Zakład.Cz.5

Zakład.Cz.5Siedziałam na kanapie wtulona w ramiona Damiana. Matka spojrzała na mnie a w jej oczach zobaczyłam strach. Czy ona wiedziała? czy domyślała się tego, że mój ojciec ją zdradza? czy miała jakieś przeczucia? spojrzałam na ojca spod łba i nie chciałam z nim rozmawiać. Nie potrafiłam. Jak spojrzę teraz ludziom w oczy? jak się to wyda będę skończona. Co powiedzą o mnie w szkole? w mojej głowie panował chaos. Spojrzałam na matkę i wybuchłam płaczem. Jej oczy wydawały się martwe, zupełnie tak, jakby nie było w nich nawet cienia życia, za grosz uczuć.  
- Wyjdź! - krzyknęłam  
Ojciec popatrzył na mnie surowym wzrokiem, lecz ja nie zamierzałam z nim dłużej rozmawiać. Zawiódł mnie. Ukochany mężczyzna.wspaniały ojciec zawiódł mnie.  
- Saro! - upomniała mnie matka  
- No co? mam z nim jeszcze rozmawiać? on jest gejem mamo! Ma kogoś innego, sypia z mężczyzną! - powiedziałam z obrzydzeniem  
Ojciec spojrzał na mnie oszołomiony i wstał. Podniósł się z kanapy i bez słowa opuścił nasze mieszkanie. Zatrzymał się na chwile w drzwiach i spojrzał na mnie i na matkę.  
- Przepraszam - wyszeptał  
- Zaczekaj! Kochanie porozmawiajmy! - pobiegła za nim matka  
Spojrzałam na drzwi i nie mogłam uwierzyć jak głupia była moja matka. On ją zdradzał, sypiał z mężczyznami a ona przyjęła by go z otwartymi ramionami. Nie. Obiecałam sobie, że dopóki ja tu mieszkam on nie przekroczy tego progu, nie wróci ani do mojego serca, ani do naszego domu. Poczułam na ramieniu dłoń Damiana i uśmiechnęłam się do niego. Chociaż moje serce cierpiało, nie mogłam pozwolić na to, by widział w moich oczach łzy.  
- Saro - powiedział ściszonym głosem  
- Nie mów nic, wszystko gra - skłamałam  
Nie grało. Moja rodzina w jednej chwili posypała się, a ja straciłam ojca, który przecież był dla mnie ideałem. Teraz rozumiałam dlaczego tak nagle nie miał dla mnie czasu, rozumiałam dlaczego odpychał mnie i mamę. Zakochał się a w jego życiu zabrakło dla nas miejsca.  
- Dlaczego tak go potraktowałaś? nie sądzisz, że on na to nie zasłużył? - usłyszałam wkurzony głos matki  
- Nie zasłużył? nie rozśmieszaj mnie! zdradzał Cię! - wykrzyknęłam jej to w twarz  
Matka spojrzała na mnie z bólem w oczach i dała mi w twarz. Po chwili zorientowała się co zrobiła i z oczu popłynęły jej łzy.  
- Nienawidzę Cię! - wykrzyknęłam łapiąc się za piekący policzek  
Wybiegłam z mieszkania, nie zatrzymując się nawet na wołanie Damiana. Chciałam, pragnęłam pobyć sama. Nie mogłam uwierzyć jak to wszystko było możliwe. Czułam ból i nie rozumiałam tego co dzieje. Nie docierało do mnie to czego dowiedziałam się o własnej rodzinie. Zatrzymałam się dopiero, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem zbyt daleko od domu, by Damian mnie odnalazł. Nie wiedziałam jakim cudem go zgubiłam, ale było mi to na rękę. Nie musiałam słuchać jego pocieszających słów, nie musiałam znosić współczucia. Byłam skończona. Najchętniej skoczyłabym z mostu, ale mostu żadnego nie widziałam.  
- Co tu robisz sama? - zaczepił mnie jakiś chłopak  
Przyjrzałam się chłopakowi z bliska i dopiero po chwili go poznałam. Był uczniem mojej szkoły, chodził do klasy wyżej i miał na imię Mateusz.  
- Chyba poszłam za daleko - powiedziałam speszona  
- No chyba tak. przyłączysz się? - usłyszałam  
Pokazał mi grupkę chłopaków i uśmiechnął się. Wszystkich z nich znałam z widzenia z wyjątkiem jednego. Brunet, którego nie znałam był jakiś inny niż pozostali koledzy. siedział sam, nie pił piwa i grał na gitarze.  
- Powinnam wracać - powiedziałam  
- Daj spokój Mati ta panienka z nami nie pójdzie. Tchórzy! - zawołali jego koledzy  
Mateusz spojrzał na mnie wymownie, ale nie zareagowałam. Chciałam pokazać im, że nie jestem tchórzem, ale też bałam się. Przecież nawet za dobrze ich nie znałam.  
- Dajcie jej spokój! nie zna nas - wtrącił się jeden  
Dopiero po chwili rozpoznałam w nim tego nie znanego kolesia.  
- Chyba Ciebie - zaśmiali się  
Chłopak zawstydził się, a ja posłałam mu promienny uśmiech.Nagle usłyszałam za sobą czyjś głos, odwróciłam się i zobaczyłam Łukasza.
- Wszystko gra? - zapytał zatroskanym głosem  
- No Romeo przyszedł uratować swoją księżniczkę? - zaśmiał się Mati  
- Spadaj! - powiedziałam bez słowa odchodząc z przyjacielem  
Tak bardzo chciałam powiedzieć mu co się stało, ale zabrakło mi odwagi. Bałam się, że Łukasz mnie nie zrozumie.  



Siedziałam w pokoju przyjaciela i piłam czekoladę na gorąco. Łukasz usiadł obok mnie i spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem.  
- Powiesz mi co się stało? - zapytał  
- Chodzi o mojego ojca - powiedziałam, nie mogąc pohamować łez  
Łukasz milczał. Miałam dziwne wrażenie, że on o czymś wie, ale nie chce mi powiedzieć. Ne poganiał mnie, nie dopytywał, nie naciskał. Siedział obok mnie w ciszy, a ja byłam mu wdzięczna za to, że po prostu jest.  
- A jak tam z Wami? - zmieniłam szybko temat  
- Chyba Dobrze. Magda powiedziała, że chciałaby się ze mną jutro spotkać - przyznał  
- Rozumiem - powiedziałam zamyślona - Łukasz mogłabym się u ciebie zatrzymać? nie chcę dzisiaj wracać do domu - powiedziałam cicho  
- Dobrze wiesz, że tak- szepnął - Saro powiesz mi co się stało?- zapytał
- Mój ojciec jest gejem. Rozumiesz? gejem. Zdradzał mamę, odszedł - powiedziałam  
- Co boli Cię najbardziej? to, że odszedł, czy to, że jest gejem? - zapytał nagle  
Spojrzałam na Łukasza i nie potrafiłam odpowiedzieć mu na to pytanie. Chyba on jedyny znał mnie najlepiej, on jedyny zadał konkretne pytanie na które nie znałam odpowiedzi.  
- Chyba to, że odszedł. To, że go straciłam - przyznałam szczerze sama przed sobą  
- Saro twój ojciec Cię kocha -powiedział ściszonym głosem - Nie potępiaj go. Sądzę, że powinnaś się z nim spotkać i porozmawiać - szepnął  
- Tylko, że ja nie wiem, czy umiem z nim rozmawiać, nie wiem, czy chcę - przyznałam  
- A jak tam twoja mama? pomyślałaś o niej? - zapytał nagle  
Miał racje. Mama mnie potrzebowała i powinnam teraz być przy niej. Wypiłam czekoladę i postanowiłam wrócić do domu. Oczywiście nie sama bo Łukasz obiecał, że mnie odprowadzi. Tak bardzo cieszyłam się, że go mam.

Łukasz od zawsze był moim cichym aniołem stróżem. Zawsze był, gdy go potrzebowałam. Był, gdy coś szło nie tak i jakoś nie potrafiłam wyobrazić sobie mojego życia bez niego.Teraz też nie wiem, czy miałabym odwagę wrócić do domu, gdyby nie on. Nie chodziło o to, że szedł obok, nie. Po prostu to on uświadomił mi, że nie obwiniam ojca o jego orientację a o to, że rozwalił naszą rodzinę. O to, że nas tak po prostu zostawił. Spojrzałam na niego i po cichu weszliśmy do mieszkania. Chciałam by mama wiedziała, że może na mnie liczyć, że jestem obok niej. Już w progu zorientowałam się, że mamy gościa.  
- Ciesze się, że już nie musimy udawać - powiedział jakiś mężczyzna  
- Kochanie dobrze wiesz, że było to potrzebne. Przecież nie mogłam wywrócić życia naszej córki - powiedziała matka  
Zaraz zaraz naszej? czy ona powiedziała naszej?? Spojrzałam na zaskoczonego Łukasza a chłopak, jakby wyczuwając mój strach złapał mnie za rękę i przytrzymał. Gdyby nie on, wparowałabym do pokoju i chyba rozniosła cały dom.  
- Kiedy jej powiesz? - dopytywał się mężczyzna  
- Dopiero co rozstałam się z jej ojcem. Chyba nie myślisz, że teraz powiem jej prawdę? - spojrzała na niego kobieta  
- No nie, ale ja chcę już by dowiedziała się, że to ja a nie twój mąż jestem jej ojcem - powiedział  
Słowa wypowiedziane przez obcego mężczyznę dochodziły do mnie jakby z lekkim opóźnieniem. Spojrzeliśmy na siebie z Łukaszem i jakby czytając sobie w myślach wyszliśmy z mojego domu. Cały świat zawalił mi się kolejny raz. Z jednej strony miałam to, czego pragnęłam, bo nie byłam córką geja, ale z drugiej przecież to on mnie wychowywał, to jego kochałam. I to on na zawsze pozostanie moim ojcem.  
- Saro - powiedział czułym głosem Luk  
- Nic nie mów - poprosiłam  
Chciałam sama przetrawić tą myśl. Chciałam zastanowić się nad tym, czego podsłuchałam i nie potrafiłam. Rozpłakałam się wtulając się w ramiona przyjaciela.  
- Luk zabierz mnie - załkałam  
Nie pojechaliśmy do niego. Nie pojechaliśmy też do mnie. Chociaż poznawałam te krajobrazy, nie miałam sił by cokolwiek powiedzieć. Dobrze wiedziałam, że ryzykowaliśmy bo nie bywaliśmy tu latami. Nawet nie mieliśmy pewności, że nasza idealna oaza spokoju nadal tu jest a mimo wszystko jechaliśmy polną ścieżką i bez słowa podziwialiśmy zarośnięte zarośla, które dla nas były tak bardzo ważne.Posiadłość należała do Łukasza cioci i po jej śmierci nikt nie zaglądał do starej, zapuszczonej chatki. Kto chciałaby spędzić trochę czasu, odcięty od cywilizacji w jakieś opuszczone, starej drewnianej  
chatce? nikt o zdrowych zmysłach. Jednak nie liczni wiedzieli o niej prawdę. Niedaleko domku, jakieś kilka metrów dalej znajdował się staw, który był dla nas najpiękniejszym miejscem.Czasami przybywaliśmy tu w trudnych dla nas momentach, czasami też po prostu spędzaliśmy tu czas sam na sam popijając, jedno, czy dwa piwa i odpoczywając od problemów i trosk. Z czasem coraz rzadziej przyjeżdżaliśmy nad staw i prawie zapomnieliśmy o tym miejscu.  
- Wieki tu nie byłam - powiedziałam to bardziej do siebie niż do niego  
- No to księżniczko zafundowałem Ci długi weekend bez cywilizacji - zaśmiał się wchodząc do domku  
Widok był przerażający. Wszędzie panował kurz a okna były pęknięte. Ktoś musiał uderzyć w nie kamieniem, albo w czasie wiatru uderzyła w szybę jakaś gałąź.Cokolwiek to było musiało być na tyle silne, by zostawić małą, pękniętą kreskę na środku przezroczystej szyby. Na łóżkach brakowało kołdry i poduszek a w półkach oprócz  
pajęczyn i pająków nic się nie znajdowało. Najchętniej uciekła bym stąd gdzie pieprz rośnie, ale rana w moim sercu była na tyle silna, że dawała mi motywacje. Postanowiłam ogarnąć mieszkanie i zająć czymś ten umysł. Nagle, zupełnie przypadkiem poczułam na biodrze dłoń Łukasza i zadrżałam. Nie mogłam się ruszyć i poczułam na plecach przyjemny dreszcz. Dopiero po chwili zorientowałam się co robi. Z przodu moich spodni wyjął telefon i wyłączając go zaniósł do samochodu. Chciał kompletnie odciąć mnie od świata, ale mi to nie przeszkadzało. Zamknęłam oczy, próbując pozbyć się wspomnień.  
- Pamiętasz? - zapytał jakby kolejny raz czytał mi w myślach  
- Nie - skłamałam  
Pamiętałam wszystko aż za dobrze. Każdy nasz pocałunek, jego dotyk, wypity alkohol i naszą upojną noc.  
- Saro ja nie chciałem by tak wyszło - przyznał  
Odwróciłam się i spojrzałam na szybę, nie potrafiłam w tej chwili patrzeć na niego jak na przyjaciela. Nie potrafiłam udawać, że wszystko gra.  
- Nie wracajmy do tego - błagałam  
Jednak on chyba kuł żelazo dopóki gorące, bo coraz bardziej drążył zapomniany przez nas temat. Błędy młodości i skrywane cicho nadzieje. Sama dziwiłam się, że po tym co wydarzyło się kiedyś między nami, my nadal jesteśmy idealnymi przyjaciółmi i z każdym rokiem nasza przyjaźń była coraz bardziej silniejsza a wydarzenia z tamtych lat,  
starałam się wymazać, zapomnieć.  
- Łukasz proszę Cię. Zrozum wszystko mi się wali, a ja nie chcę teraz o nas myśleć - przyznałam szczerze  
- Ja naprawdę Cię kochałem. Nie chciałem Cię zranić uwierz mi - powiedział podchodząc bliżej mnie  
Nasze usta były niebezpiecznie blisko siebie, a ja przewidywałam to, co może się stać. Nie chciałam znów popełnić tych samych błędów, tym bardziej teraz, gdy nasza więź byłą tak silna. Nie przeżyłabym, gdyby z powodu jednej, czy dwóch wspólnych nocy zepsuło się to, co przez lata budowaliśmy, gdybym go straciła. Łukasz chyba czuł to samo, bo chociaż w jego oczach znajdował się wielki ból, wycofał się. Przytulił mnie tak mocno, jakby zaraz miał skończyć się świat i po chwili wyszedł. Chociaż nic nie mówił, domyśliłam się, że pojechał po coś do jedzenia. Najgorsze było to, że nie zostawił mi komórki i gdyby cokolwiek się teraz stało, nie zawiadomiłabym nikogo. Jednak co miało się stać? byłam sama w opuszczonej latami chatce a w telefonie i tak nie było by zasięgu. Usiadłam na łóżku i poczułam się tak bardzo zmęczona, że nie wiem kiedy zasnęłam.

Ze snu zbudziło mnie czyjeś łażenie po mojej prawej nodze. Otworzyłam oczy i zleciałam z łóżka. Nie wiem jak to zrobiłam, ale chyba ze strachu straciłam równowagę i runęłam jak długa na deski, które były położone na podłodze. Obok mnie biegał pająk, a ja piszczałam na cały domek.  
- Łuukasz! - krzyknęłam na całe gardło  
Chłopak przyleciał do mnie, nie wiedząc co się stało.  
- Łukasz zabierz to stąd! - wydarłam się  
- Ale co? - zapytał oszołomiony chłopak  
- No to! - krzyknęłam pokazując na małego przestraszonego pająka.  
Po chwili Łukasz siedział przy stole z pająkiem na ręce, a ja spojrzałam na niego jak na głupka. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje i sama zaskoczona byłam swoją nerwową i wybuchową reakcją, bo przecież nigdy dotąd nie bałam się pająków. Jednak teraz tyle działo się w moim życiu, że z całą pewnością bałabym się nawet, własnego cienia.  
- Długo spałam? - zapytałam wciąż trzymając Łukasza na dystans  
- Nie wiem. Ja wróciłem godzinę temu - powiedział rozbawiony - Wiesz jest głupia sprawa - powiedział zakłopotany  
- Jaka? - szepnęłam wystraszona  
- Chodzi o twój telefon. Nie wiem jakim cudem zgubiłem go -powiedział przepraszająco  
Spojrzałam na niego spod łba, udając obrażoną. Łukasz spojrzał na mnie miną zbitego psa, a ja roześmiałam się.  
- Daj spokój. Kupie sobie nowy - powiedziałam uśmiechając się do przyjaciela  
Po chwili chłopak wyniósł na dwór pająka, a ja zaczęłam przygotowywać nam kolację. Postanowiliśmy dzisiejszej nocy tu zostać a jutro rano wrócić do miasta. Przecież nie mogliśmy ukrywać się wiecznie. Dziesięć minut później, podałam pod nos mu kanapki i zaczęliśmy zajadać. Nie wiem, czy za sprawą snu, czy nie zjedzonego śniadania, ale byłam strasznie głodna. Usiadłam po turecku na łóżku i patrzyłam się na ubrudzoną masłem twarz przyjaciela. Wyglądał jak mały, pobrudzony chłopczyk i to dodawało mu uroku.  
- Jest tylko jedno łózko - szepnął po skończonej kolacji  
- No wiem. Nie będę chamem i prześpimy się razem - powiedziałam rozbawiona  
Łukasz uśmiechnął się szeroko, a ja w niego rzuciłam poduszką.  
- A już się bałem, że przyjdzie spać mi w aucie, lub na podłodze - powiedział rozbawiony  
- nie podsuwaj mi pomysłów kochany - powiedziałam zamyślona  
Wiatr za oknem nasilał się, a ja mocniej opatuliłam się kocem. Nie miałam pewności, ale przeczuwałam, że w nocy przyjdzie jakaś burza, albo silny wiatr. Jedno i drugie było dla nas bardzo niebezpieczne, tym bardziej teraz. Nagle zobaczyliśmy błysk i zapiszczałam. Łukasz przyszedł obok mnie i mocno wtuliłam się w jego ramiona.  
Znów się zabłysło a kilka minut później usłyszeliśmy grzmot. Zamknęłam oczy i jeszcze mocniej wtuliłam się w ramiona przyjaciela.  
- Dziękuje - szepnęłam patrząc mu prosto w oczy  
Łukasz spojrzał na mnie zaskoczony i chciał coś powiedzieć, ale znów się zabłysło.  
- Ja chce do domu! - krzyknęłam przestraszona  
- Chodź! - powiedział pociągając mnie za rękę  
W pośpiechu zabraliśmy nasze rzeczy i poszliśmy do samochodu. Wiatr szalał nie ubłagalnie, a ja co chwile czułam mocniejszy podmuch wiatru.  
- Nie chce jechać do domu! - powiedziałam głosem rozkapryszonej dziewczynki  
- A kto powiedział, że jedziemy do domu? po drodze widziałem tu mały pensjonat. Tu się przenocujemy a rano zdecydujemy - powiedział poważnym głosem  
Wizja spędzonej nocy w czystym i wygodnym łóżku była na tyle kusząca, że nawet się nie odezwałam. Marzyłam o zjedzeniu czegoś ciepłego i położeniu się w łóżku bez pająków. Chociaż miałam cichą nadzieje, ze wynajmiemy jeden a nie dwa pokoje, bo nadal szalała burza, teraz było mi wszytko obojętne. Na tą jedną noc nie musiałam przejmować się tym, co powiem mamie, ani tym, że będę musiała ją oglądać. Wciąż nie wierzyłam w to, czego podsłuchałam i byłam przestraszona i zaskoczona jednocześnie. Chociaż moim ojcem na zawsze będzie ten co mnie wychowywał, świadomość życia w kłamstwie bardzo bolała. Chociaż tak bardzo starałam się nie płakać, trudno było mi się pohamować.  
- Saro - usłyszałam czuły głos przyjaciela  
Chłopak zjechał na pobocze i odpinając pasy, przytulił mnie. Jedną dłonią złapał mnie za brodą, a ja spojrzałam mu głęboko w oczy  
- Nie płacz- szepnął  
- Staram się, ale nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć. Jak mam spojrzeć im w oczy?- zapytałam  
Łukasz nic się nie odezwał. Wiedziałam, że nie wie co mi poradzić, dlatego milczy.Zawsze tak robił i za to go lubiłam. Chociaż może to było już coś więcej? Nie miałam takiej pewności. Kilka minut później podjechaliśmy pod pensjonat i zobaczyliśmy młoda kobietę. Zamówiliśmy jeden pokój, bo tylko tyle było wolnych i poprosiliśmy o coś do picia. Obiecali przynieść nam do pokoju a Łukasz za nas zapłacił. Nie chciałam by to robił, ale on się uparł i stwierdził, że nie pozwoli bym wydawała kasy, której co tu kryć nawet przy sobie nie miałam.  
- Dziękuje - szepnęłam kładąc się wielkim, mięciutkim łóżku  
- Nie znajdziesz tu pająków - zaśmiał się luk, przypominając sobie mój pisk  
Dla żartów rzuciłam w nim poduszką a on udał, że go to zabolało. Leżałam na łóżku rozmyślając, a po chwili poczułam na udach dłoń przyjaciela. Spojrzeliśmy na siebie, wciąż nic się nie odzywając.  
- Saro jeszcze raz Cię przepraszam - powiedział ze smutkiem w oczach  
Do pokoju weszła młoda kobieta, przynosząc nam ciepłą herbatę i butelkę wina. Podziękowaliśmy i zostawiła nas samych.  
- Za co wypijemy? - zapytałam otwierając wino  
- Za przyjaźń - powiedział ze smutkiem w oczach  
- Za przyjaźń i za nasze szczęście - dodałam wlewając nam do kieliszka wino(...)  


Godzinę później butelka leżała na ziemi pusta a mi zaczęło szumieć w głowie. Leżałam na łóżku, opierając głowę o kolana Łukasza i patrzyliśmy na siebie. Wszystkie skrywane, przez lata uczucia w jednej chwili wróciły, a ja marzyłam tylko o tym, by móc go pocałować.  
- Pamiętasz nasze poznanie? - zapytał leżąc obok mnie na łóżku  
- Tak - powiedziałam zamyślona  
Nagle podniósł się i przybliżył swoje usta do moich. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, czułam już jego warki na swoich.Pocałunek był długi i namiętny, a ja nie potrafiłam już przestać. Przegraliśmy, wszystko w to co wierzyliśmy, o co walczyliśmy w tej chwili było już nie ważne. On zrobił jeden krok, a ja go nie zatrzymałam i nie było już dla nas odwrotu. Mieliśmy tylko dwa wyjścia, poddać się i zawalczyć o szczęście, albo stracić się na zawsze. Nic więcej nie wchodziło w grę.  
- Nie - powiedziałam uświadamiając sobie co robimy  
Jednak byłam zbyt słaba a uczucie zbyt silne. W tej chwili bałam się tylko jednego, nie chciałam go stracić. CDN

agusia16248

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3737 słów i 19616 znaków, zaktualizowała 15 cze 2015.

2 komentarze

 
  • Pjjjoonaaa

    opowiadanie jak zwykle swietnie. Ciesze sie ze znow napisalas,ale teraz prosze nie trzymaj nas w niepewnosci tak dlugo i pisz czesciej a nie po kilku tygodniach.

  • volvo960t6r

    Cudowna część...