Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz. 8

– Wiedziałem, że bardzo ci zależy na rodzicach. Wiedziałem, gdzie jest bomba. Skierowałem tam ciebie, bo inaczej oni mogliby tam się również znaleźć.
– Co powiedziałeś! Oni mogli zginąć?
– Zrobiłem, co mogłem. Wiedziałem, co chcesz kupić Danielowi. Uszanowali to, w jakim będziesz sklepiku i czekają w tym miejscu, gdzie ich zostawiłaś. Aria chciała mu kupić spinki właśnie w tym samym sklepie gdzie kupiłaś koszulę dla Daniela...
Patrzyłam na jego cudne oblicze. Nie był typem pięknej lalki. Cóż, z pewnością sam Stwórca go stworzył. Każda, z pewnością każda kobieta nie mogłaby się oprzeć urokowi jego twarzy, spojrzenia i całej postaci. Tyle że ja nie byłam każda. Nie odczuwałam jakiś specjalnych reakcji na jego widok. Był przystojny, tego nie mogłam nie dostrzec.  
Cóż, nie mogłam mu nie dać kolejnego punktu. Widziałam, że się stara. Chłop. Czy on był chłopem, tego nie wiedziałam? Był pewnie kimś takim jak anioł. Miałam tyle pytań. Chciałam jednak zobaczyć mamusię i Daniela. Chciałam wysłać wiadomość Sarze, że nic mi nie jest. Nie chciałam być płytka i tylko przekazać  mu, że zdobył kolejny punkt. Dlatego zrobiłam to, co zwykle robiłam, kiedy Daniel zapunktował. Oczywiście była ogromna różnica miedzy Abhisem a Danielem. Daniel był moim ojcem i to, co zamierzałam zrobić teraz było kompletnie innego rodzaju niż kiedy robiłam to samo Danielowi. Podeszłam do Abhisa i pocałowałam go w policzek. Ostry zarost kuł moje wilgotne wargi, ale odebrałam to jako elektryzujące, cudowne i poczułam ten sam rodzaj odczucia, kiedy widziałam rodziców podczas ich delikatnych pocałunków, tylko moje odczucie teraz znacznie przewyższało tamte. Daniel był moim ojcem i był mężczyzną mojej mamy. Natomiast Abhis miał być moim. Czułam, że dobrze mu idzie, ale nie zamierzałam tak szybko oddawać mu serce. W końcu byłam kobietą. Może trochę inną niż inne, ale z pewnością kobietą. Wiedziałam, że nie będę robić jakichś gierek, ale w końcu całość tego wszystkiego zapowiadała się ciekawie. 
Skąd powstała fama, że śmierć jest zimna? Abhis był gorący. Nie jak piec, ale z pewnością ciepły w ten najbardziej oczekiwany sposób. Musiałam się dowiedzieć, skąd ma to ciało. Z pewnością nie pożyczył go, jak w filmie Joe Black, bo bym mu nie darowało oszustwa. Jak już miałam mieć faceta, to autentycznego, nie żadnych chińskich podróbek!  
Dostrzegłam, że zmienił się lekko na twarzy. Cholera, ale był przystojny! Czyżby się zawstydził? Nie, to chyba było coś innego.
– Dziękuję – szepnął.
Poczułam powiew jego wydechu. Znowu jakieś bzdury, że śmierć cuchnie. To była mięta z czymś jak powiew świeżego powietrza znad oceanu. Przeszył tym całe moje jestestwo. Pożałowałam, że mam czternaście lat. Szybko przyszła konkluzja. Odczułam to jako fantastyczne. On nie zrobił nic, to ja zaczęłam. Nie mogłam sobie odmówić następnych prób poznania go od tej strony, ale oczywiście musiałam go najpierw poznać, jaki jest w środku. Naprawdę to, że mnie wybrał, nie miało znaczenia. Jeżeli chciał zdobyć moje serce, to musiał postępować identycznie jak Daniel. Identycznie, ale kompletnie inaczej. Abhis nie był moim ojcem i może o tym nie myślał i nawet nie wiedział, ale działał na mnie. I to jak!
– Dobrze, to ja znajdę się w jakiejś bezpiecznej odległości od miejsca tragedii. Tylko mamy kłopot. Mnie się nic nie stało, ale koszule diabli wzięli – spojrzałam na niego.
