Zakład.Cz.9

Zakład.Cz.9Kwadrans później siedziałam w aucie ojca, nie mogąc dojść do siebie. Tata co chwile zerkał w moją stronę, a mnie zaczęło to już powoli denerwować. Chociaż nie chciałam tego po sobie poznać, mój zły nastrój sam się udzielił i coraz trudniej było mi go ukryć.  
Powinnam się cieszyć, bo tata miał dzisiejszego dnia wolne i chciał ten czas spędzić ze mną. Mieliśmy przygotowany plan, na który tak naprawdę nie bardzo miałam ochotę. W tej chwili najchętniej zatrzasnęłabym się w mieszkaniu i wylała z siebie wszystkie łzy. Chociaż wiedziałam, że nie mogę, tylko o tym marzyłam. Nie potrafiłam przestać myśleć o tym, co powiedziała mi Jolka. Mimo, że uważałam to za absurd, nie potrafiłam się pozbierać. Tak bardzo pragnęłam dowiedzieć się prawdy, tak bardzo obawiałam się, że Oskar zabił się z mojej winy? czy ja nosiłam na sobie odpowiedzialność za samobójstwo brata? chociaż rozsądek podpowiadał mi bym nie mieszała się w to, bym zostawiła i nie powracała do przeszłości, jedyną osobą, która mogła mi pomóc, był Artur. Najlepszy przyjaciel mojego brata. Miałam w głowie plan i jedyną przeszkodą w jego zrealizowaniu był mój ojciec. To nie tak, że nie cieszyłam się z naszego spotkania.Cieszyłam i to bardzo, ale słowa Jolki nie chciały za nic dać o sobie zapomnieć. Postanowiłam działać rozważnie i ostrożnie. Chociaż wiedziałam, gdzie Artur mieszka, nie widziałam go dłuższy czas a sprawa z ojcem była równie pilna. No bo przecież nie mogłam pozwolić byśmy z matką stąd wyjechali, nie mogłam zostawić tu przyjaciół, Damiana. Auto zatrzymało się na parkingu a my weszliśmy do restauracji. Chociaż byłam już troszkę głodna, nie  
chciałam dać tego po sobie poznać.  
- Kochanie o czym chciałaś ze mną rozmawiać? - zapytał ojciec, wracając z zamówionym obiadem  
- Chodzi o mamę - szepnęłam. Spojrzałam na młodego kelnera, który nie spuszczał ze mnie wzroku. - Chcę wyjechać - poinformowałam, patrząc na kamienną twarz ojca  
Ucieszyła mnie jego reakcja. Chociaż wiedziałam, że nie postępuje właściwie, spiskując za plecami mamy, nie miałam innego wyjścia.Przecież nie mogłam wyjechać, nie chciałam.  
- Jak to wyjechać? dokąd? - dopytywał się ojciec  
- Nie wiem. podobno dostała pracę - odpowiedziałam - Tato, czy mogłabym u Ciebie zamieszkać? - spytałam  
Ojciec spojrzał na mnie poważnym wzrokiem a w jego oczach kryło się zdziwienie i niepewność. Minuty mijały a my milczeliśmy.Zerkałam na niego, czekając za jego słowami, które jak na złość nie wypowiadał.. Poczułam żal i ból, ale starałam się uspokoić, nie chciałam robić scen w restauracji, nie chciałam by ktokolwiek wiedział o moich problemach z rodziną.  
- Mogę? - zapytałam, wciąż nie spuszczając wzroku z ojca  
- Jesteś tego pewna? - zapytał, wypuszczając powietrze z płuc - No bo wiesz nie mieszkam sam. Zresztą nie wiem co na to twoja matka - powiedział zaniepokojony  
Oparłam się o nie wygodne krzesełko i spojrzałam rozczarowanym wzrokiem na ojca. Dla mnie wszystko było jasne, nie chciał mnie. Mój własny ojciec nie chciał, bym z nim zamieszkała, wyrzekł się mnie. Może nie dosłownie, ale tak właśnie się poczułam. Zaczęłam odliczać od dziesięciu, próbując się uspokoić, zrobiłam wszystko, by nie wybuchnąć narastającym we mnie gniewem.  
- Okej nie chcesz mnie tak? spoko - powiedziałam wstając z krzesełka - Zapomnij o tej rozmowie, poradzę sobie sama tato - szepnęłam wychodząc z restauracji  
Chociaż jeszcze długo za sobą usłyszałam swoje imię, nie zareagowałam. Nie zareagowałam też, gdy po pięciu minutach ojciec podjechał, błagając mnie wręcz bym wsiadła do jego auta. Widziałam w jego oczach strach i ból, ale szczerze nie interesowało już mnie to. Poprosiłam go o pomoc a on odmówił, powodując, że moje cale nadzieje na to, że nie będę musiała wyjechać legły w gruzach. Powodując złamane serce. Po chwili złe emocje wygrały i rozpłakałam się na środku chodnika. Czułam nie wyobrażalny ból a łzy leciały coraz szybciej i bardziej. Ojciec niemal siłą zaprowadził mnie do swojego auta i zapiął mi pasy. Chociaż teraz było mi już wszystko jedno, pojechaliśmy do niego. W jego mieszkaniu nic się nie zmieniło. No prawie nic, bo w salonie leżały porozrzucane rzeczy i panował tam straszny bałagan. Usiadłam na starym fotelu i zamknęłam oczy, poczułam się taka bezbronna i taka zmęczona, że z trudem walczyłam z ogarniającym mnie snem..  

