Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 16 - 17

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 16 - 1716
   Samuel

    Ta kobieta rozwala mnie dosłownie na cząsteczki. Nikt oprócz Kaia nie zna składników tej mieszanki, jaką stworzyłem na jej cześć w dniu, kiedy wylądowała w knajpie. W tym trunku odzwierciedliłem moje całe uczucia, jakie wtedy poczułem oraz fascynację jej olśniewającą urodą i figurą. Jakim cudem udało się jej go rozszyfrować?  
Gdy Kai mnie klepnął, podając mi puchar z Odlotem do spróbowania i mi szepnął, że go Mia właśnie wymieszała, miałem na czole sekundową wywieszkę ‘NIECZYNNE’, a co w tym najbardziej mnie zadziwia, to ten idealny smak. Taki jak Mia.
– Pluto, ten drink zrobi nawet Jul i Poprych. W nim nie ma niczego…  
– Jest Kotku, bo tylko ja i Kai znamy jego zawartość i proporcje. – Daję jej do zrozumienia, a ona tak jakby to było najnormalniejsze na świecie wzrusza ramionami. ‘NOOOO NIE MOGĘ!’
– Mam oczy i znam się na centylitrach. W końcu przez pół roku przesiaduję tu całymi dniami. Jak chcesz, to wymieszam ci Cosmo, One way ticket, czy Pina Coladę, a jeśli się postaram to za pierwszym razem wymieszam Rainbow shot lub Nasienie barmana, ale nie będę wam robić konkurencji – odpiera tajemniczo. Puszcza do mnie oczko, a swoim płomiennym uśmiechem ociepla moją duszę. Czyżbyśmy mieli między nami ukrytą barmankę, nie wiedząc o jej istnieniu? W tej dziedzinie musi pokazać swoje umiejętności i to nie tylko pod moim bacznym okiem, ale również Kaia. Co do spędzonego tu czasu, ma dziewczyna rację i faktycznie bardzo dużo potrafi, a największą jej specjalnością jest zaskakiwanie nas swoją wszechstronnością.
– Skoro tak jest, to proszę bardzo. Przyjmujesz zamówienia Dominika. Pamiętaj o złotych regułach… – Chcę zacząć je recytować, kiedy ona wchodzi mi w słowo i niczym ptasi śpiew cytuje najważniejsze zasady, odbierając mi tym mowę.
– „… Ciężkie łączące się składniki trzep w shakerze, a lżejsze w cylindrze. Pamiętaj o metodach, a jeśli czegoś nie wiesz, zapytaj Google.” Zadowolony? –  Kończy litanię z błyszczącymi oczami niczym diamenty. Jestem pod ogromnym wrażeniem i nawet nie staram się tego ukryć. Pytanie jest skąd ona zna tę zasadę. Zanim mogę się jej zapytać, Mia wskazuje palcem za siebie na wiszącą na ścianie obramowaną zasadę każdego barmana oraz nasze certyfikaty. Za to nagradzam ją reklamowym uśmiechem Bland- a- med.
– Niezmiernie – przyznaję, dając jej buziaka w skroń.
Zaczynamy studiować karteczki. Kai spogląda na nas ze zmarszczonymi brwiami. Oznajmiam mu, iż czas przetestować wiedzę Rysia. Przyjaciel z uznaniem kiwa głową, ale wiem, że będzie mieć ją na ostrzale.
Widok promieniującej, wyluzowanej Mimi, jest jak Wielkanoc i Boże Narodzenie w jednym. Opłaciła się groźba wywiezienia jej frachtu do Ratingen aż do Świąt. Te ostre słowa przywołały ją do porządku. Przecież moja dama za nic w świecie nie pozwoliłaby zostawić nas samych z przyszłym klubem. Korona by jej z dyni spadła, gdybym urzeczywistnił groźbę. Dlatego kobieta nie miała innego wyjścia, jak dostosować się do mojego rozkazu i skoncentrować nad biurokracją, reszta nie powinna jej interesować. Teraźniejsza sytuacja jest wyjątkiem. Kai z Tomem byli tego samego zdania, co ja. Z pomocą Flo ściągaliśmy Dominika. Ostatniego członka naszej starej bandy. Facet ucieszył się z podanej pomocnej dłoni i z wielką chęcią przyjął naszą ofertę. Dzisiaj jest jego pierwszy dzień i jestem z niego zadowolony. Radzi sobie całkiem dobrze, jak na pierwszy dzień w pracy. Blondyn o urodzie typowego kalifornijskiego surfera z zielonym intensywnym kolorem oczu, znacznie zwiększył w masie ciała oraz się ustatkował, lecz uśmiech na jego twarzy pomimo upływu czasu pozostał taki sam.
– Sam? Co to jest Jellyfish? Mamy takie coś w ogóle w ofercie? – pyta dyskretnie moja Lady.


