W objęciach światła – rozdział 9

W objęciach światła – rozdział 9Hayley

Wróciłam do domu z motylkami w brzuchu. Boże, prawie się całowaliśmy. Na samą myśl, co by było, gdyby nie przeszkodził nam piekarnik, robiło mi się gorąco. Może nie zniszczyłam wszystkiego, tak jak sądziłam. Może była jeszcze szansa. Miałam dobry humor i wreszcie pierwszy raz od dawna chciało mi się rysować. Usiadłam przy biurku z uśmiechem na ustach i siedziałam do późna, nie mogąc przestać szkicować. Byłam szczęśliwa, bo pierwszy raz od dawna poczułam się jak kiedyś. Jak dawna ja.
Bałam się, że to uczucie minie, kiedy wstanę następnego dnia, ale ku mojemu zdziwieniu nic takiego się nie stało. Byłam jak w transie, odrywałam się od rysowania tylko, żeby wyjść z Milo, albo zrobić Willowi obiad, który z nim normalnie jadłam, a nie dłubałam widelcem z gulą w gardle. Taki stan utrzymywał się przez kilka dni, co bardzo mnie cieszyło. Skontaktowałam się nawet z wydawnictwem, ale okazało się, że zatrudnili nowego grafika na moje miejsce. Chyba nie byli z niego lub niej do końca zadowoleni, bo dostałam zlecenie zaprojektowania okładki najnowszej książki autorki, z którą kiedyś już współpracowałam. Już bałam się, że mi podziękują za współpracę, ale widocznie podobały im się moje prace. Nie mogłam teraz nawalić i miałam nadzieję, że zarówno ja, autorka i wydawnictwo będziemy zadowoleni z efektu końcowego. Chciałam napisać do Nicka, bo już tęskniłam, ale wiedziałam, że spotkanie z nim mnie rozproszy, więc obiecałam sobie, że zrobię to, jak skończę to zlecenie. Miałam dodatkową motywację do pracy.
Na początku szło mi trochę opornie, bo dawno tego nie robiłam. Szkicowanie bez celu to jednak nie było to samo. Musiałam sobie przypomnieć, gdzie w programie graficznym niektóre opcje się znajdowały, a kiedy już mi się to udało, czułam się, jakbym wcale nie miała tak długiej przerwy od pracy. Byłam w stałym kontakcie z autorką i wysłałam jej kilka projektów, żeby wybrała jeden z nich. Potem musiałam go tylko dopracować. Było mi łatwiej, bo poprzednie okładki, które dla niej robiłam były w podobnym stylu i wiedziałam, co jej się podobało. Jak na pierwsze zlecenie po przerwie, byłam zadowolona, kiedy skończyłam. Autorka oraz wydawnictwo również, więc kiedy tylko zaakceptowali okładkę, z radością wzięłam telefon do ręki i napisałam wiadomość do Nicka:
HAYLEY: Hej. Chciałbyś się spotkać na kawie?
Minęły może dwie sekundy, kiedy dostałam wiadomość, która na pewno nie była odpowiedzią na mojego smsa:
NICK: Hej, chciałem Ci tylko powiedzieć, że zjadłem już całe ciasto i chyba wypadałoby popić je kawą. Co Ty na to?
Uśmiechnęłam się szeroko do ekranu.
HAYLEY: Bardzo chętnie, zwłaszcza, że przed chwilą sama to zaproponowałam :) Kiedy i gdzie?
NICK: Najwidoczniej myślimy tak samo. To zależy, czy chcesz położyć się na super dużej i super wygodnej kanapie, czy złapać trochę słońca.
HAYLEY: Kanapa brzmi kusząco, ale chyba chciałabym złapać trochę słońca.
NICK: To bądź u mnie za pół godziny.

Pół godziny? Nie zdążę się nawet pomalować.
HAYLEY: Nie wyrobię się. Jak się spóźnię piętnaście minut to będziesz bardzo zły?
Czekając, aż odpisze, już wyciągałam kosmetyki i zaczęłam się malować, jednocześnie myśląc, co założyć.  
NICK: Chyba będziesz musiała sama się przekonać.
Pomalowałam się w rekordowym czasie, ale nadal nie wiedziałam, co ubrać. Był czerwiec i nareszcie temperatura pozwalała na założenie letnich ciuchów. Wygrzebałam z szafy długą, zwiewną spódnicę z rozcięciem na boku i jasny top na ramiączkach. Zaczęłam przeszukiwać pudła w poszukiwaniu sandałów, ale ich nie znalazłam, więc założyłam białe trampki. Złapałam mały plecaczek, który leżał na wierzchu, wsadziłam do niego portfel i to samo chciałam zrobić z telefonem, gdy zobaczyłam, że dostałam kolejne zlecenie. Uśmiechnęłam się zadowolona, bo nie spodziewałam się tego w tak krótkim czasie. Postanowiłam zostawić to na jutro. Teraz w głowie i tak miałam tylko Nicka. Przejrzałam się jeszcze w lustrze, poprawiając włosy i wyszłam z domu.
Gdy stanęłam pod drzwiami kawalerki Nicka, byłam spóźniona dziesięć minut. Zapukałam, mając nadzieję,  że jednak nie będzie zły. Otworzył mi ubrany w trampki, krótkie białe spodenki i niebieską koszulkę. Prawie westchnęłam.  
Musiał być taki przystojny i tak bardzo w moim typie?
— Spóźnienie dziesięciominutowe, ale jeszcze pięć minut zapasu. Co ja mam z tym zrobić? — rzucił żartobliwym tonem, ale widziałam jak przesunął wzrokiem po moim ciele.
— Nie mam pojęcia. A co chcesz z tym zrobić?
— Zamierzałem ładnie się z tobą przywitać, jeśli się nie spóźnisz, ale nie do końca ci się udało.  
— Myślę, że należy mi się ładne przywitanie, skoro byłam w stanie w ekspresowym tempie przejść ze statusu “w proszku” na “gotowa do wyjścia” i dojechałam tu prawie na czas. — Uśmiechnęłam się.
— Myślałem, że skoro sama zaproponowałaś spotkanie, to nie byłaś w proszku, ale niech ci będzie. — Pochylił się i pocałował mnie w policzek, zatrzymując usta nieco dłużej niż było to konieczne. Owionęły mnie jego perfumy. — Możemy iść.
— To prowadź — powiedziałam, czując szalejące motyle w brzuchu.
Poszliśmy do kawiarni niedaleko mieszkania Nicka, usiedliśmy w ogródku i zamówiliśmy kawę mrożoną. Czułam się dziwnie, siedząc razem z Nickiem w miejscu publicznym, a przecież wychodziliśmy już razem wcześniej — do kina, czy na lodowisko. Jednak teraz było inaczej, bo bardziej to przypominało randkę niż spotkanie kumpli.
— Rozumiem, że ciasto ci smakowało, skoro zjadłeś całe — odezwałam się w końcu, nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę.
— Zawsze mi smakują, ale nie powinnaś chyba zostawiać mi całego. Teraz będę gruby, bo ciężko było się oprzeć.
— Nie zauważyłam, żeby urósł ci brzuch.
— Dawno na niego nie patrzyłaś.
— Prawda, ale twoja koszulka jest wystarczająco dopasowana. — Przekręciłam się trochę, żeby wystawić nogi do słońca, które przyjemnie grzało. Już gdy usiadłam rozcięcie odsłoniło prawe udo, a kiedy założyłam nogę na nogę, odsłoniło również trochę lewego. — Powinniśmy jechać na plażę w taką pogodę.
Nick nie odpowiedział od razu, bo jego wzrok od razu skierował się w stronę moich odsłoniętych nóg i lekko rozszerzył oczy. Następnie znowu spojrzał na mnie.
— Czemu nie. Nie pogardziłbym widokiem ciebie w bikini. — Uśmiechnął się szeroko.
— A ja nie pogardziłabym widokiem ciebie w samych kąpielówkach. — Odwzajemniłam uśmiech, chociaż zrobiło mi się gorąco na samą myśl. — To kiedy jedziemy?
— Jak dopijesz kawę.
— Dzisiaj? — zapytałam zaskoczona. — Skąd wiesz, że nie muszę kupić nowego bikini?
— Możesz być bez. — Spojrzał mi głęboko w oczy, ale się uśmiechał, więc nie byłam pewna, czy żartował.
— Żeby inni ludzie się na mnie gapili? Chyba podziękuję. — Upiłam kilka łyków kawy i zauważyłam, że dziewczyna z wściekle rudymi włosami gapi się na Nicka, jakby go chciała zabić. Nie zauważyłam jej wcześniej, chociaż jej włosy chyba mignęły mi gdzieś w tle. — Znasz ją? Bo wygląda, jakby ona znała ciebie i chciała cię zabić wzrokiem.
Uniósł brwi i obrócił się, patrząc na rudą, która aż zachłysnęła się powietrzem. Westchnął i spojrzał znowu na mnie.
— Podrywała mnie ostatnio w klubie.
Poczułam ukłucie zazdrości.
— I co było dalej? — zapytałam, chociaż nie byłam do końca pewna, czy chciałam wiedzieć.
— A jak sądzisz? Chyba nie myślisz, że na to poleciałem, bo gdyby tak było, to teraz by się na mnie nie patrzyła takim wzrokiem.
— Chyba uraziłeś jej ego.
— Możliwe. Powiedziałem, że nie pójdę z nią do łóżka, bo i tak będę myślał o innej. Chyba nie przyjęła tego za dobrze. — Spojrzał na mnie tak, że aż zrobiło mi się gorąco.
Serce waliło mi w piersi jak oszalałe.
— Tak jej powiedziałeś? — Chyba nie do końca docierało do mnie znaczenie tych słów.
— Możesz ją zapytać. Już pewnie się domyśliła, o kogo mi chodziło.
— Nie mam ochoty z nią rozmawiać — wykrztusiłam, bo nagle zaschło mi w gardle i od razu upiłam spory łyk kawy.
— Ani ja. Ignoruj ją, może w końcu przestanie się gapić. — Zachowywał się, jakby powiedział najnormalniejszą rzecz na świecie.
Nadal czułam motylki w brzuchu i właściwie nie wiedziałam, jak powinnam się zachować. Uśmiechnęłam się i upiłam kilka łyków kawy, która nijak nie chłodziła tego ciepła, które czułam w piersi.
— Naprawdę chcesz jechać na plażę?
— A ty nie chcesz?
— Chcę. Weźmiemy Milo?
— A co z twoim nowym bikini?
— Możesz iść ze mną na zakupy, ale mogę też założyć to, które mam w domu.
— Jeśli niczego mu nie brakuje, to zakładaj. — Dopił swoją kawę. — Szkoda marnować taką pogodę na zakupy.
— No dobrze. Chciałam cię jeszcze o coś zapytać.
— To pytaj.
— Masz jakieś plany na trzydziestego pierwszego lipca? I dzień później? Dostaliśmy z Willem zaproszenia na ślub naszych przyjaciół z dzieciństwa i zastanawiałam się, czy chciałbyś pójść ze mną. To dwudniowe wesele z nocowaniem w hotelu, spory kawałek od Bostonu.
— Zapowiada się fajnie. A ja nigdy nie odmawiam weselnego jedzenia. — Uśmiechnął się lekko. — Jesteś pewna, że chcesz iść akurat ze mną?
— Albo z tobą, albo sama. Nie ma innych opcji.
— Rozumiem, że wolisz oryginał, a nie podróbkę? — Uśmiech się poszerzył.
— Zawsze. Miałeś jakieś wątpliwości? — Dopiłam kawę i odstawiłam szklankę na stolik.
— Przemknęły mi przez głowę, ale nie wracajmy do tego. Bardzo chętnie z tobą pójdę, tylko co na to Will?
— Cieszę się. — Uśmiechnęłam się szeroko. — A Will jakoś to przełknie. Kawa wypita, możemy jechać.
— No to jedźmy i spadajmy rudej z oczu.
Wstałam, poprawiając spódnicę i ruszyliśmy w kierunku mieszkania Nicka.  
***
Pojechaliśmy nad ocean, jednak Nick nie założył kąpielówek, a ja swojego bikini. Zabraliśmy po drodze tylko Milo i jego piłkę. Futrzak, gdy tylko zobaczył Nicka, oszalał z radości i nie mogliśmy go uspokoić, żeby założyć mu szelki i zapiąć smycz. Nie miał pojęcia, gdzie go zabieramy. Posmarowałam się jeszcze na szybko kremem z filtrem, mimo że robiłam to już przed wyjściem na kawę. Moje tatuaże nie były wielkie, ale zamierzałam o nie dbać. Tak samo jak o resztę skóry nie pokrytej tuszem.  
Plaża była pełna ludzi, dzieci biegały i chlapały się w płytkiej wodzie, bo akurat był odpływ. Od razu zdjęłam trampki, bo uwielbiałam chodzić boso po piasku i razem z Nickiem spacerowaliśmy brzegiem, rzucając Milo piłkę, który za każdym razem przynosił ją z powrotem i nie mógł się doczekać kolejnego rzutu. Kilka razy nawet na nas zaszczekał, bo się zagadaliśmy. W pewnym momencie złapałam spódnicę i zanurzyłam nogi po kostki, ale szybko wróciłam na brzeg, bo woda była lodowata. Wydawało mi się, że słońce grzało z każdą chwilą coraz bardziej i zaczynałam się trochę obawiać o Milo. Nie chciałam, żeby się przegrzał z powodu warstw czarnej sierści, ale ciągle biegał po falach za piłką, więc powinien być wystarczająco schłodzony. Spacerowaliśmy dopóki nie mieliśmy dość tego słońca, a Milo biegania.
Wcale nie chciałam się jeszcze rozstawać z Nickiem, kiedy zaparkował pod mieszkaniem, w którym jeszcze niedawno mieszkał.
— Wejdziesz na górę? — zapytałam, odpinając pas.
— Jeśli zapraszasz, to chętnie.
— Oczywiście, że zapraszam. — Uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi, żeby Milo wyskoczył pierwszy, bo siedział na wycieraczce między moimi nogami.
Gdy już znaleźliśmy się na górze, pies od razu wypił całą miskę wody i zasnął pod stołem na zimnych płytkach. Musiał być wykończony.
— Chcesz czegoś zimnego do picia? Nie mam żadnych owoców, więc nie zrobimy lemoniady, ale mogę ci zaproponować wodę z lodem. — Otworzyłam zamrażarkę, żeby upewnić się, że na pewno były tam kostki lodu.
— Poproszę. W tym momencie nawet woda będzie super. — Usiadł przy stole i rozglądał się dookoła. — Niby minęło parę dni, ale, wow… dziwnie tu być. I wiedzieć, że już tu nie mieszkam. Jak wygląda mój były pokój? Cały w Barbie różu?
— Może cię zaskoczę, ale to, że mam różowe włosy wcale nie oznacza, że lubię ten kolor. — Wyjęłam szklanki, wrzuciłam kostki lodu, nalałam wody i jedną z nich postawiłam na stole przed Nickiem. — Proszę.
— Czyli go nie lubisz? To nie ma żadnego sensu.
— Lubię. Na moich włosach głównie i czasami na ciuchach, ale muszą mieć odpowiedni odcień. — Upiłam kilka łyków swojej wody. — Ale w pokoju nie ma nic różowego.
— Dziewczyny są dziwne.
— Brzmisz jak pięciolatek.
— Było to prawdą, jak miałem pięć lat i jest nią nadal, kiedy mam dwadzieścia osiem. — Wyszczerzył się i dopił swoją wodę. — A jak śpi ci się z dala od brata?
— Nawet nie wiesz, jak dobrze! — zaśmiałam się. — W końcu nie muszę słuchać jego chrapania.
— A z dala ode mnie?
Poczułam, że się rumienię. Zanim odpowiedziałam, dopiłam swoją wodę.
— Właściwie to nie mam porównania. Spaliśmy w jednym łóżku tylko raz, ale byłam pijana, jak wiesz, i praktycznie tego nie pamiętam.
— Wiem, ale nie mam na myśli jednego łóżka, tylko… ogół. Czy w ogóle da się odczuć, że mnie tu nie ma.
— Och… — Głupia. O czym ja w ogóle myślałam? — Bez ciebie jest strasznie cicho… i pusto. Willa nie ma całymi dniami, nic nowego, więc siedzę sama z Milo.
— To znaczy, że byłem głośny? — Uniósł brwi.
— To znaczy, że było fajnie wpaść na ciebie w kuchni, albo gdziekolwiek indziej. Fajnie było mieć cię blisko… — Spojrzałam na pustą szklankę, którą trzymałam w dłoni i odstawiłam ją na blat. — Chcesz się przekonać, że twój pokój nie zmienił się w domek dla lalek Barbie? — Uśmiechnęłam się, podnosząc na niego wzrok.
— Chcę. Prowadź — zażartował, wstając.
— Tylko trzymaj się blisko, żebyś nie zbłądził po drodze — zaśmiałam się, wychodząc z kuchni.
Ledwo przekroczyliśmy próg pokoju, zrobiło mi się gorąco. Nawet przez chwilę nie zastanowiłam się, czy mam posprzątane. Na biurku stała kolekcja brudnych kubków, a na łóżku stos ciuchów, bo nie mogłam się zdecydować, co założyć.
Boże, co za wstyd. Od razu podbiegłam do łóżka i zaczęłam zbierać ciuchy, żeby schować je do szafy.
— Przepraszam za ten bałagan, szybko się zbierałam — powiedziałam, upychając rzeczy do szafy. — Nie chciałam się aż tak spóźnić.
— Spoko, przecież mieszkaliśmy razem. I… lepiej wiedzieć wcześniej, niż później.
— Lepiej wiedzieć co? — Zamknęłam w końcu drzwi szafy i spojrzałam na niego.