- Długo jeszcze? - usłyszałam tak bardzo znajomy głos  
Spojrzałam w zielone, kocie oczy Oskara i uśmiechnęłam się. Chociaż czułam maleńką złość, bo właśnie oderwał mnie od bardzo interesującej książki, nie potrafiłam się na niego długo gniewać.  
- Nie wiem po co czytasz te głupoty- zaczął swoje trzy grosze - Przecież to takie nudne - dodał  
- Miłość dla Ciebie jest nudna? - spytałam, nie spuszczając z niego wzroku  
- Miłość? a co to takiego? zresztą w tej książce nie ma nic, co miałoby wspólnego z miłością - oznajmił  
- Czepiasz się - syknęłam zamykając książkę. Teraz czułam się już zła nie na żarty. Za nic nie pozwolę obrażać mojej ukochanej książki ani moich ukochanych bohaterów - I odezwał się ten, co zapomniał o urodzinach własnej dziewczyny - zadrwiłam kładąc się na łóżku  
- No właśnie - powiedział trochę zamyślony - Saro a co jeżeli jej nie kocham? co jeżeli zakochałem się w kimś, z kim nigdy nie będę - zapytał, patrząc mi głęboko w oczy  
- Zakochałeś się? - dopytywałam się - W kim? znam ją? - zapytałam, nie spuszczając z niego wzroku  
- Oj głupia w nikim. Nie ważne - odpowiedział, wychodząc z mojego pokoju - Yyy zapomnij o tym dobra? - dodał po chwili, zamykając za sobą drzwi  
Obudziłam się zalana potem. Dopiero teraz, przypomniała mi się nasza rozmowa i z całą pewnością teraz nie byłam już pewna swoich racji. Ten wzrok, ten cierpiący wzrok, gdy patrzył mi prosto w oczy. Poczułam na plecach dłoń ojca, dopiero teraz zauważyłam jego obecność. Wtuliłam się w jego ramiona i mocniej zamknęłam oczy. Tak bardzo chciałabym móc o wszystkim zapomnieć.  
- Śnił mi się Oskar - szepnęłam patrząc tacie w oczy - Tato przepraszam. Po prostu za dużo się ostatnio dzieje - powiedziałam łamiącym się głosem  
- Jak się czujesz?- zapytał - Dlatego razem z mamą uważamy, że wyjazd dobrze ci zrobi - powiedział mocniej mnie do siebie przytulając.  

