Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 12 - 13

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 12 - 1312                                                  
Samuel

    Zadowolony z zakupu, klepię w podziękowaniu Floriana w barki. Z szerokimi uśmiechem na gębach wchodzimy do Night godzinę przed otwarciem baru. Zakupiony sprzęt jest mały, ale dający mega power z wieloma dodatkami w atrakcyjnej cenie dla naszego mózgu biznesu.  
– Wykluczone. On nie nadaje się nawet do zmywania garów. Chociaż zna dobre bity, nie przekonasz mnie do niego. – Słyszę głos mojej ukochanej. Czyżby Dj, który miał dzisiaj termin dał ciała? W sumie zaraz dowiem się szczegółów. Luźne i zabawne półtorej godziny w sklepie elektronicznym dobrze mi zrobiło, w ten sposób mogłem zejść w dół z agresora. Kucharz sakramencko mnie wkurzył.  
– Jesteśmy z powrotem. Mamy super sprzęt. Chcecie obczaić? – pytam z uśmiechem.
– Mia, ale te rozwiązanie będzie rozsądne dopóki nie znajdziemy innej alternatywy – mówi Kai totalnie olewając nasze istnienie. Chyba muszą być mocno zagłębieni w dyskusji, skoro nie zauważyli naszej obecności. Klepię Floriana by szedł za mną na pięterko.
– To jest… sorry, mózg mi się lasuje. Pogadamy po zakończeniu pracy. – Słyszę jak Mia pędzi niczym koń. – Wolałabym, aby nigdy… – zatrzymuje swoje głośne przemyślenia, gdy spotykamy się w przejściu. Kobieta jest krótko zaskoczona moim widokiem – Chwilowo jestem niedostępna – mówi cicho, dając szybkiego całusa w usta i mnie omija.
– Przepraszam. – Te chłodne słowa padają w stronę Poprycha, schodzącego jej z drogi. Ze zmarszczonymi brwiami obserwuję, jak napięta dziewczyna znika z lokalu, a za chwilę odwracam głowę z pytającym spojrzeniem na Kaia. ‘Co to było?’
Minutę później słucham, co się wydarzyło podczas mojej nieobecności. W sumie wszystko, co mi opowiadają nie jest dla mnie jakąś nowością. Robię krótką inspekcję mebli, które kolorystycznie naprawdę super pasują do lokalu. Następnie Teresa opowiada historię z Dj-em. Muszę się śmiać, bo dziewczyna posiada tę umiejętność, że mimiką, tonacją i gestami potrafi zagrać Drama Queen, dochodząc w końcu do sedna sprawy… pomysłu Bioderka.  
Chociaż zastanawiam się chwilę, nie mam bladego pojęcia, dlaczego Mia nad tym nie pomyśli, tylko z góry przekreśla wszystko związane z naszym kumplem. Florian zatopiony w rozmowie z chłopakami nie zwraca uwagi jak mu się przyglądam. Mia nie jest z niego zbytnio zadowolona, to zaczyna być oczywiste, tylko pytanie jest, dlaczego? Powinienem po prostu spytać gdzie tkwi problem? Albo lepiej więcej poświęcić uwagi jej zachowaniu? Dopaść ją w odpowiednim momencie i wyskrobać z niej prawdę? Z drugiej strony może zmienić się w uszczelkę. Poza tym dobrze wie, że może ze mną o wszystkim porozmawiać.
Jestem bezradny, bo obojętnie jak nad tym dumam i chcę sobie wytłumaczyć, to i tak prowadzi do jednego, a mianowicie niczego.
– Dobra ludziska. Czas na pięknie zjawisko – woła Kai. Sabrina zaczyna rechotać na całe gardło, wstaje z kolan Miśka i ponagla, byśmy ruszyli zadki. Nic nie rozumiejąc podnoszę tyłek z kanapy.
– Jakie? – pytam zaciekawiony. Ruda kelnerka mówi coś o niespodziance, mamy uzbroić się w cierpliwość i nacieszyć oczy chwilą, która za chwilę nastąpi. Robi się coraz bardziej interesująco. Kai podchodzi do Damiana, coś do niego gada, na co facet z szerokim uśmiechem na pysku kręci głową i znika z pola widzenia.
– Garfield wytęp Rysia z jaskini. A wy zasiądźcie do okrągłego stołu. Zaraz wracam. –  Misiek wydaje nam polecenie. Garfield? Bardziej trafić nie mógł z ksywą dla Sabriny. Zaciekawieni, a raczej zniecierpliwieni przechodzimy z sali do baru. Zapalam oświetlenie, otwieram główne wrota i posadzam tyłek w miejscu zebrań. Mia z Bri wychodzą z korytarzyka, znikając od razu na zapleczu. Nie uszły mojej uwadze wyrastające u mojej dziewczyny rogi na czole. Jednoznaczne obie coś knują, a Toffik jest w to wmieszany. W duchu składam modlitwę, bym ja nie wpadł w sidła szatana, jakim jest moja Lady.
Na zewnątrz zapada zmrok, latarnie oświetlają parking, na którym Tom parkuje swojego na kilometr widzialnego gruchota. Ten zielony kolor wypala spojówki nawet w ciemności. Do tej pory zostaje zagadką jego słabość do tej barwy. Z pojazdu wychodzi najpierw Lola, później Gabi, a na koniec Knorr. Z wesołą miną wchodzą do pomieszczenia. Zaczynają się powitania kobiet. Wystawiam Tomowi pięść do żółwika…
– NIE!!!!  



   13
   Mia
  
  Ok. Przyznaję, to było bardzo teatralne z mojej strony, ale przynajmniej powstrzymałam najgorszą chodzącą bakterię i uzyskałam przy tym uwagę przestraszonych bladych twarzy. Szkoda, że Karin, Lilly i Stefan przegapią to widowisko, dlatego wpadam na genialny pomysł, jak uwiecznić tę cudną, poniżającą dla kucharza chwilę. Nagram film telefonem.
Sabrina stoi po mojej prawej stronie z pojemnikiem ciepłej wody i przewieszonym przez ramię ręcznikiem, Kai natomiast po lewej z trzylitrowym wiadrem wypełnionym płynem, a ja uzbrojona w druciak do garnków, płyn do dezynfekcji w jednej dłoni i telefon z migoczącym guzikiem Rec w drugiej, mam na twarzy grobową minę, którą ciężko jest mi utrzymać.
– Zanim zdążysz któregoś z nas dotknąć, najpierw umyjesz porządnie dłonie. Bóg wie, jakie zarazki posiada Mróweczka – informuję. Tom jest kompletnie zdezorientowany. Pierw patrzy na nas, jakbyśmy z ziemi wyrośli, później na swoje dłonie, a następnie na pozostałych pracowników.
– Umyłem je przecież. – Broni się. Kai podchodzi do niego z plastikiem napełnionym cieczą, stawiając go na stół pod nos kucharza.
– Tu, proszę bardzo. Pierwszy krok. – Daje kuzynowi wskazówkę. Mężczyzna nachyla się, by sprawdzić zawartość i łapie się od razu za nos.
– To rozpuszczalnik matole! – woła w szoku.  
– Węch masz dobry kuzyn. Brawo – chwali Misiek, klepiąc go w plecy. Teraz moja kolej. Robię parę kroków do przodu, podaję Krakersowi „mydło”.
– To żart, albo?! – krzyczy oburzony Tom. W gospodzie jest tak cicho, iż nawet nie słychać oddechu innych osób. Podnoszę brew w górę, bo chociaż może to wyglądać na jakiś dowcip, ale niestety. Nie w tym przypadku. Zdrowie klienta jest moim priorytetem. Staczamy krótką bitwę spojówek, w końcu Knorr, z cichym poddającym się jęknięciem odbiera mi gąbkę z miękkiego drutu, zamacza obie ręce w wiadrze i zaczyna myć powierzchnię dłoni przedmiotem. Po upływie wystarczającego jak dla mnie czasu wołam do siebie kelnerkę, a ona stawia miskę z wodą obok wiadra.  
– Opłucz – rozkazuję, co też czyni. Po zakończonej czynności wyciera dłonie, patrzy na mnie z prowokacją.
– Czy panienka Dosch jest zadowolona? – pyta. Samuel i Joschua parskają. To bym nie była ja, gdybym nie dokopała jeszcze bardziej.
– Powtórz od nowa i to trzy razy – oznajmiam. Mina Buliona jest bezcenna i choć chcę się powstrzymać, zaczynam chichotać. Podaję mu płyn dezynfekujący, który mi odbiera w istnym osłupieniu. Nadstawiam moim współpracownikom dłoń do High Five, którą przybijają.
– To było najdurniejsze, co mogłaś zrobić Mimi – warczy Tom w moją stronę.
– A, a, a. Owieczko. Najbardziej durne było przyprowadzenie tej bestialskiej, owłosionej kreatury do pomieszczenia, gdzie znajduje się żywność. A, że trzymałeś to coś w rękach, musiałam zadbać o czystość twoich dłoni. Teraz możesz zacząć pracę. – Daję mu do zrozumienia.
– Z cuchnącymi rękami? Będę musiał je umyć mydłem jeszcze z pięć razy, aby pozbyć się tego smrodu – skarży się. Naciskam na guzik kończący nagranie.  
– Przynajmniej nie będę miała obaw o życie podczas jedzenia ziemniaczków i zanim zapomnę… Andrea, ty również przed wejściem do kuchni umyj i zdezynfekuj dłonie – informuję pomocną dłoń Knorra, która dzięki Opatrzności nie robi cyrków i wykonuje moje polecenie. Pomiędzy pracownikami zaczynają się szmery, ciche chichoty. Moją robotę uważam za zakończoną.
– Dziękuję państwu za uwagę – mówię, kiedy Lola jest gotowa z procedurą odkażania skóry. Bri zabiera miskę, Kai wiadro.
– Kuzyn, jak mogłeś być Mii wspólnikiem? Przecież dobrze wiesz…
–Tom, zamknij dziób i się ciesz, że nie kazałem ci się w tym wykąpać, bo taki był pierwotny plan, ale dzięki Einsteinowi skończyło się na myciu dłoni. Następnym razem rusz kadłubem, zanim coś zrobisz, bo w takich sytuacjach będę zawsze po stronie naszych dam i uwierz mi, kolejnym razem nie ujdzie ci to tak na sucho.  
Wow. To było piękne przemówienie, aż muszę nagrodzić Kaia oklaskami, do których dołącza się Bri i Sam. Widząc miny reszty wiem, że nie mają pojęcia, jaki show zrobił nam Krakers. W skrócie opowiadam odstawioną szopkę i jej krótki przebieg. Obsługa zaczyna rechotać na wydarzania sprzed południa. Florian pyta jak to możliwe, że pająk jeszcze nie padł z głodu i smrodu przez osiem lat, za co kasuje czopa od kucharza. Zaczynają się zawzięte dyskusje, a ja się zastanawiam, jak długo trwa ich znajomość skoro Poprych wie ile pupil Toma jest w jego posiadaniu. Po krótkim namyśle i chęci zapytania się, szybko niszczę tę myśl z prostego powodu. Jeśli zacznę wydobywać informacje, będzie oznaczać moje zainteresowanie tą osobą, a to może dla niego być zielonym światłem, by wtargnąć w mój doskonały mały świat. Do tego nie dopuszczę nawet w kolejnej epoce. Tak jakby tego było mało, zaprzątam sobie głowę pomysłem podsuniętym przez Bioderko, aby te istnienie ludzkie, które właśnie chce mnie analizować, było na jedną noc głupim grajkiem, ale nie poddam się w poszukiwaniu. Poprych będzie i zostanie ostatnią osobą, którą poproszę o pomoc, a jeśli zaraz nie odwróci ode mnie wzroku to obleję go zawartością wiadra, wypalając mu tym źrenice, później wydłubię je dwoma środkowymi palcami, obrzygam i włożę gałki z powrotem w oczodoły.
On i Mrówka mogą sobie podać odnóża. Są na tym samym poziomie mojego wstrętu.
– Ziemia do Mimi! – woła ktoś. Machająca dłoń przed moimi oczami przerywa mi krótki trans. Kieruję wzrok na rozmówcę, widzę dwie pary przepełnione nadzieją, ciepłe oczy mojego chłopaka. Że też nie słuchałam, jaki zaczęli temat, aby odpowiedzieć na pytanie. No to klops.
– Zastanowię się nad tym – paplam, by nie dać po sobie poznać, iż tak naprawdę wyobrażałam sobie słodkie tortury nowego barmana.
– Zdecydowanie. Mimi śniła o połączeniu rozpuszczalnika z mielonym. – Te słowa padają akurat od osoby, która ma najmniej do powiedzenia. Flo. ‘Raczej o twojej zagładzie’ ale to zostawiam dla siebie.  
– Dla ciebie, Mia! I tak zostanie dopóki moje ciało nie przekształci się w rześką glebę – upominam go. Niech nie liczy, że kiedykolwiek nazwie mnie przezwiskiem, które nadała mi rodzina. On jest tylko zwykłym pionkiem, który nigdy nie zasłuży na chociaż jedno ciepłe słowo z mojej strony.
– To jest szmat czasu, ale poczekam – odpiera mój wróg.
– Wypełnij ten czas czytaniem Starego i Nowego Testamentu. – Polecam złamasowi.
– Z przyjemnością ci go wyrecytuję, kiedy będziesz obrastała w roślinki.  
– Tylko na to liczę. Nie zapomnij o pieśniach z…
– Zanim staniemy się robalami w ziemi, chodź zobaczyć sprzęt – wtrąca się Sam.



