Zakład.Cz 10

Zakład.Cz 10Chociaż nie było łatwo, jakoś napisałam kolejny rozdział :) A skoro już pojawił się na tej stronie, to nie zostało mi nic innego jak życzyć Wam miłej lektury :*  

Dziewczyna spojrzała na mnie zmieszanym wzrokiem. Nie wiedziałam co sprowadza ją o tak późnej porze, ale zapewne było to coś bardzo ważnego. Chociaż nie utrzymywałam już tak bardzo bliskich relacji z Łukaszem, Magda nadal była kuzynką mojego chłopaka i moją przyjaciółką. Musiałam z nią porozmawiać. Usiadła na łóżku i spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem. Coś ją dręczyło i nie była pewna, czy mi o tym powiedzieć. Chociaż w gruncie rzeczy nie był to najodpowiedniejszy moment, nie mogłam przecież jej wyprosić. Wciąż zastanawiałam się, czy minęła się z Łukaszem? miałam nadzieje, że tak. Nawet nie chcę pomyśleć co by było, gdyby zobaczyła go w moim mieszkaniu o te porze. Westchnęła a minuty mijały. Chciała coś powiedzieć, ale za każdym razem, gdy otwierała usta i chciała już coś powiedzieć, rezygnowała.  
- Mogłabyś mi powiedzieć co takiego się stało między wami? - powiedziała niepewnie - Dlaczego Łukasz chodzi struty po mieszkaniu i wcale nie zwraca na mnie uwagi? - zapytała.Spojrzałam na dziewczynę i próbowałam wymyślić jakieś kłamstwo. Mimo, iż bardzo się starałam, nic sensownego nie przyszło mi do głowy.  
- O nic - szepnęłam - Po prostu nie mam teraz czasu, spotykać się z nim tak często jak dawniej - dodałam, widząc jej zdziwione spojrzenie  
- Tu chodzi o coś innego - przyznała - Czasami mam wrażenie, że on kogoś ma. Sama nie wiem - zawahała się - Zupełnie jakby w kimś się zakochał, jakby coś ukrywał. Nie mówił Ci nic? - spytała, nie spuszczając ze mnie wzroku  
Spojrzałam w dół, unikając jej spojrzenia. Nie potrafiłam kłamać i miałam tego świadomość. Najchętniej powiedziałabym jej prawdę i do wszystkiego się przyznała, ale nosiła w sobie dziecko. Nie mogłam pozwolić na to, by ją chociaż w małym stopniu zdenerwować. Nie chciałam przecież mieć nikogo na sumieniu.  
- Wydaję ci się - rzekłam - Sądzę, że po prostu rządzą Tobą hormony - powiedziałam nieśmiało uśmiechając się do dziewczyny  
Zamyśliła się. Minuty mijały a my nie odzywaliśmy się do siebie słowem. Ponownie westchnęła, a na jej twarzy zobaczyłam rezygnację. Czyżbym wygrała? wstała i powolnym krokiem skierowała się ku drzwiom. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i leciutko się uśmiechnęła. Nie odezwała się nic, chyba przeczuwała, że niewiele się ode mnie dowie. No bo przecież co miałam jej powiedzieć?  
- Porozmawiam z nim - obiecałam  
Magda spojrzała na mnie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Zostałam w pokoju sama. Wstałam niechętnie z łózka i już chciałam iść za nią, ale przy drzwiach zatrzymałam się. Nie. Z całą pewnością lepiej będzie, jak jej nie zatrzymam. Pozwoliłam jej odejść. Zamknęłam drzwi od pokoju na klucz i ponownie zatrzymałam się. Wolnym ruchem złapałam za klamkę, ale po chwili zabrałam rękę. Nie. Nie zatrzymam jej. Poszłam w stronę łóżka i rzuciłam się na nie. Przebrałam się w piżamkę i weszłam pod kołdrę. Zapaliłam lampkę nocną i sięgnęłam po książkę. Chciałam chociaż na chwilę zapomnieć o problemach. Usłyszałam tykanie zegara, spojrzałam na niego i zobaczyłam, że dochodzi prawie północ. Byłam przy końcu książki i zawahałam się. Oceniałam sytuację, ale po chwili stwierdziłam, że czas się kłaść. Odłożyłam książkę i zgasiłam lampkę. Postanowiłam spróbować zasnąć. Ta noc wydawała się nie mieć końca, niewiele spałam, bo co chwile, budziłam się od nowa. Nie wiem co nie pozwalało mi spać. Czy dana obietnica Magdzie? czy myśl o Oskarze? w każdym bądź razie, niewiele spałam i na nic zdało się liczenie baranków. Wstałam i wyjrzałam przez okno.Na zegarku była prawie piąta nad ranem, a za oknem zaczęło już świtać. Postanowiłam wstać i zaczerpać świeżego powietrza. Ubrałam się i wyszłam z domu. Szłam powoli spacerkiem a ulice były ciche i puste, .Tylko gdzie nie gdzie przejechało jedno, czy drugie auto, spiesząc się do pracy. No tak, kto normalny nie musząc, wstaje o tak wczesnej porze? nikt. No może z wyjątkiem mnie. Jednak ja też musiałam, bo sen opuścił mnie i nie chciał wrócić. Starałam się teraz nie myśleć o tym, że po południu będę wrakiem człowieka, tak jak zawsze, gdy miałam nie przespaną noc. A miewałam ją dość często. Za każdym razem, gdy myślałam o bracie. Szłam spacerkiem, wolnym, spokojnym krokiem. Czasami zapaliło się jedno, czy drugie światło dając znać światu, że jakiś członek rodziny, właśnie się obudził. U mnie nie paliło się żadne. Ja nigdy nie potrzebowałam światła, by dobrze widzieć. Wręcz przeciwnie. Wolałam ciemność, noc była mi nie straszna. Czasami z Oskarem wymykaliśmy się w nocy i chodziliśmy po lesie. Nigdy o dziwo nie zgubiliśmy się, chyba znając już go na pamięć. Po jego śmierci ani razu nie odważyłam się tak zrobić. Nie dlatego, że bałam się zgubić, raczej dlatego, że nie chciałam wracać do naszych wspomnień. Wciąż nie rozumiałam tego, jak szybko rodzice otrząsnęli się z jego śmierci, jak łatwo pogodzili się i zapomnieli o tym, że kiedyś mieli syna. Czasami wydawało mi się, że jestem jedyną osobą, jaka im o nim przypomina. Czasami, tuż po jego śmierci wydawało mi się, że tata przestał mnie kochać. Owszem nigdy nie miał dla mnie szczególnie czasu, ale później wcale go nie miał. Brakowało mi go. Jedyną osobą, z którą mogłam porozmawiać była mama, ale i z nią stopniowo traciłam kontakt. Tak naprawdę zostałam sama. Teraz natomiast czułam się, jakbym traciła rodzinę. Rodzice rozstali się a my nie byliśmy już tą samą rodziną, co zawsze. Coś się diametralnie zmieniło. I tu już nie chodziło o to, że nie było z nami Oskara, zmieniły się nasze stosunki, oziębły a my przestaliśmy rozmawiać. Wzór udanego małżeństwa moich rodziców rozpadł się, a wraz z nim uleciało wszystko. Absolutnie wszystko. Schowałam ręce do kieszeni i poczułam jak ulatuje ze mnie całe powietrze. Chociaż bardzo rzadko paliłam, teraz tak bardzo potrzebowałam papierosa. Tylko on pozwalał mi się uspokoić. Nie wiedziałam jak to dalej będzie, miałam problemy z którymi sobie nie radziłam i wreszcie potrafiłam się do tego przyznać. Ta, która zawsze była twarda, ta która nigdy się nie łamała, ta którą zawsze uważano za niedostępną teraz była kruchą i bezbronną dziewczyną. Czasami czułam się jak dziecko, które nie wie co ma robić. Dziecko, które stanęło na środku drogi i czuję się zagubione i takie bezbronne. Potrzebowałam pomocy. Tak teraz z całą pewnością miałam odwagę by przed samą sobą przyznać, że potrzebowałam pomocy.
Wróciłam do mieszkania, ale tylko na chwilę. Poszłam do pokoju i zabrałam swoją torebkę. Mama nadal spała, a ja chcąc by wreszcie spokojnie odpoczęła, nie zamierzałam jej budzić. Wręcz przeciwnie.Przykryłam ją kocem.Chociaż dochodziła szósta rano, wyłączyłam jej budzik i zamknęłam za sobą drzwi.Ponownie wyszłam na dwór. Tym razem miałam cel i nie było nim rozwiązywanie problemów. Szłam szybszym krokiem i udałam się do monopolowego. Kupiłam paczkę fajek i zapłaciłam. Kasjerka musiała być nowa, bo nigdy dotąd jej nie widziałam, a może po prostu nigdy nie kupowałam o tak wczesnej porze? Miasto wydawało się wracać do życia. Chociaż nie było nadal tak dużo  
samochodów, było ich więcej niż godzinę temu. Można powiedzieć, że trochę więcej bo w ciągu pięciu minut naliczyłam ich aż sześć. No nic w tym dziwnego, ludzie wracali do swoich spraw, obowiązków, pracy. Niektórzy zawoziły dzieci do rodziny, przedszkoli. A nikt chociaż przez chwilę nie zastanowił się, by wziąć dzień wolnego i poświęcić mu swój  
czas. No tak. W dzisiejszym świecie było to tak naprawdę prawię nie możliwe. Dziś rządziły pieniądze, gdy ich nie miałeś, nie byłeś nikim. Tak bardzo denerwowało mnie to rozumowanie. Chociaż byłam popularna, rzadko kiedy przywiązywałam uwagę do modnych ubrań, drogich ciuchów. No dobrze, może przy przyjaciółkach taka jestem, udaje kogoś kim nigdy nie będę i liczy się dla mnie lans. Na pokaż i dobrze o tym wiedziałam. Dopiero Damian pokazał mi jaka jestem na prawdę, a teraz i jego traciłam. Od ostatniej odmowy z wyjazdem, nie odezwał się do mnie ani razu. Chociaż zabrakło mi odwagi by do niego napisać, miałam wrażenie, że poczuł się zraniony i urażony. Ale ja po prostu nie chciałam tam jechać i to nie dlatego, że pojechalibyśmy razem. Tak naprawdę chodziło o wspomnienia o Łukaszu. Nie chciałam o nim myśleć. Zapaliłam papierosa i wypuściłam z ust dym. Tak bardzo brakowało mi fajki.  
- Przepraszam. Ma pani jedną na zbyciu? - zapytał młody chłopak  
Przyjrzałam się uważniej jego twarzy i z widzenia go kojarzyłam. Może nie znałam jego imienia, ale wiedziałam, że mieszka gdzieś w okolicy i jest ze trzy, góra cztery lata młodszy.  
- Palenie zabija - powiedziałam podając mu fajkę  
Pożyczyłam mu też zapalniczkę a on odpalił i po chwili oddał mi.  
- Sama pani pali - szepnął odchodząc  
Trafna uwaga pomyślałam. Wyrzuciłam jeszcze połowę nie zużytego papierosa i nadepnęłam nogą, by zgasić żar. Nie chciałam puścić całego mieszkania z dymem, tylko dlatego, że zachowałabym się nie odpowiedzialnie. Zero trucia się - pomyślałam. Schowałam paczkę do torebki i ruszyłam w stronę mieszkania. Gdy wchodziłam do domu, w salonie paliło się światło. Podejrzewałam, że mimo mojego starania się, mama się obudziła i nie byłam tym zachwycona. Nie chciałam znowu zostać sama.  
- Nie możesz zostać w domu? - zapytałam, gdy powiesiłam bluzę  
- Dobrze wiesz, że nie - powiedziała - Potrzebują mnie - rzekła. Kręciła się po kuchni, ciągle sprawdzając zegarek. Naszykowała mi śniadanie, sama nie mając czasu już nic zjeść. Niemal biegiem wyszła z mieszkania, rzucając tylko krótkie pa kochanie.  
- Pa - szepnęłam, ale zapewne już tego nie usłyszała  
Zostałam w mieszkaniu sama. Dziś postanowiłam nigdzie nie wychodzić. Nie zamierzałam też przejmować się niczyimi problemami a już na pewno nie swoimi. Po prostu chciałam ten dzień przeznaczyć dla siebie i po prostu spędzić go beztrosko.
Niestety los przygotował dla mnie inne plany.Gdy zajadałam smaczne śniadanie, drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich...  


Skrzyżowałam ręce i stanęłam w bezruchu. Oceniałam sytuację. Zastanawiałam się, po jakie licho przyszedł do mieszkania i z jakiej racji miał kluczę. Czyżby matka była aż tak nie odpowiedzialna i dała obcemu facetowi klucze od mieszkania? a może po prostu drzwi były otwarte i dlatego wszedł? nie, z całą pewnością nie, bo zawsze zamykam drzwi od środka, szczególnie, gdy zostaje w domu sama. Więc z jakiej racji tu wszedł? czego chciał, skoro doskonale wiedział, że mamy nie będzie w domu? Chciałam się odezwać, ale bez słowa minął mnie i poszedł prosto do lodówki.Zszokowała mnie jego wrodzona pewność siebie, ale przecież był moim biologicznym ojcem, więc już wiedziałam, że pewność siebie odziedziczyłam po nim.  
- Jest coś do jedzenia? - zapytał, gdy po chwili zamknął lodówkę  
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Przecież tuż przed nosem miał całą lodówkę jedzenia, w zasadzie było tam chyba wszystko, więc nie rozumiałam jego pytania.  
- No przecież masz- powiedziałam, wskazując mu lodówkę  
Zmarszczył czoło i spojrzał na mnie nie wyraźnym wzrokiem. Od niego czuć było woń alkoholu i dopiero teraz, zrozumiałam jaki on był. Alkoholik. Tak mój biologiczny ojciec był alkoholikiem i szczerze, za nic mnie to nie obchodziło. Nie uważałam go za ojca, nigdy nim nie był i nawet go nie znałam. Owszem zawdzięczałam mu życie i tylko tyle. Jeżeli trzymałby się z dala od naszego domu, ode mnie i mojej matki, mógł robić co chciał. Jednak musiał zniknąć z naszego życia. Tylko, że jemu się do tego nie spieszyło.  
- Córciu skocz do sklepu po piwo - powiedział rozsiadając się na kanapie  
Wszystko się we mnie zagotowało. Za kogo do cholery się on ma? za Boga? Nie miałam zamiaru mu usługiwać i do tego w moim własnym domu. Nie miałam zamiaru znosić pijanego ojca i już wiedziałam, że z mojego świętego spokoju, nic dzisiaj nie będzie. Wzięłam z pokoju torebkę, swoją bluzę i wyszłam z mieszkania. Postanowiłam iść do ojca i u niego przeczekać do powrotu mamy. Chociaż obawiałam się, że tata jest w pracy, miałam nadzieje, że będzie ktoś w domu. Chociażby jego nowy partner. Wychodząc z mieszkania, zamknęłam drzwi. Zawahałam się, obawiając, że coś ukradnie, ale odpuściłam. Jeżeli matka nie miała nic przeciwko, na nic zdały by się moje słowa. Nie chciałam pogarszać moich relacji z mamą i westchnęłam. Udałam się prosto do mieszkania taty. Jakieś piętnaście minut później, stanęłam przed mieszkaniem i zadzwoniłam, po chwili  
drzwi otworzyły się i zobaczyłam w nich zaspanego Filipa. Chyba z początku mnie nie poznał, bo nie spuszczał ze mnie wzroku.  
- Ach to Ty - szepnął uchylając mi drzwi  
- Jest mój ojciec? - zapytałam ściągając bluzę  
- Nie ma - odpowiedział - Mojego też nie ma, są w pracy- szepnął - Jestem tylko ja - dodał po chwili, wracając już ubrany  
- Mogę za nim poczekać? - zapytałam  
Nie miałam pojęcia po co pytałam się go o pozwolenie, skoro było to mieszkanie mojego ojca. Jednak wolałam nie denerwować kogoś, kogo przecież tak naprawdę wcale nie znałam.  
- Oczywiście - rzekł - Jeżeli nie przeszkadza Ci moja obecność - szepnął, puszczając do mnie oczko  
Podrywał mnie? nie, nie potrzebowałam w moim życiu kolejnego faceta. I tak było dość skomplikowane. Poszłam za nim do kuchni i usiadłam przy stole. Nie wiedziałam, czy postąpiłam właściwie, ale byłam ciekawa tego chłopaka, ciekawiło mnie przede wszystkim to, co on tu robi. Czyżby z nimi mieszkał?  
- Nie jestem stąd - rzekł, jakby czytał mi w myślach - Zatrzymałem się u ojca na jakiś czas. Dopóki się nie urządzę. Poszukuje pracy, jakiegoś mieszkania - powiedział nalewając nam herbaty  
- Rozumiem - szepnęłam odbierając od niego herbatę  
Spojrzał na mnie, zapewne czekając na moje zwierzenia, ale nie miałam zamiaru mu nic mówić. Nie znałam go. Nie należałam do tych osób, którzy opowiadają całe życie komuś, kogo widzą drugi raz na oczy, kogo wcale nie znają. Nie naciskał. Piliśmy herbatę w ciszy a po chwili usłyszałam sygnał telefonu, odebrałam go i usłyszałam głos matki. Musiała odsłuchać moją rozmowę, którą nagrałam na jej pocztę głosową.  
- Spokojnie mamo. Jestem u ojca - powiedziałam - Nie, nic mi się nie stało. Po prostu nie mogłam go już znieść - powiedziałam, uspokajając ją.  
Mama zapewniła mnie, że będzie najszybciej jak się da. Czułam na sobie uważne spojrzenie chłopaka, ale nie zareagowałam. Nastała cisza. Żadne z nas nie powiedziało nawet słowa. Po chwili pierwszy odezwał się on.  
- Kłopoty? - zapytał  
- Nie. Po Prostu. Ehh- zawiesiłam się - Tak kłopoty - przyznałam po chwili  
Zadzwoniłam do ojca i opowiedziałam mu skrócie co się stało. Zdenerwowany zapewnił mnie, że wróci najszybciej jak będzie to możliwe i pojedzie ze mną do domu. Obiecał też, że będę mogła u niego zostać tak długo jak tylko będę chciała. Z jego strony była to bardzo miła odmiana, bo przecież jeszcze wczoraj miałam wrażenie, że zwyczajnie mnie nie chcę. Myliłam się.  
- Słuchaj ja muszę wyjść w sprawię pracy. Jestem umówiony na rozmowę i trochę mi się spieszy. Zostaniesz tu sama, prawda? - zapytał  
Kiwnęłam głową i pozmywałam naczynia. Zawsze uczono mnie, żeby po sobie sprzątać i chyba ojciec przestrzegał tego do dziś, bo w ich mieszkaniu był wyjątkowy porządek. Zupełnie nie przypominający ostatniego pobytu tutaj.  
- Obiad jest ugotowanym, możesz sobie nalać. Nie wiem, czy lubisz, ale zrobiłem pomidorową zupę, mam nadzieje, że tak. To ja będę leciał i nie otwieraj nikomu okej? - szepnął zatrzymując się przy drzwiach  
- Powodzenia! - krzyknęłam  
Filip uśmiechnął się i już po chwili go nie było. Jeszcze przez moment patrzyłam na zamknięte drzwi, nie sądziłam, że partner mojego ojca ma rodzinę i takiego miłego syna. Naprawdę wyglądał na sympatycznego chłopaka i ciekawiło mnie, czy dostanie tą pracę.Włączyłam telewizor i nerwowo przerzucałam po kanałach. Tak bardzo mi się nudziło. Moje myśli znów zeszły w kierunku Łukasza i Magdy. Chociaż obiecałam jej pomóc, dzisiejszego dnia nie miałam na to siły. Nie chciałam mieszać się w ich sprawy, tym bardziej, że to ja byłam przyczyną jego dziwnego zachowania. No i spokoju nie dawała mi też śmierć Oskara. Dość!nie, dziś nie chciałam do tego wracać. Wykręciłam numer Damiana i usłyszałam sygnał telefonu, jeden, drugi, trzeci i nic. Chłopak nie odbierał. Niepokoiło mnie to, bo już kolejny dzień nie dawał znaku życia, martwiłam się a jednocześnie czułam, jakbym go traciła. A może zwyczajnie przestał mnie kochać? drzwi otworzyły się i zobaczyłam zdenerwowaną twarz ojca. Nie był sam, była z nim mama.  
- Córeczko - powiedziała mocno mnie przytulając  
- Nic mi się nie stało. Spokojnie, jestem cała - uspokajałam ich  
- Przepraszam cię za niego. Nie wiem co w niego wstąpiło - powiedziała  
- Mamo mogłabym zostać na parę dni u taty? - zapytałam - Taka zmiana dobrze mi zrobi  
- dodałam  
Chociaż matka nie była pewna, ojciec przekonał ją. Po namysłach i rozmowie z tatą- zgodziła się i całą trójką, jak szczęśliwa rodzina pojechaliśmy po kilka najpotrzebniejszych moich rzeczy. Tego, co zastaliśmy po powrocie do mieszkania, nie zapomnę do końca mojego życia. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3410 słów i 18193 znaków, zaktualizowała 15 cze 2015.

5 komentarzy

 
  • Pjjjoonaaa

    Moim zdaniem lepiej by bylo gdybys dodawala krotsze czesci

  • Paulaa

    Część jak zwykle wspaniała!

  • wolna

    Oczywiście, że się podoba. Dasz radę kochana:*

  • x

    Jasne ze podoba ;d
    no ale życzę powrotu calkowitej weny ;D

  • Lula

    świetna część:) czekam na kolejną :D