Już chciałam coś powiedzieć, gdy nagle moją uwagę przykuła mała fotografia na stoliku. Patrzyłam na zdjęcie, nie mogąc oderwać od niego wzroku, chociaż ze wszystkich sił próbowałam przypomnieć sobie moment zrobienia tego zdjęcia, nie potrafiłam. Na fotografii byłam ja z Oskarem i nasi rodzice. Cała czwórka patrzyła się na siebie z wzrokiem pełnym miłości i czułości. Wtedy jeszcze byliśmy rodziną. Podeszłam do fotografii i wzięłam w rękę małą ramkę, spojrzałam na Ojca, wiedząc, że jest tuż za mną.  
- Dlatego sądzę, że powinnaś wyjechać - powiedział cichym głosem ojciec - Ty nadal przeżywasz jego śmierć- szepnął dotykając mojego ramienia  
Chociaż chciałam zaprzeczyć, nie potrafiłam. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że on ma rację. Przezywałam i chyba tak naprawdę w głębi serca, nadal nie pogodziłam się z stratą brata, nie wybaczyłam mu tego, że się zabił i tak po prostu mnie zostawił.  
- Córeczko to nie tak, że ja Cię tu nie chcę - powiedział ojciec wycierając palcem moje łzy. - Po prostu w tym mieście wszystko będzie Ci przypominać Oskara - powiedział. Rozmowę przerwały nam otwierające się drzwi. Do mieszkania wszedł obcy facet, a ja rozpoznałam w nim partnera mojego ojca. Mężczyzna podszedł do niego i chciał pocałować, ale wzrok mojego ojca sprowadził go na ziemię. Odsunął się a dopiero po chwili spojrzał w moją stronę.  
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że mamy gości - powiedział uśmiechając się. Podszedł do mnie, a ja starałam się odwzajemnić jego uśmiech. Chociaż wyszło mi to trochę sztucznie, na nic więcej nie mogłam się zdobyć. - Ty jesteś Sara tak? miło mi wreszcie Cię poznać. Dużo o Tobie słyszałem. Twój tata tak naprawdę, wcale nie przestaje o  
was mówić - powiedział zerkając na ojca  
- Mi również miło pana poznać. Mam nadzieje, że nie ma pan nic przeciwko, że się trochę zasiedziałam - powiedziałam podając mu rękę.  
- Córeczko - przerwał nam ojciec - Ty z mamą zawsze będziecie tu mile widziane. zawsze będzie Wasz dom dom - powiedział podchodząc w moją stronę  
- Wiem tato - odpowiedziałam - Może masz rację. Chyba nie pogodziłam się z śmiercią brata - przyznałam  
Nagle do mieszkania jak torpeda wbiegł jakiś chłopak. Zatrzymał się, przyglądając się mi od stup do głów, uśmiechnął się i już go nie było. Stałam jak wryta, nie mogąc wydobyć słowa. Do licha kim był ten chłopak? Nagle, jakby czytał w moich myślach, odezwał się partner mojego ojca.  
- To był Filip, mój syn- powiedział uśmiechając się - Jak widzisz, nie tylko twój ojciec ma rodzinę, ale ja też. Dlatego tak bardzo rozumiem to, co on teraz przeżywa. Dlatego tak bardzo zależy mi na naszych dobrych relacjach - zaśmiał się  
Filip szepnęłam w myślach. Pożegnałam się z nowo poznanym panem i pomału skierowałam się ku drzwiom. Chociaż ojciec chciał mnie odwieźć, ja uparłam się, że się przejdę. Przecież musiałam jeszcze coś załatwić. Gdybym pojechała z ojcem, nie mogłabym spotkać się z przyjacielem mojego barta, a bardzo mi na tym spotkaniu zależało. Zapewniłam po raz kolejny tatę, że nic mi nie będzie i wyszłam z mieszkania. Na klatce schodowej, uderzyłam się z nowo poznanym chłopakiem.  
- Uważaj - syknął nie spuszczając ze mnie wzroku  
- Przepraszam - szepnęłam trochę zmieszana  
- Ty jesteś córką Marka tak?- zapytał. Kiwnęłam głową i już chciałam schodzić na dół, gdy usłyszałam.- Jestem Filip. Miło mi cię poznać panno - uśmiechnął się podając mi swą dłoń  
- Sara - przedstawiłam się, nie spuszczając wzroku z jego szarych oczu  
Po chwili wróciłam do normalności i zawstydzona, po prostu puściłam jego dłoń i zbiegłam na dół. Cieszyło mnie to, że nie pobiegł za mną. Czułam ulgę połączoną z wdzięcznością, bo poczułam do tego nie znajomego coś dziwnego, sama już nie wiem jak to nazwać. Po prostu poczułam, jakbyśmy znali się od lat. Odwróciłam się jeszcze raz za siebie i niemal biegiem pobiegłam do mieszkania znajomego. Nie widziałam go przez długi czas i nie byłam pewna, czy jest w domu, ale wiedziałam, że muszę spróbować. Kwadrans później stałam pod mieszkaniem Artura i czułam wielki strach, a co jeżeli mnie nie pozna? co jeżeli go nie będzie? teraz żałowałam, że weszłam do bloku, ale skoro drzwi były otwarte i z taką łatwością, mogłam dostać się na klatkę, to czemu miałabym nie skorzystać? nie wiedziałam. Zadzwoniłam i drzwi otworzyły się.  
- Dzień dobry jest Artur? - zapytałam drżącym głosem  
Młoda kobieta, na oko gdzieś może ze trzy lata starsza ode mnie, przyjrzała się uważnie mojej twarzy a po chwili westchnęła.  
- O matko! Ty jesteś Sara prawda? - zapytała prosto z mostu  
Kiwnęłam głową, trochę zaskoczona, skąd mnie zna, a po chwili znajdowałam się już w środku. W łóżeczku spało smacznie małe dziecko, a ja uśmiechnęłam się na jego widok.  
- To jest Kacper nasz syn. Męża nie ma w domu, ale lada moment powinien wrócić - oznajmiła - Może się czegoś napijesz?- zapytała - O matko gdzie moje maniery- zaśmiała się. Wyciągnęła swoją dłoń w moją stronę i uśmiechnęła się. - Jestem Mariola, żona Artura i dobra koleżanka twojego brata. Tak mi przykro. Naprawdę wciąż nie mogę uwierzyć w to co się stało. Jesteś taka do niego podobna - dodała  
Podałam jej swoją dłoń i odwzajemniłam uśmiech. Spojrzałam na małą ramkę i zadrżałam. Na stoliku stało zdjęcie mojego brata, dziewczyny i Artura. Jak to możliwe, że nigdy mi o niej nie powiedział? po chwili drzwi otworzyły się i wszedł do mieszkania Artur.  
- Kochanie mamy gościa - zawołała, całując męża na przywitanie.  

W mojej głowie pojawiła się nadzieja. Nie pamiętałam, by chociaż przez chwile wspominał o koleżance, by chociaż przez moment powiedział jej imię. Nadzieja narastała. A może to wcale nie ja byłam przyczyną jego samobójstwa? może Oskar zakochał się w dziewczynie przyjaciela i zwyczajnie nie mógł tego znieść? moje serce chciało wierzyć, że tak. No bo przecież ta myśl była o wiele lepsza niż fakt, że odpowiadałam za śmierć ukochanego brata. Jednak coś nie chciało w to uwierzyć, Na fotografii wyglądali jak zwykła para przyjaciół, nic więcej. Nawet w jego pokoju, nie było żadnego zdjęcia, znajdowały się za to nasze rodzinne fotografię. Do salonu powolnym krokiem wszedł Artur. Na pierwszy rzut oka nie poznałabym go. Zapamiętałam go jako dość potężnego chłopaka a teraz był wysokim, szczupłym blondynem i dość widocznych rysach twarzy. Był po prostu inny. Zmienił się. Nie wiedziałam, czy za sprawą nowej rodziny, czy dlatego, że przestał brać? Chyba z początku mnie nie poznał, bo uważnie przyglądał się mojej twarzy. Robił to w ciszy, w skupieniu, a ja zaczęłam czuć się dość nieswojo. Teraz z całą pewnością zabrakło mi odwagi i chciałam jak najszybciej uciec z tego mieszkania. Po co ja w ogóle tutaj przyszłam? nie byłam już pewna.  
- Sara? - zapytał zaskoczonym głosem - Saro to ty? - szepnął podchodząc bliżej  
Kiwnęłam głową a on podszedł do mnie i mocno mnie wyściskał. Zaskoczyła mnie jego reakcja, bo przecież nigdy nie byliśmy jakoś zwyczajnie blisko. Przelotem zamienialiśmy kilka zdań, czasami biegałam z nimi po boisku i to wszystko. Nigdy nie startowałam do przyjaciół brata, nie flirtowałam z nimi a nawet nie zwracałam na nich uwagi. Po prostu uznawałam to za niestosowne i tyle.  
- Co cię do nas sprowadza? - zapytał nalewając sobie kawy - Mogę Ci w czymś pomóc? - zapytał, patrząc na mnie swoimi czarnymi, jak węgiel oczami.  
Przyjrzałam się jego skupionej twarzy i nie wiedziałam co powiedzieć. Zwyczajnie w świecie stchórzyłam, nie mogąc wypowiedzieć nawet słowa. No bo przecież jak miałam to zrobić? co miałam mu powiedzieć? słuchaj, czy to prawda, ze Oskar zakochał się we mnie? czy to ja jestem odpowiedzialna za śmierć brata? nonsens. Dziecko obudziło się z płaczem a żona Artura poszła go nakarmić. Chociaż teraz byliśmy sami, nie było wcale lżej.  
- Rozmawiałam z Jolą - zaczęłam niepewnie. Jego oczy rozszerzyły się, ale nadal nie spuszczał ze mnie wzroku. - Podobno on ją zdradzał? powiedziała też, że śmialiście się, że jedyną osobą jaką kochał byłam ja, czy to prawda? - zapytałam prosto z mostu  
Widziałam zmieszanie w jego oczach. Zaczął nerwowo tąpać z nogi na nogę i błądzić wzrokiem. Czegoś nie chciał mi powiedzieć.  
- Daj spokój Saro - zaczął niepewnie - To tylko takie nasze głupie żarty- szepnął, wciąż błądząc wzrokiem  
- To dlaczego on do cholery się zabił? dlaczego Jolka mi tak powiedziała?- zapytałam, czując jak znów cała wiara ze mnie ulatuje.  
Byłam w punkcie wyjścia. Tak bardzo uczepiłam się wyjaśnienia jego śmierci, że nic więcej się dla mnie nie liczyło. Teraz nawet sprawa Łukasza przestała mieć dla mnie znaczenie. Wszystko inne odeszło na dalszy plan, bo za wszelką cenę, chciałam poznać prawdę. Nie, ja po prostu musiałam. Nie widziałam sensu w siedzeniu dłużej u Artura. Pożegnałam się ze wszystkimi i rozczarowana, że niczego się nie dowiedziałam powoli zmierzałam ku drzwiom. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jest ciemno na dworze i z tego, że chyba się zasiedziałam. Powolnym krokiem wyszłam z ich mieszkania i na klatce, jeszcze raz odwróciłam się w stronę Artura.  
- Zostaw to. Nie grzeb w przeszłości. Saro nie warto - powiedział to poważnym głosem. Kiwnęłam głową i już chciałam odejść, gdy usłyszałam ponowny jego głos. - Uważaj na siebie, bądź ostrożna - szepnął  
Nie odpowiedziałam. Chociaż ostatnio słyszałam to bez przerwy, teraz było mi jakoś miło. Obcy chłopak się o mnie troszczył a to było bardzo miłe uczucie. Spojrzałam na mały wyświetlacz komórki i zobaczyłam kilka nie odebranych połączeń. Dwa były od Mamy i cztery od Ojca. No tak z całą pewnością tata umierał z niepokoju o mnie, bo przecież już dawno powinnam być w domu. Oddzwoniłam.  
- Córeczko gdzie ty się podziewasz? - zapytał ojciec, przerażonym głosem - W porządku? nic ci się nie stało? - zasypywał mnie pytaniami  
- Tato! dopuść mnie do słowa, to wszystko Ci wyjaśnię! - krzyknęłam trochę podenerwowana. Po chwili po drugiej stronię słuchawki zapadła cisza. - Tato byłam U Artura, przyjaciela Oskara - szepnęłam  
- Po jaką cholerę? z tego co wiem, ma żonę i dziecko! - szepnął ojciec zdenerwowanym głosem - Po co u niego byłaś? O czym rozmawialiście? - zaczął przesłuchiwać - Albo wiesz co? wracaj do domu, zaraz przyjadę - powiedział rozłączając się  
Rozłączył się, a ja stanęłam na środku chodnika i otworzyłam ze dziwieniu usta. Byłam zaskoczona dziwnym zachowaniem ojca. Zupełnie jakby bał się, że czegoś się dowiem. Jakby bał się, że coś mi powie. Nie rozumiałam już tego. Dlaczego robi taki problem z mojego spotkania z Arturem? Powolnym krokiem skierowałam się w stronę mieszkania. Kwadrans później wchodziłam już do domu, a kilka minut po mnie wszedł mój ojciec. Matka siedziała niespokojnie na tapczanie i uważnie przyglądała się mojej twarzy.Czyżby oceniała, czy ćpałam? Nie byłam tego pewna.  
- Gdzie byłaś? - zapytała. Nie miałam ochoty się tłumaczyć i tak z całą pewnością byłam przekonana, że ojciec już o wszystkim jej powiedział. - Po co pytasz, skoro wiesz? - zapytałam, przyglądając się skupionej twarzy matce  
Dopiero po chwili zauważyłam, ze mieszkaniu ktoś jest.Z łazienki, pół nagi wyszedł mój biologiczny ojciec, a ja poczułam się dość nieswojo  
- Mógłbyś nie chodzić nagi po mieszkaniu? - szepnęła matka  
Chociaż mężczyźnie nie było to na rękę, posłuchał ją i poszedł do sypialni się ubrać.  
Usłyszeliśmy jak tata wchodzi do mieszkania i wiedziałam, że zaraz się zacznie. Rodzice nie spuszczali ze mnie wzroku, a mi było dość nieswojo i trochę mnie zaczęło to denerwować. Nie wiedziałam dlaczego robią aż taki problem z mojego spotkania z Arturem. Czy było coś, co przede mną ukrywali? czy ja o czymś nie wiedziałam?  
- Brałaś coś? - zapytał ojciec, uważnie na mnie patrząc  
- Chyba wam odbiło! - szepnęłam podenerwowana - Za kogo mnie do cholery uważacie? - krzyknęłam - Za ćpuna? - podnosiłam głos coraz bardziej  
Nie wiedziałam, czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy tylko mi się wydaje. Moi właśni rodzice podejrzewają mnie o takie rzeczy? pokazują jak bardzo mi nie ufają? chociaż moje serce krzyczało, złość nasilała się. Chciałam wykrzyczeć co o nich sądzę, jak bardzo jestem na nich zła, ale zdałam sobie sprawę, że moglibyśmy powiedzieć o parę słów za dużo. Milczałam. Cierpliwie słuchałam tego co mają mi do zarzucenia a po moich policzkach, swobodnie leciały łzy. Czułam wielki żal i starałam się go ukryć. Chociaż cierpiałam, nie chciałam dać tego po sobie poznać. Po raz kolejny udawałam twardą. Chociaż nauczyłam się udawać, coraz trudniej było grać mi tą rolę. W końcu nie wytrzymałam i wybuchłam.  
- Chcecie wiedzieć dlaczego u niego byłam?- krzyczałam już nie panując nad łzami - Widziałam się z Jolą. I od niej dowiedziałam się jaki w stosunku do niej był Oskar- mówiłam łamiącym się głosem - Dowiedziałam się też, że podobno zabił się z mojej winy. Jego koledzy uważali, że nieszczęśliwie zakochał się we mnie. Chciałam porozmawiać o tym z Arturem, ale nie powiedział mi prawdy - szepnęłam przez łzy  