Od Autora
Takie me pytanie chore...
Czy te rozdziały mają szansę na łapki spore?
Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1983 słów i 11606 znaków, zaktualizowała 13 gru 2020.

5 komentarzy

 
  • Basiaa

    No Mia, brawo kocham Ta osobę, przeczytałam na bezdechu. Super.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję bardzo :)

  • nanoc

    Ze też Mia toleruje tego gada, a on się rozkręca. Brawo świetnie się czyta i to jednym tchem.  :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc  Dziękuję bardzo :)

  • shakadap

    Brawo!
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo :)

  • Aladyn

    To spotkanie Mii z Mróweczką nie przeszło jednak tak całkiem bez konsekwencji dla wielbiciela pająków.
    Ciąg dalszy znęcania się nad biednym kucharzem to zmuszenie go do brutalnych ablucji.
    Fakt...Mii lepiej nie narażać się.   :lol2:

  • AHopeS

    @Aladyn  :devil:   lepiej nie, to fakt  
    Dziękuję   :)  :devil:

  • agnes1709

    Spójrz na tytuł :D

  • AHopeS

    @agnes1709 dzięki.

  • agnes1709

    @AHopeS Luz.

  • AHopeS

    @agnes1709 ???

  • agnes1709

    @AHopeS No nie ma za co.