtopa.
– Po same skarpetki!– Nabijam się dalej. Łzy ciekną  mi po policzkach, dostaję kolki w okolicach brzucha i choć naprawdę chcę, to nie potrafię się powstrzymać. Siadam na otwarty sedes i siuram.
– Czy ty właśnie lejesz ze śmiechu? – pyta z niedowierzaniem, na co kiwam głową. Baaaa jego rechot jest gorszy od mojego!!!
‘O Mamo!’
Na szczęście szybko umiemy się jako tako opanować i mogę pod znacznym nadzorem wziąć ekspresowy prysznic. Gdy sięgam po niszczyciela zbędnego zarostu, kundel wyrywa mi go z rąk ze słowem „Jutro”. Moje protesty na nic się zdają, a ja tak nie cierpię włosów łonowych dłuższych niż trzy dni. One później drapią, gryzą i swędzą. Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że hoduję wszy w majtkach. Ale OK! Skoro Sam ma ochotę zabawić się w pogromcę insektów… Proszę bardzo.
Owinięta w ręcznik, chcę zacząć moją upiększającą procedurę.
– Nie ma czasu na pierdoły. Później to zrobisz – warczy, łapiąc mnie za rękę i ciągnie z toalety nie w kierunku sypialni, ale klatki schodowej. Mamy minusowe temperatury, schody są obsyfione, a ja nie dość, że jestem na bosaka, to jeszcze pół goła. Niekiedy się zastanawiam czy nasi sąsiedzi posiadają słuch. Nasze zachowanie jest pomału paranormalne i dziwię się, że nikt w bloku tego nie dostrzegł. Pomijam już fakt, iż do tej pory znam tylko dwóch moich sąsiadów. Tę panią ze stadem papużek pode mną i tego boga seksu nade mną.  
– Ej, Sam? Znasz naszych sąsiadów? – pytam szeptem, zakrywając sobie dłonią usta. Chłopak przy ostatnim schodku gwałtownie się zatrzymuje i odwraca ze zmarszczonymi brwiami w moją stronę.
– No raczej! Ale tylko jeden wszedł mi za skórę – brzmi jego odpowiedź, za co kasuje kuksa w ramię. Głupek!
– Mówię poważnie. Widziałeś innych…  
– Mamo! Karolin powiedziała, że mam duże uszy! – słyszę dziecięcy głos dochodzący zza drzwi naprzeciw mojego mieszkania. Samuelowi opada głowa w dół, kręci łepetyną i wzdycha. Wyciąga rękę, puka do drzwi mojego sąsiada. W milisekundzie otwiera je nastolatka w czarnym odzieniu z kolczykiem w nosie, mieląca gumę jak krowa na pastwisku. Kiedy widzi mojego chłopaka, robi przerażone oczka, połykając przy tym żuję.
– Karolin, nie prowokuj Miry. Nawet Mefistofeles tego nie popiera – brzmi krótka wypowiedź Brutusa. Dziewucha jest w takim szoku, widząc mojego mężczyznę, że strzela buraka nie biorąc mnie w ogóle pod uwagę.  
– Przepraszam panie Berger. To się więcej nie powtórzy – odpowiada speszona młoda goth.
– Szatan z tobą. – Samuel żegna się kiwnięciem głowy. Widząc jej minę, modlę się tylko, by nie padła mu u stóp, błagając Lucyfera o wybaczenie. Po prostu odbiera mi mowę. W sekundę drzwi naprzeciw mnie się zamykają, a Sam odwraca głowę w moją stronę. Jedynie mogę patrzeć z otwartą gębą i wyciągniętym palcem na drewno, szukając odpowiednich słów.  
– No. To już znasz sąsiadkę – odpowiada przelotnie, wyciągając z kieszeni klucze do mojej siedziby.  
Pięknie! Mam wokół samych satanistów! Wcale się nie zdziwię, jeśli zostanę ofiarą laleczki voodoo. Bardzo uspakajająca nowina! Chyba lepsza była niewiedza, z kim mieszkam pod jednym dachem.
Pluto otwiera wrota, ustępując mi pierwszeństwa. Od razu wyczuwam TEN zapach, co doprowadza do powodzi migdałów. Jak w transie kieruję się w jego stronę i dostaję szoku, przekraczając próg pokoju gościnnego. Stolik zdobi szary obrus, dwa talerze, przy nim sztućce starannie zawinięte w serwetkę oraz puste lampki do wina, a na środku dwie zapalone świeczki. Julian siedzi na kanapie w białej koszuli i jeansach, z szerokim uśmiechem na gębie, spogląda na zegarek.
– Wow! Dwie sekundy przed… – pi pip, pi pip, pi pip…  Brat podrywa się na równe nogi i przerzuca sobie ręcznik przez przedramię. Co to ma być?  Robię piruet do stającego za mną Brutusa.
– Może to nie romantyczna kolacja przy świecach, ale przynajmniej mamy kelnera – oznajmia swoim seksownym głosem – mogę porwać panienkę na randkę?

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 794 słów i 4637 znaków.

4 komentarze

 
  • nanoc

    Czyżby Sam zastosował starą kobiecą maksymę - Przez żołądek do serca - ale to dla facetów było, a może sprawdzi się na kobietach? Brawo super. :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję :)

  • Aladyn

    Co to też wymyślił wyposzczony Samuel, aby olśnić damę swojego serca.
    To będzie prawdopodobnie romantyczny wieczór przy świecach i z wyszukanymi daniami, przyprawionymi pożądaniem chłopaka.
    Czy aby Julian, w roli kelnera, nie zakłóci tej scenerii...a może jest jej niezbędnym elementem?

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję bardzo. :D  
    Co się stanie... myślę, że praktyczna nauka dla Juliana w pewnych sprawach...  :devil:

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo :)  
    Również serdecznie pozdrawiam.

  • bosman

    cudownie chyba będą zaręczyny

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo.
    Czy to zapowiedź zaręczyny??? :shrug: