Zakład.Cz 17

Zakład.Cz 17Jeszcze długo stałem wpatrzony w okno i zastanawiałem się, jak teraz poradzę sobie bez Magdy. Jak ona poradzi sobie bez mojej pomocy? czy uda nam się dojść do porozumienia? czy się dogadamy? miałem nadzieje, że tak, chociaż w mojej głowie były też wątpliwości. To, co poczułem w momencie, gdy zostałem sam w mieszkaniu było nie do opisania. Zupełnie tak, jakby otoczyła mnie pustka, nicość. Ból, ogromny ból i strach. Nie wiem o co się tak bardzo bałem a właściwie o kogo. O dziecko? a może o naszą przyszłość? Moje obawy przerwał dzwoniący telefon. W kilka chwil znajdowałem się przy komórce i trzymałem elektroniczne urządzenie w dłoni. Na małym wyświetlaczu, znajdował się numer Sary. Czułem ulgę, że przyjaciółka wyciąga mnie z tej pustki. Odebrałem, ale już po chwili zorientowałem się, że to nie dzwoniła Sara. Męski głos mówił dość szybko, a w jego głosie wyczuwałem nutkę strachu. Mówił coś o cmentarzu i o załamanej Sarze. Nie musiałem znać jej na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że dziewczyna była u brata. Miałem jakieś dziwne przeczucie.Bez zastanowienia chwyciłem kurtkę i wyszedłem z mieszkania. Modliłem się by moje złe przeczucie, nie sprawdziło się. No bo przecież Sara była tam sama, a to co ją ostatnio spotkało, mogło załamać każdego. Nigdy nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś jej się stało. Przyspieszyłem kroku i już kilka minut później wchodziłem na teren cmentarza. Nie byłem pewny, bo na jego grobie byłem tylko raz, ale coś kazało mi iść jedną drogą. Jakby ktoś prowadził mnie do dziewczyny. Jakby jakaś siła mną kierowała. Zaufałem przeczuciu i po chwili patrzyłem jak zahipnotyzowany, na zamknięte oczy dziewczyny. Wszędzie była krew. Zaniemówiłem. Podbiegłem do niej i podarłem swoją koszulę. Zawiązałem jej rany, na nadgarstkach, hamując przy tym krwawienie i trzymałem jej zimne ciało w ramionach. Zadzwoniłem po karetkę, która kazała mi tamować krwotok i czekać. Minuty mijały a moje obawy nasilały się. Tak bardzo modliłem się o to, by zdążyli. Przecież kobieta, którą kochałem, nie mogła skończyć jak jej brat. Nie mogła się zabić! Nie pozwoliłem jej na to!
- Saro coś ty zrobiła? Saro! Saro zbudź się! - błagałem  
Jednak nieruchome ciało dziewczyny nie reagowało. Jej zimne ciało i zamknięte oczy, doprowadziły mnie do łez. Po chwili jednak w mojej głowie pojawiła się nadzieja. Usłyszałem sygnał karetki i pobiegłem po nią. Po chwili szedłem za lekarzami w stronę karetki. Na noszach wnosili ją do karetki, a ja nie wiedziałem co się stało.  
- Zdążył pan w ostatniej chwili. Gdyby poleżała jeszcze chwile, nie byłoby po co ją ratować. Nie mielibyśmy szans - powiedział lekarz - A teraz? uratujecie ją? - zapytałem. Modliłem się, by odpowiedzieli, że tak  
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy. Obiecuje - szepnął lekarz i po chwili na sygnale odjechali  
Chociaż błagałem ich, nie mogłem jechać z nimi. Nie byłem jej żadną rodziną, więc nie mogli mnie zabrać, zasłaniali się przepisami. Głupie przepisy! Czy przepisy ważniejsze są niż ludzie? niż ich uczucia? miałem czasami wrażenie, że tak. Za każdym razem, gdy czytałem o śmierci ludzi, o śmierci dzieci, bo zabrakło pieniędzy. Czasami jeden przepis, brak jednego głupiego dokumentu sprawiał, że ktoś umierał. Dokument, który jak później się okazało, był przyczyną czyjeś śmierci. Tak bardzo wtedy czułem w sobie żal. Przecież w dzisiejszym świecie, przepisy nie mogły być ważniejsze niż ludzkie życie. A jednak były. Teraz natomiast miałem inne zadanie. Musiałem zawiadomić jej matkę. Tylko jak miałem powiedzieć kobiecie, której znałem, że pani córka umiera? jak miałem przekazać kobiecie, że jej drugie dziecko prawdopodobnie chciało się zabić? wolałem zrobić to telefonicznie, ale nie odbierała. Po co komu telefon, skoro go nie odbiera? po co traci kasę na zasilanie, skoro i tak z niego nie korzysta? ojciec Sary też jak na złość milczał, a ja nie wiedziałem, co się teraz z nią dzieje.Przyspieszyłem kroku a po chwili zacząłem biec. Ludzie patrzyli na mnie podejrzliwym wzrokiem, lecz nie  
zwracałem na ich spojrzenia, uwagi. Chciałem jak najszybciej być przed mieszkaniem kobiety. Chciałem jak najszybciej być u Sary.Musiałem.  

Patrzyłam w tak bardzo znajome oczy i czułam chłód. Nie wiedziałam jak to wszystko możliwe. Stałam przed tak bardzo kochaną mi osobą i zastanawiałam się, co mam mu powiedzieć. Chociaż było tyle rzeczy, nic nie przyszło mi do głowy. Ciało mnie nie słuchało. Chociaż tak bardzo chciałam zrobić krok w jego stronę, nie potrafiłam.  
- Saro! Saro kochanie - pierwszy odezwał się on - To ty? to naprawdę ty Oskarze?- zapytałam  
Chłopak uśmiechnął się, ale nie zareagował. Spojrzał na białe światełko, znajdujące się na końcu korytarza i smutno się uśmiechnął.  
- Dlaczego? - zapytał ze łzami w oczach - A dlaczego nie? - szepnęłam - Chyba chciałam być przy Tobie - przyznałam  
- Dlaczego? - zapytał ponownie - Bo Cię kocham Oskarze! - rzekłam - Kocham cię i nie chcę już żyć- szepnęłam  
Nagle przed moimi oczami pojawiła się twarz matki i ojca i zamknęłam oczy. Mama! Co powie mama, gdy dowie się, że jej drugie dziecko chciało się zabić? co poczuje ojciec, gdy dowie się, że jego ukochana córeczka nie chcę już żyć? tata ma nowego partnera, rodzinę. Chociaż będzie płakał, jakoś da radę. Zapewne znowu ucieknie w pracę i będzie udawał twardego. Mama natomiast o nią bardziej się bałam. Była słabą kobietą i dziś to zobaczyłam. Płakała po stracie jednego syna a teraz miała stracić i mnie? zostałaby sama. Sama z bólem po stracie ukochanych dzieci. Zamknęłam oczy, ale wspomnienia, nasze wspomnienia nie mijały. Wciąż widziałam jej uśmiechnięte oczy i chciałam płakać. Chciałam, lecz nie potrafiłam. Jak ona sobie poradzi? Spojrzałam na zbliżającego się brata i poczułam jak chwyta mnie za rękę. Chociaż czułam strach, pozwoliłam mu się prowadzić. Po chwili stałam w sali Damiana i spojrzałam na śpiącego chłopaka. Cały czas na półce stało nasze zdjęcie i zdałam sobie sprawę, że go zranię. Dotknęłam jego policzka, ale nie poczułam nic. Zupełnie jakbym była duchem. Spojrzałam na brata i zamarłam. Przecież ja nim byłam!
- Saro jesteś tego pewna? - zapytał - On Cię nie widzi, nie usłyszy- powiedział czytając w moich myślach  
Po krótkiej chwili znów przenieśliśmy się w inne miejsce. Tym razem staliśmy w biurze ojca. Patrzyłam na smutne, zapłakane oczy ojca i poczułam ból. Na jego stoliku nadal znajdowała się nasza fotografia, a na drugiej całej naszej rodziny. Ojciec pochłonięty był pracą, ale za każdym razem, gdy patrzył na zdjęcie z Oskarem w jego oczach znajdowała się kolejna kropla łez. Dopiero teraz dotarło do mnie, że on też przeżywał śmierć syna. Po prostu każdy z mojej rodziny robił to w zupełnie inny sposób. Tata jako najsilniejsza osoba w rodzinie, starał się za każdym razem być słaby, a tylko w pracy, mógł pozwolić sobie na łzy słabości. Nagle odebrał telefon a jego oczy zastygły. Był w nim taki ból, jakiego nigdy u nikogo nie widziałam. On, on myślał tylko o mnie. Modlił się, bym przeżyła. Nie zostaliśmy dłużej. Znów poczułam dotyk brata i przenieśliśmy się w kolejne miejsce. Znałam je aż za dobrze. Byliśmy u mnie w domu.  

- Tylko nie to! - słowa jej mamy odbiły się echem w mojej głowie  
Kobieta zasłabła, a ja w ostatniej chwili zdołałem ją złapać. Po jej policzkach popłynęły strugi łez i ja sam chociaż starałem się być silnym, rozpłakałem się.Kobieta spojrzała na mnie, a w jej oczach był strach. Patrzyła na mnie tak, jakbym to ja odbierał jej ukochaną córkę. Jakbym to ja był przyczyną, każdej katastrofy w jej życiu. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do byłego męża. Po chwili ze łzami w oczach i dławiącym ją głosem poinformowała go, o próbie samobójczej córki. Po krótkiej chwili pobiegliśmy do samochodu i pojechaliśmy prosto do szpitala. Dobijała nas ta niepewność. Nie wiedzieliśmy tak naprawdę nic. Nawet tego, czy żyje, czy nie. Ból zmieszał się ze strachem. Strach z niepewnością. Modliłem się, by przeżyła. Kilka minut później wbiegliśmy do szpitala. W informacji powiedzieli nam, w której sali leży Sara. Poszliśmy do niej. Gdy weszliśmy do sali i zobaczyliśmy w jakim stanie się zajmuje, byliśmy w szoku. Obok niej wciąż chodziły lekarze i pielęgniarki a ona leżała nieprzytomna. Nagle usłyszeliśmy pisk jednej z maszyn i zostaliśmy wyproszeni z jej sali. Lekarze zaczęli walczyć o jej życie.Po kilku minutach na korytarzu zjawił się też ojciec Sary. Spojrzeliśmy na siebie a po chwili usłyszałem szloch kobiety. Mężczyzna podszedł do niej i wtuliła się w jego ramiona. Zostawiłem ich samych. Wyszedłem przed szpital i łapiąc się za głowę, klęknąłem przy ścianie. Płakałem, a mój płacz słychać było już chyba na całym terenie szpitala. Płacz zamienił się w szloch. Modliłem się, by Sara nie umarła tak jak jej brat. Przecież jej rodzice nie przeżyliby straty kolejnego dziecka. Ja bym nie przeżył jej straty. Teraz bardziej niż kiedykolwiek zrozumiałem ile ona dla mnie znaczy. Damian! Musiałem przecież go zawiadomić. Pognałem z powrotem do szpitala i postanowiłem zawiadomić jej chłopaka. Przecież jeżeli umrze, on miał prawo chociaż się z nią pożegnać.  