— Że jesteś fleją. — Uśmiechnął się szeroko i opadł na łóżko.
— Nie jestem fleją! — zaprotestowałam, ale musiałam być już cała czerwona. — Pracowałam i nie miałam czasu wynieść tych kubków…
— No, przestań już, przecież jaja sobie robię. — Oparł się o poduszki i westchnął teatralnie. — Nie doceniałem tego łóżka. Jest wygodne. Chodź tutaj. — Poklepał miejsce obok siebie. — Czy ja dobrze usłyszałem? Pracowałaś?  
Podeszłam powoli do łóżka i usiadłam obok Nicka. Rozcięcie odsłoniło moją prawą nogę, ale nie poprawiłam spódnicy, żeby ją zakryć.
— Tak, pracowałam. — Uśmiechnęłam się szeroko. — Skończyłam jedno zlecenie i już dostałam następne. Chyba się za mną stęsknili.
— To super. Co cię zmotywowało do powrotu?
— Chyba wszystko po trochu… twoja wyprowadzka i wizyta u lekarza… nie chcę, żeby Will musiał brać kolejny kredyt, gdybym musiała mieć kolejny zabieg… Już dawno powinnam była to zrobić.
— Nie miej od razu czarnych myśli. Ale dobrze, że wróciłaś do pracy. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, poczujesz się lepiej.
— Tak, to prawda. Już czuję się lepiej. — Spojrzałam mu w oczy i zastanawiałam się, czy powiedzieć, że to głównie jego zasługa. — Ale nie tylko praca jest tego powodem.
— Ciekawe, co jeszcze.
— Raczej kto.
Uśmiechnął się szeroko.
— Pewnie Milo.
— Oczywiście — zaśmiałam się.
Jego wzrok prześlizgnął się po mojej twarzy i ustach, a po chwili milczenia powiedział:
— Muszę się już zbierać. Idę dziś do pracy.
— Och… — Próbowałam ukryć swoje rozczarowanie, ale chyba mi nie wyszło. — Okej.
— No niestety, praca nie poczeka. — Podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie wyczekująco. — Mam sam się odprowadzić do drzwi?
Szybko wstałam z łóżka i stanęłam obok niego.
— I chciałbyś wyjść tak bez pożegnania?
— Zwykle żegna się ludzi przy drzwiach.
— No właśnie. — Ruszyłam powoli w kierunku drzwi, chociaż nie chciałam jeszcze się z nim żegnać.
Po drodze do drzwi wyjściowych Nick poszedł jeszcze na chwilę do kuchni i pogłaskał po łbie śpiącego Milo. Po chwili stanęliśmy w progu. Już miał wychodzić, ale przystanął i odwrócił się.
— Kiedy się teraz zobaczymy?
— Za kilka dni, jak skończę zlecenie? Muszę skupić się na pracy.
— A ja cię rozpraszam? — Znowu szeroko się uśmiechnął.
— Naprawdę musisz pytać? — Odwzajemniłam uśmiech, zakładając kosmyk włosów za ucho.
— Nie zaszkodzi. — Odrobinę się do mnie przybliżył, a jego wzrok znowu zsunął się na moje usta. — Kilka dni, hm? Więc chyba będę musiał to sobie odbić.
— W jaki sposób? — zapytałam, czując, jak moje serce zaczyna bić szybciej.
— A w taki. — Szybkim i gwałtownym ruchem przyparł mnie do ściany i wpił się w moje usta, jednocześnie kładąc ręce na moich biodrach i przyciągając je do swojego ciała.  
Chciałam, żeby mnie pocałował, ale i tak byłam zaskoczona, gdy to zrobił. Oddałam pocałunek, wplatając palce w jego włosy. W brzuchu szalały mi motyle i prawie nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Przeniósł jedną ze swoich rąk na moją szyję, palcami dotykając żuchwy. Rozpływałam się, rozkoszując jego smakiem i dotykiem. Dopiero po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie, ciężko dysząc. Wciąż delikatnie stykaliśmy się nosami.
— No to… idę do pracy — powiedział cicho.
— No to… idź — wydyszałam, delikatnie dotykając palcami jego policzka.
— To idę — powtórzył, po czym oderwał się ode mnie i przeszedł przez drzwi, rzucając mi jeszcze ostatnie spojrzenie.
Zsunęłam się po ścianie na podłogę, bo nogi miałam jak z waty. Uśmiechałam się do siebie jak głupia. Serce jeszcze nie wróciło do normalnego rytmu, a w brzuchu dalej szalały motyle. Całował mnie w taki sposób… Czy to znaczyło, że mi wybaczył?




Przyznawać się, kto na to czekał? :D

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3448 słów i 19346 znaków.

5 komentarzy

 
  • Gazda

    No wreszcie zachowują się jak normalni zakochani.
    Ciekawie zapowiada się wesele. Już nie mogę się doczekać
    Brawo dziewczyny 👋 :bravo:

  • candy

    @Gazda dziękujemy za komentarz! ❤️ Mega nas to motywuje 🥰

  • lolissss

    wspaniały prezent na dzień dziecka!! :D

  • candy

    @lolissss haha! cieszymy się :D

  • Wili

    No w końcu :D Taki rozdział sam zachęca do komentowania (nie żeby inne były złe w żadnym wypadku ;) po prostu ten ma w sobie to "coś" ) Jedyne ale jakie mam to to że wstawiasz je za rzadko ;P

  • candy

    @Wili dziękujemy <3 co 3-4 dni to za rzadko? :D niestety, piszemy to we dwie, nie zawsze mamy czas usiąść do pisania, zwłaszcza w tym samym czasie - każda ma swoje obowiązki, ale staramy się jak możemy :)

  • Wili

    @candy Dla maniaka czytania nawet 2 dni czekania to tortura ^^ zwłaszcza jeśli czyta się coś tak dobrej jakości :) wiadomo że każdy ma swoje życie... ale raz na jakiś czas mogłybyście urządzić mały maratonik żeby zaspokoić ten głód czytelników ^^

  • candy

    @Wili żeby był maratonik to powinno być dużo komentarzy :D a czasami nie dostajemy wcale :sad:

  • Convallaria

    No ja 😆😆 Super

  • candy

    @Convallaria <3

  • Wer...

    Każdy kto czyta czekał na ten wielki moment !! Oni są świetną parą więc nie może być i inaczej ❤️ Pasują do siebie bardzo 😍

  • candy

    @Wer... dziękujemy <3