17
Mia

  Z fascynacją przyglądam się temu zjawisku, jakie powstaje w kieliszku, gdy Samuel po wlaniu kokosowego likieru, Amaretto, dodaniu trochę Baileys, na koniec zatyka palcem górną część słomki i nabiera Blue Curacao, a następnie wkrapla trzy krople do składników. Efekt, jaki w ten sposób uzyskuje jest niesamowity. Przypomina pływającą meduzę w środku pustej przestrzeni.  
– Tadaa – mówi dumny z siebie po udekorowaniu czwartego kubełka. – Inaczej nazywa się to żelową rybą. Bardzo mnie cieszy, że mogę być twoim nauczycielem – dodaje z tym typowym dla niego uśmiechem.
– Dzięki. Ta lekcja utrwaliła mi się w kadłubie – odpieram, zarabiając od niego strzał w tyłek, na który z kwikiem lekko podskakuję.
– Prosiaczek oink, oink – szepcze Kai mi do ucha, rozbawiając mnie tym. – Dobrze ci idzie, tylko tak dalej – chwali, na co robię gest strącenia niewidzialnego pyłu z barku. W sumie nie wiedziałam, iż trzepanie drinków w takim maratonie może być tak męczącym i dobrym treningiem na mięśnie ramion. Pomału opadam z sił. Ale HEJ! Idę ramię w ramię z moimi kudłatymi zwierzakami i to od prawie godziny. Trzeba wziąć pod uwagę, że to mój pierwszy raz. Co do pozostałych mikstur, nawet nie kłamałam, znam wszystkie na pamięć. Największym hitem jest wiadomość, iż tylko nasza trójka wie jak przyrządzić ‘Odlot’.  
HA! CUDEŃKO!
   Kolejny dzień zakończony jest sukcesem, super utargiem i mega napiwkami. Goście zaczęli zwijać żagle, a my sprzątać, co bardzo szybko zostało wykonane przy tylu dłoniach. Dominik dostaje pozytywne komentarze i mogę się przy okazji dużo dowiedzieć na jego temat. Na przykład, że jest piątym chłoptasiem z ich młodzieńczej grupy składającej się z Miśka, Pluta, Krakersa, Poprycha i jego. Tom był najstarszym, a Sam najmłodszym, lecz gdyby Kai urodził się dzień po, a nie tydzień przed moim chłopakiem, on zająłby stanowisko „gówniarza” w klice. Studia, które wybrał były na drugim końcu kraju i w ten sposób urwał się kontakt, czego bardzo żałuje. Dominik jest rok młodszy od kucharza, ma żonę i dwójkę dzieci, trzyletniego syna Jacoba i półtoraroczną córeczkę Nadję. Na widok zdjęć dzieciaczków o ślicznych oczkach, buziach i lokach na głowie, dostaję automatycznie mokrych oczu. ‘Głupie estrogeny!’
– Chociaż składałem podania w różnych firmach, zawsze kończyło się na odmowie z powodu braku doświadczenia i tyle mam z pięciu lat gimnazjum, trzech ścisłego, intensywnego prania mózgu grafiką komputerową, ale za nic w świecie nie żałuję ojcostwa. Wspieram Paulę, jak tylko potrafię i wiem, że chciałaby życia w lepszych warunkach i lepszej przyszłości dla naszych pociech. Niestety w tych czasach nie oceniają cię po wiedzy tylko wyglądzie – opowiada Dominik. ‘Moje słowa!’ Chłopak chce zapewnić swojej rodzinie wszystko, co najlepsze, lecz nie potrafi tego zrobić. Sposób, w jaki chwali swoje dzieci i żonę, wskazuje na to, jak ich kocha. Przeważnie w związkach dochodzi do spięć, kiedy nie posiada się środków, aby zapewnić im lepszą przyszłość. Uczucia znikają i zastępuje je sfrustrowanie i niewiedza „Co dalej” doprowadzając do popadnięcia w nałogi, a na koniec przemoc. Tego Dominikowi nie życzę, a tym bardziej jego dzieciom. Bardzo dobrze wiem, jak się kończy taka historia.  Bezradność sytuacji wyczuwa słaby punkt i człowiek chwyta za różne środki, by zapomnieć, stłumić, a nawet oślepić istniejące problemy i zanim się zorientuje, jest już w szponach kosztownego nałogu. Każdego dnia widzi, jak życie wyślizguje mu się z dłoni, zaczyna obwiniać o to wszystkich wokół siebie. Szuka chociaż najmniejszej iskierki by móc się wyładować, wyżyć, ulżyć swojemu słabemu ego. Myśli, iż to robi go osobą silną, władczą. Chce w ten sposób zdobyć z powrotem to, co już dawno stracił. Budzi każdego dnia lęk, obawy, ból, a na koniec zostają wspomnienia i obrazy, które towarzyszą do końca życia. Tak naprawdę może być wszystko proste i piękne, jeśli się walczy, ma się nadzieję, perspektywy, osoby, które podadzą ci pomocną dłoń, kiedy opadasz z sił. Lecz spójrzmy prawdzie w oczy. Ilu ludzi kryje swoją słabość z dumy, chce być idealnymi osobami, mieć perfekcyjną rodzinę. Lecz kiedy drzwi zostają zamknięte ukazują swoje prawdziwe oblicze. Dlaczego? Bo im wstyd za poniesioną klęskę! Jakim kosztem? Kosztem niewinnych osób, a przede wszystkim dzieci, które niczemu nie są winne. Później one są wytykane palcami, obserwowane. Ludzie czekają na błąd, tylko po to by żywić się czyimś nieszczęściem, wyśmiewać, a nawet wykorzystywać.  
  Spuszczam szybko wzrok, bo czuję jak do oczu napływają mi łzy, a w gardle rośnie ogromna klucha. Muszę to powstrzymać zanim będzie za późno.
– Przepraszam na chwilkę – mówię na tyle opanowanie na ile potrafię. Podnoszę się z krzesła i pędzę do toalety, w której tama puszcza w chwili zatrzaśnięcia się drzwi.
– Cholerne hormony.

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1544 słów i 9071 znaków, zaktualizowała 22 maj 2020.

4 komentarze

 
  • nanoc

    Dawno nie czytałem "ZL"  ale widzę że nic nie straciłaś z werwy w pisaniu, świetny odcinek i Mia zaskakuje, pozytywnie.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo :)

  • Basiaa

    Kurde, autorka masz "jaja" w pisaniu. A te przemyślenia Mii w końcówce, super, ekstra, padam na kolana. Brawooooooo!!

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuje bardzo  :)

  • Aladyn

    Autorka pokazuje nam  bohaterkę opowiadań, Mię, w całkiem innej, nowej odsłonie.  
    Okazuje się być nie tylko zdolną menedżerką, zmysłową dziewczyną Samuela, kochająca siostrą, ale też osobą czułą na potrzeby i problemy innych (Dominika).
    Widać, że jej postać jest bardzo bliska Autorce.   :)

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuje.
    Nie powiedziałabym, aby bohaterka była kimś bliskim Autorce. Wręcz przeciwnie.

  • shakadap

    Brawo.
    Pozdrawiam i powodzenia!