Ból jaki poczułam, gdy zobaczyłam mamę, zapłakaną w naszym mieszkaniu był nie do opisania. Po moich policzkach mimowolnie popłynęły zły i spojrzałam na brata. On nie zareagował. Uśmiechnął się do mnie słabo i podał mi swą dłoń. Znów przenieśliśmy się w inne miejsce. Byliśmy teraz w szpitalu i patrzyłam na bezwładne swoje ciało i próbę ratowania lekarzy. Widziałam strach w oczach najbliższych i pot na czołach lekarzy.  
- Mała wracaj do nas! No kurwa wracaj! - przeklinała młoda lekarka.  
Widziałam łzy w jej oczach. Chociaż mnie nie znała, tak bardzo zabolało ją moje zachowanie. Te łzy były łzami bezsilności. Po raz kolejny strzelili aparatem, modląc się, by tym razem moje serce zareagowało. Niestety nadaremnie.  
- Musisz walczyć! Słyszysz? - krzyknęła
Nie mogłam tego znieść i wyszłam na korytarz. Jednak tam było jeszcze gorzej! Patrzyłam na ból w oczach rodziców, patrzyłam na ich łzy i zapragnęłam wrócić. Chciałam wrócić. Po chwili znaleźliśmy się w sali Damiana. Patrzyłam jak Łukasz przełyka ślinę a po chwili przekazuje mu smutne wieści. Płakał, a ja płakałam wraz z nim.  
- Dość! Oskarze dość! - zawyłam - Dlaczego mi to robisz? - dlaczego! - napadłam na niego, ale nie mogłam go uderzyć.  
- Nie rozumiesz? - szepnął - Daje ci prawo wyboru kochana. Chcę byś wiedziała co poczują nasi bliscy, gdy umrzesz - rzekł - Ja takiego prawa wyboru nie miałem. Żałuje. wierz mi cholernie żałuje - dodał  
Spojrzałam na brata i wszystko zrozumiałam. On pokazał mi to wszystko, bo chciał bym zmieniła zdanie. Chciał bym wróciła do nich a to, co się teraz stanie zależy tylko ode mnie. Mogłam pójść z nim i umrzeć a wtedy moje serce przestanie bić, albo wrócić do nich. Miałam prawo wyboru a wszystko to, dzięki miłości mojego brata.  
- To co teraz robimy?? idziesz ze mną? czy wracasz? - zapytał.

- Ja, ja nie wiem - szepnęłam patrząc w oczy Oskara - Chyba zostaję. Mam tu wiele jeszcze do zrobienia - powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego  
Oskar spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Podszedł do mnie, a ja po raz pierwszy poczułam na sobie jego dotyk. Jego dłoń delikatnie przejechała po moim prawym policzku, a ja poczułam ciepło na skórze. Zamknęłam oczy.Pragnęłam by ta chwila trwała wiecznie. Brat odwrócił się do mnie plecami a po jego twarzy spłynęła pierwsza kropla łez. Chciałam podejść do niego i poprosić by nie płakał, ale nie potrafiłam. Nogi po raz kolejny odmówiły posłuszeństwa i nie mogłam się ruszyć. Czułam się tak, jakby wszystko działo się poza moim ciałem. Jakby całe nasze spotkanie było tylko w mojej głowie. Nie było prawdziwe. Jednak byłam tu i patrzyłam na jego smutne oczy. Byłam tu i wiedziałam, że wbrew wszystkiemu to wszystko dzieje się naprawdę. Po prostu byłam z Oskarem. Nie byłam pewna co to za miejsce, ani nie było to niebo, ani ziemia. Zupełnie jakbym była pomiędzy, jakbym zatrzymała się i nie wiedziałam którą drogę wybrać. Jednak, czy Oskar mógł się tak po prostu wrócić? czy mógł opuścić niebo i po prostu stać tu ze mną? czy ja to po wybudzeniu będę wszystko pamiętać? nie byłam tego pewna. Nawet gdybym pamiętała, po prostu zapewne i tak nie uwierzyłabym. No bo przecież takie rzeczy na co dzień się nie zdarzają. Nie można tak po prostu rozmawiać z zmarłymi. Chociaż? w dzisiejszym świecie to już wszystko było możliwe. Czy ja zwariowałam? czy miałam coś z głową? a może to wszystko mi się tylko wydawało?  
- Masz rację Saro - szepnął, przełykając ślinę - Masz na ziemi bardzo wiele do zrobienia. Musisz żyć dla rodziców. Musisz być przy Damianie - powiedział cichym głosem - Jednak jest jeszcze coś Saro. Zacznij wreszcie żyć. To ja umarłem i tylko ja. Rozumiesz? mam wrażenie, że nie żyjesz wraz ze mną. Za bardzo skupiona jesteś na mojej śmierci, byś była szczęśliwa. Daj temu spokój, proszę - szepnął - Pozwól mi odejść. Nie każ mi trwać w takim zawieszeniu. Nie chcę już tu być. A dopóki nie pozwolisz mi odejść, nie mogę się stąd ruszyć. Siłą próbujesz mnie zatrzymać, lecz ja nie chcę tu być. Umarłem i musisz się z tym pogodzić. I proszę Cię nie grzeb w przeszłości, nie zastanawiaj się i nie szukaj powodu mojej śmierci. Zostaw to jak jest. Bardzo Cię o to proszę i wierz mi z czasem wszystko się ułoży - dodał, patrząc na mnie załzawionym wzrokiem  
- Ale ja- zawahałam się - Ja nie wiem, czy tak potrafię- szepnęłam - Mogę Cię o coś prosić? - spytałam - Zaopiekuje się twoim dzieckiem - rzekł - Mam coś dla Ciebie - szepnął a po chwili na mojej szyi wisiał naszyjnik z naszymi inicjałami - Nie zdejmuj go. I pamiętaj dopóki będziesz go nosić, jestem przy tobie skarbie - powiedział całując mnie na pożegnanie. Po chwili znikł, a ja zostałam sama. Zaczęłam biec przed siebie aż w końcu znalazłam się przed podwójnymi drzwiami. Jedno oznaczało życie, drugie śmierć. By wrócić na ziemię, musiałam wejść w odpowiednie. Zamknęłam oczy i..  
  