Na twarzy rodziców nie kryło się nic. Nawet nie wyglądali na szczególnie zaskoczonych tą informacją, inni wyśmialiby, wyzwali, ale oni nie. Stali niespokojnie, patrząc co chwila a to na siebie a to na mnie. Dopiero po chwili odezwał się Ojciec.  
- Kochanie przecież to wszystko jest bzdurą! Chyba jej nie wierzysz? - jego głos złagodniał.Chociaż oboje złagodnieli i próbowali się do mnie uśmiechnąć, miałam wrażenie, że nie mówią mi całej prawdy.  
- Nie wiem tato. Ja już nic nie wiem - szepnęłam idąc do swojego pokoju  
Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać, nie miałam ochoty na nic. Po prostu chyba za bardzo zaangażowałam się w tą sprawę, ale tak bardzo pragnęłam dowiedzieć się dlaczego mój brat nie żyję. Leżałam na łóżku, słysząc z dołu kłótnie. Rodzice jak zawsze naskakiwali na siebie, a ja wiedziałam, że tym razem kłócą się z mojego powodu. Oskarżali nawzajem.a ja próbowałam zastawić się poduszką, tak bardzo chciałam by przestali. Nagle zapadła cisza a po chwili usłyszałam trzask drzwi wejściowych. Zdałam sobie sprawę, że wyszedł ojciec, jak zawsze trzaskając drzwiami.Po chwili do pokoju weszła mama. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, nie chciałam.  
- Saro nigdzie nie wyjeżdżamy, ale razem z ojcem postanowiliśmy, że pójdziesz na terapię - powiedziała łagodnym głosem  
- Uważacie mnie za psychicznie chorą tak?- naburmuszyłam się - Niech wam będzie, pójdę- szepnęłam zrezygnowana  
Chociaż w gruncie rzeczy cieszyłam się i już dawno o tym myślałam, nie chciałam się do tego przyznać. teraz z całą pewnością taka terapia dobrze na mnie zadziała.  
- Może poszlibyśmy wszyscy? dobrze by to nam zrobiło i naprawiło nasze relację - powiedziała niepewnie mama - Taka terapia rodzinna - zaśmiała się  
Nagle do pokoju wszedł ojciec, a ja spojrzałam na niego zaskoczona  
- Myślałam, że cię nie ma. Przecież usłyszałam trzask- powiedziałam zaskoczona  
- To twój biologiczny ojciec wyszedł - odpowiedział tata  
Nagle do pokoju wszedł Łukasz a moi rodzice zostawili nas samych.  
- Jak chcesz to mogę pójść z Tobą. Wiesz umówiłbym Was z moim znajomym, jest dobrym terapeutom - powiedział  
- Słyszałeś?- zapytałam niepewnie. Poczułam strach - Proszę nie mów nikomu - błagałam  
- Saro za kogo mnie masz? - zapytał - Nikomu i tak bym nie powiedział. Zrozum zależy mi na tobie - rzekł podchodząc bliżej mnie  
Poczułam jego dłoń na policzku i zamknęłam oczy.Tak bardzo mi go brakowało.  
- Kocham cię Saro - szepnął - Kocham jako siostrę, której nigdy nie miałem.Kocham jak przyjaciółkę, którą chciałbym chronić - mówił a mi miękły kolana  
- Daj mi czas, obiecuje przemyślę to - szepnęłam otwierając mu drzwi  
Łukasz podszedł i pogłaskał dłonią mój policzek, a ja zamknęłam oczy. Po chwili spojrzeliśmy na siebie a on pocałował mnie w czoło.  
- Dobranoc - szepnął, zostawiając mnie samą. Położyłam się na łóżku, zastanawiając, czy dać mu szansę, gdy znów drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich...CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4439 słów i 23479 znaków, zaktualizowała 15 cze 2015.

5 komentarzy

 
  • wolna

    Dzisiaj i to koniecznie:*  
    Życzę weny to może i jeszcze 2 powstaną:)

  • Mysterious

    Ja się mogę z Tobą nawet czekoladą podzielić na intencję żeby kolejna część pojawił się migiem:) może być taka zachęta???:)

  • wolna

    Kolejną część poproszę:* bo jak nie.......;);p
    pozdrowionka:*

  • On97

    Dawaj kolejna część :D

  • porzucona179

    Barrrrdzo cie chcemy :-) opowiadanie swietne :-)