Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 10 - 11

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 10 - 1110
  Samuel
          
                                
    Stłumiony syk odbija się od ścian. Odwracam głowę w stronę mojej pańci, która stoi przy wejściu do pomieszczenia gotowa do ataku. Jej ciskający błyskawice wzrok skierowany jest ku podłodze. Pająk Toma powinien się ciepło ubrać, by nie zostać zgnieciony przez podeszwę obuwia Tsunami. Powoli podnoszę się na nogi, zanim przyjdzie jej do głowy wcielanie w życie śmiesznej, jak przed chwilą groźby. Jeszcze doprowadzi Knorra do żałoby po jego nocnej przytulance, pomijając upojne noce z Andreą. Chociaż i tu jest pytanie, czy Mróweczka nie sypia między nimi. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było, widząc ich miłość do ośmionoga. Choć chcę zagrać twardziela, to na widok tego stworzenia, mam na ciele gęsią skórkę. Tom również powoli wstaje, podnosząc dłonie do góry.
– Mia, nie ruszaj się. Mróweczka podczas gwałtownych ruchów może zaatakować. Wbije się nawet przez materiał buta, wpuszczając jad, który da ci bolesną śmierć w ciągu paru godzin – ostrzega, ostrożnie się do niej zbliżając. Mii oczy na tą wiadomość lądują na mnie. Pierwszy raz widzę u niej czysty strach. Dziewczyna zastyga w miejscu, zamieniając się w posąg. Jej usta formują słowa „Nie chcę umierać.” Mimi na skutek blefu Buliona nie jest w stanie ruszać powiekami, a co dopiero oddychać. W lokalu zapada grobowa cisza, do chwili, gdy Mróweczka pełza w stronę mojej pańci. To się dzieje tak szybko, iż nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Mia z piskiem częstuje tarantulę szpicem buciora. Stawonóg pod wpływem strzału rozciąga się na całą długość i ląduje pomiędzy wiadrami. Dziewczęta piszczą, Tom rozpaczliwie krzyczy, a nad moją głową słychać „Uuuu”. Chwilę później Mimi zatyka usta dłońmi i wybiega na zewnątrz, a ja za nią.
Na podwórzu Mia drepcze z jednej strony na drugą, trzęsąc się na całym ciele i mogę się założyć, iż nie jest to spowodowane temperaturą, lecz szokiem, którego właśnie doznała. Choć wiem, że słowa Toma były kitem, tak wypoleruję mu pięściami zgryz za doprowadzenie Tsunami do stanu osłupienia. Ona najmniej teraz tego potrzebuje i to krótko przed otwarciem klubu, a tym bardziej Świętami. Jego lekkomyślność jest naprawdę warta podziwu. Ziomek bardzo dobrze wie, jak gastronomia mile widzi tego typu istoty. Bez dwóch zdań bylibyśmy bankrutami. Kuchcik jeszcze usłyszy ode mnie i kuzyna ripostę!
Zatrzymuję moją Lady w ruchu.
– Wszystko jest w najlepszym porządku – zapewniam, otaczając ją ramionami. Jej szare oczka są szkliste z przerażenia, a wstrząsy nie mają nic wspólnego z tym, co odczuwam. Drgania jej ciała przechodzą na mnie. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w takim stanie.
– Zafundowałaś pajączkowi wysoki, niepowtarzalny lot, aż go wyprostowało. Ciekawe, jaką posiadał siłę przeciążenia? – Jedynym wyjściem jest przekształcić zaistniałe zdarzenie w coś śmiesznego. Mia się otrząsa.
– Włochaty, paskudny upiór. Mam nadzieję, że siła ciężkości rozerwała mu flaki od środka – mówi. Wyobrażam sobie, jakby mogło to wyglądać i zaczynam rechotać na ten obraz w głowie.
– Nic mu nie jest – odzywa się zadowolony Tom, który otworzył wrota z sali. W dłoni trzyma swojego pieszczocha, który z radością wyciąga do przodu jedną z ośmiu owłosionych nóg. Jednak otworzył spadochron i ma się świetnie. Wielka szkoda.  
– Zabierz TO, zanim razem spłoniecie na stosie z wiedźmami Augsburga – warczy Mia – albo jak nie chcesz być świadkiem moich sadystycznych czynów – grozi mu, nie patrząc na maskotkę kucharza.  
– Mia, on ci nic nie zrobi. To była ściema z tym jadem. Ten gatunek jest łagodny. Zobacz tylko jak ci macha na powitanie – mówi Krakers, podnosząc dłoń z Mróweczką prosto pod swoją twarz. – Oh, jakie to słodkie z twojej strony. – Te słowa kieruje tonem prawiczka do pająka. Jeszcze brakuje żeby pocałował kudłatego. Bleee
– Tom! Jesteś obleśny! – woła Mia, wydając przy tym odgłos puszczenia pawia. Kieruję na nią wzrok. Jej twarz jest cała zielona, a Bulion rżąc jak koń robi dwa kroki w naszą stronę.
– Ani kroku dalej! – uprzedza Migdałek piskliwym głosem. Normalnie bym się z tego śmiał, ale te oktawy zapowiadają panikę.
– Zrób nam przysługę i zostaw ten szajs, zanim wezmę sprawy w swoje ręce. Uwierz mi nie tylko Mrówka ucierpi, ale i ty za twoją bezmyślność. Masz dwie sekundy na usunięcie go z pola widzenia – ostrzegam, wskazując palcem na bestię. Otulam moją dziewczynę, odwracam się z nią i oddalam, szepcząc uspakajające słowa. Czasem są pewne granice w robieniu sobie żartów, a ten wyczyn nie jest zabawny, biorąc pod uwagę, jakiego napędził pietra.  
Słyszę roztrajkotany silnik Forda Kaia jeszcze zanim go widzę. Barman z piskiem opon wjeżdża na parking naszego biznesu. Zatrzymuje się, zaciąga ręczny. Nie wyłączając silnika, dosłownie wyskakuje z gruchota i biegnie w naszą stronę.
– Gdzie ten Pacan!  

11
Mia

  Tyle wrażeń, ile dzisiaj przechodzę, zasługuje na zaznaczenie tego dnia w kalendarzu. Najpierw się dowiaduję o durnej akcji Krakersa. Jednym zdaniem doprowadził mnie prawie do zawału i o mały włos nie zabiłam jego pieszczocha. A później ma czelność powiedzieć, że ta bestia macha mi na przywitanie, aby załagodzić sytuację. Rzyg.  
Największą przebitką jest Kai. Barman, choć zawsze jest opanowany i nic nie potrafi go wytrącić z równowagi, to prawie wychodzi ze skóry. Damian z Samuelem łapią Miśka w ostatniej chwili, zanim Tom zostanie pozwijany w roladę. Chociaż jestem wściekła na kucharza i chcę widzieć, jak kuzyn składa kuzyna niczym origami, tak nie mogę dopuścić do bójki miedzy nimi.  
Odwracamy kota ogonem, zaczynając stroić sobie żarty na temat tarantuli. Przynajmniej Bulion przyznał się do własnej głupoty. Nie pomyślał nad konsekwencjami, jakie mogłyby zaistnieć. Po krótkim czasie Tom z Andreą jadą odtransportować upiora do domu, a atmosfera na budowie powraca do normalności. Pracownicy Damiana wznawiają instalację oświetlenia kuli i reflektorów, Samuel jedzie z Florianem po sprzęt nagłaśniający, a Kai zapewnia mojego chłopaka, że zostanie ze mną i Bri, kiedy przyjedzie dostawa mebli.
Aby zabić czas oczekiwania, postanawiam sprawdzić pocztę elektroniczną, a następnie przestudiować kolejne punkty projektu.
– Nie uważasz, że powinnaś się rozluźnić, zamiast trzymać nos w ekranie? – pyta mnie Kai, stawiając przyniesione z baru krzesło. Zajmuje na nim miejsce i klepie ręką o kolano. Sabrina cała w skowronkach siada na jego nogach, a on ją mocno do siebie tuli i całuje w skroń. Nasze małe gołąbki wobec naszego teamu przestali się ukrywać ze swoimi uczuciami, lecz nie są oficjalnie parą. Przyczyny nie znam, ale też nie będę się wtrącać w nie swoje sprawy. Najważniejsze, iż oboje nie są skrępowani w takich chwilach jak ta.
– Jestem zrelaksowana – odpieram. Nie odrywając wzroku od monitora skupiam się nad tekstem jednego z e-maili.  
– Mhm, właśnie widzę. Tobie to siedzi tak samo w kościach jak Bri – stwierdza sucho.
– Uwierz Misiek. Ten kopniak, jakim poczęstowałam kreaturę, był więcej niż rozluźniający i dopilnuję Knorra, by przed przejściem przez próg kuchni wyszorował druciakiem do garnków dłonie w pięciu litrach płynu dezynfekującego. Wcześniej nie dopuszczę go do pracy – informuję z całkowitą powagą. Moi towarzysze zaczynają chichotać.
– Mimi ja cię nie podpuszczam, ale tego nie zrobisz – mówi Misiek wyzywającym tonem, dlatego kieruję na niego spojrzenie. Jeśli on myśli, że blefuję to się bardzo grubo myli.
– Nawet nie masz pojęcia jak bardzo – odpieram grobowym tonem.  Oczywiście para nie bierze tego na poważnie. Zaczynają się ponownie śmiać, Sabrina dodaje parę anegdot, a moje kąciki ust mimowolnie unoszą się w górę.
– Ej! Pisklęta! Mam lepszy pomysł! – woła wniebowzięty barman. Po raz pierwszy odkąd go znam, widzę na jego buzi takiego rogala. Istny uśmiech filmowego „Grinch i nie ma świąt.” Mężczyzna dzieli się swoim planem. Nie sądziłam, że Misiek oprócz masy mięśni posiada masę mózgu. Brawa dla tego typa!
  Czas upływa bardzo szybko. Pierwsza część towaru zostaje dostarczona, natomiast resztę dowiozą w poniedziałek. Połączonymi siłami razem z robotnikami Max&Sohn w mgnieniu oka ustawiamy cięższe meble w zaplanowane pozycje, a lżejsze w pusty kąt. W czasie wyładowywania busa przychodzi Teresa z Bioderkiem, a chwilę później ewentualny nocny grajek na sylwestrową noc. Choć każę gościowi spocząć na jednym z krzeseł, to facet po trzydziestce bez chwili wahania oferuje nam swoją pomoc przy meblach. Pytanie tylko czy robi to, aby sobie nazbierać punkty, czy z ludzkiego impulsu. Co do tego drugiego jestem mocno sceptyczna.  
Zadowolona po dwukrotnym sprawdzeniu faktury, składam na świstku podpis markerem, którego również uczepił się Kai. Muszę do tego jak najszybciej przywyknąć, bo takie autografy będę składać niezliczone razy.
  Moje przeczucie względem kolesia się nie myliło. Gostek jest tak do kitu, że po dwudziestu minutach zakańczam rozmowę. Facet dostaje ode mnie trzy dychy za pomoc przy stołach i do widzenia.  
Siadamy naszą grupką na balkonie na nowych zapakowanych w folię kanapach, szukając w necie kogoś, kto będzie przydatny na otwarcie. Nie wymagam dużo. Osoba ta musi znać się na muzyce i utrzymać towarzystwo w dobrym humorze. Z poprzednim kandydatem, zapewne byśmy zostali obsmarowani w lokalnej gazecie, nie wspominając o naszej stronie internetowej, czy facebooku. Babcinymi śpiewkami przy skubaniu kurzych piór nie jestem zainteresowana. Przez chwilę wspominam moje urodziny, jak się bawiliśmy przy dobrej muzyce.
– Ty, Boss? Jul będzie w Sylwka za barem, albo? – pyta mnie Joschua.
– Nie jestem żaden Boss. I tak, Jul jest na pokładzie. – Podnoszę spojrzenie na chłopaka, który niepewnie na mnie spogląda. Choć przez sekundę obrosłam w piórkach, słysząc te słowa, tak szybko je niweluję, bo to nie ja jestem ich Guru, lecz Sam.  
– No bo wiesz. Pomyślałem sobie… – milknie, odkładając telefon na bok.
– Mów śmiało – zachęcam go – więcej niż Nie, nie mogę powiedzieć. – Daję mu do zrozumienia.  
– Co powiesz, aby Flo przejął pałeczkę ze sprzętem?

Od Autora.
Czytelniku - taka sprawa
Danie lajka to podstawa.

Pozdrawiam AHopeS <3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1813 słów i 10652 znaków, zaktualizowała 7 cze 2020.

5 komentarzy

 
  • Basiaa

    Woooo dalej pająk ale za dobrze napisane bym się wycofała, brawo Mia należało się pająkowi.

  • AHopeS

    @Basiaa Dziękuję.
    Dzielna czytelniczka. :glaszcze:  :)

  • nanoc

    No pająk nie źle narozrabiał, ale działkę dostał. Dobrze się rozkręca, czekam na dalszy ciąg. :bravo:

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo :)

  • shakadap

    Brawo! Świetnie się czyta!
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap  Dziękuję :)

  • Aladyn

    Dobrze, że to zdarzenie z pająkiem nie miało przykrych konsekwencji.
    Włochata Mróweczka przeżyła bliskie spotkanie z butem Mii zakończone długim lotem.
    Mia nie osiwiała ze strachu i dała się przeprosić.
    Urządzanie nowej siedziby przebiega bez zakłóceń.
    Uff, można odetchnąć...ale na jak długo. Czuję, że Autorka już się czai z jakimś nowym, zaskakującym pomysłem.

  • AHopeS

    @Aladyn Dziękuję :D  Co będzie, tego nikt nie wie. :D

  • Aladyn

    @AHopeS  Rzecz jasna oprócz Autorki, która jest kopalnią niesamowitych zwrotów akcji.   :lol2:

  • AHopeS

    @Aladyn  :wstydnis:  Dziękuję bardzo.

  • Poeta

    Nieeeee! To się nie może tak skończyć!

  • AHopeS

    @Poeta Dziękuję.