-Tracimy ją! - krzyczała młoda lekarka - Strzelamy! - krzyknęła ponownie  
Stałem wraz z jej rodzicami i patrzyliśmy jak ją reanimują. Po raz kolejny jej serce przestało bić. Podobno straciła zbyt wiele krwi, a jej serce było już osłabione w dzieciństwie. Organizm nie pompował krwi do serca i przez to się tak stało. Nie bardzo rozumiałem słów lekarza. Nie słuchałem go. Patrzyłem na szybę i modliłem się, by do nas wróciła, no bo przecież nie mogło być inaczej. Na wózku, obok nas siedział Damian. Patrzył przerażonym wzrokiem na Sarę i płakał. Płakał jak mały, przerażony chłopczyk. Podszedłem do niego i klęknąłem obok. Przytuliłem go i po chwili zaczęliśmy oboje płakać. Chociaż zawsze traktowałem go jak swojego wroga, teraz mieliśmy jeden cel. Obojgu nam bardzo zależało na Sarze i pragnęliśmy tylko tego, by z tego wyszła.  
- Co z nią? - zawołał przerażony Filip - Gdzie ona jest! - krzyknął niemal siłą próbując wparować na salę  
Ojciec Sary, próbował go opanować, ale nie potrafił. Filip odepchnął go, a ten upadł na płytki. Matka Sary spojrzała na niego przerażonym wzrokiem, lecz on spuścił wzrok. Po chwili, chyba zdając sobie sprawę z tego co zrobił, podbiegł do ojca dziewczyny i pomógł mu wstać.  
- To moja wina - szepnął przerażonym głosem - Gdybym jej samej nie zostawił - szepnął - Gdybym nie odszedł - powiedział  
Po chwili wybuchnął płaczem, a ja spojrzałem na niego. Nie wiedziałem dlaczego tak dziwnie zareagował. Czyżby poczuł coś do dziewczyny? czyżby miał wyrzuty sumienia? Nie rozumiałem co takiego miała w sobie Sara, że każdy chłopak, który ją lepiej poznał, tracił dla niej głowę. Owszem była ładna, nawet bardzo, ale to nie jej uroda, niczym anioła sprawiała, że nie można było oderwać od niej wzroku. Nie jej wygląd powodował, że każdy tracił dla niej głowę. Owszem może przez jej dziecinną twarzyczkę, nie można było oderwać od niej wzroku, ale po poznaniu jej prawdziwego ja. Dobrego serca, wrażliwości, wspaniałego charakteru. Tak to był prawdziwy powód tego, że tak dużo osób się w niej zakochiwało. Zastanawiałem się, czy Filipowi udało się poznać jej prawdziwe ja? czy odnalazła w nim przyjaciela, którego we mnie straciła? a może połączyło ich coś znacznie więcej? na samą tą myśl, poczułem gęsią skórkę. Nie wiem czemu, ale jakoś nie potrafiłem myśleć o tym, że ktoś inny niż Damian miałby z nią być. Tak byłem zazdrosny.  
- Może ktoś chciałby się napić? - usłyszałem głos mężczyzny - Napijesz się czegoś?może kawy? - zwrócił się do byłej żony.Kobieta kiwnęła głową a on lekko się uśmiechnął.  
- Damianie, Filipie? Łukaszu? - zapytał, nie spuszczając ze mnie wzroku  
Teraz dopiero zdałem sobie sprawę, że pod salą czekam Ja, jej rodzice, chłopak i przyjaciel. Zapewne każdy zastanawia się co robi tu ten drugi, ale nikt nie miał odwagi, by się o to zapytać. Postanowiłem iść z nim i pomóc mu w przyniesieniu wszystkim czegoś do picia.  
- To ja pójdę z Panem. Nie będzie musiał pan chodzić dwa razy - zaśmiałem się  
Mężczyzna spojrzał na mnie i też lekko się uśmiechnął.Spojrzał jeszcze raz na byłą żonę i poszliśmy piętro niżej do automatu.Na schodach zatrzymaliśmy się. Spojrzałem na niego a on spuścił wzrok. Ukucnął na schodach, trzymając się barierki.  
- Wszystko w porządku? Zawołać lekarza? - zapytała pielęgniarka.Mężczyzna rozpłakał się - Tam umiera moja córka! Nie, nie jest w porządku! - krzyknął a ona spojrzała na niego przerażona. - Przepraszam - szepnął i podniósł się ze schodów. Pomogłem mu wstać i wolnym krokiem poszliśmy do automatów. Kilka chwil później staliśmy już przed automatami i patrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Chociaż za wszelką cenę, próbował być silny, rozpłakał się. I ja się rozpłakałem. Staliśmy przy automatach i razem płakaliśmy, nie mogąc powstrzymać łez. Widziałem strach w jego oczach, widziałem ból i tęsknotę. Widziałem przerażenie i obawę.  