Przez ułamek chwili pomyślałam o tym co palnęłam, o tych diabłach. Coś podskórnie czułam, że poświaty to waśnie miejsce, gdzie przebywały te niezbyt sympatyczne istoty zwane demonami.
– Kupisz drugą. Mówiłaś, że materialne sprawy nie mają znaczenia.
– Masz rację, to było niedojrzałe, w jaki sposób się zachowałam. Tam zginęli ludzie. Czy w tej chwili nikt nie umiera?
– Jesteśmy poza czasem, już ci mówiłem. Wiem, co masz na myśli. Nie możemy się znaleźć nigdzie, przed wybuchem. Mogę zatrzymać czas, lecz nie mogę go cofnąć. To może tylko mój Pan.
– Chodzi mi o to, że jesteś tu. Co z Afryką? Europą? Z całym światem. Pytam, czy w tej chwili nikt nie umiera.
– Rozumiem. Jestem wszędzie jednocześnie. To ciało, to moje prawdziwe ciało, tamte to awatary. Oczywiście mogę być wszędzie jak teraz, ale jestem taki teraz tylko dla ciebie. Jednak jeżeli chodzi ci o konkretny moment, to nie. Nikt teraz nie umiera, bo trwamy poza czasem i tam zatrzymałem czas.  
– Powiedziałeś, że znasz moje myśli. To nie fair. Nie życzę sobie tego. Nawet gdybyś chciał, bym w zamian znała twoje. Tak się nie bawimy. Możemy to wszystko robić jak ludzie?
– Xsandu, ty czasem wiedziałaś, co pomyślała mama czy Daniel.
– W tym sensie zgoda, jednak żadnych zaglądań do umysłu. Zrobiłeś taką dziwną minę, kiedy wspomniałam diabła. Dlaczego?
– Ludzie myślą, że działamy wspólnie. Ja pracuje dla Pana i jestem mu posłuszny. Oddany i posłuszny. Gdyby to ode mnie zależało z radością, zabrałbym jego dech życia, niestety nie mogę. Aniołowie nie mają dechu życia. Są tego samego rodzaju jak Bóg.
Spieszyło mi się zobaczyć rodziców i Ethana, ale chciałam wiedzieć. Ile rzeczy jeszcze! Musiałam o to zapytać.
– Miałeś kiedyś z kimś kłopot?
– W sensie pracy?
– Aha.
– Jak dobrze znasz Biblię?
– Nie tak dobrze. Wierze w Boga, ale nie zamierzam niczego zmieniać w sobie.
– Nie o to chodzi. Pytałaś. Był taki jeden. Kain. Bóg mu dał znak. Nie mogłem go ruszyć.
– Mówiłeś, że ty tylko odbierasz dech życia.
–Tak, pytałem Pana, dlaczego jemu nie odbiera.  
– Pewnie dlatego, że jest dokładniejszy niż ty i ja. Dał mu znak, to sam go honorował. Kain żyje?
– Zginął w potopie. Tamci ludzie zginęli z ręki Boga.
– Aha, nie wiedziałam. Coś słyszałam o sądzie. Czyli oni wszyscy już są skreśleni?
– Tego nie wiem. Pan jest sprawiedliwy. To jego działka. Ja...
– Wiem, odbierasz dech życia. Słuchaj Abhis. To ustalmy coś wstępnie. Mam czternaście i na pewne sprawy musimy poczekać.
Widziałam, że oczy zrobiły mu się większe, czyli miałam rację. Facet!
– O ile zdobędziesz moje serce, to zrozumiałe. Chciałam powiedzieć coś innego. Mam rodziców, chodzę do szkoły. Rozumiesz. Lekcje, zakupy, obiady. Nie będziesz tak sobie wchodził do mojej sypialni. Masz pukać, jak Daniel. Czy to jasne?
– Oczywiście, Xsandu. Ja nie patrzyłem...nigdy. Wierzysz?
– Jestem, czuła na szczerość. Raz mnie oszukasz i koniec. Definitywny.
– Ależ coś ty! Ja nie jestem człowiekiem. Nie kłamię.
– To dobrze. Ja jestem i czasem mogę...niechcący.
– Rozumiem. Mówiłaś coś o szkole. Pan cię wybrał do pewnych celów. Z tego co wiem, to raczej nie będziesz miała czasu się uczyć. Coś mi się obiło o uszy...
– Będę działać, to wiem. Ja sądzę, że nie do końca wiesz, o czym mówisz. Skoro mówisz, że ja mogę do Niego mówić, to pewnie będę, kiedy zajdzie potrzeba. Skoro mi nie dał wytycznych przy tym Rogerze i Franku, to pewnie mi nie da i przy innych.
– Tego nie wiem. Dowiem się i ci przekażę. Kiedy się znowu zobaczymy?
– Da znać. Trzymam cię za słowo. Nie wchodzisz do mojej sypialni bez pukania i absolutnie do łazienki. Dam znać kiedy się widzimy, chyba że zajdzie potrzeba, to wówczas zobaczymy się i tak. To do zobaczenia.
– Do zobaczenia, Xsandu.
Popatrzył na mnie takim wzrokiem... och. Musiałam zresetować moje nastawienie. Nie chciałam, by jego wygląd zmieniał moje postanowienia.  
Znalazłam się dobre trzydzieści metrów od miejsca wybuchu. Panowała panika. Ludzie krzyczeli, płakali. Straszne. Oczywiście tak tego nie odbierałam. Wiedziałam, że to się stało. Musiałam jak najszybciej odnaleźć rodzinę. Komórka działała. Zadzwoniłam do mamy.
– Chwała Bogu. Nic ci nie jest?
– Jesteście tam, gdzie mieliście czekać?
– Daniel poszedł cię szukać.
– Zadzwoń do niego, mamusiu.
Nastąpiła chwila ciszy.  
– Ty zadzwoń, kochanie. Nawet nie wiesz, jak on cię kocha.
Chyba jednak wiedziałam.
– Dobrze, zadzwonię. – odrzekłam spokojnie.
Zrobiłam to i po chwili odebrał.  
– Tata?
– Och, kochanie. Jesteś cała. Miałaś być w tym sklepie...
Co miałam zrobić? Nie mogłam go oszukać.  
– Gdzie jesteś. Wróć do mamy i ja tam dotrę za minutę.
Patrzyłam na ludzi. Panika jest najgorsza. Społeczeństwo amerykańskie przeżyło już wiele. Jedenasty września, zamach w Oklahomie, wielokrotne strzelaniny w szkołach i innych miejscach. Po dwóch minutach byliśmy razem.
– Dobrze, że zaparkowałeś na zewnątrz, tatusiu. Pewnie będą kłopoty z wyjazdem z podziemnego garażu.
– Gdzie byłaś, jak się to stało? – zapytał mnie, patrząc mi w oczy.
– Tam.
Zobaczyłam jego oczy, a potem mamy. Ethan jeszcze nie łapał tak dobrze.
– Wszystko opowiem w domu, jednak teraz muszę pomagać. Poczekajcie w samochodzie.
– W czym chcesz pomagać?
– Mogę komuś dać siłę życia. Powiedziałam, że wszytko opowiem, co będziecie chcieli wiedzieć. Muszę odnaleźć jedną panią w ciąży. Poczekajcie w samochodzie.
– Nie będzie więcej wybuchów?
– Nie sądzę. Zapomniałam zapytać A... – na szczęście nie wymieniłam jego imienia.
– Zapytać? Kogo zapomniałaś zapytać?
– Danielu, zabierz mamę i Ethna do samochodu. Mam coś do zrobienia. – powiedziałam to jakoś inaczej i od razu wiedziałam, że nie będzie więcej pytać.
Zostawiłam ich, bo każda chwila była droga. Znalazłam się blisko miejsca wybuchu. Policja jeszcze nie przybyła, minęło dopiero może pięć minut od wybuchu. Kobieta, którą uratowałam, siedziała na ławeczce i miała strach w oczach. Trzymała się za brzuch. Podeszłam do niej
– Wszystko dobrze, proszę pani?
– Moja dziewczynka. – dostrzegłam strach w oczach i odczułam to samo z całego jej jestestwa. Matka obawia się zawsze najwięcej o swoje dziecko, to naturalne.
Bez pytania położyłam dłoń na jej brzuchu.
