Zakład.Cz.8

Zakład.Cz.8Do mieszkania weszłam pewnym krokiem, nawet na chwile się nie odwracając. Nie chciałam dać po sobie poznać tego, jak bardzo dużo kosztowała mnie ta decyzja, jak bardzo trudno było mi przekreślić naszą przyjaźń. Nie, to przecież nie ja ją przekreśliłam a on, on a właściwie my oboje, tamtej nocy w pensjonacie. Chwilę po mnie, do mieszkania wszedł Łukasz, miał czerwone oczy, które zdradzały fakt, że płakał. Wszedł tylko na krótki moment, by zabrać z mieszkania Magdę. Chociaż dziewczyna podejrzewała, że coś między nami zaszło, nie zadawał pytań, zapewne unikając kłopotliwej sytuacji. Chwilę później podeszli do mnie Magda z Damianem, informując mnie, że muszą iść. Pożegnaliśmy się tradycyjnie buziakiem w policzek a ja zobaczyłam w jego oczach ból.  
- Przepraszam - szepnął mi na ucho  
Kiwnęłam głową, nie odpowiadając. Zabrakło mi słów, nie chciałam, nie potrafiłam w tej sytuacji z nim rozmawiać. Kilka chwil później wyszli, zamykając za sobą drzwi. Damian zorientował się chyba co się stało, bo poprosił zebrane towarzystwo o opuszczenie mojego mieszkania, pod pretekstu mojego odpoczynku. Chociaż nie było im to na rękę, nikt nie protestował. Jakieś nie całe pół godziny później z mieszkania wyszła ostatnia osoba, a ja zostałam tam tylko z mamą i Damianem.  
- Tata już pojechał? - zapytała wchodząc do salonu  
- Już dawno. Spieszyło mu się - powiedziałam nie spuszczając z niej wzroku  
- Saro wiem, że to nie jest najlepszy moment, ale ktoś chciałby się z Tobą spotkać - powiedziała
Przyjrzałam się uważnie jej zatroskanym oczom i poczułam dziwny strach. W głębi serca wiedziałam, kto tam na mnie czeka. Złapałam Damiana mocno za rękę i powolnym krokiem, poszłam z mamą do jej pokoju. W pokoju stał znajomy mi już facet, chociaż nie wiedziałam jak ma nawet na imię, widziałam go już drugi raz i zdawałam sobie sprawę z tego, że ten pan jest moim ojcem.  
- Saro to twój ojciec- powiedziała mama, nie spuszczając ze mnie wzroku  
Zapewne bała się, że to mi znowu zaszkodzi. Bała się, że stres spowoduje moje kolejne osłabnięcie. Skoro tak było, to dlaczego nie zaczekali? dlaczego przysparzali mi kolejny stres? no dlaczego?  
- Córeczko nic nie powiesz? nie przywitasz się? - zapytał, a w jego głosie panował strach  
- Mam już ojca. Nie potrzebnie pan przyszedł. Mama panu nie powiedziała, że powinnam unikać stresu? - zapytałam, patrząc na matkę  
- Powiedziałam kochanie. Nawet prosiłam by zaczekał, ale nie chciał słuchać- zwróciła się do mnie - Idź już, wyjdź! - krzyknęła otwierając mu drzwi  
Mężczyzna niemal spiorunował ją wzrokiem a jego rozszerzone oczy, nie kryły zaskoczenia.  
- Kochanie! Kochanie proszę uspokój się! - powiedział podchodząc do matki.Wydawało mi się, że tylko na niej mu zależy a nie na mnie. Tylko jej dobro go obchodziło a nie moje.  
- Saro chodźmy już - odezwał się nagle Damian  
Nie czekając na moją reakcję, złapał mnie za rękę i niemal siłą wyprowadził z mamy pokoju. Zamiast skierować się do mojego pokoju, poszliśmy na dwór. Jedyne czego teraz potrzebowałam to ciszy i świeżego powietrza. Usiedliśmy na ławce w ogrodzie i mocno się wtuliłam w ramiona Damiana.  
- Miałeś rację, nie mogę się z nim przyjaźnić. Powiedziałam mu o tym - szepnęłam patrząc w dal  
- Nie rozmawiajmy o tym teraz. Nie powinnaś się stresować, nie powinnaś denerwować- powiedział zamykając oczy - Wyjedźmy. Wyjedźmy stąd. Możemy jechać nad morze, tam gdzie nie dawno byliśmy - powiedział z nadzieją w głosie
Chociaż propozycja wydawała się bardzo kusząca, nie mogłam. Nie mogłam? czy raczej nie chciałam? Chyba jednak nie chciałam. To miejsce przypominałoby mi o Łukaszu i wspólnie spędzonym z nim chwilami. Jeżeli miałam się nie stresować, nie denerwować to musiałam unikać takich miejsc, złych emocji.  
- Nie mogę - powiedziałam - Może jak nabiorę siły, na razie nie mam ochoty - dodałam przepraszającym głosem.Damian nic nie odpowiedział. Odprowadził mnie do mieszkania, po drodze minęliśmy tego pana  
- Kiepsko zaczęliśmy. Przepraszam - zwrócił się do mnie  
- Dobranoc - szepnęłam mijając go na schodach  
Damian odprowadził mnie do drzwi i pożegnaliśmy się. Byłam tak bardzo zmęczona, że marzyłam tylko o głębokim śnie. Odprowadziłam go wzrokiem i gdy zniknął mi w ciemności, zamknęłam za nim drzwi. Z pokoju mamy usłyszałam jej cichy płacz.Nie wiedziałam co się stało, zaniepokoiło mnie to.
- Mamo w porządku? - zapytałam, wchodząc do środka  
Mama zerwała się na równe nogi i w pośpiechu otarła łzy, nie zdążyła i tak już wiedziałam, że płakała.  
- Dlaczego płaczesz? - zapytałam, głaszcząc ją po plecach  
- Rozstaliśmy się. Dopiero dziś zobaczyłam jakim jest egoistą - powiedziała ledwo powstrzymując łzy  
Spojrzałam na zdjęcie Oskara, które stało na półce i zamknęłam oczy, tak bardzo tęskniłam za bratem.  
- Tęsknie za nim - szepnęłam patrząc na fotografię  
- My z tatą też. Jednak mamy Ciebie i jesteś jedynym powodem dla którego musimy żyć dalej - powiedziała - Kochanie powinniśmy chyba wyjechać. Dostałam pracę - szepnęła ściszonym głosem  

- Chyba oszalałaś! - krzyknęłam piorunując ją wzrokiem - Ja nigdzie nie jadę! - oznajmiłam mojej matuli, nie dopuszczając jej do słowa.  
Matka przez kilka minut nie spuszczała ze mnie wzroku, zapewne oceniając sytuację. Nie wiedziałam dlaczego tak się zachowuje, dlaczego wciąż przysparza mi coraz to więcej stresu, chociaż lekarz uprzejmie poinformował nas, bym żyła spokojniej. Tylko jak? no jak mam się nie denerwować, skoro wiecznie jest coś nie tak? w mojej głowie panował chaos a krew w żyłach zaczęła niebezpiecznie pulsować. Za nic w świecie się stąd nie ruszę, jak chcę jechać niech jedzie sama, pomyślałam.  
- Chyba się nie zrozumieliśmy moja panno - powiedziała rozzłoszczona matka - Ja się Ciebie o zdanie nie pytałam, to była raczej informacja, W przyszłym tygodniu wyjeżdżamy - oznajmiła wychodząc z pokoju.Jeszcze czego - pomyślałam.  
- Jesteś Egoistką! Cholerną egoistką, która myśli tylko o sobie! Ciągle przysparzacie mi nowe zmartwienia i nigdy się mnie o zdanie nie pytacie! - krzyknęłam rzucając w drzwi książką.Na nic zdał się mój protest bo mama już od kilku chwil była za drzwiami.Nie, nie, nie! nigdzie nie wyjadę, nawet jeżeli miałabym zostać tu sama, ja nigdzie nie wyjadę i koniec. Przecież mam tu szkołę, przyjaciół, chłopaka. Dlaczego mama chciała mi to wszystko odebrać? czy przeżyty zawód miłosny to powód, by unieszczęśliwić córkę? upadłam na łóżko i chociaż próbowałam z tym walczyć, przegrałam. Złe emocje okazały się silniejsze i rozpłakałam się.Po kilku minutach, gdy już chyba wylałam wszystkie łzy, zawstydzona swoją słabością, wstałam i pozbierałam się z podłogi. Postanowiłam działać i miałam już pewien plan. Była późna godzina, więc postanowiłam dzisiaj sobie darować i udałam się do swojego pokoju. Gdy otworzyłam drzwi, na moim łóżku siedziała mama.  
- Co tu robisz? - zapytałam trochę łagodniej  
- Nie widać? patrzę na waszą fotografię - odpowiedziała - A tak w ogóle jak się czujesz? - zapytała, nie spuszczając ze mnie wzroku  
- Nic mi nie jest - szepnęłam - Powiedz mi, dlaczego nigdy nie liczycie się z moim zdaniem? - spytałam  
Mama nie spuszczała ze mnie wzroku, a w jej oczach zobaczyłam zdziwienie i strach.  
- Rozwód z Tatą, poznanie mojego ojca a teraz ta cholerna wyprowadzka! Czy ktoś w tym całym zamieszaniu, chociaż raz zapytał się mnie o zdanie? nie. Tylko Wy, Wy, Wy. Tęsknie za bratem, przynajmniej jemu na mnie zależało - powiedziałam, gdy matka  
opuszczała mój pokój  
- Porozmawiamy jutro. Dobranoc- szepnęła wychodząc  
Upadłam na wielkie łóżko, wzięłam fotografię brata do ręki i mocno przytuliłam ją do piersi. Tak bardzo za nim tęskniłam a najgorsze było to, że obraz jego twarzy z każdym kolejnym dniem, rozmazywał się coraz bardziej. Bałam się, że pewnego dnia obudzę się z świadomością, że nie pamiętam własnego brata. Zamknęłam oczy i próbowałam przypomnieć sobie chociaż jeden fragment z naszych wspomnień, nadaremnie. Nagle, zupełnie niespodziewanie przypomniała mi się rozmowa z Jolką i znów mimowolnie  
zastanowiłam się, gdzie jest ich dziecko? co się z nim stało? czy to prawda? czy obraz idealnego brata mógł być tak bardzo mylny? tak bardzo różniący się od obrazu idealnego ojca? partnera? czy to on, czy narkotyki, które zażywał, uczyniły z niego potwora? nie wiedziałam. Nie wiedziałam też, czy kiedykolwiek uda mi się dowiedzieć co z dzieckiem? przebaczyć dawnej przyjaciółce i się z nią pogodzić, nie wiedziałam też, czy kiedykolwiek zmienię nastawienie do brata, bo przecież w stosunku do mnie był najlepszy ma całym świecie, troskliwy, czuły. Nie pamiętam, czy chociaż raz podniósł na mnie głos. Zawsze starał się mówić cicho i spokojnie. Nie rozumiałam jak to jest, że obraz jego twarzy zamazywał się, a tak doskonale zapamiętałam jego zachowanie, miłość do siostry i najmniejsze nawet gesty. Czy to wytwór mojej wyobraźni? Tej nocy długo jeszcze rozmyślałam, starałam sobie wszystko poukładać, przypomnieć, bez skutku. Nawet nie wiem kiedy, oczy zaczęły robić się coraz cięższe i wpadłam w objęcia Morfeusza.  

Rankiem nic nie wydawało się lepiej, wręcz przeciwnie. Moje oczy były podpuchnięte, przez mało przespaną noc.Pękała mnie głowa od tłoku myśli i jeszcze ta podświadomość mówiąca mi, że wkrótce stracę wszystkich, na których mi zależy. Wstałam, skoczyłam do toalety, wzięłam szybką kąpiel, umyłam zęby, uczesałam się i ubrałam. Po codziennych czynnościach zeszłam do kuchni, która była pusta i usiadłam przy stole, Na stole znajdowała się mała kartka, informująca mnie, że mama musiała gdzieś wyjść i że śniadanie muszę tylko włożyć na patelkę, bo zapewne wystygło. No pięknie - szepnęłam. Chociaż mieliśmy porozmawiać, dobrze przeczuwałam, że tak będzie. Wyszła a właściwie uciekła, wystraszona naszą zapowiadającą się rozmową, cała ona. Zawsze wolała uciekać od problemów, niż się z nimi zmierzyć. W małżeństwie moich rodziców, robili tak samo. Mama jak i mój ojciec bali się szczerych rozmów, które dla mnie są fundamentem udanego związku. Z całą pewnością to dlatego się rozstali. Nie miałam czasu, czekało mnie dzisiaj tyle do załatwienia, tyle spraw, że nie wiedziałam, czy zdążę chociaż na chwile zwolnić tępa. Chociaż głos rozsądku podpowiadał mi, bym zwolniła i zatrzymała się, bym wzięła mniej na głowę, bo znów mogę wylądować w szpitalu, czas działał na moją nie korzyść. Wyjęłam z patelki naleśniki i po zjedzonym śniadaniu, wykręciłam numer ojca. Chociaż obawiałam się, że jest w pracy, nie miałam innego wyjścia.  
- Cześć córeczko, stało się coś? - usłyszałam jego przejęty głos  
- Będziesz miał dla mnie chwile czasu? chciałabym z Tobą porozmawiać - szepnęłam niepewnie  
- Może wspólny obiad ? Wpadnij po mnie do pracy. Jakoś około południa, gdzieś o dwunastej będę miał wolne - powiedział z niepokojem - Córeczko, ale na pewno wszystko dobrze? może się źle czujesz? - dopytywał się  
- Nie tato. Na pewno wszystko jest okej. Do zobaczenia - szepnęłam rozłączając się.  
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę ósmą, trzydzieści. Spokojna, że mam trochę czasu, poszłam do pokoju i zaczęłam w głowie obmyślać plan. Nagle zapaliło się w mojej głowie alarmujące światło i wykręciłam znajomy numer.  
- Cześć Saro - usłyszałam kobiecy, smutny głos.

Z Jolką umówiłam się za pół godziny w parku, chociaż nie wiedziałam, czy nasze spotkanie okaże się dobrym pomysłem.Wczorajsza noc nie chciała dać mi spokoju. Dobrze znałam samą siebie i wiedziałam, że dopóki nie dowiem się co z dzieckiem mojego brata, nie zaznam ani chwili spokoju. Nie tyle chciałam to zrobić dla niego, co dla Joli i samej siebie, no bo przecież jeżeli to dziecko znajduję się w jakimś domu dziecka, albo u niej, jestem jego ciocią i mam moralny obowiązek się z nim zobaczyć. Nie tyle obowiązek, co prawo i cholerną chęć poznania mojego bratanka, bratanicę. Jakiejkolwiek byłoby płci, jest moją rodziną i bardzo chciałabym to dziecko poznać. Wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz i skierowałam się w stronę parku, chociaż miałam jeszcze trochę czasu, postanowiłam spędzić ten czas na dworze i pospacerować, by zebrać myśli. Bałam się tego spotkania, ale chyba najbardziej bałam się przyznać sama przed sobą, że się boję. To wszystko zaczęło wydawać się mi już bezsensu, ale skoro zrobiłam pierwszy krok, nie mogłam się już wycofać. Szłam spacerkiem, w stronę parku, gdy nagle usłyszałam znajomy głos. Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, że kilka metrów ode mnie stoi Łukasz.  
- Cześć. Jak się czujesz? - odezwał się, po kilku sekundach ciszy  
- Cześć. Dziękuje, że pytasz, dobrze - odpowiedziałam, próbując go minąć  
- Saro, czy teraz tak będzie wyglądała nasza rozmowa? czy tak będziemy się zachowywać? czy będziemy się tak mijać? - dopytywał się  
- No właśnie tak. I gdybyś nie zauważył, to ty do tego doprowadziłeś, a nie ja - szepnęłam mijając go  
- A co jeżeli powiedziałbym, że cię kocham? co jeżeli powiedziałbym, że chcę z Tobą być?, że tęsknie za Tobą i nie ma chwili bym o Tobie nie myślał? brakuje mi Cię Saro, naszych rozmów, twojego śmiechu, twojego zmarszczonego noska, gdy się denerwujesz i każdej rysy twojej twarzy. Brakuje mi twojego marudzenia na rodziców, twojego płaczu w moje ramiona - szepnął na chwilę się wahając  
Jego oczy patrzyły prosto na mnie a na jego twarzy znajdował się ból, połączony ze strachem i cierpieniem.  
- Jakoś wczoraj mówiłeś inaczej. Kocham Cię luk, to dlatego nie potrafię się z Tobą przyjaźnić, nie potrafię być blisko ciebie i nie móc się do Ciebie przytulić - powiedziałam, czując jak po moich policzkach płynął łzy  
- Spieprzyliśmy to. Spieprzyliśmy wszystko, co było między nami niewinne i czyste - powiedział siadając na ławce  
Jego oczy skupione były na ziemi a głowa zwisała mu. Nie patrzył na mnie, unikał mojego wzroku, zapewne bojąc się spojrzeć mi w oczy. Cierpiał i w tym momencie tak bardzo pragnęłam podejść do niego i mocno przytulić. Zlać to, co pomyślą inni. Olać wszystkich i wszystko, zatracając się w jego ciepłych, opiekuńczych ramionach. Tak, to dlatego nie odważyłam się nim przyjaźnić, ja po prostu nie panowałam już nad uczuciem jakie do niego czułam. Nie panowałam już nad sobą i dla bezpieczeństwa wszystkich postanowiłam trzymać się od niego jak najdalej. Teraz, po raz pierwszy pomyślałam o wyjeździe z mamą, może wyjazd i pobyt z dala od niego byłoby najlepszym co mogłabym zrobić? może to rozwiązałoby wszystkie moje problemy? Jednak tu wciąż trzymało mnie parę spraw, dziecko mojego brata i ojciec. Tak, to dla nich w właściwie jeszcze dla Damiana tutaj byłam.  
- Musze już iść, umówiłam się - szepnęłam  
Nie czekając na reakcję Łukasza, po prostu zostawiłam go i skierowałam się w stronę parku, w którym byłam umówiona z Jolką. dziewczyna już tam siedziała. Ku mojemu zdumieniu, nie była tam sama, trzymała podwójny wózek, a w nim spały małe dwa aniołki.  
- Czy to są dzieci mojego brata? - zapytałam ze zdumienia, nie mogąc oderwać od nich oczu.Przez kilka chwil wpatrywałam się w dwa, śpiące aniołki, próbując w nich znaleźć podobieństwo do mojego brata. Jednak mimo wielkiego wysiłku, w niczym go nie przypominały. Minuty mijały a Jolka patrzyła na mnie, chyba nie wiedząc co odpowiedzieć.  
- To dlatego chciałaś się spotkać? tylko dlatego? - w jej oczach zobaczyłam żal i rozczarowanie  
- Nie tylko. Ale to był jeden z głównych powodów. Po prostu tęskniłam za Tobą - przyznałam, patrząc się jej prosto w oczy  
- Nie zapominaj, że to Ty nie chciałaś mieć ze mną nic wspólnego. Oskarżyłaś mnie, chociaż tak naprawdę nie byłam niczemu winna - wyszeptała  
- Zrozum miałam do ciebie żal, że nie chciałaś dać mu szansy - broniłam się - Przecież on Cię kochał - szepnęłam  
- Kochał? - zaśmiała się Jolka - Powiedz kiedy mnie kochał? kiedy o nas walczył? gdy powiedział mi, że nie chce naszego dziecka? gdy skompromitował mnie i wyśmiewał w oczach kumpli? gdy za każdym razem, gdy tak bardzo chciałam mu pomóc, odrzucał moją pomocną dłoń? a może wtedy, gdy mnie zdradził, całując się z inną? - krzyknęła - Czasami jego koledzy śmiali się, że jedyną dziewczyną, którą kochał byłaś ty! Tak Saro, dużo jego kumpli uważało, że on zwyczajnie zakochał się we własnej siostrze - dokończyła, gdy spojrzała na moją zaskoczoną twarz  
- To jakaś pomyłka! przecież to jest nie dorzeczne! my byliśmy rodzeństwem! rozumiesz to? owszem martwił się, ale dlatego, że był moim bratem! Bratem! - krzyknęłam trochę za mocno, bo dzieciaki w wózku zaczęły się poruszać.  
Teraz z całą pewnością żałowałam całego naszego spotkania. To co usłyszałam zmroziło mi krew w żyłach. Absurd! przecież Oskar był moim bratem, nie mógł się we mnie zakochać. No nie mógł do jasnej i w tym momencie nagle mnie olśniło. Przypomniały mi się nasze rozmowy o niespełnionym uczuciu, jego łzy w oczach i wzrok, gdy na mnie patrzył. O Boże! tylko nie to! Czy to wszystko było prawdą? czy Oskar zabił się, bo nieszczęśliwie zakochał się we własnej siostrze? we mnie? czy to ja byłam powodem jego samobójstwa? Nie, to jest nie możliwe.  
- A co z jego dzieckiem? - zapytałam oszołomiona  
- Nie ma go - odpowiedziała odchodząc  
Usiadłam na ławce, próbując się uspokoić. Bałam się, że moje serce za chwile nie wytrzyma, a nie było przy nie nikogo, kto mógłby mi pomóc. Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwoniący telefon, po drugiej stronie słuchawki usłyszałam radosny głos taty. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3441 słów i 18393 znaków, zaktualizowała 15 cze 2015.

9 komentarzy

 
  • Nataliaa

    No pewnie ze kontynuować. Tylko nie tak chaotycznie. Ale opowiadanie super :-)

  • Justyna

    Koniecznie koniecznie :)

  • klamra

    Kontynuuj

  • ...m

    Jasne:) :)

  • wolna

    Kontynuuj koniecznie:)

  • Py64

    Nie, nie kontynuuj...jutro. Kontynuuj dzisiaj.

  • Meggy2200

    Tak tak tak!!! :)

  • Paulaa

    O tak pisz dalej! To opowiadanie jest świetne, cudowne i fantastyczne. Mogłabym je czytać na okrągło :D

  • x

    Pisz dalej Pisz!