- A jak ona umrze? - zapytał. Słysząc jego głos podskoczyłem do góry. Nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Nie chciałem nawet dopuszczać, bo nie potrafiłem wyobrazić sobie życia bez niej. I chociaż wiedziałem, że z nią nie będę, to przecież cieszyłem się, że jest szczęśliwa. Chciałem tylko jej szczęścia, nawet jeżeli miałaby poślubić Damiana.  
- Nie może umrzeć. Sara jest silna i Kocha pana - powiedziałem - Nie byłem dobrym ojcem! Nie poświęcałem jej czasu - zapłakał - Był pan. Wiele razy mówiła mi, że bardzo pana kocha. Owszem brakowało jej pana, ale bardzo pana kochała - powiedziałem - Byliście sobie bliscy prawda? - zapytał - Tak - odpowiedziałem - Przyjaźniliśmy się. Szczerze rozmawialiśmy. Wiele razy opowiadała jak bardzo za panem tęskniła, jak bardzo pana kochała i jak bardzo cierpiała po stracie Oskara - przyznałem  
- No właśnie - mruknął mężczyzna - Cierpiała i nie miała we mnie wsparcia- zamyślił się. - Sądzisz, że jestem złym ojcem prawda? - zapytał - Nie mnie to oceniać - powiedziałem - Ja po prostu, na swój sposób przezywałem śmierć syna. Uciekłem w pracę, by o tym nie myśleć. To nie tak, że ich nie kochałem. Przecież dla Oskara i Sary oddałbym własne życie - zapłakał.Chociaż nie wiedziałem, czy postępuje właściwie, czułem, że muszę to zrobić. Podszedłem do mężczyzny i przytuliłem go do siebie.Trwaliśmy tak w uścisku kilka chwil i czułem, że zaraz się rozkleję. Nim się zorientowałem, z moich oczu popłynęły łzy, a po chwili do mnie dołączył też jej ojciec. Znów się rozpłakaliśmy  
- Ona z Tego wyjdzie prawda? - zapytał - Nie jestem lekarzem, ale jestem przekonany, że tak. Przecież Sara zawsze była silną kobietą. Wróci do pana - powiedziałem - Będę poświęcał jej teraz więcej czasu. Będę ojcem takim, o jakim zawsze marzyła, ale niech do mnie wróci - płakał w moich ramionach - Wróci, na pewno - przekonywałem  
Chociaż sam, nie byłem tego pewny, mówiłem to, co zwyczajnie chciał usłyszeć. Modliłem się, by Bóg wysłuchał moich próśb i zwrócił nam Sarę.Byłem skłonny nawet zapomnieć o niej i związać się na stałe z Magdą, pod warunkiem, że Sara przeżyję. Dla zdrowia i szczęścia ukochanej, byłem gotów na każde poświęcenie. Każde bez wyjątku. Dla jej matki wzięliśmy kawę a dla Damiana herbatę.Filip chciał colę a Jej ojciec wziął sobie też kawę.Ja wyciągnąłem z automatu jej ulubione picie, czyli czekoladę na gorąco. Pamiętałem jak czasami przychodziliśmy do szpitala, tylko po to, by wyciągnąć z automatu po czekoladzie. Była przekonana, że nigdzie nie ma takiej dobrej jak tu. Gdy upiłem łyk czekolady, przypomniałem sobie nasze wygłupy i znów poczułem po policzku łzę.  
- Wracamy? - zapytał mężczyzna. Otarłem palcem zagubioną łzę i wróciliśmy na drugie piętro. Przed salą stałą zapłakana matka dziewczyny a moje serce niemal stanęło. Jej oczy były przerażone i patrzyła na nas niemal nieprzytomnym wzrokiem  
- Był lekarz -powiedziała oszołomiona  
Spojrzeliśmy na nich i przełknąłem ślinę. Obawiałem się najgorszego.  
- Uratowali ją! Czekałam na Ciebie. Pozwolono nam do niej wejść. Zaraz będą przewozić ją na normalną salę. Nasza córka żyję! - krzyknęła, wpadając mu w ramiona. Odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na jej ojca a ten się do mnie uśmiechnął. Dopiero teraz zobaczyłem, jak wszystkie jego mięśnie były naprężone ze strachu. Dopiero teraz zaczął powoli oddychać. Usiadłem na krzesełku i schowałem twarz w dłoniach. Po raz kolejny popłakałem się. Tym razem były to łzy radości. Nie ograniczonej radości i wdzięczności do Boga. Ona przeżyła.  