– Jest wszystko dobrze. Teraz już tak.
Ona spojrzała na mnie dłużej.
– Czy to ty? Tak, to ty! Wypchnęłaś mnie! Znalazłam się z dziesięć metrów od zniszczeń. Sądziłam, że to wybuch mnie wyrzucił, ale to ty. Gdyby to był wybuch, to by mnie tu nie było. Ale ty? Skoro zostałaś tam to, w jaki sposób jesteś tutaj? Tam jest kupa gruzu?
– Jak ma pani na imię? – zapytałam spokojnie.
– Daria. Daria Simpson.
– Twoja dziewczynka jest w porządku. Był mały problem, ale jest już dobrze.
– Właśnie poczułam. Ty masz coś w sobie. Jak wiedziałaś?
– Mam pewne dary. Poczułam ułamek wcześniej. Proszę cię Dario, nie mów nikomu. Nie chcę rozgłosu. Jedź do domu.
– Nie muszę jechać do szpitala?
– Nie. Wszystko jest dobrze. Urodzisz w terminie.
Zostawiłam ją nieco zaszokowaną. Tak naprawdę, był problem. Nie moja akcja, ale strach to spowodował. Dziecko było w porządku. Nie kontrolowałam ruchu, ale wiedziałam, że nie robię jej krzywdy, kiedy ją odepchnęłam. Musiałam się nauczyć rozróżniać, a może to nie zależało ode mnie? Nerwy spowodowały skurcz. Skurcz uszkodził coś w błonie i przy następnym ruchu odeszłyby wody. Byłyby poważne komplikacje, bo dziecko ułożone było w bardzo złej pozycji. Miła termin za siedemnaście dni. Znowu, skąd to wiedziałam? Odebrałam to w momencie dotknięcia jej brzucha. Podeszłam do ludzi, którzy gołymi rekami odsuwali betonowe kawałki, które mogli ruszyć. Oceniłam sytuację. Znowu wiedziałam, że pod gruzami jest siedem osób i zginą w ciągu godziny jeżeli nie dostaną ratunku. Dwoje umrze w przeciągu minuty. Tylko co będę mogła zrobić?  
– Abhis – powiedziałam cicho.
Znowu znalazłam się w zaświatach. Może nie wszystkie wyglądały tak dobrze. Może ta część zaświatów była specjalna? Nie było tu ciemno ani zimno.  
– Tak, Xsandu?
– Chcę uratować tych siedem osób. Zanim przyjdzie pomoc, oni umrą. Mogę odrzucić te kamienne bloki, ale wtedy ludzie będą wiedzieli, że to ja. Co proponujesz?
Uśmiechnął się miło. Znowu nie mogłam sobie odmówić podziwiania jego twarzy. Skoro taką miał, to pewnie reszta ciała nie była gorsza. Nie chciałam myśleć o reszcie. Od razu przeszła mi myśl. Dwa lata. Tylko czy wytrzymam tak długo? Dwa? Czyli nie zaczekam do osiemnastki? Byłam dość rozwinięta umysłowo i duchowo. Cieleśnie wszystko było w porządku. Oczywiście, wiedziałam, że nie osiągnęłam jeszcze dorosłej postaci.  
– Nie bardzo rozumiem? – zapytałam.
Znowu w mig pojęłam coś dziwnego. Przecież on nic nie powiedział! A jednak coś mi przekazał, mianowicie to, że będę wiedziała co zrobić, że wiem co zrobić!
– Musisz zrobić to bardzo szybko. Wiesz, jak szybko rejestruje oko?
– Jedna szesnasta sekundy. Są pewnie kamery. A jak zbadają klatka po klatce?
– Zasłoń twarz albo uszkodź kamery. I zrób to jeszcze szybciej. Możesz. Poczuj swoje możliwości. 
– Zapomniałam zapytać. Są jeszcze jakieś inne bomby?
– Tu nie.
– Czyli coś wiesz.
– Nie mogę zdradzić, nawet za cenę naszej relacji. Zrozum.
– Jak mam walczyć ze złem, jak nie wiem gdzie to zło?
– Możesz pytać. To jest między tobą a Bogiem. Ja cię tylko obserwowałem.
Podjęłam decyzję. Wiedziałam, że czas nie płynie, ale ja jakoś go odczuwałam.  
