W objęciach światła – rozdział 8

W objęciach światła – rozdział 8Hayley

Gdy wróciłam z Milo do mieszkania, przywitała mnie cisza. Rzeczy Nicka zniknęły, jego pokój był przerażająco pusty, a w kuchni na blacie zamiast ekspresu do kawy została dziwnie pusta przestrzeń. Poszłam się przebrać, nie zdając sobie sprawy, że już zaczęłam płakać i kiedy spojrzałam na pudła, zajmujące prawie całą przestrzeń w pokoju Willa, postanowiłam je poprzenosić. I tak nie nadawałam się do niczego innego. Łzy nadal płynęły mi po policzkach i co chwilę je wycierałam, ale w końcu udało mi się wszystko przenieść. Nareszcie mogłam przełożyć rzeczy z pudeł do szafy. Okazało się jednak, że miałam za dużo ciuchów i nie mieściły mi się wszystkie. Upchałam tyle, ile się dało i żeby to wyglądało w miarę na poukładane. Pudła ułożyłam pod ścianą. Przeniosłam swoją pościel z łóżka Willa, a potem cały sprzęt do rysowania. Właściwie byłam już urządzona.
Noc była najgorsza. Nie mogłam spać. Ciągle czułam zapach Nicka, mimo że go tu nie było. Przekręcałam się z boku na bok, ale sen nie nadchodził, a ja wpadałam w coraz głębszą rozpacz. Katowałam się wspomnieniami, tymi dobrymi i tymi złymi, a wyrzuty sumienia na nowo zalewały mnie coraz większymi falami. Gdybym nie zepsuła wszystkiego, może moglibyśmy leżeć tutaj razem… Nadal tkwiłam głęboko w ciemności, a moje światło było za daleko, by pomóc mi wydostać się na powierzchnię.
A co, jeśli teraz całkiem stracimy kontakt? Niby powiedział, że mogę go odwiedzać… ale przeprowadzka była wręcz idealnym powodem do zakończenia znajomości. Co prawda nie wyprowadził się na drugi koniec świata, ani nawet na drugi koniec kraju, nadal był niedaleko, ale nie wiedziałam, czy to wystarczy.  
Poduszka była cała mokra od łez, a ja dalej nie mogłam zasnąć. Milo chyba też nie, bo słyszałam, jak chodził z miejsca na miejsce. Zostawiłam otwarte drzwi, gdyby chciał do mnie przyjść, ale nigdy tu nie spał, więc nawet się nie zbliżył do progu.
Następne dwa dni przeleżałam w łóżku, próbując wyjść z tego dołu, w który wpadłam. Ruszałam się tylko po to, by wyprowadzić psa, albo ugotować bratu obiad. Czułam się dziwnie przebywając w pokoju Nicka bez Nicka. Milo też był zdezorientowany. Wchodził tutaj, pewny, że zaraz go zobaczy, a kiedy po rozejrzeniu się nigdzie go nie widział, przestawał merdać ogonem i wyglądał na smutnego i rozczarowanego. Zastanawiałam się, czy powinnam napisać do Nicka, jak tam pierwsza noc na super wygodnej kanapie. Brak kontaktu z nim doprowadzał na mnie na skraj rozpaczy. Może nie byliśmy blisko przez ostatnie tygodnie, ale przynajmniej go widywałam.  
Wzięłam telefon, wybrałam jego numer i zaczęłam pisać wiadomość:
HAYLEY: Jak tam pierwsze noce na super dużej i super wygodnej kanapie?
Odpisał po paru minutach.
NICK: Mogłoby być lepiej.
Nigdy nie wymienialiśmy z Nickiem wiadomości. To było coś nowego, ale przynajmniej rozmawialiśmy, jeśli można było nazwać rozmową dwa zdania. A skoro mi odpisał to chyba nie chciał stracić ze mną kontaktu. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Nie napisałam nic więcej, bo nie byłam pewna, co mogłabym napisać. Bałam się też, że mógłby już nie odpisać.
Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Humor zmieniał mi się z minuty na minutę i nie poznawałam już samej siebie. Właściwie od operacji czułam się sobą tylko kilka razy. To za mało jak na tyle miesięcy. Nie byłam w stanie rysować i chociaż zmuszałam się codziennie, nie czerpałam z tego żadnej radości. Wiedziałam, że w końcu musiałam skontaktować się z wydawnictwem, bo musiałam wiedzieć, na czym stoję. Nie wiedziałam, czy nadal chcieli ze mną współpracować. W dodatku z tyłu głowy nadal czekała na przemyślenie sprawa z ciążą.  
Jak miałam podjąć tak ważną decyzję, kiedy psułam wszystkie relacje z ludźmi, którzy mnie otaczali i byli dla mnie ważni?  
Nadal nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Wizja ciąży i dziecka sprawiała, że zalewała mnie panika. Nie byłam gotowa i tylko tego byłam w stu procentach pewna. To mnie przerastało. Nie powiedziałam o tym nikomu i może to był błąd, ale na razie wolałam zachować to dla siebie. Nie chciałam jeszcze o tym rozmawiać, wolałam odwlekać jak długo się dało. Musiałam się skupić na powrocie do pracy, żeby pomóc Willowi i w końcu zacząć oddawać mu niewielkie kwoty, tak jak to sobie obiecałam. Decyzja o ciąży mogła poczekać. Może nowe tabletki antykoncepcyjne będą lepsze niż poprzednie i sprawią, że torbiele się zmniejszą. Może wcale nie będę musiała w najbliższym czasie decydować, czy chciałam mieć dziecko, czy jednak nie. Ilekroć jednak wyobrażałam sobie siebie w ciąży, w roli ojca dziecka zawsze obsadzałam Nicka, a to było niemożliwe z więcej niż jednego powodu, co doprowadzało do tego, że zalewałam się łzami.
Zakopałam się pod kołdrą. Byłam wykończona tym myśleniem i analizowaniem wszystkiego, co zrobiłam, a czego nie powinnam była robić. Nie miałam siły na nic.  



Nicholas

Nowe mieszkanie powoli przestawało mi przeszkadzać. W końcu byłem tak zmęczony, że zasypiałem od razu, bez tego dziwnego uczucia. Zacząłem też pić kawę na balkonie, bo świeciło słońce i tak było po prostu przyjemniej. Dobrze, że było na to wystarczająco dużo miejsca, że był stolik i krzesła – poprzedni balkon w ogóle nie umywał się do tego. Tutaj mogłem siedzieć godzinami.
Hayley w końcu się odezwała. Dziwnie było gadać z nią przez smsy. Odpisałem jej krótko i oschle, choć nie na to miałem ochotę. Wciąż jednak próbowałem trzymać się swojej zasady, choć chciałem czego innego. Jakimś cudem wcześniej było między nami zbyt niezręcznie, zaczęło się poprawiać dopiero, gdy wspomniałem, że się wyprowadzam, tym razem na serio. Szkoda, że sprawy między nami układały się tak dziwnie.  
Angelika oderwała mnie na trochę od Hayley, gdy przyszła mnie odwiedzić. Nie musiałem jej oprowadzać, znała to mieszkanie, ale, jak sama powiedziała, teraz zmienił się jego najemca, więc musiała przyjść. Dała mi małą roślinkę w doniczce. Stwierdziła, że to prezent na nowe mieszkanie, a ja jej powiedziałem, że zapewne w ciągu tygodnia roślina zdąży umrzeć, bo nikt nie będzie jej podlewał. Stała teraz samotnie na parapecie, wyglądając cholernie dziwacznie.
Opowiedziałem jej o rozmowie z Sarah i co nieco o obecnej sytuacji z Hayley i miałem wrażenie, że gdy jej to mówiłem, to od razu posmutniała, ale nic nie powiedziała. Przez głowę przemknęło mi, że może coś do mnie czuła, ale chyba wtedy by coś powiedziała? Głupio było mi ją o to pytać. Zresztą, nie potrzebowałem kolejnej dziewczyny wyznającej mi uczucia. Jej też nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Pozostawało mi mieć nadzieję, że Hayley miną te niedorzeczne uczucia, kiedy już zniknąłem z naszego wspólnego mieszkania. Na odległość łatwiej było mi się pilnować. Bo przecież nie chciałem robić jej nadziei. Powiedziałem jej, że jestem zepsuty, ale ona była tak nieustępliwa, że chyba żadne z moich słów do niej nie dotarło.  
Dlatego nie odpisałem jej więcej niż tymi trzema słowami. Musiałem narzucić jakieś granice. Musiałem pamiętać, kim byłem i kim była ona. Była zbyt dobra i niewinna, by marnować czas z kimś takim jak ja.
***
Przez następne dni niemal do nikogo się nie odzywałem, z nikim nie rozmawiałem i miałem przeczucie, że wkrótce zwariuję. Brak rozpraszaczy powodował, że moją głowę zalewały różne myśli, zwłaszcza gdy w nocy przewracałem się z boku na bok. W mieszkaniu było duszno, dlatego zawsze w pewnym momencie poddawałem się, odrzucałem kołdrę i wychodziłem na balkon, gapiąc się w niebo i gwiazdy, które teraz już kojarzyły mi się tylko i wyłącznie z Hayley.
Niemal cały czas myślałem o niej. Tęskniłem za nią. Wiedziałem, że wyprowadzka była dobrym pomysłem, ale nie uzmysłowiłem sobie wcześniej, jak bardzo będzie mi jej brakować. Wciąż wracały do mnie jej słowa, gdy mówiła, że mnie kocha i próbowałem pozbyć się tego uczucia paniki, które mnie zalewało. Może powinienem się z tym oswoić. Może w końcu powinienem dać jej szansę. Może mogłem być, cholera, szczęśliwy. Wbiłem sobie do głowy, że musiałem trzymać się od wszystkich dobrych dziewczyn z daleka, ale… Hayley nadal przy mnie była, mimo że robiłem wszystko, by ją odepchnąć. Powiedziałem jej tyle przykrych słów, patrzyłem na nią z nienawiścią, wywaliłem blachę z szarlotką, po czym powinna mnie znienawidzić, a ona jednak wciąż była obok. I mnie kochała.  
Bo cię kocham… I nieważne, co zrobisz, to nie mija. Bo widzę w tobie więcej, niż ty sam.
Cholera. Ile jeszcze mogłem się przed tym bronić? Udawać, że ja niczego do niej nie czułem? Bałem się nazwać te uczucia, ale przecież od dłuższego czasu nie była mi obojętna i myślałem tylko o niej. Fakt, okłamała mnie. Byłem wściekły, ale teraz to uczucie zelżało i zastąpiła je myśl – “no i co z tego?”. Ja też okłamałem Kim, nie mówiąc jej, że byłem bezpłodny. Kłamstwo przez niedomówienie pozostawało kłamstwem. Wcale nie byłem lepszy od Hayley. Gdy emocje opadły, uznałem, że w sumie to się jej nie dziwiłem, że nie przyznała się do seksu ze mną. Z boku faktycznie wyglądało to tak, jakbym był z Angeliką. Może poszła na randkę z Derekiem, bo po prostu chciała być szczęśliwa, skoro ze mną nie mogła być. Może nie chciała mnie zamienić, tylko… mieć namiastkę mnie? Cholera, nie wiedziałem. Tyle pytań, tyle błędów. Fakt, że nie umieliśmy ze sobą rozmawiać, wszystko dodatkowo komplikował. Cała nasza relacja była jednym wielkim pasmem niedomówień. Okłamała mnie, ale to odpokutowała. Czy naprawdę chciałem odrzucać dziewczynę, której nadal na mnie zależało mimo tego, co już widziała? Zobaczyła moje demony, wiedziała, jaki byłem, widziała mnie w najgorszym stanie, a jednak nadal twierdziła, że mnie kocha. To nie była Kim, dla której największym problemem było to, że nie chciałem, by nachodziła mnie w mieszkaniu. Hayley była do mnie podobna. Też miała swoją ciemność, więc rozumiała moją.
Związek z nią – ba, samo wyznanie jej uczuć – z jakiegoś powodu mnie przerażało, ale nagle zacząłem się zastanawiać, gdzie wyląduję, jeśli ją odrzucę i będę dalej zachowywał się tak jak do tej pory. Czy już do końca życia będę szedł do łóżka z dziewczynami poznanymi w klubie, które nie będą miały dla mnie znaczenia? Na zawsze pozostanę playboyem, który będzie się tylko bawił, a później się zestarzeje i zostanie sam? Może jednak powinienem puścić wszystko w niepamięć i po prostu spróbować, nawet jeśli przerażało mnie to jak cholera?
***
Minął może tydzień i ani razu nie rozmawialiśmy. Może Hayley widziała, że próbowałem trzymać się na dystans, albo po prostu nie wiedziała, o czym ze mną rozmawiać, gdy nie było mnie obok. Któregoś dnia usłyszałem pukanie do drzwi, chociaż nikogo się nie spodziewałem. Zdziwiłem się, gdy otworzyłem i zobaczyłem Hayley. Różowe włosy miała związane w kucyk, a na powiekach namalowane czarne kreski. Nigdy nie rozumiałem, jak dziewczyny potrafiły je namalować, nie wydłubując sobie przy tym oczu. Ubrana była w czarne spodnie z dziurami na kolanach, w których chyba nigdy jej wcześniej nie widziałem, biały top i jeansową kurtkę. Na ramieniu przewieszoną miała wypchaną po brzegi materiałową torbę.
– Hej – przywitała się z uśmiechem. – Przeszkadzam?
– Yyy… – zawahałem się, bo kompletnie mnie zaskoczyła. – Nie. Ale… – Głupio było zapytać “co ty tu robisz?”, bo brzmiało chamsko. – Nie spodziewałem się ciebie.
– Wiem, powinnam była wcześniej napisać… – zmieszała się, spuszczając wzrok, ale po chwili znów na mnie spojrzała. – Szarlotka i lody na osłodę? – Wskazała torbę.
– Yyy… – mruknąłem znowu, ale wpuściłem ją do środka. – Nie musiałaś.
– Ale chciałam. Chyba nie powiesz, że nie masz ochoty na taki deser? – Zaczęła wykładać rzeczy z torby na blat w kuchni. – Mam nadzieję, że twój piekarnik jest sprawny.
– Nie wiem. Nie używałem go. – Dziwnie się czułem, gdy widziałem ją po takim czasie. – Pewnie stęskniłaś się za kafelkami w łazience.
– O tak, za nimi najbardziej – zaśmiała się i wróciła do rozpakowywania torby. – Masz, schowaj do zamrażarki, zanim się roztopią. – Podała mi pudełko lodów waniliowych.
– Nie wiem, czy mam zamrażarkę.
Spojrzała na mnie, a potem na lodówkę i znowu na mnie.
– Żartujesz, tak?
– Nie. – Wyszczerzyłem się. – Jeszcze nie zrobiłem dobrego rozeznania w terenie, na razie kupiłem tylko to, co najpotrzebniejsze. – Otworzyłem lodówkę, by pokazać Hayley karton mleka, soku oraz dwa jogurty.
– Wow. A gdzie kawa? – zaśmiała się.  
– Bardzo śmieszne. Tam, gdzie powinna być. – Spojrzałem na górę lodówki. – Rozumiem, że ta mała półeczka na samej górze to zamrażarka?
– Otwórz, to się przekonasz.
– Widzisz, sama nie wiesz. Daj te lody. – Przejąłem od niej pudełko i szybko wrzuciłem do irytująco małej półeczki.
– Mogę poszperać po szafkach? – zapytała. – Potrzebuję kilku rzeczy, a zgaduję, że nie wiesz, gdzie się znajdują.
– Za wiele tu nie znajdziesz, ale śmiało. Prawdę mówiąc, wątpię, że znajdziesz cokolwiek, czego potrzebujesz.
– To będę improwizować.  
Jakiś czas później szarlotka była już w piecu. Nie wiedziałem, czy znalazła wszystko, czego potrzebowała, ale skoro ciasto było gotowe, to chyba tak. Gdy je robiła, nie za bardzo mieliśmy o czym rozmawiać i jedynie rzucaliśmy półsłówka. Faktycznie mogła mnie uprzedzić, że wpadnie.
– Okej, to teraz czekamy, aż się upiecze – powiedziała w końcu, odwracając się od piekarnika.
Przytaknąłem w milczeniu.
– Jak tam Milo? – zapytałem w końcu.
– Dobrze, ale chyba tęskni. Nie rozumie, dlaczego cię nie ma w twoim pokoju.
– Cóż, chciałbym mu to jakoś wytłumaczyć, ale chyba nie mam jak. No właśnie, a jak się mieszka w moim pokoju?
– Dziwnie, ale powoli się przyzwyczajam.
Faktycznie musiało być jej dziwnie, bo to ona pamiętała, jak uprawialiśmy tam seks, w przeciwieństwie do mnie.
– Nie stój tak – powiedziałem, bo zaczynało robić się dziwnie. – Czuj się zaproszona, by usiąść na super dużej i super wygodnej kanapie.
Uśmiechnęła się, odpychając się od blatu i przeszła kilka kroków, ale zanim usiadła spojrzała na parapet, na którym stała samotna roślinka od Angeliki.
– Nie wiedziałam, że lubisz kwiatki.
– “Lubisz” to za dużo powiedziane. Sam bym tego nie kupił. Kawy?
– Poproszę.
Nie powiedziała nic więcej, więc zrobiłem jej taką, jaką piła poprzednim razem, po czym usiadłem obok niej na kanapie. Przez chwilę przyglądałem się jej pomalowanym oczom, które nagle wydawały się większe i jakieś takie… wyraźne. Bardzo ładnie wyglądała. Chrząknąłem i nieznacznie się od niej odsunąłem.
– Ja nie gryzę – zaczęła jakby oburzona, a potem się zarumieniła. – To znaczy… mogłabym, ale tego nie zrobię.
Przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć, aż w końcu postanowiłem zaryzykować:
– Może i nie gryziesz, ale liżesz.
– Czasami.
– Czasami? Czyli to zależy od sytuacji? Jak cię najdzie, to wyciągasz język i liżesz kogo popadnie? – Z jakiegoś powodu bardzo mnie to rozśmieszyło.
– Nie kogo popadnie. Nie wszyscy są tacy słodcy jak ty. – Spojrzała mi w oczy, rumieniąc się jeszcze bardziej.
I niby to ja tu byłem zboczony?
– Ale tylko z udziałem syropu klonowego.
– Tak mówisz? Ja nie mam porównania.
– Zapytałbym, czy chcesz się przekonać, ale… – Uśmiechnąłem się krzywo. – Postanowiłem nie być zboczony, więc nie zapytam.
– Odpowiedziałabym, że tak, ale skoro nie zapytałeś…
Odchrząknąłem. Część mnie jeszcze pamiętała o poprzednich postanowieniach, ale część chciała już wszystko rzucić i po prostu ją pocałować.
– A mam zapytać?
– Mógłbyś.
– No to pytam. – Spojrzałem jej prosto w oczy.
– Więc tak, chcę się przekonać – powiedziała cicho, przybliżając się do mnie.
Westchnąłem i usiadłem dokładnie naprzeciwko niej.
– Hayley… Nie rozumiem, co jest teraz między nami. Naprawdę usiłuję się hamować, ale nie mogę dłużej traktować cię wyłącznie jak koleżanki czy byłej współlokatorki. – Nie planowałem wyjeżdżać z taką szczerością, ale ile jeszcze mogłem mieć mętlik w głowie? – Wiem, że między nami się popsuło, a ja sam nie wiem, czego chcę i dziwię się, że cokolwiek do mnie czujesz… Ale coraz ciężej mi się powstrzymać… na przykład od tego. – Wziąłem w palce kosmyk jej różowych włosów i zatknąłem jej za ucho. – Tęsknię za tobą.
– Ja za tobą też. – Spojrzała mi w oczy. –  I też nie wiem, co teraz między nami jest, ale coś na pewno. Moje uczucia się nie zmieniły, więc... jeśli nie chcesz się hamować, to się nie hamuj. Wszystko zależy od ciebie.
– Muszę wiedzieć, że też tego chcesz i nie będziesz mnie potem o nic obwiniać. – Delikatnie położyłem obie dłonie na jej udach i pochyliłem się.  
– Chcę tego – zapewniła i delikatnie dotknęła palcami mojego policzka.
Pochyliłem się ku niej jeszcze bardziej, czując przyspieszone bicie serca.
– Bo jestem taki słodki? – mruknąłem cicho, uśmiechając się. Nasze usta dzieliły milimetry.
– Nie tylko słodki – powiedziała cicho.
– Tak? A jaki jeszcze?
– Przystojny. – Uśmiechnęła się. Jej druga dłoń znalazła się na moim karku, a potem we włosach. – Zabawny i…
– I?  
– Opiekuńczy, kochany i... idealny. – Ostatnie słowo niemal wyszeptała.
Nasłuchałem się wystarczająco. Wziąłem oddech i przybliżyłem się do niej jeszcze bardziej. Gdzieś w piersi czułem rozchodzące się ciepło i podniecenie. Chciałem ją pocałować i popchnąć na plecy, żeby się przekonała w pełni, jak wygodna była ta kanapa – ale ledwo zdążyłem dotknąć jej ust, nagle w mieszkaniu rozległ się głośny pisk piekarnika, co spowodowało, że automatycznie od siebie odskoczyliśmy.
Kurwa mać.
– Szarlotka… – mruknąłem, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
– Tak… Zapomniałam o niej. – Wstała, cała zarumieniona i poszła wyjąć ciasto.
Powstrzymałem się od walnięcia pięścią w łóżko. Tak niewiele brakowało. Cholerne ciasto. Teraz, gdy chwila minęła, będzie ciężko do niej wrócić.
– Gotowe – powiedziała Hayley, zdejmując rękawice. – Chwilę przestygnie i możemy kroić.
– Dobra – powiedziałem, choć bez większego entuzjazmu. – Możemy wyjść na balkon.
Hayley ukroiła dwa duże kawałki, nałożyła po gałce lodów i wyszliśmy usiąść na balkon przy małym stoliku. Rozmowa niezbyt się kleiła. Ona pewnie też myślała o tym, co omal się nie stało. W końcu powiedziała, że musi iść, a ja nie oponowałem. Musieliśmy przerwać ten niezręczny nastrój.
Zanim wyszła, wspięła się na palce i przytuliła mnie. Objąłem ją, czując niedosyt.
– Do zobaczenia, Nick – powiedziała cicho.
Jej usta musnęły mój policzek, kiedy się odsuwała.
– Do zobaczenia.  
Rzuciła mi ostatnie spojrzenie i wyszła. Zamknąłem za nią drzwi, czując coś… dziwnego. Mieszankę przerażenia i szczęścia.
Może mogłem być szczęśliwy, ale wciąż nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3632 słów i 19967 znaków, zaktualizowała 30 maj o 21:29.

1 komentarz

 
  • lolissss

    ja pier... im zawsze coś musi przeszkodzić... jakby nie mogli olać tej głupiej szarlotki no :D no nic, czekam aż w końcu dojdą w pełni do porozumienia i przejdą do rzeczy!! :)

  • candy

    @lolissss ale szarlotkę to Ty szanuj!  :rotfl:

  • lolissss

    @candy szanuje zawsze i wszędzie, ale nie w tym momencie 😂

  • Wili

    @candy  To ja cicha czytelniczka lepiej nie będę się przyznawać do swojej niechęci co do szarlotki ;P

  • candy

    @Wili może wybaczę :D ale nie wybaczę cichego czytania! Komentarze bardzo nas motywują ;)

  • Wili

    @candy  Bardzo rzadko komukolwiek komentuje ;P ale jak się już wkręce i czekam codziennie sprawdzając np.lola czy nie ma rozdziału to się komentarze czasem pojawiają ^^ a tak mam z tą historią