Obudziłam się w sali. Poczułam zimno na plecach i otworzyłam oczy. Wszystko dookoła było białe, a ja podłączona byłam do kilku urządzeń. Ponownie zamknęłam oczy, czując jak uchodzi ze mnie powietrze. Byłam tak strasznie zmęczona, że każdy, nawet najmniejszy ruch, sprawiał mi trudności. Przy ścianie siedzieli rodzice, a w ich oczach zobaczyłam ból i łzy. Dopiero po chwili dotarło do mnie, dlaczego tu jestem. Chciałam się zabić. Ja? ta, którą zawsze uważano za twardą osobę, chciałam się zabić. Chciałam iść w ślady Oskara. Ponownie otworzyłam oczy, lecz nie na długo. Oślepiało mnie światło. Znów je zamknęłam. Otwierałam i zamykałam oczy jeszcze wiele razy, ani razu nie pozostały otwarte dłużej, niż na minutę. Przypomniałam sobie sen i uśmiechnęłam się do wspomnień. Tak bardzo tęskniłam za bratem. Dopiero po chwili poczułam naszyjnik na szyi i zamarłam. Zdałam sobie sprawę, że to nie był sen. Naprawdę z nim rozmawiałam?  
- Kochanie dlaczego? - zapytała mama, podchodząc do mojego łóżka. Zaraz za nią ruszył ojciec i patrzył na mnie załzawionym wzrokiem. - Saro nigdy więcej! Słyszysz? nigdy nas tak nie strasz! Myśleliśmy, że umrzesz. Nie znieślibyśmy straty kolejnego dziecka - powiedział drżącym od emocji głosem  
- Przepraszam Was! Nie wiem dlaczego to zrobiłam - powiedziałam, nie mogąc opanować łez - Po prostu za dużo na mnie ostatnio spadło. Tak bardzo tęsknie za Oskarem - przyznałam  
- My też za nim tęsknimy, ale to nie powód, by się zabijać! - podniosła głos mama - Dziecko drogie, a czy pomyślałaś o nas? o tym, co będziemy czuć, gdy drugie dziecko się zabije? o naszym bólu? o tym jak będziemy z tym żyć? - zapytał ojciec- To moja wina - przyznał - Poświęcałem Ci za mało uwagi. Wam za mało poświęcałem. To przeze mnie - dodał spuszczając wzrok. Z jego oczu ponownie popłynęły łzy, a ja nie mogłam znieść jego płaczu. Tak bardzo chciałam go przytulić, podejść do niego, powiedzieć, że go kocham, ale nie potrafiłam. Moje ciało było zbyt zmęczone, zbyt słabe, bym mogła zrobić, jakikolwiek ruch w ich stronę.  
- To nie jest Wasza wina - przyznałam - Ani twoja mamo, ani twoja tato- powiedziałam - To ja nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić, tylko ja - szepnęłam  
Mama chciała coś powiedzieć, ale zatrzymała się. Spojrzała na medalik i zamarła. Widziałam przerażenie na jej twarzy. Widziałam strach w jej oczach. Zawahała się i spojrzała na mnie z niedowierzaniem.  
- Drogie dziecko skąd to masz?- zapytała pokazując palcem na medalik - Medalik? - zapytałam - Od brata - szepnęłam spokojnym głosem - Jak to możliwe? przecież on - zatrzymała się. Spojrzała na mnie i wybuchła niepohamowanym płaczem. Wybiegła z sali a wraz za nią wybiegł tata. Nie wiedziałam dlaczego tak dziwnie zareagowali. Czy znali już gdzieś ten medalik? czy go gdzieś widzieli? czułam w głowie mętlik. Po chwili do sali wrócił tata a w jego oczach znów pojawiły się łzy.  
- Ten medalik. On, on - nie potrafił wydusić słowa. - Bo on..CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 4962 słów i 25861 znaków, zaktualizowała 15 cze 2015.

11 komentarze

 
  • monia2211

    Kiedy można się spodziewać kolejnej części?? Piszesz bardzo wciągające opowiadanie, wszystkie 37 części przeczytałam w ciągu 2 dni tak mnie zaciekawiło to opowiadanie, zastanawiam się co będzie dalej, mam nadzieję, że nie zakończysz tego opowiadania tak szybko, proszę :) kontynuuj je dalej :)   gratuluję talentu w pisaniu i czekam niecierpliwie na kolejną część :) pozdrawiam :)

  • xoxoxo

    ta czesc przypomina mi "if i stay"

  • Em

    Świetne! I fajnie by było jak by przeżyła ale dowiedziała się dlaczego Oskar sie zabił właśnie od niego. :)

  • Meska

    Nie koncz jeszcze, niech bedzie to smierc kliniczna, albo cos jak oobe, ale nie koncz. Swoja droga dzieki temu fragmentowi wpadlam na pomysl tematu pracy :)

  • zuzu

    Nie kończ jeszcze! Kontynuuj, niech Sara nie umiera.

  • KAROLAS

    nie kończyć a kontynuować :)

  • Ninka

    Nie!!! Nie koncz jeszcze tego opowiadania! :c

  • nn

    Ja jednak bym wolała żeby poszła z bratem, życie jest cięższe od śmierci, jej ból by ustał i byłaby z ukochaną osobą

  • Pjjjoonaaa

    mam nadzieje,ze dobrze sie to skonczy:c

  • Lula

    Mam nadzieje ze wróci :)

  • Kiniiaa

    Świetne..naprawdę świetne opowiadanie.