– Dobra, zasłonię twarz. Masz jakieś ciuchy? W tych mnie może ktoś skojarzyć.
– Mam pełno. Wspomniałem. Nie chciałem ci o tym mówić, bo powiedziałaś, że materia cię nie interesuje. Mam dom, ogród.
Uśmiechnęłam się.
– Ogród Śmierci?
Lubiłam, jak się złości.
– Kolejne kłamstwo o mnie. Wiem, co masz na myśli. Uschnięte drzewa, kwiaty i tak dalej. Pokażę ci... kiedy zechcesz.
– Wierzę. Potrzebuję ubrania.
– Jedna chwilka. Zaraz wracam.
Nie było go ułamek chwili. W miejscu, gdzie nie płynie czas, ułamek chwili może być wiecznością. Facet nigdy nie powinien zostawiać swojej wybranej. Czyżby Abhis zapomniał, że nie jest jedyną istotą duchową w tym rejonie. W tej samej chwili kiedy zniknął, by mi przynieść inne szatki, natychmiast pojawił się inny przystojniak.  
Jeżeli Abhis wyglądał elegancko i nowocześnie, to tamten drugi przypominał kogoś z bajek. W pierwszej chwili pomyślałam, że to Daniel. Postawny blondyn o nie mniej piękniejszych oczach niż Abhis. Opalony, ale nie zbyt mocno. Szatę miał jak jakiś szejk z Arabii. Naszyjnik, trzy sygnety i z dwa kilo złota i różnych kamieni. Biła od niego taka jasność!
– Witaj Xsandu, piękniejsza od zorzy. Jestem Azazel, anioł światła.
– Miło mi. Jestem raczej wierna – powiedziałam to, bo od razu wyczułam, że temu raczej romantyczne miłostki nie w głowie, tylko coś zupełnie innego świtało w jego pięknym łebku, zdobnym w ciężkie pukle lekko falistych złotych włosów.
Biła od niego taka męskość, że bez urazy, Abhis wydawał się przy nim mało atrakcyjny.
– Spotkamy się innym razem. – szepnął tak zmysłowo, że aż poczułam słabość w kolanach.
Musiałam przymknąć oczy, bo poraził mnie blask tysiąca słońc. Przestawiłam się momentalnie na normalne odbieranie obrazów. Nie wiedziałam, że tak mogę. To nie wybuchła Supernowa, ani nawet nie był to jakiś ogromny piorun, tylko Abhis przywalił mu z piąchy w jego cudne lico. Ale ponieważ trafił swój na swego, to pewnie nic wielkiego mu nie zrobił. Azazel zniknął, a Abhis hamował wzburzenie.
– Co ci powiedział?
– Domyślam się, że to był sam Lucyfer. – uśmiechnęłam się, ale widocznie mój uśmiech nie za bardzo spodobał się mojemu przyszłemu chłopakowi.
– Spróbował cię zbałamucić?
– Hola! Za kogo mnie masz, co? Myślisz, że jak mam czternaście to tobie nie dałam, a polecę na jego piękne oczy?
– Przepraszam – zreflektował się szybko. – wiedziałaś, kto to jest?
– Cóż, nie czytałam dokładnie tej książki, ale coś słyszałam o aniele światłości. Nie masz doświadczenia z kobietami, o czym już wspomniałam, więc w wolnych chwilach proponuje poczytać coś o związkach. Zaufanie jest podstawą. Ten gość jest sprytny jak wąż, ale gwałtu by się nie dopuścił. A ja nie jestem znowu taka głupia, a już na pewno uczciwa. Co prawda był ponętny i wiele panienek by na niego poleciało, ale trafiła kosa w kamień. Często ci wchodzi w drogę?
– Nigdy. Tylko dlatego, że jesteś w zaświatach miał do ciebie dostęp w swojej postaci. Wybacz, że cię zostawiłam.
– Pilnuj mnie na drugi raz. Nieźle mu przywaliłeś.
– Nie mam tyle mocy co archanioł Michał. Przyjdzie kres na tego drania.
– Czy ta książka nie mówi, że i ciebie wrzucą do jeziora ognia?

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 2983 słów i 16950 znaków, zaktualizował 26 kwi o 1:44.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto